centered image

GWBA Throwback Story: I’m back!

31

Gdy myślę o jakichś ikonicznych sentencjach, które zapisały się w historii NBA i które, nawet wyjęte z kontekstu, od razu przenoszą nas do historycznych pojedynków i ulubionych momentów z przeszłości, w pierwszej kolejności „słyszę” Rudy’ego Tomjanovicha, który mówi „Don’t ever underestimate the heart of a champion”, podnosząc do góry swe drugie mistrzowskie trofeum zdobyte z Rakietami w 1995.

Przed oczyma mam też rozemocjonowanego Garnetta i jego „Anything is possible!” z 2008. Wystarczy jednak mgnienie oka, by przed oczyma stanął mi sam Dikembe Mutombo Mpolondo Mukamba Jean-Jacques Wamutombo ze swoim słynnym „Not in my house!” Innym momentem, który zapisał mi się w mej pamięci, jest pewien rzut Paula Pierce’a. Wy teraz pewnie nawet nie macie pojęcia o którym rzucie mówię, bo nie był to żaden przesądzający o mistrzostwie kosz, ale nie staram się tu stworzyć żadnego rankingu, po prostu mówię jak jest. Gdy tylko o tym pomyślę, o tym co mówił komentator, o tym co wtedy Pierce, ech… ciary. Zresztą zobaczcie sami:

-> Pierce, wants it, takes it… Makes it! Another one for Pierce!
-> That’s why they got me here! That’s why I’m here!

Takich momentów jest setki. Serii artykułów nie starczyłoby, żeby opisać je wszystkie, a i tak każdy z Was mógłby jak z rękawa sypać swoimi przykładami, dlatego nawet nie będę próbował podchodzić do tematu holistycznie. Miast tego opowiem Wam historię o słowach, które, choć nigdy nawet nie zostały wypowiedziane, na zawsze zmieniły historię koszykówki.

#Sobota, 18 marca 1995

Był marzec 1995, a cały koszykarski świat huczał od plotek. W MLB trwał strajk, więc Jordan, znudzony trochę całym odwołanym sezonem baseballu, podjął treningi z Bulls. To było coś więcej niż spoty z Johnnym Kilroyem. Nadzieja na nowo zagościła w sercach kibiców koszykówki. Jeśli chcecie sobie odświeżyć hazardowo-mafijne kulisy odejścia MJ’a, zapraszam tu:

/pierwsze-odejscie-Jordana-co-go-zmusilo/

***

Michael siedział przy dużym konferencyjnym stole, plecami do okna. W sali konferencyjnej był tylko on i David Falk. W czapeczce z daszkiem, nasuniętej na czubek głowy, i żując swoją ulubioną  winogronową Hang Time, co chwila zerkał na kartki podawane mu przez agenta. Rzadko kiedy poświęcał im więcej niż kilka sekund, zanim zmiąwszy papier ciskał nim w stronę stojącego w kącie biurowego kosza.

I just don’t like the feel of it [Michael]

David Falk miał czoło mokre od potu. Skrobał i skrobał, już chyba na ćwierć ryzy, ale reakcja Michaela była za każdym razem taka sama. W końcu His Airness wbił w niego swój wzrok. „Daj mi to. Sam napiszę”. Wziąwszy do ręki długopis, nabazgrał coś w sekundę, po czym oddał kartkę Falkowi. „Masz, roześlij faxem. I’m back”.

#Jordan mode activated

Gdy fani szaleli, Phil Jackson przez cały czas zachowywał spokój godny mistrza Zen. Kiedy wydała się sprawa treningów z Bullsami i pod halą United Center zaczęły się kłębić tłumy pismaków, on rzucał im zdawkowe:

Tak, chciałbym jego powrotu. Myślę, że byłby wzmocnieniem dla tej drużyny.

A kiedy już wszystko stało się jasne, wypowiedział słynne, cytowane później przez wszystkich zdanie:

Today Michael Jordan was activated as a Chicago Bull.

#Anniversary

Nie dalej jak kilka dni temu, obchodziliśmy kolejną rocznicę tego wydarzenia. Dzień później, dziewiętnastego, miał miejsce pierwszy mecz, w Indianapolis. Największa zmianą był numer #45 gdyż #23 powiewało już pod kopułą United Center, w dużej mierze dzięki pierwszemu 3 w latach 1991-1993. Od strony formalnej, jego powrót był prosty. Wciąż w mocy pozostawała umowa (Uniform Player Contract) jaką Jordan i Byki podpisali w 1988, gwarantująca mu zarobki rzędu 3,8 mln $ za sezon. Jedynym jej elementem, który wymagał korekty, była rubryka z numerem zawodnika.

Wracając do spotkania z Indianą, Jordan wyszedł w pierwszej piątce zespołu. Po długich miesiącach bez rozegrania oficjalnego meczu koszykówki, był trochę wybity z rytmu, a zadziorny Reggie Miller wcale nie ułatwiał mu roboty. Pod koniec spotkania, na koncie Michaela widniało 19 punktów (Pippen 31, Miller 28), zdobytych ze skutecznością 7/28 w ciągu 43 minut spędzonych na boisku. Michael miał szansę przechylić wygraną na szalę Byków w końcówce spotkania, ale Indiana doprowadziła do dogrywki, w której odniosła ostatecznie zwycięstwo 96-103. MJ po meczu wypowiadał się dość lakonicznie:

Moje rzuty albo nie dolatywały, albo wpadały do kosza.

Trzeba uczciwie oddać, że publikę miał sporą. Spotkanie między Bulls i Pacers, transmitowane przez NBC, oglądało przeszło 35 milionów osób, co do dziś stanowi rekord dla spotkania sezonu regularnego.

#Back on top

Powrót Jordana na boisko zupełnie zmienił prognozy dla zespołu Bulls, znajdującego się wówczas ledwie 3 mecze powyżej .500, z bilansem 34-31. Właściciel Bulls, Jerry Reinsdorf stwierdził, że spodziewa się gry Jordana jeszcze przez 4 sezony, co w połączeniu z osobą Scottiego Pippena dawało nadzieje na kolejny pierścień, a już na pewno oddalało widmo całkowitej przebudowy, jakie rysowało się przed Bykami zanim Jordan ogłosił swój comeback.

W drużynie Bulls nie było już strzelca Johna Paxsona, ani zwalistego Horace’a Granta. Wielkim (dosłownie i w przenośni) nieobecnym był center Bill Cartwright. Na ich miejsce przybyli Bill Wennington, Toni Kukoc i Steve Kerr i to z nimi miała się rozpocząć kolejna krucjata po pierścień.

Powrót Jordana obudził wielkie emocje, które studził Phil Jackson, wytykając drużnie kilka mankamentów, jak zbiórka (to akurat załatwił im potem Rodman) i gra obronna (to w dużej mierze też). Co do powrotu, mówił:

Miałem taką nadzieję, ale nie sądziłem, że to się wydarzy.

Weteran Ron Harper dodawał:

MJ to MJ, robi na boisku rzeczy, których nikt w lidze nie robi teraz i nie zrobi nigdy.

Wracając niedługo po swych 32. urodzinach, Jordan wciąż miał jeszcze sporo gazu w zapasie. Mówiono, że jedyną konkurencją dla niego może być on sam sprzed odejścia, ale on nie bał się tych porównań:

Ludzie mówili, że naruszę swoje koszykarskie dziedzictwo grając w baseball, ale to niemożliwe. Nikt nie może tknąć tego, czego dokonałem w koszykówce.

#Who’s next

Choć powrót rozpoczął się od przegranej z Indianą, Bulls z Jordanem do końca sezonu zdołali osiągnąć bilans 13-4 i zakwalifikować się do playoffs z bilansem 47-35. Po drodze, dochodzący do siebie, Jordan wbił 55 punktów w Madison Square Garden ustanawiając punktowy rekord sezonu.

W pierwszej rundzie playofffs gładko poradzili sobie z Charlotte, odprawiając z kwitkiem Larry’ego Johnsona, Alonzo Mourninga i Muggsy Boguesa (w Hornets grali wówczas również leciwy Robert „Chief” Parish i Dell Curry), jednak w drugiej rundzie czekali już na niż niepokorni Orlando Magic z Pennym Hardawayem i Shaqiem O’Nealem, a także starym znajomym Bulls, Horacem Grantem.

Zapytajcie admina, on pamięta tę serię, kiedy Penny dawał się we znaki samemu MJ’owi. To wtedy Jordan, od meczu numer 2, zdecydował się na powrót do #23. W kolejnym spotkaniu, by dostać się do głowy Hardawaya, zdecydował się na grę w jego kicksach.

Orlando zamknęło serię w sześciu spotkaniach, tamtego roku mieli apetyt na finał. Plany pokrzyżowali im Houston Rockets, udzielając lekcji pokory na szczycie koszykarskiego uniwersum:

/olajuwon-vs-shaq-lekcja-pokory-na-szczycie-NBA/

Co do Jordana, przepracowawszy lato poprowadził Byki do kolejnych trzech tytułów, ale to już opowieść na zupełnie inny artykuł…

[BLC]

Na koniec: ruszała pierwsza fala wyprzedaży w Sklepie Koszykarza. Sprzęty przecenione -20% albo lepiej. Odziej się, sezon outdoorowy nadchodzi.

/SK-midseason-sale

Ostatnie Wpisy

31 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Wydaje się ze to było wczoraj. Każda wiadomość, zdjęcie było jak największy skarb. Telegazeta, wzmianki prasowe coś w tv. I tyle. Teraz młodzież ma wszystko na bieżąco. Nawet nie wiedzą jak to było kiedyś i dziwią się ze wspominamy my starsi z taką nostalgiczną nutą. Ale to już nie wróci i zrozumcie ze wspolczesna NBA to już nie to samo.

    (24)
    • Array ( )

      czy młodsi kibice nie są zatem zdolni do odczuwania nostalgii? to że teraz dostęp do informacji jest o wiele łatwiejszy niż kiedyś, wcale nie oznacza że nie „czujemy” podniosłych momentów. ja np nigdy nie zapomnę game 7 finałów 2016, czy ostatnich minut kobego na boisku, kiedy to tylko odliczalem ile brakuje do 60 punktów. lata 90 są po prostu bliższe dla starszych osób, bo były częścią ich dzieciństwa. częścią mojego – i innych młodszych osób- są zaś o wiele bliższe lata

      (16)
    • Array ( )

      Są jak najbardziej tylko w latch 90tych NBA to było zjawisko magiczne. O wyniku drugiego meczu finałów 93 Suns-Bulls dowiedziałem sie czekajac na mame pod sklepem o godzinie 10 rano. Nie było innej mozliwosci. Teraz budze sie w nocy wpisuje „nba scores” i mam na zywo wszystko, wynik, statystyki, skróty. Finały ogladałem na czarno-białym telewizorze, albo na starym ruskim Elektronie albo Rubinie. Tego nie da sie opisac.

      (8)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Teraz wszystko na wyciągnięcie ręki, leaguepassy, reddit, powtórki w TVREX itp,itd. Kiedyś telegazeta, magic basketball, pro basket, pisanie listów do klubów NBA (Lakers i Bull nigdy nic nikomu nie przysłali, przynajmniej z mojego grona znajomych😃, ale zostało kilka pamiątek z innych klubów). Później był taki serwis Pontel (z Niemiec). Można było kupować u nich kasety VHS z meczami (oryginalny komentarz, reklamy) Można było poczuć tej Ameryki.😃. To były czasy.. Pozdrawiam wszystkich, w szczególności rocznik 1975😃

    (6)
  3. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe kmn
    PATRON
    Odpowiedz

    pamiętam mecz z pacers po powrocie. pamiętam serię z magic,ale że majkel grał w butach pennego, pierwsze słyszę. na telegazecie tego nie napisali 🙂
    p.s. „tamci” magic… palce lizać. chudy shaq i niesamowity penny,a przede wszystkim … chudy shaq…

    (9)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie rozumiem, jak ktoś uwielbia Jordana to się zna, a jak Lebrona to lizus i fanboy i w ogóle cymbał. Ale przecież to Lebron zdominował ligę i jest obecnie a może nawet najlepszym koszykarzem wszechczasów. Przestańmy hejtowac wszystko, bo kiedyś było lepiej

    (2)
    • Array ( [0] => contributor )
      Zdjęcie profilowe kmn
      PATRON

      zdominował ligę?! – że co? chyba zapomniałeś, że basket to sport zespołowy. liczą się przede wszystkim sukcesy zespołu. 3/5 trochę różni się od 6/6. o dwóch trylogiach nie wspomnę. o spierdalaniu z pokładu nie wspomnę. przypomnij mi dominację cavs z tego sezonu i może jeszcze z ostatnich finałów. może coś przespałem. jak porównujesz brona do mj`a, to musisz być przygotowany na ciężkie armaty. no albo szalony.
      i drugie – że co – najlepszym koszykarzem wszech ? adin dwa tri… kaszpirowski zaleca spokój. mam wrażenie,że statystyki indywidualne i marketing nba robi swoje na umysłach młodych kibiców. bez urazy tym razem.

      (11)
    • Array ( )

      Jordan dominował w swoich czasach, LeBron dominuje w swoich. Trudno będzie jednoznacznie ocenić, który z nich tak generalnie był lepszy, bo grali na innych zasadach, a spory wpływ na ocenę jednego i drugiego mają emocje – a te zwykle nie są najlepszym doradcą.

      Powoli (a wychowałem się na Jordanie i długo, długo twierdziłem że Jordan GOAT itd.) zaczyna we mnie wygrywać myśl, że James staje się jednak lepszym graczem od Jordana. Oczywiście na ostateczną ocenę będzie miało też to, co zrobi dalej – gdzie będzie grał, ale na obecnym etapie kariera Jamesa wydaje mi się lepsza – facet ciągle gra na nieprzerwanie wysokim poziomie. Chociaż w porównaniu do Jordana nie ma w kontrakcie zapisu nt. miłości do koszykówki – to on nie szarpie swoją karierą, jakieś odchodzenie, wracanie. Nie ma jakichś dziwnych klimatów, od nastu lat nie jest bohaterem skandalu, żoną jest szkolna miłość, dzieci jeszcze za małe by mogły nawywijać – ale to wszystko jest takie poukładane. Co by nie mówić o „the decision” – co mało kto wie – jeszcze długo przed programem było ustalone, że wpływy mają pójść na cele charytatywne, więc budowanie napięcia miało jakiś sens.

      LeBron za 3 mecze wyrówna rekord Jordana w liczbie meczów z +10 punktami. Co ciekawe, pod tym względem zrówna się z Jordanem w Charlotte grając przeciw Hornets.

      (-3)
    • Array ( )

      @kmn
      Jaki ty masz kompleks Jamesa.
      Sam sobie zaprzeczasz. Raz piszesz, że Jordan zdominował ligę, za chwilę, że ti sport zespołowy, więc James jej nie zdominował.
      Jedynym argumentem zistaje tylko to, że Jordaniwi brakuje mniej pierścieni w porównaniu do Horryego niż Jamesowi.
      Wstaw Jordana do takich Kings i będzie jak z Bulls. Przez eiele lat nie piwąchają PO. Aż trafi się Pippen i będzie zespół. Daj tam Jamesa, a Kings będą się bić o PO.
      Jordan był świetnym strzelcem, wrednym gościem prywatnie, teraz prowadzi Hirnets do nijakości. Był wyśmienity w fantastycznym zespole.
      James to nie jest strzelec. On prowadzk grę, kreuje, rzuca. Jest mózgiem, a swoim IQ niszczy Jordana. LBJ widzi więcej.
      Jedno jest pewne. Ty wybierasz Jordana, ktoś inny Jamesa.
      A ktoś inny jak chce niech wybiera Shaqa, Btyanta, Magica, Jabbara (ktoś widział).

      (-6)
    • Array ( )

      Czytanie ze zrozumieniem się kłania. Przede wszystkim to ja napisałem, że o LBJ jako lepszym graczu niż MJ to ja zaczynam dopiero myśleć – dziś wciąż na piedestale jest Jordan, ale myślę że na zakończenie kariery Jamesa to myślenie trzeba będzie zweryfikować. Wy naprawdę wierzycie, że to James układa te składy – gratuluję fantazji. James ma przed sobą (oczywiście jeśli zdrowie pozwoli) jeszcze 5 lat gry na wysokim poziomie.

      (-1)
    • Array ( [0] => contributor )
      Zdjęcie profilowe kmn
      PATRON

      forto – obawiam się,że kompletnie się nie rozumiemy. w sumie nie mam zamiaru nikogo przeciągać na swoją stronę,bo po co. kompleksu nikogo nie mam, za to mam uczulenie jak ktoś porównuje jamesa do majkela i tyle. mam całą masę argumentów,ale nie chce mi się za każdym razem powtarzać. pozdrawiam

      (5)
    • Array ( )

      MVP finału otrzymuje najlepszy zawodnik w zwycięskiej DRUŻYNIE. I tego nie przeskoczymy – staramy się wyróżnić gracza, ale wciąż to gra zespołowa. Czy drużyna Jamesa przed odejściem do Miami była lepsza od Bulls Jordana? Czy Heat byli lepsi? A może obecni Cavs?

      Jordan/Pippen/Grant/Cartwright/Paxon (pierwsze mistrzostwo Bulls – 1991) vs James/Gibson/Gooden/Ilgauskas/Pavlovic (pierwsze finały Cavs – 2007). Chcesz powiedzieć, że gdybym zamiast Jamesa wstawił Jordana to w takim zestawieniu przeciw piątce Bowen/Duncan/Parker/Oberto/Finley (Manu z ławki grający więcej) Cavs by byli mistrzem? A później Jordan/Pippen/Harper/Rodman/Longley – no sorry, które zestawienie Cavs czy Heat jest chociaż blisko?

      (2)
    • Array ( [0] => contributor )
      Zdjęcie profilowe kmn
      PATRON

      luigi – no właśnie, powiedz nam kto sobie dobierał te wszystkie nazwiska, te sławy. kto w największym stopniu robi za trenera, menagera, księgowego od wysokości zarobków i jeszcze za kadrowego od zwolnień..? wielkość jordana,to przede wszystkim nieustanna chęć wygrywania bez względu na warunki. no w sumie lebrona też,z tym,że on wybrał drogę ucieczki. jego 3 miśki to: pokonanie piekielnie utalentowanych,ale równie niedoświadczonych thunder. następnie fart nr 1 i pokonanie spurs (przypomnij kto nie oddał najważniejszego rzutu w serii). i na koniec fart nr 2, wygrana z goldenami po niesamowitym powrocie z samego dna bagiem finałów. niesamowita historia. jednak ja należę do grupy osób twierdzących,że to bardziej porażka warriors niż zwycięstwo cavs. i w tym momencie znów warto wspomnieć kto zaliczył najważniejsze akcje w końcówce (oczywiście) dla kawalerzystów… byczki w finałach trafiali na przetarte w bojach ekipy (utah szczególnie, blazers, lakers) a suns i sonics młodzieniaszków w swoich składach nie mieli. o drodze do finałów nie wspomnę (pistons, knicks, pacers). także tego… pisałem już nie raz jak to majkel zasiadł na tronie i nigdy z niego nie zszedł. zabawy w basket w wizards nikt poważny nie liczy mam nadzieję.
      dobra kończę,bo chłopaki zaczynają skoki.

      (0)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Luknąłem oferty sklepu koszykarza ,i mimo iż zamówiłem sobie buty jordan ultra fly 2 to zastanawiam się czy nie kupić sobie butów Kobe Mamba rage.Jak ktoś je miał to może napisać czy się opłaca wogóle je kupować.

    (0)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    LeBron jest niesamowitym graczem o wspaniałych osiągnięciach i jeszcze lepszej fizycznosci, ale u Jordana niesamowite było to, że mając 1,98 wzrostu potrafił samodzielnie zdominować mecz. Tacy gracze jak LeBron czy Magic są wielcy przez umiejętność gry w drużynie, Jordan (czy też jego cień Kobe) – przez swoje indywidualne popisy i psychikę zabójcy.

    (-1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Luigi czy ty naprawde jesteś głupi.Po co twoje filozofie.MJ ma 6 MVP finałów bez uciekania do innego zespołu i jakieś porównania są żenujące.Sam się pogrążasz.

    (5)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Powrót był chyba w niedziele.W kablówce był kanał nbc europe czy jakos tam.Oglądało sie tam NCAA co tydzien i tego dnia były przebitki z Indiany z przygotowan do meczu i pierwsze rzuty MJ.

    (1)

Gwiazdy Basketu