Broken Dream Team: historia reprezentacji USA z 1980 roku

15

Znacie pewnie określenie „efekt motyla”. Chodzi o pozornie mało istotne zdarzenie, które może mieć wpływ na losy setek ludzi w innym czasie i miejscu. W tym przypadku motylem był Komitet Centralny Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, którego podmuch skrzydełek w 1979 roku uderzył w Afganistan. Ów podmuch nie tylko wywołał trwający ponad dekadę wojenny huragan, ale owiał ludzi z całego świata. Wśród nich było kilkunastu amerykańskich koszykarzy, którym decyzja Sowietów o ataku na Afganistan uniemożliwiła rywalizację o olimpijskie medale.

Mistrzowie bojkotują

Radziecka agresja została potępiona przez wiele państw. Nie skończyło się wyłącznie na słowach, bo atak pociągnął za sobą szereg konsekwencji. Jedną z nich była decyzja o bojkocie igrzysk olimpijskich, które w 1980 roku miały odbyć się w Moskwie. Pomimo prób mediacji pomiędzy Jimmym Carterem a Leonidem Breżniewem Amerykanie byli niewzruszeni i odmówili udziału w igrzyskach. Oznaczało to, że 461 sportowców ominie być może najważniejsza impreza w życiu. Wśród nich koszykarze – na papierze jedna z najlepszych drużyn w XX wieku.

Według ówczesnego porządku, w igrzyskach mogli uczestniczyć tylko zawodnicy nieposiadający statusu zawodowca, a więc studenci lub absolwenci, którzy nie zagrali jeszcze w profesjonalnej lidze. Głównym trenerem zespołu USA został Dave Gavitt, który przez dekadę prowadził Providence Friars, a asystował mu niejaki Larry Brown. Pod ich okiem odbyły się zgrupowania i testy, dzięki którym wyłoniono 12 najlepszych graczy / amatorów, a powołany skład był najmłodszym w historii amerykańskich zespołów olimpijskich:

#Skład

Isiah Thomas (Point Guard)

Pierwszoroczniak z Indiany to najbardziej znany zawodnik drużyny. Rok później zdobył akademickie mistrzostwo kraju i został wybrany jako dwójka w drafcie przez Detroit Pistons, z którymi zdobył dwa pierścienie. Dwanaście lat później kolejną szansę na olimpijski medal przekreślił konflikt z Michaelem Jordanem i Magicem Johnsonem.

Darnell Valentine (PG)

Opcja zapasowa dla Thomasa z uniwersytetu Kansas. W 1981 roku z numerem 16. wzięli go Portland Trailblazers, występował także w Clippers i Cavaliers, a po 10-letniej przygodzie w NBA przeniósł się do ligi włoskiej.

Rolando Blackman (Shooting Guard)

Po tę dynamiczną bestię w kolejnym drafcie sięgnęli Dallas Mavericks, których był najlepszym strzelcem (dopóki nie nastała era Dirka Nowitzkiego). Niektórzy mogą pamiętać też jego występy w barwach Knicks, z którymi dotarł do finałów w 1994 roku.

Bill Hanzlik (SG)

Absolwent Notre Dame, niedługo przez powołaniem zatrudniony przez Seattle Supersonics. Kolejno przeszedł do Denver, gdzie przez 8 kolejnych lat meldował się w playoffs. Dał się poznać przede wszystkim jako inteligentny i solidny obrońca.

Mark Aguirre (Small Forward)

Z akademicką średnią 24.5 punktów był największą gwiazdą kadry. Jako jedynka draftu 1981 roku trafił do Dallas, których trzykrotnie reprezentował w Meczu Gwiazd. W NBA notował solidną linijkę 20/5/3, okraszoną dwoma tytułami wywalczonymi z Detroit Pistons w 1989 i 1990 roku.

Rodney McCray (SF)

W momencie powołania do reprezentacji akademicki mistrz kraju z drużyną Louisville Cardinals. Do NBA trafił w 1983 roku, gdy z trójką wybrali go Houston Rockets. Świetny obrońca, w 1993 roku świętował mistrzostwo z Chicago Bulls.

Al Wood (SF)

Powołanie zagwarantowała mu średnia 19 punktów przy skuteczności 57% w barwach uniwersytetu Karoliny Północnej. Jako zawodowiec wielkiej kariery nie zrobił, zaliczając cztery kluby NBA na dystansie 6 lat.

Michael Brooks (Power Forward)

Kapitan drużyny, który jesienią 1980 roku dołączył do San Diego Clippers. W NCAA osiągał średnie 23/12, jednak jego karierę w NBA zniweczyła kontuzja kolana, która wymagała dwuletniej przerwy w grze. Największe sukcesy święcił w lidze francuskiej.

Danny Vranes (PF)

Miał papiery na dobrego gracza, ale uczelnianych średnich 15/9 nie zdołał przenieść do NBA. Przez kilka lat był starterem Supersonics, ale nawet utytułowany coach Lenny Wilkens nie był w stanie go oszlifować. Po 7 latach w NBA szukał szczęścia w Grecji i we Włoszech.

Buck Williams (PF)

Rookie of the year 1982 roku, legenda New Jersey Nets i jeden z najlepiej zbierających zawodników lat osiemdziesiątych. Pod koniec dekady objawił także swoje talenty defensywne, a w 1992 roku w barwach Portland mierzył się przeciwko Jordanowi i spółce w Finałach.

Alton Lister (Center)

W 1981 roku rozpoczął 17-letnią karierę w najlepszej lidze świata, gdzie reprezentował barwy m.in. Bucks, Sonics i Warriors. W sezonie 1982/1983 w ciągu niecałych 24 minut notował średnie 8/7/2 otrzymując na koniec sezonu kilka głosów w wyborach MVP!

Sam Bowie (C)

Dziewiętnastoletni siłacz, który miał być kolejnym Mosesem Malonem, ale został centrem zaledwie niezłym. Zapamiętany przede wszystkim jako zawodnik wybrany w drafcie przed Michaelem Jordanem.

Turniej pocieszenia

Amerykanie zbojkotowali igrzyska, ale i tak chcieli pokazać, że to im należy się tytuł mistrzowski. A jak najlepiej tego dokonać? Wygrać z aktualnymi mistrzami, czyli… zespołem USA, który zdobył złoto cztery lata wcześniej, w Montrealu w 1976 roku. Olimpijski finał miał więc zastąpić mecz pomiędzy nową, a starą reprezentacją. Pojedynek poprzedziło 5 spotkań drużyny Gavitta z kolektywem zawodników z NBA, a serię szumnie nazwano „Gold Medal Games”.

Coach Ray Meyer (trener drużyny uniwersytetu DePaul) zawsze świetnie orientował się w temacie koszykówki olimpijskiej. Już na początku mojej kariery powiedział mi, żebym mentalnie przygotowywał się do reprezentowania USA. Nawet zanim dotarliśmy do Final Four w moim debiutanckim sezonie, już wtedy szykował mnie do bycia Olimpijczykiem [Mark Aguirre]

Choć impreza nie miała żadnej realnej wagi, to obie strony miała sobie coś do udowodnienia. Kadra 1980 chciała pokazać, że zasługuje na miano prawdziwych Olimpijczyków. Dodatkowo mieli sposobność zaprezentować się przed menedżerami ekip NBA, w której chcieli zagrać w ciągu paru lat. Tymczasem kadra 1976 chciała zademonstrować progres, który poczynili. Uznani reprezentanci NBA na pewno nie zamierzali dać się zlać studenciakom jakkolwiek utalentowani by nie byli!

Gold medal games

W pierwszym meczu Michael Brooks zdobył 18 punktów i mimo ataków George’a Gervina czy Kermita Washingtona niedoszli olimpijczycy wygrali 97:84. Uznano to za wypadek przy pracy faworyzowanych graczy NBA, ale dwa dni później skład zawodowców ponownie został wysoko pokonany 66:97! Władze ligi zdawały sobie sprawę, jak porażki z “amatorami” wpływają na wizerunek ligi, dlatego w meczu trzecim ekipa z 1976 roku dała z siebie absolutnie wszystko. Paul Westphal zanotował 19 oczek, co pomogło w zwycięstwie 78:76.

Dwa dni później w Madison Square Garden obrona ekipy Gavitta miała zostać wystawiona na ciężką próbę przez strzelców w postaci Nate’a Achibalda, Alexa Englisha czy Michaela “Raya” Richardsona. Plany gwiazd ligi znów pokrzyżowały wspaniałe występy Brooksa i Sama Bowie. Niestety, ani Artis Gilmore ani świeżo upieczony MVP finałów Magic Johnson nie byli w stanie powstrzymać młodej generacji. Wygrana przeciwko mistrzom olimpijskim z 1976 roku (81:77) była dopełnieniem świetnej serii, choć młodym koszykarzom daleko było do radości.

Stracona szansa

Udział w igrzyskach i zdobycie złotego medalu, dzięki temu moja kariera byłaby kompletna. Pomyślcie sami: rywalizowałbym na najwyższym poziomie. Miałbym za sobą szczyt koszykówki licealnej, uniwersyteckiej, NBA i olimpijskiej [Mark Aguirre]

No niestety, pokazowy turniej nie może równać się z występem na najważniejszej międzynarodowej imprezie sportowej, nawet jeśli ograło się na nim głośne nazwiska. W dodatku zespół z 1980 roku był zgraną i wypoczętą ekipą, co zawsze jest plusem w konfrontacji przeciw przypadkowo dobranym i zmęczonym długim sezonem zawodnikom. Nikt też nie wątpił, że podopieczni Gavitta zdobyliby w Moskwie złoto. Wcześniej Amerykanie zawiedli tylko raz, ale przekręty z Monachium nie były nawet brane pod uwagę.

Ponadto, jak pokazała historia, radziecka drużyna nie była optymalnie dysponowana i musiała zadowolić się brązowym medalem. Gdyby Amerykanie pokonali Sowietów na ich własnym terenie, to byłby to wyczyn porównywalny z „cudem na lodzie”, czyli pokonania hokeistów z ZSRR na zimowych igrzyskach w Lake Placid zaledwie kilka miesięcy wcześniej.

Zresztą nie ma co gdybać o medalach, bo równie dobrze Amerykanie mogliby przegrać z Sowietami, Jugosłowianami czy Włochami. Największe znaczenie ma fakt, że team Gavitta został pozbawiony możliwości podjęcia rywalizacji. Idę o zakład, że część koszykarzy lepiej czułaby się wracając z Moskwy bez żadnego krążka, niż nie jadąc na imprezę z przyczyn politycznych. To była ich jedyna szansa na olimpijską chwałę. A tego nie nadrobią ani Gold Medal Series, ani pamiątkowe medale przyznane przez amerykański kongres w 2007 roku.

[Jędrzej]

Ostatnie Wpisy

15 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    rodney mccray… coś mi mówiło to nazwisko. tytuł 1993 z bulls i wszystko jasne. chociaż kompletnie nie pamiętam twarzy… no i buck williams. dla mnie to zawsze power forward blazers. pozdrawiam staruszków.
    więcej takich artów poproszę i częściej, bo obecną nba to… przemilczę…

    (3)
    • Array ( )

      Bucka wiliamsa nie możemy inaczej pamiętać. Pierwszy mecz NBA w TVP to któryś mecz pistons ptb albo pistons bulls żeby nam pokazać z kim mamy odczynienia. W sportowcu” pierwsza większa relacja z cyrku który się dzieje za oceanem to zmierzch ery lakers kiedy suns z kurtem rambisem wysadzili ich z play off

      (1)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Pamietam necz chyba 5 ginaly z Phoenix…jordan zdobyl 55 na 111 druzyny…akcja z pierwszej polowy alley ip mc cray do pippena…komerarz oczywiscie Szaranowicz Łabędź…p

    (1)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    fajne, dzienx.
    jednak czy na pewno taki turniej słabszy od meczu na io? więkości poziom nba przebija poziomami inne zespoły. są wyjątki oczywiście. zacięstość pewnie większość, zwł. w tamtych czasach

    (0)

Gwiazdy Basketu