fbpx

Chicago stawia na Jordana: kulisy wyboru w drafcie najlepszego koszykarza w dziejach

39

To, że Michael Jordan został wybrany w drafcie w 1984 roku wiedzą wszyscy. Powszechnie wiadomo również, że poszedł z numerem trzecim, za takimi zawodnikami jak Hakeem Olajuwon i Sam Bowie. Ten pierwszy był wówczas murowanym kandydatem na pierwszy pick. Ten drugi umiał robić dobre wrażenie i skorzystał na ówczesnej sytuacji kadrowej Portland.

A jak było z Jordanem? Czy wybór gracza, który zdefiniował kształt nie tylko organizacji Bulls, ale całej ligi NBA, wprowadzając ją w nową, i nie bójmy się tego powiedzieć, złotą erę był owocem jakiejś głębokiej strategii?

Słowa żeśmy z nim nie zamienili aż do dnia draftu [Rod Thorn, GM odpowiedzialny za wybór]

Kulisy wyboru Jordana kryją zmianę, jakiej doświadczyły kluby NBA na przestrzeni ostatnich trzech dekad z hakiem. Dziś mamy wrażenie, że nic nie ukryje się przed skautami, analitykami, agentami i całą świtą osób odpowiedzialnych za wprowadzanie do ligi nowych twarzy. Wówczas nieraz musiała wystarczyć szczera rozmowa przez telefon i uścisk dłoni już po fakcie.

Serial The Last Dance przedstawił w jakim opłakanym stanie znajdywała się organizacja Chicago przed zasileniem jej szeregów przez młodego MJ’a. Sam Michael wspomina wyjazdowe hotelowe imprezy, od których starał się stronić i mówi o “obwoźnym kokainowym cyrku”, jak określiła to jedna z gazet.

Dopiero jego spektakularna wspinaczka na ligowy szczyt wyhamowała ten trend i sprawiła, że Bulls zaczęli być traktowani poważnie. To już jednak opowieść o jego karierze po drafcie. W tym artykule chciałem przybliżyć Wam to, co działo się przed pamiętnym wieczorem 19 czerwca 1984 roku w Nowym Jorku.

#Dallas i inni interesanci

Rick Sund, manager Dallas Mavericks, był zdeterminowany pozyskać Jordana. Dysponował czwartym pickiem od Cavaliers i planował wybór Sama Perkinsa, dobrego znajomego Jordana z Północnej Karoliny, chcąc odtworzyć ich duet w NBA.

Oferował Thornowi nie byle kogo, bo samego Marka Aguirre, 24-letniego All-Stara ze statystykami 29.5/5.9/4.5 i 53% skutecznością z gry. Za sam trzeci pick, a przecież musiał się jeszcze liczyć z wyborem Portland i Houston, które mogły pokrzyżować mu plany. Aguirre był jedynką draftu 1981, 198 cm skrzydłowym i była to naprawdę hojna oferta jak za takiego kota w worku, jakim jest sam trzeci pick bez żadnych gwarancji. Thorn jednak nie dał się skusić. Parł na Jordana.

To było zaskoczenie, nie mogliśmy przewidzieć, że Jordan będzie aż tak dobry. OK, zapowiadał się wspaniale, ale najlepszy zawodnik w dziejach? Nikt tego nie zakładał. Więcej wiedzieli ci, którzy byli na bieżąco z tym co się działo w Karolinie Północnej, a w szczególności w Chapel Hill. My wiedzieliśmy dzięki Billy’emu. [Pat Williams, ówczesny GM Sixers na temat Billy’ego Cunninghama]

Sixers byli drugą ekipą zainteresowaną pozyskaniem Jordana, a Cunningham był wówczas ich trenerem. Warto wspomnieć w tym miejscu o wywalczonym przez Sixers w sezonie 1982/1983 mistrzostwie.

Cunningham, absolwent UNC utrzymywał dobrą relację z trenerem Deanem Smithem. Działało to w dwie strony, Smith z miłą chęcią widziałby Jordana pod skrzydłami Billy’ego. Pat Williams swoją szansę na pozyskanie go widział w handlu z Portland, a zatem uderzał oczko wyżej niż Mavericks. Z podobnym skutkiem. Oferował piąty pick i zawodnika za drugi pick Blazers, ale podobnie jak Rick Sund również i on spotkał się z odmową. Tyle że Oregończycy byli zdeterminowani pozyskać podkoszowego Bowiego.

Kilka razy namawiałem, że warto. Bez efektu. Thorn był bardzo mocno nastawiony na Jordana. Nie chciał słyszeć o nikim innym [Sund]

#Bowie na czerwono

W tym drafcie pewniak był jeden i był nim Hakeem Olajuwon. Wiadomo było że Rockets go wezmą, bo wziąłby go wówczas każdy mający jedynkę klub. Thorn wiedział o tym, dlatego za wszelką cenę musiał rozmówić się z Portland, ponieważ oni wybierali jako drudzy. Zadzwonił do Stu Inmana ich generalnego managera. Stu nieco błędnie odczytał intencje Thorna i postawił sprawę jasno: jeśli Sam Bowie przejdzie testy fizyczne to go bierzemy i nie ma innej opcji. Thorn musiał zatem trzymać kciuki za intrygę Bowiego, o której nikt wówczas nie wiedział. Bowie pocił się na testach nie z wysiłku a z bólu. Za wszelką cenę chciał przejść badania i zapewnić sobie miejsce w NBA. Walczył o własną przyszłość i dobrobyt swej rodziny.

My nigdy go nie rozważaliśmy, bo lekarze byli sceptyczni. U nas wykreślono go na czerwono, był niewybieralny. [Thorn]

Po trzech tygodniach od rozmowy managerów, Inman oddzwonił do Thorna. Był honorowym mężczyzną, zawsze grał w otwarte karty. Powiedział, że Bowie przeszedł próby w Portland. Było tydzień przed draftem. Thorn odetchnął z ulgą. Michael był jego.

#Bilet do Chapel Hill proszę

To, że Bulls nie rozmawiali z Jordanem do dnia draftu nie oznacza, że nie interesowali się jego osobą. Za wywiad środowiskowy odpowiedzialni byli Gene Tormohlen i Mike Thibault. Kilkukrotnie pojawiali się na kampusie, żeby obejrzeć Michaela na meczach i treningach.

Razem z Rodem mieliśmy takie samo zdanie na temat Michaela i Hakeema. W tym drafcie byli oni dwaj, a dopiero potem cała reszta. [Thibault]

Dean Smith pozwalał skautom NBA wchodzić na treningi. Jego zawodnicy byli do tego przyzwyczajeni, nie tylko Michael, ale także budzący wielkie zainteresowanie Sam Perkins, a także James Worthy, który trafił do NBA w 1982 i którego doglądał ten sam Mike Thibault, pracujący wówczas dla Lakers.

Trzeba pamiętać, że tamta NBA była jednak ligą wysokich i nawet pomimo świetnych recenzji Michaela Jordana nie wszyscy w klubie podzielali wizję Thorna. Część osób skłaniała się ku zamianie na niższy pick i gracza, tylko po to, żeby wziąć Mela Turpina. Turpin, jak się później okazało, nie utrzymał się w NBA zbyt długo.

Nigdy tego nie zapomnę. Mówili “czemu nie wykorzystamy trzeciego wyboru, żeby trochę pohandlować? [Thibault]

#Któż mógł przypuszczać?

Tamten czas był kluczowy dla Bulls jeszcze z innych powodów. W 1985 przeszli w ręce Jerry’ego Reinsdorfa.

Wówczas, przed wyborem, nikt przecież go jeszcze nawet nie widział w uniformie Bulls. Któż mógł przypuszczać, że będzie tak dobrze? Dawni właściciele się tego nie spodziewali. Gdyby wiedzieli co się stanie z klubem dzięki Michaelowi z pewnością by go nie sprzedali. [Reinsdorf]

Mogliśmy to również obejrzeć w The Last Dance. Kiedy Bulls zaczęli przygotowania do sezonu, Mark Pfeil, trener zespołu, zaprosił klubowych decydentów na trening, mówiąc “musicie to zobaczyć”.

Jordan był jak powiew świeżego powietrza [John Ligmanowski, asystent]

#What if..?

Nie da się dzisiaj przewidzieć co by było gdyby. Draft 1984 obrodził talentem, jednak los poskąpił go Blazers, którzy z numerem trzecim mogli wziąć kogokolwiek z wielu utalentowanych zawodników, w tym podkoszowych jak Barkley, Kevin Willis czy Otis Thorpe. Przeznaczenie związało ich jednak z Samem Bowie. Co by się stało, gdyby klubowi lekarze Portland lepiej odwalili swoją robotę? Może wówczas Oregończycy poszliby w handel, a Mike trafił do Sixers lub Dallas? Tak się jednak nie stało, ale śmiało można powiedzieć, że w pewnym momencie los całej NBA zawisł na chorym piszczelu Sama Bowiego. A Jordan? Jeszcze kilka lat po wejściu do NBA byli w Chicago zwolennicy transferu, ale tę historię opowiedziałem już w innym artykule.

Jak potoczyłaby się historia NBA, gdyby Reinsdorf przybił piątkę ze Sterlingiem? Nigdy się tego nie dowiemy. Być może Jordan, zamiast zdobycia sześciu tytułów, stałby się Tracym McGradym swojej ery, a mistrzowskie laury zbieraliby zamiast niego gracze z tzw. straconej generacji gwiazd lat 90-tych? Na samą myśl o czymś takim mam ciarki na plecach.

[BLC]

Ostatnie Wpisy

39 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Od razu przypomniał mi się Boniek ze swoją aukcją, na której biali właściciele (klubów NBA) licytowali czarnych (koszykarzy)..

    (11)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Moja książka właśnie dotarła 🙂 Zabieram się za czytanie. Kolekcjonerem kart nie jestem, więc jeśli ktoś ma ochotę na Joakima Noah z Chicago, Rona Artesta (jeszcze) z Indiany lub Ricka Foxa z Bostonu to chętnie odstąpię 🙂 Pozdrawiam 🙂

    (4)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    a propos wyborów wysokich graczy w drafcie:
    od 1980 – 2019 roku średnia wzrostu jedynek draftu wynosi 207cm,
    w tym samym okresie średnia wzrostu MVP wynosi 203 cm

    (6)
    • Array ( )

      A jak to wygląda na przestrzeni ostatnich np. 10 lat, kiedy to koszykówka poszła zdecydowanie i szybko w small ball? Masz te zestawienie żeby na szybko policzyć? Pozdrawiam

      (5)
    • Array ( )

      W ostatnich 20 latach 6 razy statuetkę zgarnęli goście mający około 190 cm którzy na pewno mocno te statystykę zaniżyli. AI, 2x Nash, 2 x Curry i Westbrook. Z ciekawości sprawdziłem, że od ’97-‘ 07 wybierani byli tylko centrzy i wysocy skrzydłowi jako jedynki a jedynym wyjątkiem był Lebron z 206 cm wzrostu.

      (1)
    • Array ( )

      Pawel po lecam Wikipedia hasło NBA draft i MVP 🙂
      Ostatnie 10 lat: Draft średnia 202cm, MVP 199cm.

      (2)
    • Array ( )

      W ogóle ciekawa statystyka to samo np ze średnia wzrostu w poszczególnych drużynach, czy nawet pierwszych piątkach. Z reguły ona wynosiła Ok 199-201.

      (0)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Trochę offtop. Chciałem tylko powiedzieć, że wczorajszy dzień uświadomił mi, że jestem chyba uzależniony od Gwiazd Basketu. Wchodziłem dziesiątki razy ciągle łudząc się o artykuł.
    Dzięki Bartek, dzięki Wam za to co robicie. To strasznie przyjemna codzienna rutyna, której od razu bardzo brakuje.
    Na takie dni, fajnie byłoby mieć już książkę pod ręką 😉

    (27)
    • Array ( )
      Pterodaktyl Tomisław 6 Czerwiec, 2020 at 16:56

      Ja wczoraj nie wchodziłem, bo jechałem do Władysławowa na zawody w jedzeniu kiełbasek-frankfurterek, ale gdy wszedłem dziś, a nie było artykułu za wczoraj, odmówiłem koronkę do Matki Boskiej Częstochowskiej za Bartka i GWB Family.

      (4)
    • Array ( )

      @Buby

      Cytując klasyka “Ludzie lubią nawet kaszankę, ludzie to idioci” 😉

      (2)
    • Array ( )

      @tomto

      No i muszę się zgodzić, ludzie to idioci, szczególnie w tłumie. Co nie zmienia faktu, że mają prawo do własnego zdania 🙂

      (-1)
    • Array ( )

      “Co nie zmienia faktu, że mają prawo do własnego zdania 🙂”

      @Buby

      Każdy może mieć swoje zdanie w tym temacie, ale to nie oznacza automatycznie, że każdy ma rację.

      Jeśli uważasz, że ktoś inny zasługuje na miano GOAT-a, to możemy poznać personalia i argumenty?

      (1)
    • Array ( )

      Dla mnie debaty o najlepszym zawodniku w historii są bez sensu. W dyscyplinie, która nadal jest uprawiana nie da się tego stwierdzić.
      Jednakże patrząc po osiągnięciach statystycznych i tytułach to byli lepsi od Jordana. I nie, gadanie o wpływie na grę i rozpoznawalności nie jest argumentem. Liczą się tytuły i zdobycze statystyczne.
      Większość uważających MJ za GOATA oglądała jego mecze za młodu stąd to uwielbienie. Młodsi mają innych idoli a Jordan ich nie interesuje.

      (-3)
    • Array ( )

      “Jednakże patrząc po osiągnięciach statystycznych i tytułach to byli lepsi od Jordana.”

      To właśnie pytam – kto?

      (0)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    A może byt tak skoro wiadomo że Atlanta Hawks zakończyli oficjalnie sezon to NIESTETY 😪😪😪 karierę zakończy Pan Half Man Half amazing i może pasowałoby napisać alfabet Vinca Cartera Bo 100 procentowo zasłużył na to wspaniała kariera, absolutny król wsadów najlepszy w historii, przyszły członek hall of fame jedyne czego mu brakło to pierścień którego juz nigdy nie zdobędzie😪😪😪

    (12)
    • Array ( )

      Gdyby chciał to by zdobył 😉 szacun dla niego że nie gonił na siłę za pierścieniem zdobytym z szarego końca ławki tylko chciał do końca grać i przekazywać wiedzę

      (9)
    • Array ( )

      Czyli szanujesz, że zamiast grać ogony w zespole z aspiracjami, to wolał grac ogony w zespole bez ambicji gdzie jedyna różnica jaką mógł doświadczyć, to gra bez dodatkowej presji z racji parcia na wyniki?

      Vince Carter nie był wybitnym graczem. Był ulubieńcem kibiców i tyle.
      Isaiah Thomas ma indywidualnie podobne osiągnięcia co on.

      Ironia, że T-Mac był stawiany półkę niżej od Cartera przez specjalistów, a po wymianie pokazał, że indywidualnie nie ma co obu porównywać, bo Tracy kuzyna miażdży pod tym względem.

      (-6)
    • Array ( )

      Nie mogę się w pełni zgodzić z Anonimem. Carter był wybitnym graczem, który wywindował słaby zespół do roli prawie contendera. W 2001 zabrakło jednego kosza w siódmym meczu serii z 76ers Iversona, żeby wejść do finałów konferencji. Był to rok, w którym 76ers dotarli do finałów, a Iverson został niekwestionowaną megagwiazdą ligi. Gdyby Carter trafił ten jeden rzut, a we finałach konferencji uporaliby się z Bucks, to mówilibyśmy dziś o Carterze podobnie jak mówimy o Iversonie. To oczywiście gdybanie. Obaj Iverson i Carter mieli w tamtym roku tyle samo pomocy- niewiele. Zabawne, że z Vincem grał wtedy jego kuzyn, do tego z dłuższym stażem w lidze, ale był przeciętniakiem od wsadów.

      Może dlatego, że Carter gra już tak długo i, od jakichś 10 lat nie stanowi o sile zespołu, wydaje się, że nie był tak dobry. Ale był.

      (4)
    • Array ( )
      double step pivot 6 Czerwiec, 2020 at 12:37

      tylko że NBA w polsacie ostatni raz pokazali za pierwszej kadencji Kwaśniewskiego.

      (5)
    • Array ( )

      Jest jasno napisane, że był #2, a w “What if?” jest wzmianka o trzecim numerze z racji założenia, że doszłoby do wymiany z Bullsami i do tego się ten cały akapit odnosi..

      (4)

Gwiazdy Basketu