fbpx

Derek Fisher: mistrz koszykówki, lewa ręka Kobe Bryanta

21

Kobe Bryant wywalczył z Los Angeles Lakers pięć tytułów mistrzowskich. U boku Shaquille’a O’Neala wygrywał ligę trzy razy z rzędu w latach 2000-2002, aby siedem lat później, już jako “samiec alfa” sięgnąć po kolejne dwa pierścienie. Za każdym razem trenerem zespołu był Phil Jackson. Pytanie brzmi, kto oprócz Phila i Kobe brał czynny udział we wszystkich pięciu triumfach? Proste. Jest nim dzisiejszy bohater, Derek Fisher.

Zwyczajny chłopak

Na dodatek leworęczny. Nigdy nie wyróżniał się warunkami fizycznymi, ale grać w kosza uwielbiał, więc od małego mobilizował kolegów by biegali i się organizowali. Stąd mówiono, że ma cechy lidera. Cztery lata siedział na lokalnej uczelni zbierając kilka lokalnych statuetek, między innymi dla najlepszego gracza konferencji Sun Belt. Mówi Wam to coś? W każdym razie, przez kolegów ówczesnych studentów do dziś jest podziwiany jako świetny rozgrywający z pewną ręką i chłodną głową w końcówkach meczów. I najważniejsze: jako ciężko pracujący typ. To by się zgadzało. Te właśnie cechy mimo niewielkiego wzrostu (186 cm) dały mu miejsce w drafcie NBA.

1996

Jeden z najsilniejszych roczników w historii NBA. Wystarczy zerknąć: Kobe Bryant, Allen Iverson, Steve Nash, Ray Allen… Tak się złożyło, że ówcześni Lakers mieli na rozegraniu szalonego Nicka Van Exela, błyskotliwego i wielce efektownego kreatora gry, momentami zbyt efektownego. Ksywa, jaką mu nadano Nick The Brick mówi sama za siebie. Selekcja rzutowa Van Exela potrafiła zespół “zbudować” lub całkowicie zdesynchronizować. Trudne słowo, ale wiecie o co chodzi. W każdym razie, potrzebowali kogoś “solidnego”. Kogoś takiego jak Fisher, którego wybrali z 24. numerem.

Fisher bierze byka za rogi już od pierwszego meczu. W debiucie zaliczył 12 punktów i 5 asyst, ale w przepełnionym talentem zespole nieco przepadł w pierwszym sezonie, który zakończył ze średnimi na poziomie 3.9 punktów i 1.5 asyst. Dopiero w 1998 roku, gdy Van Exel został wytransferowany minuty Dereka zaczęły pęcznieć. Co ważne, we wszystkich meczach playoffs wystąpił w pierwszej piątce notując 9.8 punktów oraz 4.9 asyst.

Three-peat

W 1999 roku do Los Angeles przybywa Phil Jackson, sprowadzając ze sobą weterana Rona Harpera z mistrzowskiej ekipy Bulls. Stracona szansa? Kobe nie może grać na początku sezonu, ale niuanse triangle offense sprawiają problemy Fisherowi. Nie trafia rzutów, skuteczność kuleje, bo ewidentnie za dużo myśli zamiast grać. Nic to! Lakers są już tak głodni i tak naładowani, że zdobywają pierwszy z trzech kolejnych tytułów. Fisher mocno pracuje w wakacje by poprawić swój rzut. Niestety kontuzja ograbia go z 62 meczów rundy zasadniczej. Wraca w połowie marca aby zająć miejsce Harpera w piątce. Temu zaczynają siadać kolana. Lakers nabierają szwungu, po powrocie Fisha zaliczają bilans 22-5 i zdobywają drugi tytuł. Nasz bohater playoffs kończy ze średnią 13.4 punktów przy 51% skuteczności rzutów za trzy! Mało tego, w meczu ze Spurs zalicza najlepszy wynik w karierze: 28 punktów przy 6/7 zza łuku. Uwierzcie gdy powiem, że na początku nowego tysiąclecia takich wyników nie widziano często. Niestety w kolejnym sezonie znów brakuje zdrowia, Fisher znów wraca pod koniec rundy zasadniczej i jadąc na plecach Kobe i Shaqa zakłada na palec trzeci pierścień.

0.4 sekundy

W 2004 roku ma miejsce jedno z najbardziej pamiętnych zagrań kariery Fisha. Piąty mecz półfinałów konferencji przeciwko największym rywalom, ekipie Spurs. Wynik serii “cudownie” wyrównany na 2:2, zresztą zobaczcie sami. Zwróćcie też uwagę na wynik końcowy, to był inny basket…

Heroiczne wejście w trzeciej kwarcie

Fisherowi marzy się większa rola i większe pieniądze. Odchodzi z macierzystego zespołu z końcem sezonu 2003/2004 podpisując kontrakt z Golden State Warriors, gdzie zalicza niezbyt udane dwa lata. Jak na ironię Lakers kilka miesięcy po jego odejściu sprzedają Gary’ego Paytona, przez co na pozycji rozgrywającego znów pojawia się luka. W 2006 roku nasz bohater trafia do Utah Jazz, gdzie w zdyscyplinowanej ekipie Jerry’ego Sloana odnajduje się znacznie lepiej. W półfinałach konferencji (przeciwko swej byłej drużynie) przed drugim meczem serii zgłasza trenerowi poważną chorobę córki prosząc jednocześnie śp. Sloana by zostawił jego nazwisko na liście aktywnych graczy.

Kilka dni później zapada wyrok, u 10-miesięcznej dziewczynki lekarze diagnozują nowotwór oka. Dzień po (udanej) operacji Fisher wraca do Salt Lake City popołudniowym samolotem. Jazz grają i przeżywają kryzys, Deron Williams popadł w problemy z faulami, a jego zamiennik, Dee Brown doznał urazu. Chcąc nie chcąc Utah gra z Andreiem Kirilenko na rozegraniu. D-Fish wchodzi z marszu na boisko pod koniec trzeciej kwarty. Wkrótce zalicza kluczową stratę Barona Davisa czym doprowadza do remisu. Na minutę do końca dogrywki trafia za trzy i prowadzi swoją drużynę do zwycięstwa. Ostatecznie Jazz pokonują Warriors 4:1. Gazety piszą o o wielkim poświęceniu i sercu mistrza.  I tyle. W kolejnej rundzie Jazz rzecz jasna ulegają San Antonio Spurs, późniejszemu mistrzowi. Po wszystkim Fisher prosi o zwolnienie z obowiązku pracy, aby mógł się przenieść do miasta, które gwarantuje najlepszą rehabilitację dla jego córki. Tym miastem jest oczywiście Los Angeles…

Welcome back!

I tak o to Fisher w 2007 roku powraca do Miasta Aniołów. Z miejsca zostaje starterem i wnosi pewną rękę do drużyny. Choć w sumie zależy kogo zapytać. Przyjmuje też wiele krytyki, że zwolnił na nogach i nie jest już tym samym zawodnikiem w obronie. No i? Dwa lata później, w Finałach 2009 roku przeciwko Orlando Magic zamyka hejterom usta. W meczu czwartym trafia na 4.6 sekundy do końca doprowadzając do dogrywki, w której zalicza kolejne kluczowe trafienie zza łuku, dające Lakers prowadzenie 3-1 w serii. Rok później odgrywa równie znaczącą rolę przy zdobyciu kolejnego mistrzostwa. Znów jest mistrzem.

W lecie 2010 roku Fisher staje się niezastrzeżonym free agentem i mimo bardziej lukratywnych ofert decyduje się zostać w Los Angeles. Lakers dwa lata później dziękują mu za lojalność transferem do Houston. Są to lata ciemnej chmury dla Lakers. Phil Jackson rok wcześniej odchodzi na emeryturę, a wraz z Fishem precz idą panowie Lamar Odom i Andrew Bynum. W ich miejsce przychodzą między innymi podwójny MVP Steve Nash, któremu jednak brakuje zdrowia oraz zadufany w sobie Dwight Howard. Znacie tę historię.

Dalsze losy

Rockets zwalniają Fisha, który podpisuje kontrakt z młodą kadrą Oklahoma City Thunder. Trzy zwycięstwa dzielą ich od tytułu mistrzowskiego, które jednak pada łupem LeBrona. To już zupełnie inna era koszykówki. Star nogi nie nadążają.

W 2012 roku Fisher trafia do Dallas Mavericks, gdzie występuje w zaledwie 9 meczach. Doznaje urazu po którym sam prosi o zwolnienie. Próbuje jeszcze zwalczyć coś z powrotem w OKC, aby ostatecznie, w wieku 39 lat zawiesić buty na kołku. Co ciekawe, jeszcze tego samego roku otrzymuje ofertę z New York Knicks, zarządzanych przez Phila Jacksona. Ma został head coachem u uczyć Carmelo Anthony’ego metodologii triangle offense. Eksperyment kończy się wielką klapą. Fisher zostaje zwolniony półtora roku później z trenerskim rekordem wynoszącym 40 zwycięstw oraz 96 porażek. Dalej pełni rolę analityka dla TNT i NBA TV. Obecnie prowadzi drużynę Los Angeles Sparks w WNBA.

Co powiem? Mimo, że Derek Fisher przez większość kariery grał w cieniu gwiazd, nawet na ich tle wyróżniał się walecznością, zespołowym podejściem i trzeźwą głową. Choć to Kobe był liderem, bywało tak, że to Fisher mówił / dowodził drużyną. Zresztą sam Bryant stwierdził, że najchętniej z kolegów słuchał właśnie Fisha. A niewielu graczy miało posłuch u Kobe. Pamiętacie nabitą sylwetkę i wielkie ramiona, Fisher był takim samym pracoholikiem co Black Mamba, na treningu spędzał godziny każdego dnia.

Jesteśmy nierozłączni. Przyszliśmy do NBA razem. Trenujemy razem gdy inni mają wolne [Kobe]

Osobiście zawsze podziwiałem etykę pracy oraz serce do gry Dereka, który obok Kobe jest moim ulubionym graczem Lakers. Co ciekawe, Fisher jest liderem wszech czasów jeśli chodzi o liczbę rozegranych meczów playoffs. Ma ich na koncie 259.

Pomysłodawcą i autorem większości tekstu jest czytelnik [Borys]

Ostatnie Wpisy

21 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Świetny artykuł 🙂 Dzięki. Również szanuję. Historia Dereka ma szczęśliwe zakończenie i to jest najważniejsze. Ze średnim talentem i takim samym zdrowiem, rozgrywający nazbierał worek pucharów. To nie przypadek. Nawet w mniejszej roli, nie każdy może tego dokonać.

    (6)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Oj, Panie Autor… Nick van exel to “nick the Quick”. Nie ma tu związku z selekcją rzutową.. Nick the Brick to nick anderson i pamiętne 0/4 z linii osobliwych.

    (20)
    • Array ( )

      Van Exel miał ksywę “Nick the Brick”, bo faktycznie, Strzelcem nie był dobrym. Dostał takową ksywę po swoim debiutanckim sezonie.

      (-1)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Hej. Chyba Nick Cegła to niejaki gościu którego mało Shaquill nie udusił po Game1 Finałów 1995…
    Ale mogę się mylić. Van Exel był Quick 🙂

    (10)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Nich the brick był tylko jeden … Anderson i jego 0:4 osobiste w końcówce pierwszego meczu finałów z Houston 🙂 Swoja droga fajny gracz.

    (2)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Jestem ciekaw czy w dzisiejszej koszykówce zaliczonoby mu ten rzut przeciwko San Antonio. Nie sądzę, odpaliliby te swoje telewizorki i kamerki, a pół godziny później stwierdziliby, że rzut oddany za późno. No ale to już nieważne, wygrał kto wygrał, historia jest historią.

    (0)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    W debiutanckim sezonie Van Exel miał xywe The brick bo miał słaby i dziwny rzut co nazywali jakby rzucał cegłę. Potem to poprawił i zaczął się nowy showtime jeszcze z Ceballosem i debiutantem Eddie Jonesem. Wtedy został The quick A Nick The brick przeszło na Andersona z finału Orlando z Houston za osobiste. Tak było.

    (2)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Admin troche tu popłynąłeś z jego sylwetką.. Nie był może atletycznym graczem, ale łapska miał jak dzisiejszy Mike Bibby… No dobra może nie, ale sylwetkę i samo umięśnienie ma naprawdę pokaźne. Swoją drogą osobiście bardzo fajnie się go oglądało nawet na koniec kariery. Zimna głowa i etyka pracy legendarna. Niestety moim zdaniem był mocno niedocenionym zawodnikiem i nie licząc tego, że swoje pierścienie ma to wielkiej kariery w NBA nie zrobił, mimo że miał na to jakieś predyspozycje. Może nie byłby zawodnikiem pokroju Stepha Curry, ale napewno mógłby być lepszy od Gortata. Może porównanie między PG a C nie jest na tyle miarodajne ale przymknijmy na to oko.

    (0)

Gwiazdy Basketu