fbpx

Hakeem Olajuwon vs Shaq: lekcja pokory na szczycie NBA

21
hakeem-olajuwon

Zbierającego ostatnimi czasy świetne recenzje Joela Embiida aż nazbyt często przyrównuje się do Hakeema Olajuwona. Uczciwie trzeba zaznaczyć, że tego typu opinie nie są niczym nowym i pojawiały się już podczas gry Embiida w NCAA, jednak ostatnimi czasy przybrały na sile. Nie twierdzę, że owe porównania są zupełnie nietrafione, aczkolwiek w tym momencie kariery Embiida uznałbym je, delikatnie rzecz ujmując, za odrobinę zbyt nobilitujące dla młodego gracza 76ers.

dr

Pamiętam Olajuwona u szczytu koszykarskiej formy, ba, mieniłem się wówczas jego zagorzałym kibicem. Jednym z momentów jego kariery, który szczególnie zapadł mi w pamięć były finały NBA 1995…

Pozamiatane

14 czerwca 1995. Hala The Summit, będąca domem Houston Rockets pęka w szwach. Ponad 16 tysięcy ludzi na trybunach nie żałuje gardeł, chcąc wykrzyczeć koszykarskiemu światu w twarz to, co za chwilę zgrabnie w słowa ubierze coach Tomjanovich. Faulowany w środku boiska Sam Cassell trafia drugi rzut osobisty, dając Houston prowadzenie 109-98. Jest 30 sekund do końca czwartej kwarty. Rockets prowadzą w tej serii 3-0. Pozamiatane. Na boisku, oprócz Cassella, są Robert Horry, Mario Elie, Clyde Drexler i Hakeem Olajuwon . Z tej piątki tylko Clyde’a nie było w Houston rok temu, kiedy ekipa z Teksasu w siedmiu meczach wydarła mistrzostwo Nowemu Yorkowi. Kiedy kolejnym desperackim faulem zawodnicy Magic wysyłają The Glide’a na linię osobistych, realizator pokazuje transparent jednego z kibiców:

cl

Witamy w klubie mistrzów NBA. Drexler dzieli wolne, podobnie jak szczerzący się Cassell, kilka sekund wcześniej. Desperacką trójką Brian Shaw zmniejsza rozmiary prowadzenia do 10 punktów, ale jakież to ma znaczenie na 12 sekund przed końcem? Zwłaszcza, że Rockets wznawiają grę i dalekim podaniem posyłają piłkę do stojącego na łuku Olajuwona. Ten ani myśli podawać do dystansowego specjalisty Elie’go, nie czeka też na faul, by rzucać wolne. Momentalnie składa się do rzutu i trafia za 3! Rockets bawią się zrezygnowanymi Magic tak, jak kot bawi się konającą myszą. Rozlega się końcowy gwizdek, wybucha szał radości. Rockets mistrzami po raz drugi! Za chwilę Rudy Tomjanovich weźmie w ręce mikrofon i powie słowa, które na zawsze zapiszą się na kartach historii NBA:

Spotykaliśmy na swej drodze wielu niedowiarków. Mam im wszystkim jedną rzecz do powiedzenia: nigdy nie lekceważ serca mistrza!

On się nigdy nie zmieni

Kilka minut po słowach trenera, kiedy karuzela radości na dobre zaczynała się rozkręcać, a strugi szampana oblepiły już ściany i podłogi szatni gospodarzy, ktoś, przebijając się przez kłęby dymu z najlepszych kubańskich cygar, podszedł do Hakeema i wręczył mu małą, starannie wypisaną na maszynie karteczkę. Hakeem Olajuwon przyjrzał się temu, co było na niej, zmiął ją i rzucił na podłogę. Uśmiechnąwszy się pod nosem pomyślał tylko “On się nigdy nie zmieni…” i z powrotem dołączył do reszty fetującej drużyny, w której role wodzireja pełnili na zmianę Robert Horry i Kenny Smith.

rh

Zanim jednak Hakeem Olajuwon – notujący w tych playoffs statystyki bliskie 33 punktom, 10 zbiórkom, 5 asystom i trzem blokom na mecz, drugi raz z rzędu odebrał statuetkę MVP Finałów, zanim gazety zaczęły prześcigać się w wymyślaniu chwytliwych sloganów na opisanie drugiego triumfu Rakiet…

tin

…zanim Rudy Tomjanovich wypowiedział pamiętne zdanie o sile mistrzowskiego charakteru, a ktoś w oblepionej szampanem szatni podał Hakeemowi małą, zapisaną karteczkę, koszykarski świat stał się świadkiem historii o zwątpieniu, braku należnego szacunku i lekcji pokory, udzielonej na samym szczycie koszykarskiego uniwersum.

tr

Do sezonu 1994/1995 koszykarze Houston Rockets przygotowywali się owiani nimbem mistrzów NBA.

Tylko wielkie filmy doczekują się sequeli. My mamy na to szansę! – Kenny Smith

Ich pierwszy pierścień, wyrwany w 7-meczowej batalii zawodnikom New York Knicks, zrobił na złość wielu osobom. Osobiście się z tym nie zgadzam, ale tamte finały, cieszące się notabene najsłabszym zainteresowaniem kibiców spośród wszystkich rozgrywanych w latach 1982-1998, okrzyknięte zostały finałem bez historii. Była to walka gryzących parkiet defensyw, w której żadna z drużyn nie przekroczyła progu 95 zdobytych punktów. Jakże odmienny to obraz od wszystkich “jordanowskich” potyczek o pierścień! Batalia Rakiet z Knicks była w pewnym sensie hermetyczna. Gdy zabrakło magii His Airness, szybko okazało się, że jedynymi zainteresowanymi są w zasadzie kibice obu klubów i zawodnicy. Tamte finały były trochę jak branżowa konferencja, szalenie zajmująca, ale tylko dla obeznanych w temacie.

Szacunek

Wciąż mieliśmy poczucie, że musimy pracować w tej lidze na należyty szacunek. To nas napędzało – Rudy Tomjanovich

Uwagę opinii publicznej w Ameryce zaprzątał wówczas OJ Simpson i sprawa śmierci jego żony. To zabawne, choć jest to humor wisielczy, iście halloweenowy, że sam Simpson słuchał radiowej transmisji meczu numer 5 podczas policyjnego pościgu w swym Fordzie Bronco. Przez transmisję akcji zatrzymania OJ, mecz numer pięć miał najmniejszą oglądalność w całej serii.

oj

Jeśli uważnie oglądaliście tegoroczne finały, mogliście słyszeć jak Jeff Van Gundy wspomina całą tę sytuację:

Pościg miał miejsce, kiedy byłem asystentem trenera Knicks w 1994. Bez względu na wynik serii, Pat Riley miał w planach powrót na wakacje do L.A. Miał tam dom. Spotkał wówczas kierowcę Simpsona, AC Cowlingsa. Znali się osobiście i w rozmowie Cowlings zdradził Rileyowi, dlaczego uciekając przed policją jechali tak wolno: Simpson chciał usłyszeć w radiu końcówkę transmisji meczu numer pięć.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2 3

Ostatnie Wpisy

21 comments

  1. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Hitman
    Odpowiedz

    Mam pytanie, czy będzie więcej takich ‘relacji i opowiadań’ ze starszych finałów NBA jak te? Super sie to czyta i można zdobyć dodatkową wiedzę jako młody fan NBA 🙂

    (58)
  2. Array ( )
    Zdjęcie profilowe michal_d
    Odpowiedz

    Pamiętam te Finały, pamiętam jak Shaq i Penny dwoili się i troili choć bili jak głową w ścianę. Mam wrażenie że Shaq dzięki temu zahartowal się i mamy nie tylko legendę Hakeema ale równiez Shaqa, brakuje tylko legendy… Penny Hardawaya….. Historia podobna do historii Lebrona z Początku kariery

    (10)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Powiem tak… Jeszcze nie zdazylem polubic Embiida a juz go nie lubie bo tyle go tu jest w tych artykulach, mam wrazenie ze robiąc artykul nawet o Kobe, wstawicie go gdzies tam. Mozecie mnie sobie minusowac ile chcecie ale to nie zmieni mojego zdania o nim. Pozdro I dobry jak zawsze art od BLC

    (7)
  4. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Sheep
    Odpowiedz

    Taki teraz mi pomysł wpadł do głowy, gdyby wydać te opowiadania Kuby i BLC w jakiejś książce, to byłby ogień! Zestaw koszulka gwba + taka lektura, kupowałbym 😀

    (13)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Ileż można o tym samym??? Nawet cytaty dobieracie. Zróbcie artykuł o typowym BLC, bo niektóre wątki z NBA już są tak oklepane u Was, że masakra. Fajny art ale mam wrażenie jakbym czytał go 10 raz.

    (-7)
  6. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe maciussio
    Odpowiedz

    Mega artykuł. Jak dobra powieść.
    Przyznam że pamiętam te finały. Byłem jednym z zawiedzionych po odejściu GOAT i niezbyt interesowały mnie zmagania “drugiego garnituru NBA”. Dziś wracam do nich z olbrzymim sentymentem…
    Gratuluję i dziękuję.

    (4)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Znakomity artykuł. A koty niech się uczą 🙂 Hakeem dałby lekcję pokory wszystkim waszym ukochanym podkoszowym.

    (0)

Gwiazdy Basketu