centered image

Dwight Howard: koń, którego można polubić

33

Istnieją dziesiątki artykułów, w których autorzy zawierają dziesiątki powodów, dla których znienawidzimy Dwighta Howarda jeszcze mocniej. Żonglują przymiotnikami opisującymi jego grę: miękki, przepłacony, zadufany, samolubny, fałszywy, bezmyślny, niedojrzały. W życiu prywatnym Dwight nie ułatwia sprawy – alimenty, piątka dzieci z pięcioma różnymi kobietami, kolegów z drużyny nazwał grupą ludzi, których nikt nie chciał. Nie lubi go Kobe, wyzywa Durant i Aldridge, wyśmiewa Shaq, oskarżając przy okazji o przywłaszczenie ksywki Superman.

Jest Koniem. Nie rzuca wolnych. Nie podaje. Team Cancer. Dwightmare. Nawet Hakeem nie był w stanie nauczyć go grania. W wolnych chwilach ogląda „Gdzie jest Nemo” albo wcina słodycze zamiast brać się do pracy za ciężkie miliony. I tak dalej, i tak dalej. Zabawnie być czasem adwokatem diabła i dlatego powstał ten artykuł.

1. Wpływ na karierę Marcina Gortata

Naprawdę szanuję tego gościa, choć oczywiście są na parkiecie jakieś przepychanki, szturchnięcia czy wzajemne pyskowanie. Jednak Dwight był moim mentorem w czasach Orlando, zajął się mną i nigdy nie zapomnę, co dla mnie zrobił. Dzięki niemu jestem lepszym koszykarzem [Gortat]

Ciężko uwierzyć, ale to już jedenaście lat minęło od debiutu Gortata w NBA i nie każdy już pamięta trudne początki naszego rodzynka w najlepszej lidze świata. Od epizodów w D-League i walki z sędziwym Adonalem Foylem, Marcin szybko awansował na pierwszego zmiennika supergwiazdy, jaką wtedy niewątpliwie był Howard. Wspólne, codzienne treningi nauczyły Gortata przede wszystkim odporności i twardości niezbędnej do gry przeciwko potężniejszym rywalom. Dwight miał zadbać nie tylko o koszykarski aspekt adaptacji Marcina do warunków NBA – ponoć na początku udostępnił mu swoją szafę i udzielił kilku rad jak nie przepaść na medialnych salonach. Lepiej ubrany Gortat stracił w szatni ksywkę „Liczyhrabia” od wielkonosego wampira z Ulicy Sezamkowej.

Oczywiście, głównym architektem pełnej sukcesów kariery za oceanem jest sam Gortat, który słynie ze swojej etyki pracy i solidnych zasłon. W Phoenix silnik polskiej maszyny podkręcił do granic możliwości Steve Nash, ale to treningowe starcia z Howardem były jego pierwszym poważnym sprawdzianem. W jednym z wywiadów Gortat zapytany o to, ilu zawodników NBA widziało w jego oczach strach, odpowiedział:

Żaden. Ale respekt na pewno widziało dwóch: Shaquille O’Neal i Dwight Howard. Obaj są potężniejsi ode mnie. Miałem więc obawę, że każde wyjście z nimi w górę po piłkę może się skończyć kontuzją. Dzisiaj w całej NBA nie ma już takich zawodników.

2. Popularność

Prasa Dwighta nie zawsze była taka jak obecnie. Wiele osób zdaje się zapominać, że w 2009 roku otrzymał przeszło 3 miliony wskazań w głosowaniu do Meczu Gwiazd co pozostaje niepobitym do dziś rekordem. Gdy u nas sportowym wydarzeniem roku była organizacja Euro Howard ponownie zdobył najwięcej głosów, wyprzedzając Kobe i będącego u szczytu sławy Rose’a.

Uznanie znalazł nie tylko w oczach fanów, ale i managerów, dla których był drugim wyborem po LeBronie w ankiecie „od kogoś zaczynalibyście draft budując drużynę od zera?”. Gotarade, McDonalds, KIA, Adidas, T-Mobile – to tylko część listy firm które swoim nazwiskiem reklamował Howard w czasach gry dla Orlando. Kontraktów sponsorskich miał wówczas więcej niż LeBron. Kibice naprawdę nazywali go Supermanem i ponad dziesięć lat temu posługiwanie się ksywką Shaqa nie wyglądało na świętokradztwo – Howard przywrócił nadzieję, że wielki center potrafi porwać tłumy i, co ważniejsze, doprowadzić drużynę do Finałów. Oczywiście dziś perspektywa zmieniła się znacznie, a sam zainteresowany tak tłumaczył to w rozmowie z Barkleyem.

Myślę, że byłem bardzo lubiany w czasach gry w Orlando. Ale to w jaki sposób zakończyłem tą sytuację… ludzie po prostu myślą, że stałem się Tym Złym. To bardzo mnie rani, bo moje nastawienie do gry zawsze jest takie samo. Wkurza mnie to, bo nie jestem złym człowiekiem.

3. Trofea, dyplomy, wyróżnienia, laurki

Popularność Dwighta nie brała się z niczego. Między innymi słynął ze spektakularnej, ale i niezwykle solidnej obrony obręczy, która przyniosła mu tytuł Obrońcy Roku trzy lata z rzędu, czego nie powtórzył żaden z graczy w historii. Howard liderował lidze w blokach (2009, 2010) i zbiórkach (sześć sezonów), ośmiokrotnie wybierany był do All-Star Game, pięciokrotnie do All-Defensive Team.

W pelerynie Supermena skradł zwycięstwo w konkursie wsadów 2008, zdetronizowany rok później przez kryptonit w postaci Nate’a Robinsona. Starter Reedem Teamu, który zrehabilitował amerykańską koszykówkę wygrywając olimpijskie złoto w Pekinie. Kolekcjoner kilku zabawnych rekordów, które znają zapewne fanatycy statystyk rodem z USA, takich jak: jedyny gracz, który uzyskał 45 punktów, 19 zbiórek i 8 bloków w jednym meczu. W pierwszych sześciu latach na parkietach NBA opuścił zaledwie trzy mecze sezonu regularnego, prowadząc drużynę do samego wielkiego finału po drodze pokonując faworyzowane Clevland z LeBronem na pokładzie. Zapomnijcie teraz, że to tekst o Howardzie i jeszcze raz przeczytajcie powyższą listę osiągnięć. Imponujące, prawda?

4. Akcje charytatywne

Gdy tylko pojawia się hasło „charytatywność” chór rodzimych malkontentów woła niczym w starożytnej tragedii: Gdybym tyle, miał, to był dał. To wszystko na pokaz! Ciekawe ile na tym zarabia? Fundacja D12 prowadzona przez Howarda wspiera wczesną edukację dzieci w Afryce, ze szczególnym naciskiem na umożliwianie równych szans nauki dla dziewczynek. Oprócz działań poza granicami USA, center Hornets angażuje się szczególnie we wsparcie lokalnej społeczności Atlanty i Orlando, z którymi jest najmocniej związany.

Wsparcie szkolnictwa i rozwoju dzieci to dla mnie kluczowa sprawa poza boiskiem. Zawsze staram się angażować w życie swojego miasta, fani wspierają mnie niezależnie od tego jak układa się sezon.

Łącząc pasję do kreskówek z działalnością społeczną wspierał także akcję Cartoon Network zapobiegającą znęcaniu się nad młodszymi dziećmi przez starszych kolegów. Jako nieco większa wersja Katarzyny Dowbor pracował przy kilku odcinkach amerykańskiego programu „Dom nie do poznania”. Przede wszystkim, już z dala od blasku fleszy, często odwiedza szpitale dziecięce i domy opieki dla najmłodszych. Wśród graczy NBA znany jest ze swojego zaangażowania w dobroczynność.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

33 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Przypomnijmy jeszcze, że w 2009 poprowadził Magików z Gortatem do finałów. Mam te mecze do dzisiaj nagrane. Ta ekipa Orlando… Howard, R.Lewis, Turkoglu, Alston, Nelson, C.Lee w masce. Lubiłem nimi grać w NBA live. A na podwórku naśladować ruchy i maniery poszczególnych zawodników, ich rutyny przez rzutem wolnym, charakterystyczne zagrywki, techniki rzutu. Jak już kiedyś pisałem darzę Dwighta sporą sympatią, bo kiedy zaczynałem się interesować NBA był na topie i miał wielkie bary co do dzisiaj robi wrażenie. Jego pojedynek z Natem w 2009 do dzisiaj pozostaje moim ulubionym konkursem wsadów jaki oglądałem (chociaż ulibionym dunkerem G.Green). Nate chyba wygrał 51:49 wtedy w głosowaniu widzów.

    (18)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Nienawidziłem gościa za porażki Lakersów za jego czasów w 2012, wcześniej strasznie się jarałem grą i dominacją w Orlando.

    Ogladając go z czasów Magic można było mieć wrażenie że nie ma w lidze dobrych środkowych przez to że on tak dominował.

    Houston to totalny niewypał, statystycznie, mentalnie i czysto sportowo może poza krótkimi sukcesami z J-Smoovem w PO.

    W Atlancie miałem nadzieję że się odbuduje, aktualnie w Hornets mi imponuje, bo myślałem że spadnie o wiele szybciej a ten jednak poczynił w mojej opinii progres i pogodził się z ograniczeniami jakie dała mu kontuzja pleców na końcu kariery w Orlando.

    Pozdrawiam.

    (23)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Od czasów gry w LAL jego fanem nie byłem, ale robi się szkoda typa jak ludzie na niego plują…
    *fan Lakers

    (19)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Można go lubić albo nie, ale chłop raczej nie daje się człowiekowi nudzić, a o to chodzi w NBA.
    Tak przy okazji, Kuzma, Lonzo i Tatum bodaj też już mają po potomku (albo w drodze) w swoim rookie season. Mają szansę na dogonienie Dwighta w tej statystyce.

    (22)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Zawsze go lubiłem i lubie dalej. Kiedys sobie wyobrazalem jakby to bylo sparowac go z LeBronem i Dwaynem w Miami. Uwielbialem Shaqa, a Dwight jako jedyny mi go przypominal. Jego styl gry, jego dominacja, dunki. W latach 2008-2012 obok LBJ, Bryanta i Wade najwieksza gwiazda ligi. Caly czas z tylu glowy mam jakas malutka nadzieje ze sie odbuduje i pokaze calemu swiatu ze jest prawdziwym dominatorem… ale niestety NBA sie zmienila, DH nigdy nie zacznie sypać za 3 i rozgrywać akcji. Zanim skonczy kariere mam nadzieje choc raz jeszcze zobaczyc go w all-star game i życze mu pierscienia chocby w roli zmiennika.

    (19)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Był jednym z powodów dla których zacząłem się interesować tą piękną ligą! (Obok Wade’a) Gość zasłużył na HoF bez dwóch zdań. Sposób w jaki dominował… wiecej juz tego nie zobaczymy

    (13)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Koń wydaje się teraz śmieszny bo mu się nie chce i gra się zmieniła. Lecz przez kilka ładnych lat ciągnął zespół niemal w każdym meczu na swoich plecach i to dosłownie. Wpierdalał się barami w pole trzech sekund, zapierał się nogami trzymając dwóch za sobą, wyciągał rękę po piłkę, cały czas popychany łapał ją spokojnie i znów wpierdalając się barami wrzucał piłkę do kosza. Czy to hakiem, czy o tablice czy wsad, może drewno, ale jakiś repertuar miał. Kiedy Orlando zaczynało swoje posiadanie to z góry każdy kibic wiedział jaka akcja będzie grana. Chciałbym zobaczyć jeszcze kiedyś taką grę, choć wcale za tym nie tęsknię. Nie ma obecnie takiego wielkoluda, który przez cały sezon dałby radę grać w takim stylu. Howard może i skończył się z własnej winy, ale dzisiejszy styl gry i tak by to prędzej czy później na nim wymusił. Czy zasługuje na Hall of Fame? Kto przypomni sobie mecze z przed 10 lat nie będzie miał wątpliwości. Może gdyby od razu zakończył karierę po Orlando nikt nie miał by wątpliwości. A tak nikt już nie jest fanem Strupermana i ja też nie.

    (17)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    A ja osobiście lubię Dwight’a mimo wszystko. Pamiętam jak brat kupił mi w 2010 właśnie NBA2k10 bo strasznie jarałem się basketem po obejrzeniu „Kosmicznego Meczu” u ciotki gdyż było to dla mnie coś nowego po wiecznym graniu w gałe w szkole (miałem wtedy 10 lat) ale wracając do Howarda. Pamiętam że uwielbiałem wtedy grać mistrzowskimi Lakers (którym kibicuję do dziś) gdzie grając Kobe kosiłem wszystkie drużyny ale zawsze miałem problem ograć Orlando z Howardem na środku który przestawiał każdego a ja tylko krzyczałem że taki wielkolud nie może istnieć. Po wyszukaniu go jednak w internecie i zobaczeniu co robi w prawdziwym życiu,zakochałem się. Bardzo lubiałem wtedy superbohaterów a Dwight właśnie takim był i to w rzeczywistości. Przepraszam że tak się rozpisałem ale jego sprawa nie daje mi spokoju,bardzo mi szkoda jego kariery mimo wszystko a zwłaszcza epizodu w moich Lakers jednak żeby zakończyć optymistycznie,wciąż uwielbiam patrzeć jak (czasem) dominuję 🙂

    (14)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Mam prośbę do redakcji. Usłyszałem o tym że John Stockton i Karl Malone byli przyjaciółmi na jak i poza boiskiem. Zaciekawił mnie ten temat bo jak to jest możliwe że tak różni ludzie mogli wyrobić tak silną więź miedzy sobą. Z jednej strony cichy, stroniący od blasku fleszy biały rozgrywający, a z drugiej kompletne przeciwieństwo- czarny (nie jestem rasistą po prostu w tych czasach kolor skóry miał większe znaczenie niż teraz) niepokorny dzieciorób, przez wielu określany mianem „złego człowieka”. Byłbym wdzięczny jakby redakcja zainteresowała się tym tematem (jeżeli nie był poruszany wcześniej).

    (36)
    • Array ( )

      Malone w życiu prywatnym był spokojny, cichy i zdecydowanie stronił od blasku fleszy. To mit że był niepokorny.

      (4)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Jednak Howard niczego nie nauczył Gortata bo jego kariera poza 1 sezonem w Phoenix to porażka po całości.A co do D.Howarda szanuje typa.W Hornets źle nie gra

    (-24)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    No nie wiem, jeżeli póki co Big Ben co miał 4x dpoy i walnie przyczynił się do mistrzostwa 04 nie jest w Hodowli , to chyba jednak Dwight nie do końca zasłużył. Choć w sumie jeżeli włączyli Mourninga to wszystko jest możliwe.

    (-3)
    • Array ( )

      Jeśli Mourning jest HoF, to Howard też zasługuje z czystego sportowego punktu widzenia. Jeśli oceniać go przez pryzmat jego pozaboiskowych zachowań, to co taki Rodman robi na „hali”? Big Ben ma szansę dostać się do HoF w najbliższym „naborze”.

      (7)

Gwiazdy Basketu