fbpx

Cisi bohaterowie NBA

19

Gdybyśmy zrobili wśród (ponad stu tysięcy! DZIĘ-KU-JE-MY!) naszych czytelników ankietę pt. “kto jest Twoim ulubionym zawodnikiem NBA” myślę, że większość głosów zgarnęliby KD, Melo, Kobe, Wade, D-Rose i LBJ. Kilku starszej daty “koneserów” pewnie wskazałoby Duncana, ktoś na Blake’a Griffina bądź CP3. Rozszerzając pytanie o “graczy retro” dostalibyśmy też mnóstwo wskazań na Jordana, Shaqa czy Iversona. Oczywiście generalizuję, a żadna wyliczanka nie wyczerpuje tematu (sam wskazałbym Garnetta) ale myślę, że wymieniłem najpopularniejszych w całej lidze, czyż nie?

Muszę Was jednak zmartwić Drodzy czytelnicy. Ten artykuł nie będzie o żadnym z nich.

Chciałbym poświęcić chwilę graczom, którzy swoje kariery spędzają zazwyczaj w cieniu tych wielkich, których nazwiska przywołałem wcześniej. Możecie się ze mną nie zgodzić, ale uważam, że ci “zwykli” zawodnicy niejednokrotnie mogą być dla nas lepszym przykładem i inspiracją niż gwiazdy na firmamencie NBA.

Dlaczego? Spójrzmy prawdzie w oczy, nawet zaprzedając duszę diabłu, nikt z nas nie będzie w stanie osiągnąć poziomu zawodników wskazanych na początku artykułu. To goście “z innej planety”. Ich sława przyćmiewa poczynania mniej uzdolnionych (co nie znaczy wcale, że mniej pracujących nad sobą!) kompanów. Oto kilka przykładów z długiej listy graczy, którzy mimo iż nigdy nawet nie powąchali statusu franchise-playera, naprawdę odwalali kawał dobrej roboty oraz pomagali gwiazdom świecić jak należy. Zapraszam do lektury i podawania swoich typów “cichych bohaterów” w komentarzach!

#1 Chuck Hayes, najniższy center w historii NBA

W swojej dotychczasowej karierze reprezentował barwy Houston, Sacramento i Toronto. Najlepszy sezon rozegrał w barwach Rakiet, którym dostarczał 7.9 punktów i 8.1 zbiórek przez 28 minut spędzanych średnio na parkiecie. Powiecie: typowy ligowy średniak, co w nim niezwykłego? Już mówię: gość ma 198 cm wzrostu i jest centrem (!) w NBA.  Kiedyś udało mu się nawet zaliczyć triple-double! Moim zdaniem ten chłopak jest przykładem na to, że wzrost nie stanowi wymówki w stopniu nie mniejszym niż Muggsy Bogues. Zobaczcie zresztą co potrafi wyrabiać w obronie:

CZYTAJ DALEJ >>

1 2 3

Ostatnie Wpisy

19 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Ponoć potrafił wycisnąć na ławce poziomej ciężar 143 kilogramów! Brak słów. Swego czasu wykonał też 28 powtórzeń ze 100-kilogramową sztangą (!!!)

    143×1
    100 x 28
    To nie logiczne.

    (-97)
  2. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Gadom
    Odpowiedz

    A co mi tam… Kendrick Perkins! Mimo 208 centymetrów, najmniej zauważalna postać z bostońskiej paki. Niby dużo nie trafiał, relatywnie niewiele zbierał, ale jego grę w obronie ciężko ująć w statystykach.

    (14)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe pepe291086
    Odpowiedz

    Bardzo dobry temat na artykuł.. Kogo bym dopisał? Tony Allen z Memphis. Ten gracz robi świetną robotę w obronie i sądzę , że jest głównym powodem sukcesów swojego zespołu.. Shawn Marion z Dallas ( Cavs ), bardzo wszechstronny gracz, wspaniały defensor.. Patrick Beverley z Houston dzięki niemu Harden może się tak opier…ać w obronie..

    (28)
  4. Array ( )
    Zdjęcie profilowe sushi3
    Odpowiedz

    Jak dla mnie to z dzisiejszej NBA należą się propsy Isiah Thomas’owi, Patrick’owi Beverley no i Brendon Knight.
    A z niegrających już graczy zawsze lubiłem Luke’a Walton’a, mało ludzi doceniało jego przegląd pola i obronę.

    (5)
  5. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe MoJo
    Odpowiedz

    Dla mnie takim cichym bohaterem był Brian “White Mamba” Scalabrine. Był wyśmiewany przez ludzi, a nawet kolegów (Noah). Facet się nie poddawał, może nie wnosił wiele na boisko, ale był kimś więcej np. w Bostonie. Znajdźcie mi drugiego takiego, co potrafi tak podnieść morale zespołu

    “Maybe now you can say I didn’t play a second, but in five years you guys are gonna forget. In 10 years, I’ll still be a champ. In 20 years, I’ll tell my kids I probably started, and in 30 years I’ll probably tell them I got the MVP.”

    (12)
  6. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe What Can I Say Only LBJ
    Odpowiedz

    Widzę, że cześć czytelników jak zwykle nie ogarnęła tematu i zamiast podać cichych bohaterów, zwyczajnie wypisali ulubionych zawodników… Trzeba im przyznać, że media nic, kompletnie nic nie piszą o takich zawodnikach jak: Nate Robinson, Swaggy P czy Ray Allen. Mniejsza, nie o hejty tu chodzi. Wracając do tematu ja bym wymienił zawodnika z dawnej ekipy Cavs Zydrunas “BIG Z” Ilgauskas. O Zydrunasie moge powiedzieć tyle, że chłopak był naprawde mocny kiedyś dostał w głowe (chyba łokciem), że aż krew się polała… Mimo wszystko taki zakrwawiony oddał i trafił osobiste. Przy wzroście 221 cm potrafił też przymierzyć za 3pt. Według mnie jest to cichy bohater, bo ilu z was go pamięta? Hmm?

    (0)

Gwiazdy Basketu