fbpx

Anderson Varejao: najsympatyczniejszy gracz NBA

19

Czasem słońce, czasem deszcz. Niektórzy ludzie potrafią czynić sobie codzienność przyjemną, inni sensu upatrują w zmaganiach z rzeczywistością. Kilkoro pechowców chodzi zawsze pod chmurką, z której niczym w kreskówce pada deszcz. Nad dzisiejszym bohaterem zawsze świeci słońce: brazylijskie, prażące słońce. Myśląc o Andersonie Varejao przychodzą mi na myśl jego oskarowe flopy, podkoszowa śmierć po potężnym wsadzie rozpędzonego D-Wade’a oraz fantazyjna fryzura. Przede wszystkim jednak zawsze postrzegałem go jako dobrego faceta. Szperając w poszukiwaniu informacji do tego tekstu, tylko utwierdziłem się w tej opinii. Posłuchajcie.

Zabawna fryzura, chyba koszykarz…

Doktor Choi z piskiem opon podjechał pod międzynarodowy terminal lotniska w Cleveland. Ucałował matkę i niepełnosprawnego brata, jeszcze raz powtórzył co mają robić, by spokojnie dotrzeć z powrotem do domu w Brazylii. Następnie wsiadł z powrotem do auta i pośpiesznie wbił w nawigację adres podmiejskiej miejscowości – triathlon, w którym miał wystąpić niebawem startował…

Pływanie poszło płynnie, jadąc na rowerze gdzieś w środku stawki ujrzał jak człowiek przed nim spada z roweru. Wszelkie objawy wskazywały na atak serca. Doktor Choi nie namyślając się długo wypiął buty z pedałów i rzucił się na ratunek poszkodowanemu. W tym czasie mama doktora Choi po koreańsku i hiszpańsku starała się porozumieć z obsługą lotniska bezradnie rozkładającą ręce.

Okazało się, że lot został anulowany. Bliska płaczu kobieta nie mogąc połączyć się z synem zupełnie nie wiedziała co dalej robić. Wówczas zza jej pleców wynurzył się gigant z burzą loków, oferując pomoc w jej ojczystym języku. W ich imieniu zarezerwował nowy lot i hotel, podwożąc zdziwionych rodaków pod same drzwi, przez co sam spóźnił się do czekającej narzeczonej. Pani Choi nie wiedziała kim jest dziwaczny wybawiciel. Po fakcie wyjaśniła jedynie, że miał śmieszną fryzurę i że chyba gra w kosza. Znajomi doktora szybko zorientowali się w sytuacji i rozpoznali Andersona Varejao. Choi zatelefonował do biura Cavaliers, aby podziękować. Pracownicy klubu obiecali, że przekażą, w każdym razie, nie byli zaskoczeni.

Najlepszy kolega z zespołu

-> Klay Thompson podobno popadł w stany depresyjne gdy Varejao opuścił Golden State Warriors.

-> LeBron James w liście ogłaszającym powrót do Cavs pisał, że cieszy się na ponowne połączenie z jednym ze swoich ulubionych przyjaciół.

-> Tristan Thompson uderzył w najwyższe tony: “dobre rzeczy zdarzają się dobrym ludziom, a taki właśnie jest Andy.”

-> Fani w Cleveland nie mogli pogodzić się z tym, że w transferze oddano Varejao do Portland. Po internecie krążą filmiki, w których widać, jak informacja o przeprowadzce kudłatego giganta doprowadziła najmłodszych kibiców do łez.

-> Wielu zawodników ma swoje przedmeczowe rytuały, Brazylijczyk posiada z kolei pomeczowy zwyczaj. Do szatni wchodzi jako ostatni, przed jej drzwiami ściska się ze wszystkimi wchodzącymi. W ten sposób symbolicznie oddaje szacunek każdemu koszykarzowi, który opuścił właśnie plac boju, jakim jest mecz NBA.

-> Wiecznie uśmiechnięty, poza boiskiem zrelaksowany, na nim skrajnie zaangażowany.

Dobrze nie tylko na zdjęciach

Foto z dzieciństwa: dziewiątka dzieciaków siedzi roześmiana na ławce w parku. Ciemne włosy, pozdejmowane koszulki, mrużą oczy od palącego słońce. Tuż obok w czerwonym, zabawkowym autku, z dłonią nonszalancko opartą o kierownicę siedzi Andy, jak zwykle rozczochrany. Dzieciństwo spędził wśród rodzeństwa i kuzynów na brazylijskiej wsi, z dala od zgiełku miasta, w Espirito Santos. Wysoki, chudy, wciąż z niewiadomych powodów zadowolony, zamiast haratać w gałę z innymi dzieciakami, upodobał sobie koszykówkę. Tata był nauczycielem w pobliskiej szkole, mama zajmowała się domem i licznymi dziećmi. Rodzina pozostała dla Varejao wartością i w dorosłym życiu. W roli wujka i kibica pojawia się często na meczach Uniwersytetu Michigan, gdzie gra jego siostrzenica Isabel.

Wzruszyłem się, słysząc jej, nasze nazwisko zapowiadane przez spikera i widoczne na koszulce. Widziałem, jak ta dziewczynka dorasta, opiekowałem się nią. Oglądanie Isabel w grze to niezwykła frajda [wujek Varejao]

Dziewczyna nie spodziewała się nikogo z rodziny na pierwszym meczu, więc gdy Anderson wynurzył się z tłumu ze łzami w oczach padła mu w ramiona.

Kariera

Za piękne oczy i dobre uczynki nie dostaje się jednak angażu w NBA. Pierwsze cztery lata kariery Varejao terminował w rodzinnym Franca Basquetebol Clube, gdzie uzyskiwał średnio 17.7 punktów 9.7 zbiórek i 3 bloki. Dominował na tyle wyraźnie, że zwrócił uwagę wielkiej Barcelony. Tam jednak jego cyfry nie były już tak spektakularne: 4 punkty 5.5 zbiórek 1 asysta i 1 przechwyt w pierwszych dwóch latach. Co nie zmienia faktu, że zespół wygrał Euroligę. Po sukcesie na prestiżowym poziomie i odpowiedniej ekspozycji na międzynarodowym szczeblu z trzydziestym numerem draftu 2004 roku po 22-letniego Varejao sięgnęli Orlando Magic, którzy pozycję centra obsadzili już wyborem otwierającym draft: Dwightem Howardem. Jak możecie się domyślać, już po miesiącu posłali Brazylijczyka do Cavaliers. Tak oto rozpoczęła się przygoda Varejao w Ohio, gdzie spędził lata 2004-2016, szmat czasu.

Varejao był jedynym zawodnikiem, który grał dla Cavs za obu “kadencji” Jamesa. Szybko zyskał u fanów pseudonim “Wild Thing” za grę i burzę loków tańczącą na łepetynie. Po zakończeniu rookie kontraktu doszło do burzliwych negocjacji. Brazylijczyk nie podpisał proponowanego przez Cleveland przedłużenia umowy przeciągając sprawę aż do grudnia. Wówczas dwuletni kontrakt na 11 milionów dolarów  zaproponowali Charlotte Bobcats, a włodarze Kawalerzystów, chcąc nie chcąc, podjęli rękawice i pieniądze wyłożyli. Niewiele potem miała miejsce sytuacja bez precedensu, LeBron James rozpoczął mecz NBA z ławki rezerwowych…

LeBron wchodzi z ławki

Przed meczem niekwestionowany lider Cavaliers udał się do trenera Mike’a Browna z nietypową prośbą o posadzeniu go na ławce. Na boisko chciał wejść razem ze swoim przyjacielem, by okazać mu wsparcie i uchronić go przed buczeniem fanów. 10 grudnia 2007 roku, na sześć minut do końca pierwszej kwarty, spiker wyczytuje nazwiska wchodzących na plac, a tłum wiwatuje.

Wiedziałem, że taki manewr podniesie intensywność fanów. Chciałem powstrzymać negatywne reakcje kibiców, bronić mojego kolegę. Jeden mecz jednak zdecydowanie wystarczy, nigdy więcej [LBJ]

Kawaleria wygrała wówczas z Pacers, chociaż LeBron uzyskał zaledwie 17 punktów.

Przed sezonem 2008/2009 Varejao podpisał kolejny kontrakt, tym razem już bez zbędnych sensacji. Umowa opiewała na 42.5 miliona dolarów płatne w sześć lat. Anderson robił swoje przede wszystkim na bronionej stronie boiska, w 2010 roku dostając się nawet do All Defensive Second Team.

Pierścienie: za ten podziękuję, a ten wezmę.

Wielu gigantów koszykówki nie zdobyło go nigdy, duszę oddaliby diabłu za mistrzowską błyskotkę na palcu. Varejao natomiast z pierścieniami miał kilka przygód, ale po kolei. W lutym 2016 roku, Cavs czyszcząc listę płac, posłali swojego centra do Portland, którzy z kolei zwolnili go z obowiązku pracy. Pomocną dłoń wyciągnęli Warriors i już wtedy wielu fanów podejrzewało, że Varejao zapisze się na wieki w annałach koszykówki, jako gracz, który w jednym sezonie reprezentował obie drużyny zmagające się w Finałach NBA.

Targa mną mnóstwo emocji, nie mogę nic z tym zrobić. Staram się kontrolować na tyle, by w pełnym skupieniu pomóc drużynie w walce o mistrzostwo [Varejao]

Na parkiecie nie spędził wiele czasu, ale Kerr wydawał się zadowolony:

Anderson spędził na parkiecie 1 minutę i 51 sekund, w tym czasie rozdając dwie asysty, punktując i wymuszając faul ofensywny. Jego włosy latały na wszystkie strony, wydawał z siebie te charakterystyczne powarkiwania, które napędzały kolegów z zespołu i fanów [Steve Kerr]

Zdecydowanie bardziej szokującym faktem stała się porażka Golden State, którzy przegrali serię finałową mimo prowadzenia 3:1. W ten sposób powstała kolejna zagwozdka dotycząca Brazylijczyka, otóż rozegrał on wystarczającą liczbę spotkań dla Cavaliers by otrzymać pierścień. Mimo to odmówił tłumacząc, że “tak się nie godzi”. W lutym 2016 roku, po rozegraniu zaledwie kilku spotkań, w których na boisku spędzał 5-6 minut Warriors postanowili zwolnić Varejao. Mimo to, po zdobyciu mistrzowskiego tytułu, do zdziwionego środkowego zadzwonił telefon:

Usłyszałem, że wśród graczy i trenerów przeprowadzono głosowanie, w którym zdecydowano, że za czas spędzony z zespołem, zasłużyłem na pierścień. Uznanie i miłość z ich strony to rzecz, która napawa mnie dumą i czuję się zaszczycony. Przyjmę pierścień, który znaczy dla mnie więcej niż samo mistrzostwo. Reprezentuje czas, który spędziliśmy razem, każdą wspólnie napisaną historię [Anderson Varejao]

Good man

Mistrzowski pierścień to nic. Varejao przez felietonistów ESPN został sklasyfikowany na siódmym miejscu wśród najlepszych floperów w historii NBA. Swoje koszykarskie dni dogrywa we Flamengo, których koszulkę osobiście sprezentował Klayowi Thompsonowi.

Ja także swą „karierę” w pisaniu dla GWBA rozpocząłem tekstem o Lucu Longleyu w 2016 roku. Varejao i Longley to podobni do siebie zawodnicy: łączą grupy i podgrupy tworzące się w szatni, spajają charaktery, rozładowują atmosferę żartem, gdy trzeba zmotywują towarzystwo do walki. Takich ludzie docenia się dopiero, gdy ich zabraknie, mam rację?

[Grzesiek]


Anderson Varejao: 208 cm wzrostu, 120 kg wagi, 221 cm rozpiętości ramion. Zasłynął z nieprzeciętnej jak na te gabaryty mobilności, miał szybkie ręce i bardzo przyzwoitą koordynację. Co za tym idzie: nieustępliwie walczył na tablicach, skakał do bloków, rzucał się po piłkę. Każde wejście na parkiet oznaczało “boost” energetyczny zespołu. Swego czasu potrafił też przymierzyć ze stacjonarnej pozycji na dalekim półdystansie. Ofensywnie nie pisano pod niego gry, okazjonalnie kończył pick and roll albo atakował kosz kozłem w prostej linii. Elegancko polował za to na dobitki i ofensywne zbiórki. Taki miał styl i tak go zapamiętałem [admin]

Ostatnie Wpisy

19 comments

    • Array ( )

      Jesteś jeszcze młody Nicki, to kwestia honoru i wewnętrznych przekonań. Jedna sytuacja to system, mimo że w finałach przegrałeś tytuł to należy Ci się za kilka pierwszych meczy w regularu.
      Druga to docenienie jego postaci przez GSW, kiedyś w dyskusjach może obronić się, że honorowo nie wziął pierścienia od Cavs ale posiada, bo był fantastyczny i dostał go po prostu za to kim był. Kiedy ktoś nie wchodzi w szczegóły to ilość pierścieni się zgadza ile mu przysługuje za
      “grę” i przepisy.

      (13)
    • Array ( )

      szczerze wolałbym wziąć jako ciekawostkę, po to by wystawić na aukcji charytatywnej… nawet oba

      (0)
    • Array ( )

      ulubionych = favourite… to nie to samo co lubienie/ nielubienie…. ulubione to taka top lista inaczej “szczegółnie lubiany”

      (5)
    • Array ( )

      @słownik Wiem. Chciałem delikatnie zwrócić uwagę na niewłaściwe tłumaczenie zwrotu “friends” na j. polski. Bo jak piszę wprost, to się gim.. najmłodsi użytkownicy internetu oburzają i wyzywają od gramatycznych nazistów.

      “Friends” to znajomi, a nie przyjaciele.

      (4)
    • Array ( )

      Poza tym. Uczę się pisać krótko i prosto, bo zauważyłem, że w/w nie rozumieją zdań wielokrotnie złożonych.
      A pisanie o różnicach kulturowych, z których wynika szastanie określeniem “przyjaciel”, wykracza poza zdolności pojmowania “standardowego czytelnika” portali o profilu sportowym.
      Pozwoliłem sobie zatem na zastosowanie prostego i czytelnego zwrotu, funkcjonującego w naszej popkulturze, aby napiętnować/wyśmiać ten nagminny proceder (stosowanie friends jako przyjaciel, zamiast znajomy).

      (-1)
    • Array ( )

      kulturowo bardziej w USA friends ma szeroką rozpiętość… czasem w pracy colleagues, UK bardziej używa z rezerwą dodając acquaintance i mate… jednak mate w Australii może być tak blisko jak przyjaciel i tak daleko jak przechodzień na ulicy… konteksty wyczywasz ze zdania i akcentu…i pomiędzy znaczeniami cała paleta znaczeń osobistych i innych krajów native ang. ale racja, że niektórzy zamiast wejść w polemikę wolą wyzywać i tyle. piona mate ; )

      (3)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Wszystko super, ale “językiem ojczystym” w Brazylii jest portugalski. Rozumiem, że pani Choi znała hiszpański i dlatego próbowała się porozumieć w tym języku z obsługą lotniska (swoją drogą, w USA gdzie jest ogromna latynoska mniejszość, nie powinno to stanowić problemu). Dlaczego zatem Varejao zagadnął po portugalsku?

    (4)
    • Array ( )

      “W tym czasie mama doktora Choi po koreańsku i hiszpańsku starała się porozumieć z obsługą lotniska bezradnie rozkładającą ręce.” Zdanie jak i reszta część artykułu nie wspomina jakie języki poza ojczystym (portugalskim) zna ww. Pani. Zakładam, że Koreańskim posługiwała się dobrze i łamanym hiszpańskim, żeby dogadać się na lotnisku o konkretny lot, zabukować nowy i nie przepłacić kiedy towarzyszy Ci stres nie jest łatwo. Dodatkowo w Miami może bez problemu dogadasz się po hiszpańsku ale w Cleveland nie jest to takie oczywiste. To Hameykanie większości prostej obsłudze nie zależy na dwóch językach. Stąd pomoc bohatera artykułu bardzo była w cenie. No ale, żeby Murzyn Ci to musiał tłumaczyć – dramat.

      (7)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo nie lubię animowanych GIF’ów których nie można zatrzymać. Przeszkadzają w czytaniu i powodują dyskomfort (widzenie peryferyjne przekazuje sygnał do mózgu, że powinien tam spojrzeć).

    (1)

Gwiazdy Basketu