centered image

CJ McCollum: predator o leniwych oczach

23

Ktoś złośliwy powiedział kiedyś, że CJ wygląda na 40 lat, a gdy stoi obok Damiana Lillarda to w ogóle na 45, do tego ma senne, leniwe oczy. Niech Was jednak nie zwiedzie jego spojrzenie: McCollum to absolutnie jeden z najlepszych rzucających obrońców w całej NBA, a wraz z wyżej wspomnianym „Dame Dolla” tworzą ekscytujący duet obwodowych na miarę efektownej NBA XXI wieku. Młodsi czytelnicy zapewne nie pamiętają, ale kiedyś w Portland mieliśmy już wspaniałe duo Terry Porter/ Clyde Drexler, a panowie Lillard i McCollum pięknie nawiązują do tamtych tradycji.

C.J. to klasyczny shooter, Predator w starym dobrym stylu. Doc Rivers mówi o nim: „To łowca punktów, urodzony łowca punktów. Zawodowy strzelec, tak to widzę”. Nie zawsze jednak było tak, że wszystko szło jak z płatka, a CJ palił siatki trójkami jak chciał. McCollum przeszedł długą drogę, by dojść na sam szczyt.

Kość jak zapałka

Inni gracze wytypowali przed sezonem, że zdobędę nagrodę Rookie of the Year, ale tak się nie stało…

Powyższe słowa mogłyby właściwie starczyć za cały opis początków przygody McColluma z NBA. W trakcie ostatniego sezonu gry dla uczelni z Lehigh CJ złamał kość śródstopia i był załamany. Niepotrzebnie histeryzował, bo złamanie dość szybko się zrosło, a posiadany warsztat techniczny wywindował go na wysoką, dziesiątą pozycję draftu 2013 roku. Pełen wiary jechał na obóz przygotowawczy Blazers, i co? Kość w stopie znów pękła, w pierwszym sezonie rozegrał zaledwie 38 meczów, średnio po 12 minut. A był przecież typowany na ROTY…

Średnie także nie powalały: 5.3 punktu w pierwszym sezonie, 6.8 w drugim. Wszystko praktycznie z ławki, w ograniczonym przedziale czasowym, zmieniając Wesleya Matthewsa i Arona Afflalo. To był ciężki czas – dużo kontuzji, mało okazji do gry.

Jechałem na mecz, wpadała moja dziewczyna, rodzina w mieście, a ja wiem, że nie zagram (…) To jedno z najbardziej poniżających, a zarazem uczących pokory uczuć – kiedy wiesz, że jedziesz wykonać swoją pracę, a nie będzie dane Ci zagrać. Ludzie przyjechali zobaczyć specjalnie Ciebie, a tu figa z makiem. I wiesz, że jesteś dobry, że powinieneś zagrać, a jednak nie grasz… [CJ]

Tym razem szczęście się do niego uśmiechnęło, nie wygryzł kolegów wybitną formą, ci zwyczajnie sami siebie wyeliminowali poprzez kontuzje. Matthews zerwał ścięgno Achillesa, Afflalo rozwalił bark. Co jeden zgubił to drugi znalazł. W serii playoffs 2015 roku CJ wskoczył do pierwszej piątki i do dziś miejsca nie oddał. Przy okazji dał się poznać jako gość, którego koszykarskie credo jest proste, ale i efektywne: „get buckets”. I nie ma w tym nic samolubnego, McCollum po prostu został stworzony do zdobywania punktów.

Arogant, ale pokorny

Wiary w siebie u tego faceta nie jest w stanie zniszczyć nic, absolutnie nic. Sam McCollum mówi o sobie niezwykle barwnie, niemalże filozoficznie:

Myślę, że trzeba w sobie mieć ten pierwiastek pokornej arogancji. Trzeba wierzyć w swoje rzemiosło, wierzyć w siebie. Nawet jeśli spudłuję kilka osobistych pod rząd lub zaliczę parę niedolotów, nic nie jest wstanie zniszczyć mojej wewnętrznej wiary we własne umiejętności.

Mamba mentality! Co prawda półka na której siedzi Kobe jest w tym wypadku nieosiągalna, ponieważ to wypadkowa genialnych genów oraz niemalże psychopatycznej osobowości. Jeśli jednak chodzi o hart ducha, CJ-a porównuje się właśnie do Bryanta. Zresztą sam Kobe z chęcią mówi o koszykarzu Portland:

On nigdy nie postrzegał siebie tak, jak postrzegał go cały koszykarski rynek (…) zawsze wierzył w to, że stoi w opozycji i jest lepszy od innych i że musi ciężej pracować, skoro nie wierzono w niego wcześniej.

Me against the world

Po prostu robi swoje. Gołym okiem widać, że lubi swoją pracę. Trzeba uczciwie przyznać, że jako osobie piszącej o NBA nie raz zdarzało mi się opisywać jakiegoś gracza jako „fanatyka treningu” ale w przypadku CJ-a nie da się użyć innego określenia, niż „Gym Rat”.

Jeszcze za czasów gry na studiach potrafił motywować kolegów. Wspomina partner z drużyny Lehigh, Gabe Knutson:

Wiedzieliśmy, że to gość, który pracuje od nas więcej i oddaje więcej rzutów. Dawał nam to odczuć. Jasne, że czasem odpalił jakiś zły rzut, ale zwykł nam mawiać: „Nie podam Wam piłki, ponieważ nie zostajecie po treningu ćwiczyć swój rzut. Raczej odpalę jakiegoś kartofla w meczu niż podam, ponieważ pracuję ciężej od Was.

Rzecz jasna MCollum nie mówił całkiem serio, ale przekaz był prosty: albo wsiadacie na mój wózek i trenujecie ciężko wraz ze mną, albo wypadacie z gry…

Bros before ho…

CJ doskonale pasuje do swojego obwodowego kolegi z zespołu Damiana Lillarda, z którym znają się jeszcze z okresu studiów. Szczerzy i prostolinijni, walą głośno co myślą. Zaliczyli ten sam uraz (złamana stopa) wielokrotnie do siebie dzwonili zanim jeszcze zagrali dla tej samej drużyny NBA. Przypadek, że tak dobrze dogadują się na boisku? Nie sądzę, to po prostu podobne do siebie charakterologiczne typy, które grają do tej samej bramki.

Nikt mu nie dał nic za darmo. Walczył tak samo jak ja, pewnie nawet kąpał się w lodzie w starych pojemnikach na śmieci, jak ja. Szkoły go nie chciały, to pracował jeszcze ciężej

Oto jak CJ opisuje Lillarda sugerując, że to nie NBA scementowała ich przyjaźń – stało się to jeszcze zanim oboje postawili stopę na parkietach najlepszej ligi świata. W sezonie 2011/2012 rywalizowali o tytuł akademickiego króla strzelców i choć żaden klasyfikacji nie wygrał (Dame był drugi, CJ szósty) to zaczęli zwracać na siebie wzajemnie uwagę. Dlaczego akurat ta dwójka została najlepszymi kumplami?

Obaj są blisko związani ze swoimi matkami, obaj przeszli podobne kontuzje, pochodzą z małych uczelni i łokciami musieli się rozpychać, by trafić do NBA. Przed Draftem 2013 Lillard życzył szczęścia przyjacielowi i naprawdę był zdziwiony, kiedy dowiedział się, że zagrają razem w Portland. Na którymś z treningów Lillard podszedł do kolegi i powiedział:

Zaufaj mi. To będziemy ty i ja. Następne 8 do 12 lat. Nasz duet, nasza liga. Po prostu patrz.

Prorocze słowa?

We dwójkę zdobywają obecnie blisko 50 punktów na mecz, a to absolutna czołówka NBA, jeśli chodzi o duety. Wraz ze swoimi dziewczynami spędzają wspólnie wakacje, razem trenują między sezonami, a w wolnych chwilach… jeżdżą na rolkach i grają w kręgle. Doszło nawet do tego, że ich matki zostały przyjaciółkami!.

Niedawno Lillardowi urodził się syn, Damian Junior. Możemy obstawić w ciemno, że McCollum zostanie jego chrzestnym. CJ nie ma wątpliwości, że ich dobre relacje są podstawą zrozumienia na boisku:

Gdy lubicie się poza boiskiem, to lepiej jesteście zgrani i macie do siebie więcej zaufania. Nie boicie się walczyć za drugą osobę i po prostu rozumiecie się nawzajem.

Kocham dziennikarstwo!

Fakt, że Blazers są na trzeciej pozycji na zachodzie, a tandem Lillard & McCollum mocno podgryza Splash Brothers, już wiecie. Mnie bardziej ciekawi to, jakim jest człowiekiem i co go interesuje. Jakież było moje zdziwienie, gdy odkryłem, że bohater tego artykułu najbardziej obok koszykówki kocha… dziennikarstwo! Na studiach pisał dla uczelnianej gazety „The Brown and White” sam o sobie mówi:

Nie jestem tylko kolejnym głupim grajkiem, który trafił do NBA.

Już jako zawodnik NBA prowadził dwie audycje radiowe w Portland (jedna o sporcie, druga o muzyce) plus pisał artykuły między innymi dla Sports’ Illustrated, Players’ Tribune czy Players’ Union, a nawet przeprowadził wywiad z komisarzem Adamem Silverem.

Mało? Podczas Finałów NBA 2015 przeprowadzał wywiady z graczami NBA i prowadził relację live w sieci. Obecnie sponsoruje także obozy koszykarskie dla młodzieży oraz… warsztaty dziennikarskie, nazwane „CJ’ Press Pass”. Kiedy spytano go kiedyś jak poważnie traktuje dziennikarstwo, oburzony McCollum odparł: „Śmiertelnie poważnie”. Jedna z koleżanek po fachu napisała o nim:

To wzór dla młodych koszykarzy, ale i dziennikarzy. Ma pasję i charyzmę, a przy tym stąpa twardo po ziemi. Spełnia swój sen o występach w NBA, ale przy tym wszystkim nie porzucił swojej pasji, którą jest pisanie.

Na koniec dodajmy, że CJ ma brata Erricka, który także gra w kosza, obecnie w Turcji. Errick w przeszłości grał w Chinach, gdzie zdarzyło mu się rzucić w jednym meczu… 82 punkty. Cóż, zdobywanie punktów to bracia MCCollum mają opracowane do perfekcji.

Idą playoffs, zamierzam bacznie przyglądać się ekipie Blazers. Jako młody chłopiec chciałem mieć ich koszulkę, ale były wówczas kompletnie niedostępne w Polsce. Sentyment jednak pozostał. Lillard & McCollum przypominają mi emocje z dzieciństwa, kiedy podziwiałem „Glide’a”. No i fajny duet z tych gości, prawda? Jeden jest świetnym raperem i wydaje płyty, drugi po godzinach pisze artykuły. W kosza też grać potrafią.

[Kuba Machowina]

Na koniec jeszcze taka informacja. Już w sobotę 7 kwietnia otwarcie Kicksmaniac by Basketzone, czyli sklepu z największym wyborem obuwia koszykarskiego w Polsce. Adres to Warszawa, ulica Puławska 182 (na parterze). Każdy kto pojawi się na miejscu w dniu otwarcia może liczyć na 15% rabat. Zapraszamy!

Ostatnie Wpisy

23 comments

    • Array ( )

      Jak usłyszałem , że mają mu wyjmować śruby czy inne zespolenia z rzepki i że to drobny zabieg z przerwą na 3-4 tygodnie to się popukałem mocno w czoło.
      Dla mnie – laika z bogatą historią kontuzji kolan to było oczywiste, że nie jest to nic „drobnego” i byłem pewny że to będzie długa przerwa więc nie wiem jakim cudem ktoś mógł ogłosić takie optymistyczne bzdury.
      Swoją drogą – ciekawe, że nie dało się tych mocowań zrobić biowchłanialnycyh tak jak przy każdym ACL…
      A do tego jeszcze jakieś zakażenie podobno się wywiązało – to gdzie on to robił – u kowala na Ukrainie czy u najlepszych specjalistów na świecie?
      Przypomina mi się spier**lona rekonstrukcja ACL u Gallinariego – jakim cudem takie knoty są robione u zawodowych sportowców przez najlepszych lekarzy?

      (13)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Za mało się o nich mówi, dla mnie chyba Lliard -McCollum>Curry-Thompson. Szkoda że drugi duet ma „dodatki” w osobach Duranta czy Greena.

    (-6)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Na prawdę dobry materiał. Z każdym zdaniem byłem co raz bardziej głodny następnego przez cały artykuł. Props! 🙂

    (8)
  3. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe lukaszdomanski
    PATRON
    Odpowiedz

    CJ McCollum nie tylko przeprowadzil kiedys wywiad z Adamem Silverem, ale robi to kazdego roku.
    Siadaja naprzeciw w towarzystwie kamer i gadaja, taka ich tradycja.

    (5)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajnie, fajny …widać tą inteligencję naprawdę tak właśnie gra ,nie ciałem tylko głową…super że grają razem , potrzeba im tam jednego dobrego typa np .Leonarda i …wiemy co by się stało

    (1)

Gwiazdy Basketu