fbpx

50 punktów: Lillard przywraca życie Portland, hejter Shaq znów skompromitowany

30

Dzień dobry.

utah jazz 117 boston celtics 109

Dwa ważne i dalekie rzuty Donovana Mitchella (21/2/5). Niecelne odpowiedzi Jaysona Tatuma (29/6/3/3). Bardzo solidna forma fizyczna dominującego w polu trzech sekund Rudy’ego Goberta, którego dorobek w czwartej kwarcie to 10 punktów 3 bloki i siedem zbiórek przy 100% skuteczności z gry i wolnych. Jeśli z podobną intensywnością będzie kończył mecze playoffs, Jazz będą trudni do ubicia. I tak będą.

Waleczny Marcus Smart z jednej strony sprawił, że Celtics mieli szansę do końca. Wymusił szarżę Goberta, a następnie spartolił dwie dogodne okazje za trzy. Jazz wiedzieli co robią podwajając Tatuma, chcieli by to właśnie Smart rzucał. Ten mógł oczywiście penetrować, szukać floatera, lobu do środkowego, ale wybrał jak wybrał. Miejmy nadzieję, że w playoffs będzie te sytuacje kończył. Dajmy mu czas, dopiero wrócił.

A propos lobów, cieszy że Robert Williams kończy mecze na parkiecie. Brad Stevens trochę z musu, ale wreszcie zaczynać ufać swemu najbardziej perspektywicznemu podkoszowemu, żeby nie powiedzieć zawodnikowi. Cieszy również, że Celtics próbują przynajmniej wymieniać piłkę w czwartej kwarcie. Jednak temu zespołowi wciąż bardzo brak równowagi. Dominują izolacje i bohaterskie popisy. Bardzo mnie w tym względzie zawodzi Kemba Walker, sądziłem że będzie potrafił więcej grać pod zespół. Dla przykładu Ojeleye, Jeff Teague, Grant Williams i Payton Pritchard spędzili na parkiecie łącznie 58 minut, a ich skuteczność w tym czasie wyniosła 1/4 z gry (!)

Tako rzecze Shaq

Komentujący spotkanie w studiu TNT Shaquille O’Neal wciąż się kompromituje. Czuć także jego niechęć w kierunku Goberta. Dziś w nocy nazwał Jordana Clarksona “drugim najważniejszym graczem Jazz” (za Mitchellem) oraz perorował, że Clarkson (20 punktów 5/10 zza łuku) powinien być starterem. Trzymajcie mnie. Na szczęście kolega Dwayne Wade przytomnie trzymał się tonów rozrywkowych:

Gdybym mógł ponownie zagrać w NBA, chciałbym być jak Jordan Clarkson. Nie chcę być żadną supergwiazdą, chcę zachować zdrowe kolana itd. Chcę być jak Jordan Clarkson: wchodzić z ławki, rzucać kiedy zechcę, mieć zawsze zielone światło na przejazd, ubierać się w odjechany sposób, a po meczu iść do domu i chillować.

JC o którym mowa to główny kandydat do tegorocznego wyróżnienia Sixth Man of The Year. Klasyczny cyngiel do wynajęcia, strzelecka zupa instant. Wchodzi na dwie kwarty, oddaje po piętnaście rzutów, które zamienia na średnią 18 punktów. Minie kozłem każdego. Jest automatyczny z linii rzutów wolnych, choć ich wiele nie notuje – sześćdziesiąt procent rzutów to trójki, które biorąc pod uwagę cały sezon, trafia najlepiej w karierze: 37.4% przede wszystkim jednak: trzyma wynik pod nieobecność starterów, wywiera nieustanną presję na obronę i dobrze się przy tym bawi.

cleveland cavaliers 98 miami heat 113

Jedenaście wygranych na dwanaście meczów! Kolejne zwycięstwo Miami pod wodzą Jima Butlera (28/12/4) wspieranego m.in. przez długowłosego Olynyka (17/8/4/3/2) który zaskoczył energiczną grą bez piłki (!) oraz powrót Bama Adebayo (14/9/6). Cavaliers nie dawano wielkich szans w tym spotkaniu i słusznie. Zostawmy mecz, bo wielkich emocji nie dostarczył. Słyszeliście może, że Heat czają się na weterana Trevora Arizę. Thunder w zamian życzą sobie pick drugiej rundy draftu także cena niewygórowana, a materiał ludzki doświadczony i być może wnoszący. Ariza, Iguodala, Dragic – ciekawie może za chwilę wyglądać ławka/ rotacja Miami. Trzymam za nich kciuki. Tylko te kanarkowe kolory trykotów Heat mi nie pasują.

new york knicks 96 philadelphia 76ers 99

Knicks prawie ich mieli, ale nie dociągnęli w czwartej kwarcie przegranej (14:26). Tom Thibodeau dojeżdża chłopaków, główne postaci schodzą na dwie minuty na złapanie oddechu i z powrotem w ogień. Jednak braki kadrowe (wciąż bez rozgrywających Rose’a, Paytona, a także środkowego Mitchella Robinsona) oraz energetyczne to tylko część opowieści. Oddajmy należy szacunek ekipie Doca Riversa.

Furkan Korkmaz agresywnie atakował na początku czwartej części i parę rzutów mu weszło. Matisse Thybulle harcował w swoim stylu, czego rezultatem były między innymi blok Juliusa oraz następująca po tym celna trójka. Jeszcze dobitniej Randle’a zablokował Dwight Howard, a przebudzony Seth Curry, który niemal w pojedynkę utrzymał zespół w grze w trzeciej kwarcie, z dziewiątego metra doprowadził do pierwszego prowadzenia Sixers na pięć minut do końca. A przy tym nie wspomniałem o scalającym wszystko Simmonsie oraz pierwszej opcji: Tobias Harris jest autorem 30 punktów na 11/20 z gry w co wliczają się kluczowe trafienia.

Niestety nasz dzisiejszy człowiek RJ Barrett nie przekroczył linii 18 punktów. Pozostał przy siedemnastu. Szans i ekspozycji było wiele (7/17 z gry) ale zmęczenie i napór obrońców obniżyły skuteczność. RJ zmarnował cztery rzuty wolne oraz dwie najważniejsze próby z gry na remis. Podobnie zresztą Randle kiepsko wyglądał w drugiej połowie (1/9 z gry). Innymi słowy: Knicks trafili na równie silną fizycznie, równie intensywnie grającą ekipę, na dodatek bardziej wszechstronną i utalentowaną. Jeśli się nie mylę, Ben Simmons jeszcze nigdy nie przegrał meczu z NYK (13-0).

oklahoma city thunder 102 chicago bulls 123

Bez litości. Zach LaVine doskonała dyspozycja i pewność: 40 punktów 15/20 z gry 7/12 zza łuku w czasie 31 minut. Bulls są parę lat starsi i dojrzalsi fizycznie od kolegów z Oklahomy, o czym wyraźnie dali im znać. Kiedy ostatnio widziałeś Lauri Markkanena wchodzącego kozłem pod obręcz i umieszczającego rywala na plakacie? In your face Moses Brown! Who?

atlanta hawks 119 houston rockets 107

Siedemnasta z rzędu porażka Rockets – to już nawet nie jest śmieszne. A zarazem szóste z rzędu zwycięstwo Hawks pod wodzą Nate’a McMillana. Podobnie jak kolega wczoraj w komentarzu, nie uważam by ATL była wielce odmieniona. Mieli ostatnio korzystny układ gier, Danilo Gallinari (29/6) w roli “stretch centra” połapał wreszcie trochę świeżości, ale zaraz powinni zejść na ziemię. Dlatego nie zamierzam się póki co na ich temat rozpisywać. Liderem zespołu niezmiennie Trae Young (14 punktów 13 asyst) mimo fatalnej dyspozycji rzutowej.

new orleans pelicans 124 portland trail blazers 125

Dame Time zwyczajowo obejmuje końcówkę, ale dziś rozciągnął się na wszystkie cztery kwarty. Nie było przewagi fizycznej Enesa Kantera, bo Steven Adams to jego ojciec, skrzydłowi Portland też mocno odstawali talentem od Ingrama i Williamsona więc trzeba było obniżyć skład, ustawić szeroko i zaznaczyć swą obwodową przewagę. CJ McCollum wrócił. Trochę czasu upłynie nim z powrotem wejdzie w tryby pracy (10 punktów / 11 rzutów) ale za to Lillard przeszedł dziś samego siebie: 50 punktów 6 zbiórek 10 asyst 13/20 z gry 6/13 zza łuku oraz perfekcyjne 18/18 z linii rzutów wolnych. Przy czym uwaga, Pelicans prowadzili siedemnastoma na niecałe siedem minut przed końcem spotkania! Może inaczej:

  • 5:42 Lillard trójka
  • 4:34 Lillard layup
  • 3:30 Lillard asysta
  • 2:41 Lillard trójka
  • 0:52 Lillard layup z faulem
  • 0:05 Lillard dwa wolne
  • 0:01 Lillard dwa wolne (po fatalnej w skutkach stracie Nickeila Alexandra Walkera)

A najlepsze jest to, że ten młody świr Williamson (28/5/8) wciąż prawie by to wygrał mając sekundę i łapiąc podanie rzucone przez całe boisko. A propos podań, Lonzo Ball rozdał dziś SIEDEMNAŚCIE asyst i wyglądał przy tym tak luźno i naturalnie jak za czasów licealnych. Ile on ma lat? Dwadzieścia trzy? Poczekajmy jeszcze dwa sezony, obaj bracia będą stali wyżej w ligowej hierarchii wartości. Aha, no i czy ktoś zauważył że Lonzo w tym sezonie trafia 39% zza łuku? Ma więcej trójek (111) niż Trae Young (95) Tatum (91) czy Luka (94).

I wiecie co jeszcze? Nie jestem przekonany czy Brandon Ingram to dobry fit dla Pelikanów. Strzelecko wielki talent, ale wciąż niewiele wokół siebie widzi, defensywnie gra poniżej swych warunków, no i często usztywnia się w kluczowych momentach. Ingram i Lonzo to dwie przeciwstawne siły, nie ma między nimi współpracy.

minnesota timberwolves 121 los angeles lakers 137

Wolves są świetni choć na ostatnim miejscu. Doszło do tego, że kupuję po nocy karty kolekcjonerskie Anthony’ego Edwardsa i jaram się chłopakiem (29 punktów 11/22 z gry). No ale pick and rolla LeBrona z Harrellem to oni pokryć nie umieli. W ogóle penetracji pokryć nie umieli. Można powiedzieć, że kolejny rywal, który nie sprostał fizyczności obrońców tytułu. Siedemdziesiąt punktów zdobyte w polu trzech sekund to o dwadzieścia pięć więcej niż ligowa średnia. Lakers grając dzień po dniu akcentowali przede wszystkim grę do przodu, która jak wiadomo wymaga mniej energii niż defensywa. Dla LeBrona to 99. triple double w karierze: 25 punktów 12 zbiórek 12 asyst. A wszystko na miękko, bez szarpania. Jak jajeczko.

Dobrego dnia wszystkim. Dzięki, że byliście. b

Ostatnie Wpisy

30 comments

  1. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe cris8
    Odpowiedz

    Drogi Bartku, prosiłbym o wyjaśnienie jakim cudem Boston dostaje 4 !? osobiste przez cały mecz, z czego każdy był przy akcji “and 1”. Dla porównania Utah 24…

    (8)
    • Array ( [0] => administrator )
      Zdjęcie profilowe admin

      z jednej strony tylko 4 wolne, z drugiej aż 60 punktów w polu trzech sekund i bardzo wysoka skuteczność 1-2 metry od obręczy
      rywale Jazz z racji bardzo silnej prezencji podkoszowej i drop coverage Goberta co do zasady zaliczają niewiele wolnych (lepsi są tylko Bucks z Lopezem i Giannisem)
      Gobert stacjonuje w polu trzech sekund, nie fauluje, jest zdyscyplinowany, Boston nie gra przez środkowych, ani Theis ani Williams nie mają warsztatu post up
      gdy solidnie wypracowywali akcje – Jazz po prostu nie faulowali
      faktem jest natomiast, że parę razy późny gwizdek zatrzymywał tranistion Bostonu

      (21)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Damian „Dame” Lillard pokazał koszykarski kunszt, poziomem nie odstaje literacki Bunsch.

    Ma więcej meczów z ponad 50 punktami od LeBrona, ponadto w każdym meczu imponująca obrona.

    Szkoda, że nie ma lepszych partnerów, można by wymienić na gwiazdy niektórych leserów.

    Trzymam kciuki za Blazers, choć raczej w tym sezonie nie przebiją Lakers.

    Pozdrawiam,
    Jaskier

    (27)
    • Array ( )

      Tak ciekawi mnie w sumie, czemu ludzie tak minusują twoje wypowiedzi, czy tam wierszyki/fraszki/cokolwiek. Ot ciekawy akcent jeśli chodzi o komentarze. Czasami nawet zabawne masz wersy.
      Nie przestawaj, bo coś innego.

      (10)
    • Array ( )

      Ja sie ciesze, ze po jednym lekko uszczypliwym wierszo-komentarzu, faktycznie nieco bardziej zaczales sie przykladac do swych piesni Jaskier 😉 Pozdro!

      (4)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Kierowniku a Ty dopuszczasz do siebie myśl, że ktoś może mieć inne zdanie niż Ty? Nie musisz się zgadzać ale nie można wszystkiego nazywać hejtem i kompromitacją. Bo takie zachowanie to właśnie hejt i kompromitacja.

    (1)
    • Array ( [0] => administrator )
      Zdjęcie profilowe admin

      Nazwać Clarksona “drugim najważniejszym graczem Jazz” to jest kompromitacja i nie wchodźmy w szczegóły.
      Shaq to jest twarz, ambasador ligi, którą regularnie krytykuje i z niewiedzy własnej dyskredytuje większość młodych graczy.
      Ja się z tym nie zgadzam, to mnie mierzi.
      Gość wypadł z obiegu, zapewnia walor humorystyczny owszem.
      Tylko w środku nocy to często nie jest śmieszne.
      Kiedy u nas jest trzecia w nocy, a u niego osiemnasta, on siedzi w studiu i przysypia, a gdy się w końcu odezwie laczki spadają. pozdr

      (40)
    • Array ( )

      Lebron ma takich meczy 12 🙂 Lillard też 12 🙂 Czyli w nocy się zrównał nie ma to jak nie sprawdzić . Potem wejść na stronkę wypisywać głupoty:)

      (19)
    • Array ( )

      Sorry, ale Shaq to przegina, jedzie po każdym wyróżniającym się wysokim bez pardonu. Strasznie zabolało go to, że Howard zdobył mistrza z Lakers, przecież ostatnie 10 lat się żalił,ze nie ma już takich centrów jak on bla bla bla. Przerośnięte ego, mimo że graczem był wybitnym.

      (11)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Ostatnio ktoś pisał, że to co wyprawia Dame w regular jest mało warte, skoro gryzie piach w PO…
    I ok w PO Portland z reguły nic wielkiego nie osiąga, ale Dame pisze swoją historię takimi meczami, nie szukając na siłę wymiany do lepszej drużyny dla wyników.
    Iverson też mistrza nie zdobył, a jest legendą:-)

    (23)
    • Array ( )

      Ale Iverson przebojem wdarł się do finałów których wygrać nie mógł. A mimo to urwali jeden mecz. Lillard gra widowiskowo, zdarzają mu się mecze wybitne, ale w playoff jedyne co kojarzę to „zły rzut” w twarz PG13% w ostatniej sekundzie game 4 przy 3-0, co omówmy się nie było jakaś mocno oddziałującą na psychikę sytuacją. Gdyby to było game 7 to bym tak nie pisał, ale cóż.

      (-2)
    • Array ( )

      Moim zdaniem to nie Dame gryzie piach w playoffs a jego koledzy 🙂 dlatego wyniki gorsze od oczekiwań.

      (9)
    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe ja24

      Portland nie raz wygrało serię jako underdog i pogoniło ekipę z aspiracjami na mistrza. Niestety sami takich aspiracji nie mają. Z całym szacunkiem dla Lillarda, ale co mam myśleć na temat ekipy, która twierdzi, że Kanter to jest brakujący element aby zdobyć mistrzostwo?

      (6)
    • Array ( )

      Oprócz złego rzutu była jeszcze trója wbita Houston z Howardem i Hardenem na 4-2 w pierwszej rundzie PO

      (4)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Moses Browno who? XDD
    Gość zrobił właśnie linijkę 20/16/5 blk, a 2 tygodnie temu jeszcze w g-league grał, pokazał tylko braki podkoszowe Chicago, szególnie w akcji, gdy 3 razy z rzędu zbierał piłkę w ataku.
    Kolejna niewydraftowana perełka zgarnięta przez OKC, Presti to jednak ma nosa!

    (19)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Shaq się robi starym, zgorzkniałym dziadem, który nie ma już nic merytorycznego do powiedzenia i bliżej mu do błazna niż śmieszka. Ma ból dupy że Howard zgarnął misia albo o kontrakt goberta. Żałosny typ.

    (1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo ładnie Panie Lillard. Bardzo dobre zawody, zniszczył Pan pelikanów. I dalej mam wrażenie, że to nie Williamson jest problemem, a Ingram. No nie wiem czemu, ale chłop kompletnie mi do tej ligi nie pasuje.
    Lonzo klasa dzisiaj. Z Lamelo będą znaczącymi zawodnikami w przyszłości. Lamelo może jest bardziej efektowny/widowiskowy, ale za to Lonzo to jest klasa obrońca. Dzisiaj może nie do końca to wyszło, ale naprawdę klasa zawodnik. Dołożył do tego rzut, super sprawa.

    Dobra, wcześniej mówiłem, że jeśli chodzi o realny wpływ na zespół to o MVP mogą się bić LBJ i CP3. Do tego grona dołącza Jimmy Butler. Chłop to dusza zespołu. Miami gra (nareszcie) jak drużyna, która w zeszłym sezonie grała w finałach. Nice, robi się coraz ciekawiej

    (7)
    • Array ( )

      Hell yeah!
      Zmeczony po ciezkim tygodniu resztami sil i opuszkami paznokci wpisuje chociaz jeden komentarz pod artykulem – ale nie o ciekawie znowu grajacej Minnesocie a o Miami i wlasnie pod Twoim postem, Ktosiu – bo jak nie zgodzic sie z tymi stwierdzeniami! Jimmy B to cichy (no powiedzmy ze skromny, niekoniecznie cichy) bohater poludnia i wschodu. Uwielbiam jego etyke pracy oraz sposob funkcjonowania. Obawiam sie jednak, ze bedac dusza zespolu nie osiagnie tytulow indywidualnych, a zasluguje na cos takiego.
      Chetnie bym przeczytal jego biografie, ale znajdowalem tylko anglojezyczne wydania. A szkoda.
      Pzdr GWBA familia!
      Z fartem i do przodu..!

      (6)
    • Array ( )

      Nie wiem w sumie za kogo. Ale jak już mamy rozmontowywać, to… do Orlando go, nie wiem za kogo

      (0)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Lonzo w tym sezonie gra super. Nie wierzyłem w Stana, a jednak wyciągnął z chłopaka dużo. Ma zadatki na czołowego PG z rzutem za 3, ale przede wszystkim pass first. A Ingram jest świetny 1 vs 1, ale faktycznie mało widzi i dużo forsuje.

    (1)

Gwiazdy Basketu