centered image

Alfabet Kevina Garnetta

20

Pamiętam swoją pierwszą kartę Kevina Garnetta, kiedy wchodził do ligi jako rookie. Podobał mi się złoty napis i zdjęcie na odwrocie. Kumpel dorzucił mi ją na przerwie do jakiejś wymiany, bo według naszych kryteriów przedstawiała niewielką wartość. Karty bez statystyk nie cieszyły się zbytnim powodzeniem w mojej podstawówce, chyba że był to MJ, Pippen albo ktoś taki.

Moje drugie wspomnienie z tym zawodnikiem to gra Total NBA ’96 na pierwszą PlayStation. Gracze w opcjach mieli tam takie fajne zdjęcia, a to KG było zupełnie zwariowane, jakby wisiał na koszu, czy coś takiego. Czułem się jak prawdziwy haker, kiedy udało mi się w opcjach zmienić ustawienia tak, żeby moc ściągnąć do swojej ekipy kogo się chce. Już nie mam tej gry, choć zatrzymałem sobie konsolę i długo mógłbym Wam tak o głupotach opowiadać i… bum! Zdałem sobie sprawę, że to było 21 lat temu.

Nie dalej jak w piątkowy wieczór obiecywałem adminowi artykuł o KG. Bardziej sobie niż jemu, bo to mój ulubiony zawodnik all-time. Na pełną podsumowań i biograficznych ciekawostek historię przyjdzie jeszcze czas, kiedy wszytko się trochę uspokoi. Trudno mi jednak dzisiaj skierować myśli w inną stronę, bo wszystkie branżowe portale trąbią o decyzji Kevina. Jeśli i Wam chce się jeszcze trochę o nim „poględzić” to zapraszam do lektury, oto mój alfabet Kevina Garnetta.

#A jak „akademia”

Właściwie Farragut Career Academy w Chicago, czyli szkoła, z której KG trafił do NBA. Straight outta High School, można by powiedzieć. Garnett był pierwszym od 20 lat zawodnikiem, który zgłosił się do draftu prosto z ogólniaka. Otworzył tym samym drzwi dla całej generacji. Rok po nim w lidze zawitali Kobe i Jermaine O’Neal, a dalej Tracy McGrady, Tyson Chandler, LeBron James czy Dwight Howard.

#B jak „barowa bójka”

Czyli to, czym dla Garnetta była walka o każdy centymetr boiska. It’s a bar fight! Craig Sager to miał z nim zawsze przeboje…

#C jak Celtics

Czyli drugi przystanek w karierze The Big Ticketa. Na początku kadencji Bill Russell obiecał oddać mu pierścień, jeśli tylko pokaże, że jest tego godzien. To na wypadek, gdyby Wielka Trójka nie wywalczyła własnego. Jak wiemy udało się bardzo szybko, bo już w pierwszym sezonie wspólnej gry. Kto pamięta ostatni mecz i piosenkę zespołu Steam, śpiewaną na trybunach dla Kobe Bryanta?

To ich „Na-na-na-na-hey-hey-hey-goodbye!” zapadło mi w pamięć równie mocno, jak confetti i szał radości, a także wykrzyczana ze wzruszeniem dewiza, o której piszemy w następnym akapicie.

#D jak Dewiza

Czyli „anything is possible!”. Wszystko jest możliwe, czyli motto Kevina Garnetta i Malika Sealy, jego przyjaciela z czasów Timberwolves, tragicznie zmarłego w wypadku. Anything is possible znaczyło, że razem mogą wszystko. Od zorganizowania wypadu za miastoczy imprezy po zdobycie mistrzostwa NBA. Niestety, Malik nie doczekał mistrzostwa, zginął w wypadku wracając z urodzin KG 16 lat temu. To na jego cześć Garnett miał numer #2 grając w Nets, sentencja 2 Malik pojawiła się również na jednych z kicksów dedykowanych Garnettowi. Do końca kariery zachował również zwyczaj siadania przed meczem przy dwóch pustych krzesłach. Jedno było dla Malika, drugie dla Eldricka Leamona.

#E jak „experience”

Czyli doświadczenie Na parkietach NBA Kevin spędził 55 701 minut. Do przedwczoraj był absolutnym liderem w tej klasyfikacji wśród aktywnych graczy. Grał w lidze od 21 lat. Rozegrał 1462 mecze sezonu zasadniczego i 143 spotkania w playoffs. Licząc od drugiego sezonu, nigdy nie wyszedł z ławki. Rozegrał więc1568 meczów w pierwszej piątce. Do Wolves ściągnięto go na powrót przede wszystkim po to, by stał się mentorem młodych wilków. Był nim. Ktoś wyliczył, że grał w NBA dokładnie 7 759 dni. Zanim po raz pierwszy założył trykot z sylwetką Jerry’ego Westa i swoim nazwiskiem na plecach, żył 6 979 dni. Trudno to będzie przebić.

#F jak Flip Saunders

Trener i przyjaciel Kevina Garnetta. Ich drogi w klubie z Minnesoty krzyżowały się dwukrotnie. Najpierw na początkowym etapie kariery, kiedy Flip prowadził Wolves w latach 1995-2005, później podczas powrotu KG do składu w 2015. Niestety, rok wcześniej zdiagnozowano u Saundersa raka, a jego obowiązki na czas leczenia przejął Sam Mitchell, który Garnetta pamięta jeszcze z boiska, ze wspólnego składu z Marburym. Niestety, coach Saunders przegrał walkę z chorobą.

#G jak Galeria Sław

Tabliczka w Springfield już na Garnetta czeka. Myślicie, że tegoroczna klasa Hall-of-Fame była rekordowa? Poczekajcie na 2021!

#H jak Honey Nut Cheerios

Słynny tekst o płatkach, który wywołał burzę na boisku i w mediach. Tego, czy LaLa Anthony smakuje jak miodowo-orzechowe cheeriosy, raczej nie dowiemy się nigdy. Czy bójka z Anthonym była niczym bar fight? Oceńcie sami:

#I jak Igrzyska Olimpijskie

Jako członek Team USA Kevin Garnett zdobył złoto w Sydney. Całą plejadę ówczesnych reprezentantów możecie podziwiać na zdjęciu. Niewiele osób wie jednak, że KG został również powołany do innego Dream Teamu. Dream Team IV, bo tak by wynikało z numeracji, miał pojechać na mistrzostwa świata FIBA w 1998. Graczami, którzy dostali powołania byli Tim Duncan, Tim Hardaway, Vin Baker, Gary Payton, Terrell Brandon, Kevin Garnett, Tom Gugliotta, Grant Hill, Allan Houston, Christian Laettner, Glen Rice i Chris Webber. Plany pokrzyżował lockout, więc Dream Team zastąpiony został przez Dirty Dozen (Parszywa Dwunastka), z Bradem Millerem i Trajanem Langdonem.

#J jak Jelly

Czyli konfitura. Kanapki to jeden z przedmeczowych rytuałów w Bostonie. Cała ekipa Celtów przed meczem wcina kanapki z masłem orzechowym i dżemem. To menu wprowadził do klubu KG, chociaż wspólny sandwich był w Bostonie przedmeczową tradycją od lat. Konfitura podzieliła jednak monolit Celtics na dwie frakcje: truskawkową i winogronową. Do której Ty się zaliczasz?

#K jak ksywki

Trzy najbardziej znane to KG, The Big Ticket i Da Kid. Wyjaśnianie pierwszej możemy sobie darować, druga w zależności od kontekstu oznaczała „gruby kwit” i odnosiła się do zarobków koszykarza. Garnett na grze w koszykówkę zarobił 326 mln dolarów. Pamiętny kontrakt na 126 baniek był tylko preludium do jego zarobków. Każdy jego mecz wart był 223 190 $. Za każdą minutę spędzoną na boisku płacono mu 6 472 $. W innym kontekście ksywa The Big Ticket była nawiązaniem do jego talentu i tego, że był biletem do zwycięstwa. Trzecia, czyli „Dzieciak” to moja ulubiona. Do niej mam największy sentyment. Na dobre przylgnęła do niego po artykule w Sports Illustrated.

#L jak „love”

Miłość, czyli coś, czego zdaniem Joakima Love brakuje Kevinowi Garnettowi:

Kevin zdecydowanie nie dostanie ode mnie świątecznego prezentu. Myślę, że niewielu ludzi wysyła mu kartki (śmiech). Nie wiem co się z nim stało, jest strasznie wredny… Gdzie ta miłość? Jest po prostu paskudny. I brzydki. Zawsze mówię coachowi Thibodeau jak bardzo go nienawidzę. To porąbane, bo gdy dorastałem miałem jego plakaty nad łóżkiem, nosiłem jego jersey. Jako rookie go podziwiałem, ale mnie dręczył. Czepia się tylko rookies i Europejczyków, taki jest.

No fakt, panowie mieli kilka scysji:

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

20 comments

    • Array ( )
      Zdjęcie profilowe Papiendo

      Nikt nie każe zaglądać Ci na tę stronę. Za darmo masz artykuły do poczytania i jeszcze narzekasz…

      (39)
    • Array ( )

      @Papiendo

      Czy ja narzekam na to że piszą o nim artykuły? Po prostu stwierdziłem, że wszędzie o nim piszą, więc poluzuj majty.

      (1)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Zawodnik ciekawy, ale nic specjalnego. Tytuł wygrał bo sprowadzili mu kolegów na 1 sezon. Wygrali i ok ale pozniej co? Padaka.

    „Czepia się tylko rookies i Europejczyków, taki jest.” I mowienie o czyichś zonach i matkach zle. To slabe. mozna wjechac komus na ambicje mowiac jak jest słaby, ale jechanie po rodzinie? Za takie cos gdyby to nie był parkiet pewnie by go połamał ktoś.

    Ale tak mi sie wydaje ze KD był mocny tylko na parkiecie w pysku. Poza nim pewnie cicho grzecznie bo pozew bo wpierdziel. A na parkiecie mogł pyskowac, najwiecej co by dostał to jakas kara finansowa.

    Nie jest to moj typ gracza. Nie mam jakiegos szacunku do niego przez ten trash talk. i powiecie mi ze trash talk ok czesc koszykówki?

    To chodzcie na parkiet a ja wam powiem ze wasza matka to ….. ciekawe czy bedziemy grac dalej czy bic sie:D No wlasnie:D

    (42)
  2. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Aichi
    Odpowiedz

    To ile pojawiło się tutaj ostatnio artykółów o KG świadczy o tym jak charyzmatycznym zawodnikiem był. Świadczy o jego wielkości i wpływu na wielu ludzi. Mnie strasznie motywował do treningów i naśladowałem jego ruchy z każdego skrótu meczowego…(z jakim skutkiem to już inna sprawa;P . Wiec sorry, ale jak WAM nie pasuje pożegnanie jednej z legend i najlepszych w branży to spieprzajcie po Przegląd Sportowy…
    BLC dzięki za art (co do biografi to niczym chyba mnie nie zagniesz;D
    P.S. co do trash talku Pani PLN to nie jest to może fajne, ani ładne ale to własnie robią ludzie ogarnieci OBSESJA. Cel uświeca środki i to dosłowanie. Myślicie że MJ nie cisną ,,po bandzie”? NIE było wtedy aż tylu mikrofonów zeby wszystko wychwycić i poprostu płaczki typu CHARLIE-V nie lecieli z tym na TWEETA…

    (-1)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Garnett, Iverson, Jordan, Kobe….. nie wymieniłem jeszcze pewnie kilku zawodników, ale czy w dzisiejszej NBA jest jakikolwiek zawodnik który aż tak pragnąłby zwycięstwa? Który aż tak ociekałby wolą walki, który sprzedałby nerke albo zakopał przeciwnika żywcem w lesie byle tylko wygrać? Który od porażki bał sie bardziej swojej śmierci?

    Mam wrażenie ze brakuje tego w dzisiejszej NBA, że w większości biegają same zniewiesciale pi*zdy po tym parkiecie, które najchętniej klepałyby się po tyłkach i trenowaly razem przed sezonem….
    Ale to tylko moje zdanie, można się nie zgodzić 😉

    (11)
    • Array ( )

      Raczej sie zgadzam. Taki Carmelo Anthony- czy wygra czy przegra, trafi nie trafi, mina ta sama, wywalone ma. Chociaż może się chłopak po prostu do przegrywania przyzwyczaił. Że nie wspomnę o Nicku Youngu, ten to jest dopiero urodzony zwycięzca. A Garnetta nie lubię wyjątkowo, nie powinno być szacunku i usprawiedliwienia dla człowieka kpiącego z czyjejś nieżyjącej matki. Gdyby miał dwadzieścia centymetrów mniej tobyście tego słynnego trashtalku nie posłuchali. Warunki miał to je wykorzystał, ja też wsadzałem nad mniejszymi od siebie. Co to w ogóle za rozpacz, że go nie będzie skoro od paru lat niby jest, ale i tak go nie ma…

      (4)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    @Skinny

    masz rację 😉 ogólnie nie twierdzę że takich gości nie ma, ale po prostu ‚stara’ liga kojarzy mi się lepiej pod tym względem 🙂 a co do Russella może podświadomie o nim nie pomyślałem bo mnie irytuje boiskowym IQ i stylem ubierania 😛

    (5)
  5. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Patryj
    Odpowiedz

    jak dla mnie jeden z pierwszych ktorzy zepsuli lige tworzac super sklady zeby miec „pierscien”
    gosciu mocny w gebie nic wiecej…

    (-4)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Super składy? Koleżanko, to liga zawodowa, w której każdy zawodnik pragnie tytułu, naturalne jest to ze ekipa szuka wzmocnień, nawet jeśli mając już mocny skład sięga się po gwiazdy, które aktualnie są dostępne 🙂 jeśli chodzi o Celtów i skład kg,Ra, pp to teraz uważa się ze to był „super sklad” ale wtedy nie wiadomo bylo czy zdobędą jaki kolwiek tytuł, tylko i wyłącznie zgranie i odpowiednie decyzje się do tego przyczyniły. Idąc Twoim tokiem myślenia można by rzec ze to nie liga dla gwiazd, a przeciętnych grajków, zabronić gry lebronowi, curremu, irvingowi i innym ponadprzecietnym zawodnikom żeby dać szansę gościom typu …. no właśnie, tutaj każdy gra o tytuł, jedni lepsi inni trochę słabiej, super drużyny pff chyba ta liga juz pokazała ze nie ma znaczenia czy w drużynie jest 1,2,3 a może 10 gwiazd, ten kto walczy zdobywa tytuł. CELTICSPRIDE

    (-1)
  7. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Shump
    Odpowiedz

    Jedyny zawodnik w historii, który osiągał średnie przynajmniej 20+ pts, 10+ zb, 5 as sześć sezonów z rzędu(1999-2005). Przed erą LeBrona, to Garnett był najbardziej kompletnym/wszechstronnym graczem w lidze.

    Nawiazując do punktu #X, Duncan jest najlepszym PF w historii, reszta nie jest nawet blisko. Hierarchia może zmieniać się na miejscach 2-5.

    (1)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    D powinno być jak Doc Rivers. Typ który miał takie gwiazdy a zgarnął jeden pierścień … To samo robi teraz z Clipsami …

    (4)

Gwiazdy Basketu