Basket jak złoto: tylko dla wytrwałych

21

Wyobraź sobie: dwaj tacy sami zawodnicy. Identyczny wzrost i długość członków. Nazwijmy ich Marek i Darek:

  • takie same gabaryty, umiejętności, te same treningi i nauki odbyte
  • taki sam staż w zespole, takie samo zdrowie
  • tyle samo minut, tyle samo lat w koszykówce, to samo ogranie i doświadczenie
  • wydolnościowo remis, siłowo też
  • miękkość ruchu podobna, podobna szybkość, niemal bliźniacy
  • obaj zmotywowani, ambitni jak cholera, kochają się jak bracia, ale rywalizując oczy by sobie wydrapali

I co?

Jeden robi po 20 punktów w meczu, drugi taki wolumen osiąga może ze dwa razy w sezonie. Różni ich absolutnie, jedynie i wyłącznie jedno: GŁOWA. Tak zwany „mental”, otwarcie, odwaga, umiejętność zapanowania nad bodźcami w mózgu – nazwij to jak chcesz. Na treningu chłopaków nie rozróżnisz, dwaj dominatorzy, ale w meczu tylko Marek „gra swoje” jest gwiazdą, a jego „brat bliźniak” Darek choć bardzo chce, jakby stronił od odpowiedzialności, niczym pozytywnym się nie wyróżnia i dopiero znając możliwości chłopaka, wiesz że ma w głowie blokadę, jakiś mentalny ogranicznik.

Znasz takie historie? A może Tobie także zdarza się „zniknąć” na zawodach? Wiesz, że masz w sobie skilla, ale jakby ktoś zamknął na klucz dostęp do bazy danych i nie możesz go znaleźć. Przytrafiło Ci się coś podobnego? A może wciąż się przytrafia i nie możesz się odblokować? Poczytaj, to może być o Tobie.

Poniższe skierowane jest nie tylko do zawodników, koszykarzy, trenerów czy sportowców. To rzecz dla wszystkich ludzi. Wszystkich, którzy ambitnie (słowo klucz) podchodzą do życia, nie zadowalają tym, co jest i chcą stawać się lepsi. Mój kolega Wojtek Zeidler, ten od Basket Camp, ma takie powiedzenie, z którego uczynił „motyw przewodni” swej kariery trenersko/scoutingowej, brzmi on: „jest dobrze, będzie jeszcze lepiej”. Bo to właśnie o progres w tym wszystkim chodzi, dziedzina schodzi na dalszy plan, to Ty ją wybierasz i określasz.

Z mojego prywatnego doświadczenia, możecie się nie zgadzać: prawdziwie ambitnych ludzi jest mała garstka. Jeden na dziesięciu, może mniej. Ciężko się z takimi dogadać, ale to skuteczne, konsekwentny gnojki (delikatne określenie) które gdy się do czegoś zapalą, osiągają „mega wysoki” poziom. Reach the top, reach the goal.

Miałem kiedyś kolegę (już nie mam, posprzeczaliśmy się na różnych etapach życia) który dobrze tę cechę określił: „z Tobą jest tak, że jakbyśmy wąchali kwiaty na łące i by Ci się spodobało, to po chwili zapragnąłbyś zostać mistrzem wąchania kwiatów -> chciałbyś być w tym lepszy niż ja, niż pani Jadzia z baru mlecznego, wszyscy. Taki masz charakter.”

W sumie powinienem był się obrazić, ale nie on pierwszy i nie ostatni mówił w ten sposób. Trochę już chodzę po tym świecie i trochę się o sobie i ludziach nauczyłem. Nie odbiegajmy jednak od tematu. Jeśli naprawdę masz w sobie ambicję, chcesz grać w kosza na poważnie, teraz albo w przyszłości -> szczerze i z serca polecam wyjazd w ferie na Basket Camp. Spotkasz tam ludzi takich samych jak Ty, a to gwarancja wejścia na wyższy poziom.

A jeśli dodatkowo czujesz, że Twoja ambicja ma destrukcyjny wpływ (chodzi mi o przejmowanie się osiąganymi wynikami, które nigdy nie są przecież odpowiednio dobre) jeśli utrudnia Ci osiągnięcie celu, satysfakcji, jeśli nie masz swobody gry w „dużym meczu”, ten tekst jest dla Ciebie. Jeśli ambicji nie masz (bardzo zdrowe podejście, winszuję) możesz dalej nie czytać. Jak mówiłem tylko garstka ludzi, zdaje się ją naprawdę posiadać.

Jesteś trenerem? Pamiętaj!

Nie ma drużyny, w której wszyscy zawodnicy lubią swojego trenera. Nie ma takiego zespołu, w której trener nie byłby głównym tematem dyskusji w szatni. Zawodnicy zawsze będą rozmawiali na Twój temat. Będą dyskutować, że jesteś za twardy lub za miękki. Tobie pozostaje upewnić się, że wiedzą o tym, że dajesz z siebie 100% by wprowadzić ich na wyższy poziom umiejętności [Wojciech Zeidler]

Nigdy nie zdejmuj zawodnika po pierwszej stracie

Chłopaki muszą wyrobić w sobie nawyk „podnoszenia się z kolan” samodzielnego wyciągania wniosków z błędów oraz dążenia do poprawy. Każdą zepsutą akcję w ataku, odpracowują w obronie – proste! Jeśli nasz zawodnik będzie się czuł jak saper na boisku, nic z tego nie wyjdzie! Ważna jest nauka na błędach i progres!

Nie rozdrabniasz się, na treningu skupiasz się na jednym elemencie gry

Kto to mówił, chyba Bruce Lee, że w walce ponad gościa, który zna 10 tysięcy ciosów i technik kończących bardziej obawia się tego, który 10 tysięcy razy powtórzył jedną technikę. Wiecie o czym mówię.

Szkoląc młodzież czasami warto przegrać mecz, aby osiągnąć sukces szkoleniowy

Szkoląc młodych graczy czasami warto przegrać mecz by nauczyć zawodnika określonego zachowania. Młody koszykarz zapamięta naukę do końca swojej kariery tylko wtedy, kiedy będzie pamiętał, że przez to „przegrał mecz”. W seniorskim baskecie nie ma miejsca na błędy w końcówkach, rozliczenie za wyniki przychodzi bardzo szybko. W młodzieżowym baskecie: proszę Was, ufajcie swoim zawodnikom. Im więcej błędów popełnią za kadeta/juniora, tym mniej negatywów w ich grze ujrzycie za seniora.

Jesteś zawodnikiem?

Jeśli dotrwałeś do tego punktu, wierzę że jedyne czego Ci do osiągnięcia sukcesu brakuje to odpowiedni ludzie wokół oraz KONCENTRACJA. Pierwsze zaadresować możesz przyjazdem na Camp, drugim zajmiemy się poniżej:

1/ Koncentrację ćwiczymy na treningu! Jeśli nie potrafisz skoncentrować się na treningu, całkowite skupienie podczas meczu, przy pełnych trybunach i wszystkich czynnikach rozpraszających będzie po prostu niemożliwe!

2/ Ogranicz „gadulstwo” zawodników na treningu lub po prostu nie bierz w nim udziału. Oczywiście utrzymanie ciszy przez 1-2 godziny to absurd, ale mądry trener będzie stosował odpowiednie przerwy na „konkursy rzutowe” czy inne. Wówczas możesz się „wyszumieć” i wykrzyczeć.

3/ Jak sprawdzić swoją koncentrację? Piotr Gronek, profesor AWF w Poznaniu napisał książkę na temat koncentracji w sporcie. Znalazłem tam historię, w której młody tenisista zapytał profesora jak poprawić koncentrację. Profesor zapytał go ile czasu jest w stanie pozostać w pełni skoncentrowanym. Odpowiedź była szokująca: około 40 sekund! Na początku byłem głęboko przekonany, że sam jestem w stanie wytrzymać przynajmniej 15 minut. I właśnie wtedy postanowiłem wykonać test/ćwiczenie, które Wam serdecznie polecam:

Test na koncentrację

Na koniec dnia, kiedy kładziecie się do łóżka, postarajcie się ułożyć w wygodnej pozycji. Kiedy już upewnicie się, że nikt nie będzie Wam przeszkadzał zacznijcie odtwarzać przebieg minionego dnia krok po kroku. Zaczynając od przebudzenia, postawienia stopy na ziemi, poprzez mycie zębów, jedzenie śniadania itp. Mając zamknięte oczy starajcie się odtwarzać wszystko w najmniejszych szczegółach, przypominając sobie takie detale jak np. którą skarpetkę założyliście pierwszą. Oczywiście całe ćwiczenie wykonujecie myśląc tylko i wyłącznie o wykonanych czynnościach od momentu przebudzenia do chwili, w której znajdujecie się teraz. Jeśli w trakcie ćwiczenia do głowy wpadnie Wam jakaś kompletnie inna myśl należy zacząć od nowa.

Jesteście ciekawi jak mi poszło? Za pierwszym razem nie byłem w stanie dojść do momentu, w którym wychodzę rano z domu! Jednak mimo wszystko cały czas staram się wykonywać to ćwiczenie i muszę przyznać, że znacznie mi ułatwia skupienie podczas pracy czy wykonywania zwykłych codziennych czynności!

4/ Skupienie przedmeczowe. Podzielę się z Wami szybkim ćwiczeniem na koncentrację, które czasami stosuję w szatni przed meczem lub nawet podczas treningu. Na białej tablicy rysuję czarne kółko o średnicy 2 cm. Następnie proszę wszystkich zawodników, aby usiedli na ławce i staję naprzeciw trzymając tablicę skierowaną w ich stronę.

Proszę ich by przez minutę patrzyli tylko i wyłącznie na moje kółko, wyrzucając z głowy wszystkie niepotrzebne myśli. Podczas ćwiczenia patrzę bezpośrednio na nich i obserwuje, czy ich spojrzenie jest skierowane we właściwym kierunku. Za pierwszym razem zawodnicy tracili kontakt z kółkiem i rozpraszali się tylko i wyłącznie przez to, że ja patrzyłem na nich. Z biegiem czasu wszyscy zrobiliśmy postępy i muszę przyznać, że było to widać podczas treningów.

Trenujcie swoją koncentrację, bo to tak samo ważny element koszykówki jak kozłowanie czy rzuty. Oto rzecz, która odróżnia Marka i Darka… Obojętnie którym z nich jesteś, zapraszam:

www.basketcamp.pl

 

autorami tekstu są Wojtek Zeidler i Bartek Gajewski

Zapraszamy także na KONSULTACJĘ SZKOLENIOWĄ w Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Wałczu w dniach 27-30 grudnia 2018. Oferujemy 4 intensywne dni, podczas których pracować będziemy nad Twoimi złymi nawykami boiskowymi, techniką indywidualną i mentalnością. Jedenaście jednostek treningowych, 3 zajęcia na basenie oraz 3 sesje mentalne. Łącznie ponad 30 godzin rozwoju.

basketcamp/treningi_indywidualne

Ostatnie Wpisy

21 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    „w walce ponad gościa, który zna 10 tysięcy ciosów i technik kończących bardziej obawia się tego, który 10 tysięcy razy powtórzył jedną technikę” – dokładnie! jak się denerwujesz na meczu to masz 1-2 swoje manewry i na nich się opierasz

    (6)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Już dawno temu naszły mnie przemyślenia na ten temat, co odróżnia właśnie takich gości.
    Moim zdaniem to nie koncentracja, ta może być taka sama.
    Doszedłem do wniosku, że to jest talent, iskra Boża, jak zwał tak zwał. To jest niezmierzalne.
    I to wyróżnia najlepszego z najlepszych. W końcu Jordan, na przykład był tylko jeden, jeszcze drugi się nie narodził.

    (0)
  3. Array ( )
    czarodziej koszykówki 7 Grudzień, 2018 at 16:34
    Odpowiedz

    Najważniejsza w drużynie jest atmosfera i chęć grania nie dla siebie , ale dla swojej drużyny. Defensywa pokazuje komu chce się grać , a komu nie.

    (8)
    • Array ( )

      Nie, nie jest. Jest mnóstwo drużyn w różnych dyscyplinach w których atmosfera w szatni kulała delikatnie mówiąc, a mimo to zdobywały mistrzostwa ( najbardziej znane to Lakers z Shaq&Kobe, czy Chicago z wiecznie niezadowolonym Pippenem, psychopatą Jordanem i świrem Rodmanem, który miał wywalone na relacje z kolegami z drużyny). Liczy się skupienie ( czyli koncentracja ) na celu który chcieli osiągnąć. Chodzi o wykonywanie na boisku planu, który został wyznaczony przed drużyną.
      Oczywiście dobra atmosfera nie jest zła, ale najświeższy przykład naszej Reprezentacji piłkarzy pokazuje, że zbyt fajna atmosfera zabija chęć rywalizacji ( po prostu nie ma nikogo kto opierniczy kolegę gdy ten zawala zagrywki).

      (4)
    • Array ( )

      Z tego co pamiętam, to Rodman nie miał wywalone na relacje z kolegami z drużyny.

      Jemu ciężko było się odnaleźć w tym wszystkim. Miał chorobę depresyjną, która doprowadziła do tego, że przecież siedząc w aucie na parkingu włożył sobie lufę strzelby do ust i mało co nie pociągnął za spust.

      O samym Chicago, to każdy mówił, że tam nie było przyjaciół. Każdy oddzielnie przychodził na trening i po nim każdy jechał w swoją stronę. Rodman po prostu nie wychodził przed szereg i nie starał się być kimś innym niż reszta zespołu.

      Dennis to ciężki przypadek, bo jest niezmiernie szanowany za karierę i wyśmiewany za to jakim jest człowiekiem. Wg mnie jest to bardzo przykre i stawianie go jako problemu na równi ze Scottem, który pragnął być Batmanem czy Jordanem, który szanował niewielu – nie jest właściwe.

      (8)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    tekst pt: Podziwiajcie mnie .
    kumpel i kwiatki…ale jestem cool …masakra .
    Autor niech zalozy sobie bloga dla zagubionych a nie leczy kompleksy na portalu o koszykowce.

    (-17)
    • Array ( )

      Odrób lepiej lekcje na poniedziałek, a my pomodlimy się aby szkoła nauczyła Ciebie myślenia, bo może nie być jeszcze za późno

      (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Oooo tak, „nie ściągaj zawodnika po pierwszym błędzie”, zasada której nie zna niestety sporo trenerów.
    Jeszcze brakuje też często chęci rozmowy z zawodnikiem. Od szybkiego wytknięcia błędów lepsza jest krótka pogawędka, może zawodnik nie zna jakiegoś niuansu i przez to popełnia ten błąd, a może na boisku zauważył coś co jako trener przeoczyłeś. Brakuje rozmowy zamiast monologu (oczywiście, nie zawsze jest czas na wymianę zdań, ale jak jest, to warto korzystać)

    (1)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Grałem w kosza 6lat, jak nazwałbym te lata?
    Strata czasu, brak szacunku do mojej pracy, brak rozwoju drużyny, a na końcu jej rozpad, z 3 oddzielnych roczników musieli zrobić jedną drużynę, bo brakowało ludzi, przez co? Przez „trenera”. Gość się nie rozwijał jako trener siedział w przekonaniu że tylko najlepsi fizycznie mogą coś osiągnąć. Przez ten czas chciałem grać jako 3&D zamiast tego otrzymałem „posadę” 5 centra drużyny, gdyż tylko aspekt podkoszowy się liczył. Przez ten czas byłem wyrzucany z boiska po jednym złym zagraniu po jednym błędzie w obronie, jestem idealnym przykładem gościa który ciężko pracuje ale nie pokazuje efektów przez dokładnie taka sama barierę jaka została opisana w artykule. Uważam że polska koszykówką powinien zająć się ktoś kto naprawdę się na tym zna i unormalizuje to kto zostaje trenerem żeby to nie byl byle kto, bo dzieciaki takie jak ja tracą marzenia, i czas który mogli by dużo lepiej zainwestować.
    Ps. Skończyłem grać 3 miesiące temu

    (4)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Ej, ktoś serio zakłada skarpetki raz najpierw na jedną nogę a innego dnia najpierw na drugą nogę?

    Ja zawsze zaczynam od prawej. ZAWSZE.

    (0)