centered image

Boston zabawił się z Lakers, poważne problemy zdrowotne Brandona Ingrama!

33

Weekendowe NBA, a w nim sześć spotkań.

sacramento kings 102 new york knicks 94

To naprawdę mogło pójść w obie strony. Walczący o historyczny awans do ósemki Królowie rozpoczynają serię wyjazdową meczem o poranku. Osiemnasta u nas, to w Sacramento dziewiąta rano! Stąd paskudna skuteczność i wynik znacząco poniżej średniej. Mecz w pojedynkę z lewego pół skrzydła wygrał lisek De’Aaron Fox, autor 30 punktów 5 zbiórek 8 asyst oraz 11/17 z gry. O dobre imię zespołu w czwartej kwarcie walczył snajper John Jenkins, znacie? No na pewno.

Kings robią co mogą by po raz pierwszy od 13 lat awansować do playoffs. Przy okazji, ani razu za kadencji DeMarcusa Cousinsa nie wygrali więcej niż 33 mecze…

A teraz popatrzcie za co i w jaki sposób James Dolan zbanował chłopaka z Madison Square Garden. Mocne!

brooklyn nets 114 atlanta hawks 112

Zgodnie z naszymi przypuszczeniami mocne spotkanie rozegrał John Collins, bo zdjęli mu kaganiec minut: 33 punkty 20 zbiórek 13/20 z gry świadczy o dużym potencjale nie tylko fizycznym choć dziś akurat wszystko pochodziło z pola trzech sekund. Trae Young zaliczył przy tym pierwsze w karierze triple-double (23 punkty 10 zbiórek 11 asyst) dwie młode gwiazdy ekscytują mnie i zachęcają -> Atlanta to mój ulubiony do oglądania „tankowiec”.

Mecz poszedł do kieszeni gości, bo… potrzebują? Na przestrzeni ostatnich dwóch minut Hawks oddali 5 punktów prowadzenia, a w ostatniej minucie dwukrotnie pudłowali rzuty i tracili piłkę. Zespół nowojorski ciągnął Spencer Dinwiddie (23 punkty 6 zbiórek 7 asyst) szef D’Angelo nieskuteczny (6/23 z gry) ale… no właśnie… w końcówce trójkę przyfasolił.

Ozdobą spotkania paczka ścinającego pod kosz Vince’a Cartera, będą z niego ludzie!

washington wizards 130 minnesota timberwolves 135 (OT)

Napierają jak dzikie wilki leśne z Minnesoty ganiane przez ostro strzelających z różdżki Czarodziejów. Ostatnie 25 minut meczu to walka kosz za kosz. Wznosimy w górę prośby by kolano Karla Anthony’ego Townsa (40 punktów 16 zbiórek 15/25 z gry) było całe, środkowy plac boju opuścił niedługo przed zakończeniem regulaminowego czasu gry.

A propos kolan, pewnie się ucieszycie: dogrywkę dla zespołu pociągnął i szalonym rzutem temat zamknął niejaki Derrick Rose, autor 29 punktów i 13/23 z gry z ławki rezerwowych. Mówcie co chcecie na temat jego warsztatu pracy, atletycznie to wciąż mistrz NBA.

Wizards po raz kolejny wojowali i zginęli od rzutów za trzy, których oddali aż 44. W pierwszej połowie siedziało, w drugiej zmęczone nogi dały znać o sobie. Co gorsza, dali sobie zebrać 19 piłek z własnej tablicy oraz popełnili dwukrotnie więcej strat niż gospodarze.

boston celtics 120 los angeles lakers 107

Mecz na który czekali… wszyscy niedzieli fani. Złe wieści: Brandon Ingram już nie zagra do końca sezonu, zdiagnozowano u niego zakrzepicę żył głębokich, musi przyjmować leki na rozrzedzenie krwi. Miejmy nadzieję, że to jednorazowy problem być może wywołany urazem mechanicznym, a nie choroba jak w przypadku Chrisa Bosha!

Lonzo Ball też został wygaszony do końca sezonu, Kyle Kuzma ma skręconą kostkę i w związku z utratą przez Lakers miejsca w ósemce, próżno przyspieszać jego powrót. Po placu biegają więc radośnie Mo Wagner oraz Johnathan Williams i trzeba przyznać, że smykałkę ofensywną, a przynajmniej głód gry, mają. Do LeBrona Jamesa się nie przyczepisz, bo 30 punktów 10 zbiórek i 12 asyst przyniósł, a że Rondo nic nie wnosi strzelecko albo że shooting guarda im Boston przykryje wiedzieliśmy z góry.

Mecz nie był wyrównany, bo już od 20 minuty goście kontrolowali spotkanie. Zdobycze rozstrzelone, w rolach głównych wystąpili Kyrie oczywiście Irving (30 punktów 7 zbiórek 5 asyst) oraz coraz śmielszy Gordon Hayward, autor 15 punktów w tym 6/8 z gry.

Uwaga: złaknieni spacingu Lakers zaliczyli 5/27 zza łuku, co przekłada się na 18% skuteczności. Pod względem skuteczności w całym sezonie gorsi są tylko eksperymentalni, pozbawieni nominalnego rozgrywającego Phoenix Suns. Zobaczymy, co Magic z Pelinką pokażą w przerwie letniej. Oprócz spacingu przydałby się ofensywny środkowy. Taki na przykład Anthony Davis byłby idealny…

Ciekawostka, komentujący wczorajsze spotkanie na antenie ESPN Jeff Van Gundy spierał się, że warto rozważyć transfer… LeBrona Jamesa.

charlotte hornets 114 milwaukee bucks 131

Według założeń to miał być łatwy mecz dla kozłów, a przynajmniej mieli wygrać więcej niż dwunastoma punktami. Wszystko oparte na zmęczeniu materiału w Charlotte, bardzo niekorzystnym matchupie od góry do dołu oraz nieobecności trzymającego strukturę gry drugiego składu Tony’ego Parkera.

Napiszę tyle: w drugiej połowie Bucks zdobyli 76 punktów. Jeśli ktokolwiek z gości chciał stawać im na drodze, nie było tego widać. Marvin Williams wczoraj kozak, dziś wycięty z gry całkowicie, na zbiórce 55-35, dominujący fizycznie Giannis (dwie trójki na starcie IV kwarty!) oraz Brook Lopez ustawiony (tym razem) tyłem do kosza, a do tego osiem trójek Nikola Mirotica i fightera Donte DiVincenzo. Wielka jest moc silnika Milwaukee.

Najśmieszniejszą akcją spotkania był osobisty Cody’ego Zellera. Dwa rzuty rozdzielono przerwą na żądanie, po wznowieniu gry nie wiedzieć czemu wszyscy spodziewali się dwóch rzutów, tylko wykonawca Cody zapamiętał, że to druga próba. Po cwaniacku podszedł do Giannisa, schwycił piłkę i wsadził do kosza. Beka!

phoenix suns 120 portland trailblazers 127

Nie ma o czym pisać, mecz był zakończony po piętnastu minutach. Gospodarze osiągnęli 20-25 punktów przewagi w drugiej połowie więc się starterzy nie spinali. Terry Stotts czwartą kwartę grał zmiennikami, którzy lekko chyba przyrdzewieli, bowiem Portland przegrało ostatnią ćwiartkę 25:43!

Dobrego dnia wszystkim!

Ostatnie Wpisy

33 comments

    • Array ( )

      Lakers jest gorszy od Titanica, bo nawet fala hejtu nie zanika,
      Lebron jest gorszy od Leonardo, nawet go teraz oglądać nie warto,
      Walton na gorącym krześle siedzi, nie uniknie nieodległej gołoledzi,
      I to tyle na dzisiaj moi drodzy, wrócę niedługo, nie zostańcie ubodzy.

      Pozdrawiam,
      Jaskier

      (2)
    • Array ( [0] => administrator )
      Zdjęcie profilowe admin

      nie było czasu na analizy wczoraj, z luźnych propozycji wynik 2-1
      DeAndre Ayton nawrzucał 5 punktów za dużo przy blowoucie 🙂

      (20)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzisiaj o Lakers więc pewnie będzie dużo komentarzy. Gdy jest tekst o LAL to pod artykułem jest nie mniej niż 50. Gdy tekst nie jest o Lakers wtedy jest z reguły 20-30 komentarzy. A potem się państwo dziwicie, że admin pisze tak często o LAL.

    (6)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Łysy, szykuj karę dla LeBrona za to, że w sezonie który już jest nic nie wart, przy ograniczonym czasie gry (27 minut, kibice muszą być zrozpaczeni) po kontuzji nawkładał Bostonowi Triple Double. Okropny LeBron.

    I jeszcze kara za przegrywanie meczy.

    Aha, i jeszcze jedną za kontuzje połowy składu.

    I za nadprogramowe kilogramy. No!

    (7)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    btw. Rozmowa „przez ręcznik” LeBrona i Kyrie Eleisona na koniec skrótu:

    – „To co, w przyszłym sezonie idziesz do Knicksów?”
    – „Nieeee, stary, po co? Wpadnę tutaj do ciebie do El-Eju i zrobimy drugie Cleveland. Tylko z Antonio rozkmiń sprawę”.
    – „No to wszystko mamy dogadane, papaśki”.

    (6)
    • Array ( )

      Ta rozmowa przez ręcznik jest już takim nudnym zabiegiem. Lebron, mimo ze ktos na jego pozycji już nie musi tego robić, to niesamowity atencjusz i aktor.

      On doskonale wie, że kiedy pół metra od ich twarzy stoją 3 kamery to musi coś odp…
      Ooo, pogadamy przez koszulki, wszyscy patrzą, za godzinę wszędzie będą o nas nagłówki. Będą dywagować co dalej, będą dyskusje, za chwilę to będzie na housofhighlights i wszyscy będą twittować jak to zlajkuję.

      Jak to niektórzy mówili – NBA to opera mydlana i Lebron jest jej głównym aktorem, który ciągle potrzebuje robić szum. Tak jak rok temu z Lonzo itd.

      (3)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Lebron w 27 minut linijka na poziomie 30-10-10.
    Gra ze składem rodem z D-league.
    Ataki na Lebrona. To aż śmieszne jest.

    A co do tankowania Lakers – tak jak wcześniej pisałem, mają szansę na 6 miejsce od końca, a wtedy mają 9% szans na 1 pick draftu, a Knicks z najgorszym bilansem… tylko 14%.
    Także z tego tankowania jeszcze może wyjść jedynka draftu, a wtedy Pelicans chyba elegancko przyjęli by Ziona + jakiś orzeszek za Davisa.
    I cała reszta składu zostaje. Co nie zmienia faktu, że tam nietykalny powinien być Lebron i ewentualnie Davis, cała reszta powinna być możliwie do ztradowania.
    Tam potrzeba dwóch zawodników 3D na boisku (Klay + ktoś byłoby idealnie), dwóch zawodnik 3D na ławkę, oraz dwóch bigmanow (McGee może zostać, ale tutaj potrzeba jednak jeszcze jednego, ponadprzecietnego bigmana).
    Może nad Kevinem Love warto pomyśleć?
    Roster w stylu (przykładowo)
    1. Lonzo
    2. Klay
    3. Lebron
    4. Love
    5. Davis
    Klasowy 3D na ławce, McGee oraz zadaniowcy, którzy jedyne co muszą to trochę obrony i trójka na chociaż 35%.
    Wówczas mamy realnego contendera, tym bardziej w obliczu prawie pewnego rozpadu GSW, jaki nam zapowiadał nasz Polak rodak Marcin Gortat.

    (-6)
    • Array ( )

      „Lebron w 27 minut linijka na poziomie 30-10-10.
      Gra ze składem rodem z D-league.
      Ataki na Lebrona. To aż śmieszne jest.”

      A kto wypisywał brednie, że LeBron jest GOAT i najsłabszą ekipę w NBA wprowadziłby do PO albo nawet do finałów konfy ? Ja ?

      Szkoda, że teraz te same osoby wypisują jeszcze większe brednie jak to LeBron gra z kolegami z D League i jak to trzeba mu naściągać Davisów, Thompsonów, Durantów, Leonardów czy Cousinsów do zespołu.
      Co z niego za all time skoro trzeba mu ściągnąć KOLEJNY JUŻ RAZ all starów do ekipy by zagrał w PO ?

      Bronseksualnym juz się w dupach przewraca bo ich krul taki świetny a w PO nie zagra bo koledzy „za słabi” 🙂 Tak samo koledzy byli za słabi jak w zeszłym sezonie LBJ przegrywał z Cavs. Tak samo Miami było za słabe jak LBJ przegrywał z SAS. Zawsze to zespół jest za słaby, nigdy LBJ. A gdy zespół wygrywa mu mistrzostwa to całe zasługi zbiera tylko LBJ bo „wygrał” 🙂 A prawda jest taka, że LBJ nic wielkiego w tej lidze nie znaczy. Niby najlepszy, miby zdominował ligę, a zawsze ktoś go ogrywa.

      (-12)
    • Array ( )

      Tomasz niewierny zeszłorocznej serii PO przeciwko LeBronto, znaczy Toronto nie widział?

      (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    I co więcej powiem.
    Jeśli Lakers dzięki temu tankowaniu zdobędą top3 pick z tak silnego draftu, a Magic i Pelinka nie zbudują z tej ekipy realnego contendera, przynajmniej na papierze (no zdarza się, że ekipa może nie wypalić – patrz Celtics), to naprawdę powinno się podać do dymisji. Jak tak zaszaleją jak w tym trade deadline to będzie brak słów.

    (4)
    • Array ( )

      Ja się z tobą absolutnie Stary zgadzam, ale z tą starting 5 to troszkę cię poniosło 😉
      Na top3 draftu to bym nie liczył (zresztą jeśli do takiego cudu dojdzie to oczywiście przeczytamy, że „to wszystko było ustawione przez ligę”; ), ale fakt Magic z Po-Pelinką powinni się w nadchodzącym offseason dużo bardziej postarać, albo dać sobie spokój z „menedżerowaniem”, tak jak zrobił ten łapserdak z Pelsów 🙂

      (0)
    • Array ( )

      LBJ na 4 sezony zakontraktowany. Faktycznie tragedia, powinni się podać do dymisji za taką nędzę.

      (-4)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Szkoda że James poszedł do LAL…mógł iść do Pelikanów,tam by mogli coś zrobić np… mistrza z Davisem ,Wakacyjnym i Rondlem…ale widać ciągle mu mało i chce być kimś nie tam gdzie trzeba

    (5)
  7. Array ( )
    nie lubie Hardena 10 Marzec, 2019 at 18:37
    Odpowiedz

    laker w składzie Jakis Wiliams Wagner BONGA cARUSSOOO A tytul brzmi Boston się zabawail z L.a hahahhaha

    (1)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Najśmieszniejszy w meczu BOS-LAL był garbage time na koniec, do którego nie było kogo delegować, bo garbage time zaczęli już od pierwszego gwizdka.

    (0)

Gwiazdy Basketu