fbpx

5-krotny mistrz NBA Ron Harper wspomina grę z MJ i Kobe

13

Przedstawiamy najciekawsze fragmenty znakomitego wywiadu, jaki magazyn SLAM przeprowadził z Ronem Harperem, członkiem mistrzowskiej drużyny Bulls w latach 1996-98, który po rozpadzie ekipy z Chicago powędrował za trenerem Philem Jacksonem do Los Angeles, gdzie pomógł młodemu Kobe oraz Shaqowi wywalczyć dwa kolejne tytuły. Kibicom NBA w Polsce Harper znany jest głównie z solidnej gry obronnej oraz zabawnie wyglądającej formy rzutowej. Mało kto pamięta go z czasów Cavs oraz Clippers, kiedy to Ron był jednym z czołowych strzelców, a średnie 20 punktów na mecz osiągał z taką samą regularnością, co deszcz padający w Polsce na początku wakacji. Z dynamiki ograbiła go kontuzja kolana. Musiał przedefiniować siebie jako koszykarza, dopiero wówczas nadeszły sukcesy…

W 1985 roku, na ostatnim roku studiów, Harper napisał DEFENSE na jednym bucie oraz DUNK na drugim. Dlaczego? “Ponieważ te dwie rzeczy robię najlepiej” – padła odpowiedź. Faktycznie, w tamtym roku notował 24 punkty, 12 zbiórek, 2 bloki i 3 przechwyty w każdym meczu, co zaprowadziło go do NBA jako ósmy wybór w drafcie 86′. Nie tylko wysoko skakał, potrafił też wykreować sobie pozycję do rzutu oraz przeciąć tor lotu piłki w obronie. Szybko zwrócili na niego uwagę przedstawiciele Nike, a Harper został jednym z ambasadorów kampanii Nike Flight. Pamiętacie te znaczki w kształcie litery F na językach butów?

Pamiętasz jakie boje toczyliście z Michaelem Jordanem za czasów gry w Cleveland?
A: Kiedy grałem przeciwko MJ, darzyliśmy siebie wzajemnym szacunkiem (..) zawsze mówiłem swoim kolegom, MJ zdobędzie 32-35 punktów, ja będę w zasięgu 10 punktów, więc jeden z Was musi zdobyć więcej niż jego partnerzy.

Dużo się zmieniło od 1994 roku kiedy trafiłeś do Bulls. Nie byłeś już tym samym graczem.
Tak, mój pierwszy rok w Chicago był trudny. Phil Jackson zapytał mnie w jaki sposób mogę być częścią tego zespołu, odpowiedziałem, że mamy MJ-a, mamy Scottiego, Kukoca i raczej nie dostanę więcej niż pięć rzutów na mecz. Jeśli więc mi zaufa, mogę grać na rozegraniu, mogę grać w obronie, mogę egzekwować wszystkie nasze zagrywki. Na to Phil powiedział, że gdybym przyszedł i oczekiwał 10-12 rzutów, sprzedaliby mnie…  Już wtedy wiedziałem, że będzie to mocna ekipa.

Ale nie byłeś tego pewien, gdy podpisywałeś kontrakt, przecież Michael grał wówczas w baseball…
Wiedziałem, że Jordan wróci, był na sali częściej niż ja! Przychodził na trening cztery razy w tygodniu. Męczyłem go o powrót, ale mnie zbywał. Prosiłem go, żeby przestał się okłamywać, krótko potem zapowiedział, że wraca do ligi. Wtedy mój czas przebywania na boisko drastycznie się skrócił. W playoffach graliśmy z Orlando, w składzie byli BJ Armstrong, Steve Kerr i ja. Orlando mieli Penny Hardawaya. Phil powiedział mi: “bierzesz Hardawaya” na co odpowiedziałem, że nie można ot tak przejść z siedzenia na ławce do krycia Penny’ego. Odparł krótko: “bierzesz Hardawaya i kończymy dyskusję.” W ten sposób uformował się obwód: ja, MJ i Scottie.

Kiedy trenowaliście, jak to było kryć Jordana?
Kiedy zaczął mu wpadać ten fadeaway i nie mogłem nic na to poradzić, wiedziałem, że reszta ligi będzie mieć z nim kłopoty. Byłem w dwójce, może trójce najlepszych obrońców obwodowych, więc jeśli ja nie mogłem go powstrzymać, nikt tego nie potrafił. Na treningach było niekiedy ostrzej niż w rzeczywistym meczu. MJ obrażał wszystkich, gadał nieprzerwanie. Musiałem dawać z siebie wszystko, inaczej zmieszałby mnie z błotem. Zaraz po powrocie do ligi powiedział, żebym przyszedł do niego do domu. Zapytałem dlaczego. W odpowiedzi usłyszałem: “będziemy trenować codziennie o 7 rano”. Byłem u niego każdego dnia o 6:45. Trenował mocniej niż ktokolwiek, kiedykolwiek. To właśnie uczyniło go lepszym niż reszta chłopaków.

Czy byłeś zawiedziony, kiedy zespół się rozpadł?
Czuliśmy, że mamy zespół wystarczający dobry, by nadal zwyciężać. Nie wydaje mi się, żeby San Antonio zdobyło wówczas mistrzostwo (w 1999 roku przyp.red.)  Gdybyśmy mieli ten sam team, skopalibyśmy im tyłek. Mówię ci jak jest. W pięciu meczach, może nawet czterech.

Czy było trudniej po zdobyciu pierwszego tytułu, czy trzeci był najtrudniejszy ze wszystkich?
Nie, nie. Powiem ci dlaczego. Mieliśmy graczy, który uwielbiali być częścią doskonałej ekipy, którzy trenowali solidnie każdego dnia. Kiedy wychodziliśmy na parkiet przeciwko komukolwiek, z miejsca mieliśmy 10 punktów przewagi. Przeciwnicy wiedzieli, że mamy najlepszego gracza w historii koszykówki, drugiego najlepszego w osobie Scottiego, mieliśmy Rodmana, który mieszał ludziom w głowach. Kiedykolwiek graliśmy w naszej hali, a przyjezdna ekipa usłyszała nasze intro, byli przerażeni. Już przed meczem wiedzieli, że zostaną pokonani.

Ostatecznie zlądowałeś w Lakers idąc śladami Phila Jacksona. Jak z perspektywy gry z Michaelem i Scottiem oceniasz wspólne występy z Kobe i Shaqiem?
Pierwszego dnia na treningu zobaczyłem jak Shaq zbiera piłkę pod własną tablicą, kozłuje za plecami, między nogami, a następnie wsadza ponad czterema przeciwnikami. Shaq był wybitnym graczem, ale rozumiał jak powinno grać się w tę grę. To dobry kolega. Dalej miałeś młodego Kobe, który przypomina Jordana. Może nie był tak silny jak Jordan, ale miał taką samą wolę walki oraz ogień palący się głęboko w środku. Pamiętam, że przyjechał na obóz przygotowawczy gotów zademonstrować, że jest gotów do gry.

Czy chłopaki w Lakers podchodzili do treningów tak samo jak członkowie Bulls?
Hmmmm, nie, nie, nie. Mieliśmy paru chłopaków, którzy rywalizowali oraz kilku którzy cieszyli się urokami Hollywood, zwłaszcza nocą. Kiedy wychodziłeś z domu w Chicago i widziałeś zachmurzone niebo, wiedziałeś że czas na basket. W Los Angeles widziałeś słońce, palmy i gorące dziewczyny. Koszykówka? No nie wiem! Tak czy inaczej, zespół był mocny. Mieliśmy znakomitego coacha, który wiedział jak uczynić mnie częścią drużyny. Z Philem zawsze się rozumieliśmy. Mówił: “Nie będę wołał każdej zagrywki, to ty jesteś rozgrywającym, wiesz wszystko, co trzeba.” Powiedziałem więc Shaquille, zamierzam wrzucać ci piłki na środek w pierwszej kwarcie, w drugiej kwarcie, w trzeciej, ale w czwartej dogram do młodego (Kobe przyp.red.) bo on umie wykończyć spotkanie, a do tego trafia osobiste. Możesz się gniewać, ale mówię ci jak jest. Phil chce zdobyć tytuł. Oto dlaczego tu jesteśmy, nie po to, by być przyjaciółmi. Chcemy zostać mistrzami.

Które z mistrzowskich tytułów jest Twoim ulubionym?
Bardziej kocham te zdobyte w Chicago, ponieważ graliśmy jako drużyna oraz uwielbialiśmy być jej częścią. Lakers też byli potężni, ale zapytaj kogokolwiek i niech szczerze przyzna, czy dobrze się wówczas bawił. Tyle na ten temat.

Ostatnie Wpisy

13 comments

  1. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe luki29
    Odpowiedz

    fajny artykuł, przyjemnie się czyta takie wywiady
    który z dzisiejszych SG poświęcił by się tak jak Harper i w wieku 30 lat przeszedł na PG i rozgrywał piłeczkę do innych gwiazdek? odpowiedź brzmi: żaden. Chociaż Harper pewnie nie miał za wiele do wyboru (kontuzja), ja jakoś nie wyobrażam sobie aby ktoś z dzisiejszych gwiazdek zrobił dokładnie to samo co on… Kobe? w życiu, a nie jest już młody, powinien też przejść na role-playera wg mnie, Vince Carter? T-Mac? Ray Allen? Nawet Allen Iverson nie chciał zostać zmiennikiem z ławki i wybrał grę gdzieś w Chinach… albo Sprewell i jego historia… głównie za to Harpera zapamiętałem

    (-1)
  2. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe XAMLAL
    Odpowiedz

    @luki29

    Kobe na role-playera ? Ten facet wciąż zdobywa 27 pkt/mecz i z jego kontraktem, czyli bodajże 28 milionów dolarów miałby być zadaniowcem ? To wciąż franchise-player, jedyny porównywalny do “Jego Powietrzności” więc radze sie zastanowić jak z legendy, Hall of Famera chcesz zrobić zadaniowca -,-

    (1)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe wilkong
    Odpowiedz

    fajny artykuł, lubiłem Harpera był świetnym dopełnieniem ekipy, wiedział co robić / fajny filmik z hmmm… masakrycznym podkładem ;p

    (1)
  4. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe luki29
    Odpowiedz

    @XAMLAL
    gdyby Kobe przeszedł na role-playera i oddał pałeczkę innym młodszym od siebie, inaczej by się działo w tym zespole, np. mecze gdy grali bez niego, jak im dobrze szły… mam na myśli to, że łatwiej byłoby całej drużynie znieść ten moment posuchy jaki zawsze następuje gdy główna gwiazda odchodzi na emeryturę (2, 3 lata w plecy) lub kończy jej się kontrakt i nie wiadomo co z nią do końca zrobić… np. Grant Hill pięknie to skleja w całość, Kobe powinien pomału dostosowywać się do bycia takim graczem (tak dłużej pozostanie w LA) nie tylko na te ostatnie 2 lata ale na dłużej, tylko czy on to potrafi?

    (-1)

Gwiazdy Basketu