fbpx

Cedi Osman: Król na Chude Lata

8

Cavaliers toną. Jak mówi Pismo w Księdze Rodzaju, nad rzeką Cuyahogą pasło się siedem krów tłustych, a wśród nich dwie najurodziwsze: LeBron i Kyrie. Gdy nagle z uliczek Ohio wyległy krowy brzydkie i chude, jakich nie widziano w całym NBA. Okropieństwa owe pożarły swoje poprzedniczki i jak wytłumaczył to Danowi Gilbertowi św. Józef Stern:

A po nich nastanie siedem lat głodu; i pójdzie w niepamięć cała ta obfitość w Cleveland, gdy głód będzie niszczył kraj. Nie będą już wiedzieli o obfitości w tym kraju…

Rozrzutnie LeBrona życzenia spełnialiście, kpiąc z praw boskich, krótkie kontrakty przepłaconych weteranów podpisywaliście. Teraz czas na płacz i zgrzytanie zębów. W tej ciemnej dolinie, jest jednak paru, którzy zła się nie ulękną. Jednym z nich jest Jedi wiekiem młody, acz ze stażem pokaźnym. W niego inwestujcie.

Jedi

Ponoć w języku tureckim „C” wymawia się jako „J” stąd Cedi Osman kojarzy się amerykańskiej publice z Gwiezdnymi Wojnami. W Internecie znaleźć można hasthag #TheFirstCedi, wspierany głównie przez tureckich kibiców.

Spójrzmy na moment w statystyki chłopaka, który na skrzydle kawalerii zastąpił samego LeBrona – 9.3 punktów, 41% skuteczności, 3.3 zbiórek i 2.1 asyst… nie tak to miało wyglądać w trzecim sezonie na parkietach NBA, drugim w roli pełnoprawnego startera. Było w końcu pewne ciepłe lato, gdy w klimatyzowanej sali UCLA do wspólnego zdjęcia pozowali James, Kawhi, Durant i… Cedi Osman. Czy 24-letni Jedi ma jakiekolwiek szanse dołączyć do tego zacnego grona nie tylko na zdjęciu z wakacyjnego treningu?

Bałkan Beat Box

Warto wybrać się choć raz w życiu w tamte rejony zanim horda turystów nie zdeprawuje do szczętu uroków Sarajewa, nie zadepcze plaż wokół Ochrydy i nie poczuje się królami Albanii na pustych plażach tego kraju. Cedi urodził się w Macedonii, jego ojciec był z pochodzenia Turkiem, mama Bośniaczką, którzy do życia wybrali okolice pięknego jeziora ochrydzkiego, rozdzielającego Macedonię Północną i Albanię. Szybko jednak przenieśli się do mojego ulubionego miasta na świecie – Sarajewa. Jeśli ktoś z was docenia smak kawy i słodyczy, lubi spacerować wśród wschodnich straganów i austro-węgierskich kamienic, interesuje się historią – to najwyższy czas obrać właśnie Bośnię i Hercegowinę za cel tegorocznego urlopu. Jako dwunastolatek Osman debiutował w KK Bosna Royal, gdzie dostrzegli go skauci Efesu Stambuł.

Niedługo jedna z komercyjnych stacji jak co roku przypomni nam Kevina, który to sam został w domu, ale czymże są jego przygody w porównaniu do Cediego, samego w Stambule. Gdybym nie odwiedził tego miasta, nie dowierzałbym historią o tym jak głośne, pełne zapachów i kolorów może być to najludniejsze miasto Europy. 2481 mieszkańców na kilometr kwadratowy, 500 000 nowych obywateli przybywa co roku, dla nich buduje się tysiąc nowych ulic, a wciąż przestrzeni nie starcza na chwilę samotności. 15 milionów osób w jednym mieście, a wśród nich, uzdolniony koszykarsko dzieciak, Cedi Osman.

Droga do Euroligi

Pierwsze doświadczenia zbierał w drugoligowym Pertevival Istanbul by w wieku siedemnastu lat powrócić do interesującego się nim Efezu. Nie każdy rodzi się Rickym Rubio, o czym często zdajemy się zapominać. Nastolatek w szatni pełnej wyjadaczy europejskich parkietów, z wymagającym trenerem i nastawionym na wyniki właścicielem klubu nie ma zbyt wiele czasu na aklimatyzację.

Zawsze jest jakiś trening – rano, po meczu, analizowanie nagrań wideo rozpoczynające się o piątej nad ranem. Wydaje mi się, że gracze przychodzący do NBA z koledżu nie do końca rozumieją jaką drogę przeszli zawodnicy z Europy by móc tu występować. Gdyby grali na Starym Kontynencie, uwierzcie mi, nie mieliby tak łatwo. Jasne, klub ci pomaga, ale wciąż pozostajesz na swoim. Trenerzy naciskają, drą się na ciebie, kiedy coś im nie pasuje, czeka ławka rezerwowych. Nie obchodzi ich kim jesteś, ważne żebyś był pokorny i grał bez względu na wszystko – Cedi Osman

Opinię tę podziela kolega z zespołu Turka, Ante Zizic, dodatkowo wskazując na wagę osiąganie wyników i rywalizację z silniejszymi, starszymi graczami. Jednak obaj panowie swoją drogę do NBA odnaleźli…

Aleją gwiazd, aleją gwiazd biegniemy

W drafcie Osmana z 31. numerem wybrali Wolves, ale szybko oddali prawa doń do Cavs. Dopiero po dwóch latach dalszej gry w Efezie, które spędzał ponoć na analizowaniu wszystkich występów swoich przyszłych pracodawców, włodarze Cleveland postanowili ściągnąć chłopaka za ocean. Dołączył do składu z LeBronem, Kevinem Love, D-Rose’m, D-Wade’m, mówiąc w skrócie – miał grać u boku gwiazd, których plakaty z pewnością wieszał nad łóżkiem.

Wyobraźcie sobie pierwszy trening Osmana po rozpakowaniu walizki w Ohio. Chcesz pokazać się z jak najlepszej strony, pół nocy nie śpisz myśląc jak zatrzymać w obronie Jamesa, w końcu zakładasz spodenki, sznurujesz buty i wbiegasz na parkiet pełen all-starów. Gracie kontrolną gierkę pięciu na pięciu, rzecz jasna stajesz naprzeciw LeBrona, pierwszy gwizdek, niefortunnie stawiasz nogę o którą potyka się człowiek będący w konwersacji do bycia najlepszym koszykarzem wszech czasów. Nagle zapada cisza. Król z grymasem bólu i skręconą kostką kuśtyka ku ławce rezerwowych, a w głowie Osmana pojawia się jedna myśl – Co ja do cholery zrobiłem?

Cedi wyglądał jakby zobaczył przed oczami całe swoje życie. Zapewne widział się już w powrotnym samolocie do Stambułu – Channing Frye

Uraz nie okazał się jednak poważny, więc międzynarodowy lot można było odwołać. Mimo tego zdarzenia obaj panowie bardzo się polubili:

Nigdy nie miałem poczucia, że LeBron to trudny kolega z drużyny. Ustawia cię w odpowiednim miejscu, znajduje cię podaniem zawsze gdy jesteś wolny. Wystarczy być czujnym i gotowym, nigdy nie wiesz skąd nadejdzie asysta, facet widzi wszystko. Nie wydaje mi się, żeby zależało mu na tym bym trafiał rzutu, zawsze nastawiał nas na twardą grę. Takie nastawienie we mnie lubił, takk zasłużyłem na swoje rzuty – Cedi Osman o LeBronie

James nie tylko zabrał chłopaka na słynny trening w UCLA, ale i mocno szkolił podczas codziennych zajęć Cavs. Na meczach z kolei głośno dopingował Osmana, chwalił go w mediach budując w pierwszoroczniaku pewność siebie. Minuty na boisku są jednak ograniczone, więc gdy Cedi zobaczył, że nie ma szans na regularne występy, sam poprosił o chwilowe przeniesienie do G-League, by nie tracić formy. Szybko jednak kontuzje i zamieszanie transferowe przywróciło go do NBA.

Czy już mam być gwiazdą?

Z jednej strony Osman potrafi z Korkmazem prowadzić reprezentację Turcji jako pełnoprawny lider, w Chinach mocno postraszyli Team USA. Regularnie występuje w pierwszej piątce startujących w wyścigu tankowców Cavs. Nie ma lepszego momentu na rozwój, a mimo to – wciąż nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Co gorsza, obniżył loty w porównaniu do zeszłego sezonu.

Cedi nie wyzwolił się z relacji uczeń / mistrz jaką nawiązał z LeBronem, gdy Król przechodził do L.A. pożegnał go emocjonalnym listem, do dziś gdy czuje, że ma dość, pisze wiadomość do byłego mentora.

Każdy dzień jaki z nim spędziłem, był wyjątkowy, rozmowy, treningi, podróże. Jego wypowiedzi w mediach na mój temat stanowią dla mnie powód do dumy – Osman

Cóż, nie dziwię się, że koszykarski rozwój pod okiem LeBrona, może być dla młodego chłopaka z Macedonii nie lada wydarzeniem, ale czy nie nadszedł już czas na zmianę myślenia w najwyższy czas skopać tyłki tym cholernym Lakers?

Kibice Cavs cenią Osmana za zaangażowanie, emocjonalne podejście do gry i aktywny udział w akcjach charytatywnych w regionie. Zawsze budził i moją sympatię i liczę na powrót Jedi jeszcze w tym sezonie.

[Grzesiek]

Ostatnie Wpisy

8 comments

Gwiazdy Basketu