centered image

I love this game: NBA oczami akredytowanego dziennikarza

38

Jestem w poradni ortopedycznej. Kazali mi poczekać w poczekalni więc siedzę i „poczekuję”. Jak możecie się domyślać: zepsułem kolano, które teraz staram się naprawić. Znudzony kolejkowym marudzeniem reszty „poczekujących” na politykę, unię europejską i dzisiejszą młodzież włączam na telefonie najlepsze akcje tygodnia NBA. Filmik otwiera Rajon Rondo dramatycznym rzutem uciszający TD Garden, w tym także mnie, skaczącego w górę pod samą kopułą hali. Tak, tak – byłem na tym meczu!

Ale jak to?

Nie wiem czy też tak macie, ale moje podróże mają to do siebie, że zwykłem je odkładać, a każda wymówka by to uczynić, jest dobra: praca, pieniądze, zobowiązania – to wielka trójca przeszkód. Stany Zjednoczone męczyły mnie od dobrych dziesięciu lat, aż w końcu podniosłem wzrok znad obiadu i cena promocyjnego lotu Barcelona -> Boston sprawiła, że po 10 minutach byłem już posiadaczem biletów lecz nie miałem kompletnie planu jak spędzić dwa tygodnie lutego za wielką wodą.

Paszport, wiza, cel wizyty? NBA, turystyka, sir. Pracownik konsulatu nieśmiało zwierzył się z sympatii do fatalnych New York Knicks i pieczęć przybił. Długie rozmowy z NBA w sprawie akredytacji, walizka na kółkach, której nienawidzę, a w niej przełączka do prądu, wiele pustego miejsca na fanty za uciułane do skarbonki dolary no i kalendarz z datami meczów zaznaczonymi na czerwono:

  • 28 Jan Brooklyn at Boston
  • 30 Jan Charlotte at Boston
  • 01 Feb Boston at NY
  • 03 Feb Memphis at NY
  • 04 Feb Milwaukee at Brooklyn
  • 05 Feb Detroit at NY
  • 06 Feb Denver at Brooklyn
  • 07 Feb L.A. Lakers at Boston
  • 08 Feb Chicago at Brooklyn

Kontrola na lotnisku wyglądała jak krótki egzamin z wiedzy o NBA, jakie drużyny grają w Nowym Jorku, w jakiej hali, na jaki mecz najbardziej pan czeka. Pani oficer o srogim spojrzeniu wydała się usatysfakcjonowana moimi odpowiedziami, a kolejna pieczęć stała się faktem.

Boston, Massachusetts

Boston nie jest może tak „sexy” jak Nowy Jork, nie błyszczy tandetą jak Times Square, a celebryci nie wykupują w nim apartamentów za horrendalne pieniądze, ale właśnie dlatego jest znakomitym miejscem dla Europejczyka chcącego się oswoić z Ameryką. Po lewej najstarszy przystanek metra w Stanach, po prawej najstarszy park. Za rogiem najstarszy pub, a kilka przystanków dalej słynny Harvard.

Bill Russell i Red Auerbach wygrywali tu kolejne mistrzostwa pokonując nie tylko przeciwników, ale także społeczne podziały wystawiając na boisko pierwszą piątkę złożoną wyłącznie z czarnoskórych zawodników. Bez zbędnych konferencji prasowych i nagłaśniania sprawy. Podobnie stało się gdy Russell został pierwszym Afroamerykaninem na stanowisku trenera NBA.

Siedząc na obiedzie w centrum Chinatown, gdzie dobry Bóg raczył zachować rozsądne ceny za gigantyczny półmisek ryżu, szykowałem się do pierwszego spotkania ze światem NBA. Wszystko okazało się zupełnie inne od moich wyobrażeń, co nie znaczy, że gorsze.

Perspektywa

Do tej pory moja rzeczywistość z NBA wyglądała tak:

-> league pass, kanapa, coś zimnego do picia i przekąski, czyli relaks po pracy

-> codzienne rano skróty meczów i opisy admina na GWBA

-> rzadziej weekendowy meczyk w telewizji (jeśli zaczynał się o ludzkiej porze)

-> do tego kilka zarwanych nocy, głównie przy okazji playoffs

Teraz wszystko miało się zmienić. Na zbliżające się spotkanie musiałem stawić się dwie godziny wcześniej, przejść kontrolę bagażu jak na lotnisku i wśród rozciągających się cheerleaderek, przespacerować (niespiesznie rzecz jasna) w stronę szatni gospodarzy, gdzie konferencję prasową rozpoczynał Brad Stevens. Stojąc za grupą reporterów rozpychających się łokciami próbowałem dosłyszeć o czym coach Celtów mówi do weterana parkietów Briana „White Mamby” Scalabrine uzbrojonego w mikrofon.

Następnie mniej okazała konferencja trenera gości, szybki lunch dla prasy (ratujący budżet wyjazdu) i czekanie na otwarcie szatni… ale o tym więcej w kolejnym rozdziale.

Kulisy

Za wyjątkiem nowojorskiej Madison Square Garden miałem także dostęp na parkiet, by przyjrzeć się rozgrzewce. Był to jedyny czas gdy mogłem usiąść na krześle w pierwszym rzędzie i poczuć się jak Jack Nicholson czy inna sława, które chętnie wyłuskują z tłumu telebimy miejscowych hal. Intensywność treningu przedmeczowego zawodników NBA jest zdumiewająca, większość podwórkowych graczy po takiej dozie wysiłku poszłoby do domu.

Próbujący na nowo odnaleźć się w lidze Joakim Noah spływał potem po serii biegów i przeskoków. Uwierzcie mi proszę, mało jest tu zawodników, którzy nie potrafią rzucać (Bena Simmonsa nie oglądałem na żywo) czy to rzut po koźle czy stacjonarny, trójka czy półdystans, na rozgrzewce większość piłek trafia do celu.

Samo spotkanie prasa ogląda z różnych miejsc, akredytowani z Boston Globe czy Times siedzą sobie w pierwszym rzędzie, radiowcy nieco wyżej, fotoreporterzy za koszem. Pozostali państwo z plakietkami muszą udać się z „press roomu” za toalety, schodami w górę, windą na dziewiąte piętro, przejść w lewo za stanowiska operatorów TV i oto jesteśmy.

Najwyższe piętro budynku, z głową tuż koło banerów z zastrzeżonymi numerami. Tak oglądałem mecze we wszystkich halach, w TD Garden, Barclays Center i w Madison Square Garden. Bez żalu Panowie i Panie, bo obiekty te pomyślane są tak, by każdemu kibicowi dostarczyć maksimum wrażeń. Wszystko widać doskonale, ale i czego nie doświadczyłem przed telewizorem – słychać! Piłkę uderzającą o parkiet, pisk butów, gwizdki sędziów, pokrzykiwania zawodników korygujących ustawienie w obronie no i przede wszystkim tumult fanów. Najgłośniejszą grupę kibiców ze wszystkich mieli Celtowie, sympatycy Knicks krzyczeli tylko przekornie: „We want Kanter!”

Homo sum…

Mieliśmy wrócić do szatni, więc zapraszam. W Bostonie korytarz zdobią podobizny Larry’ego Birda i Reda Auerbacha z cygarem, na Brooklynie zdjęcia z najlepszych spotkań Nets. Sama szatnia do pół godziny przed meczem to skrzyżowanie przebieralni na orliku, kurnika i Hiltona. Dziennikarze jak kurczaki drepczą pośrodku pomieszczenia starając się schodzić z drogi zawodnikom i trenerom. Gdaczą między sobą nerwowo przekazując najnowsze plotki i sensacje. Gracze jak koguty rozpierają się w swoich boksach, odpisują na wiadomości, słuchają muzyki, przebierają na mecz nie zwracając większej uwagi na tłumek stłoczony przed nimi.

Część z nich zaczyna się rozciągać według indywidualnych zaleceń trenerów. Pomimo eleganckich szafeczek i pełnej lodówki wokół panuje chaos, tu leży ręcznik, tu ktoś rzucił brudne skarpety. Gdzie, kurza stopa, schowano mrożoną kawę, krzyczy potężny Aron Baynes. Jak w naszej szatni w czwartki. Tylko te gwiazdy wokół…

Narracja o amerykańskich herosach, półbogach o nadludzkich cechach, którzy wychodzą co najmniej 82 razy w roku by objawić się śmiertelnikom nie przemawiała do mnie odkąd skończyłem podstawówkę. Szybkonogi Kyrie, Wszechmocny LeBron, krwawy Zaza Pachulia. Widziałem ich wszystkich, część zgodziła się porozmawiać, część nie, ale wszyscy zachowywali się po prostu po ludzki, zgodnie z protokołem narzuconym przez ligę w ramach kontaktów z mediami.

Szatnie też mają swoje reguły, w Bostonie panowała cisza, Lakers słuchali głośno muzyki puszczanej przez LeBrona, a każdy gadał ile wlezie. Równie hałaśliwi okazali się Denver Nuggets. Niedźwiadki z Memphis zgodnie ze swoją naturą pałaszowały małe co nieco, a młodzież z Brooklynu siedziała zatopiona w ekranach telefonów.

Po meczu czekało się chwilę na trenera, który nawet po serii porażek musiał cierpliwie odpowiadać na wątpliwości dziennikarzy, jak chociażby David Fizdale, któremu zazdroszczę opanowania. Wyników już mniej. Zdecydowanie dłużej przed światła kamer szykowali się gracze, już wykąpani, w dizajnerskich ubraniach stawali w szatni i skupieni odpowiadali na wszystkie, nawet najgłupsze pytania. Przynajmniej tak było przed słynnym orędziem Kevina Duranta.

Boiska NYC

Możesz spędzić tu szmat czasu, zjechać od wszystko od Bronxu po Coney Island, a i tak dalej nie doświadczysz wszystkiego, co oferuje to miasto. Jako turysta popełniałem wszystkie błędy wkurzające nowojorczyków, stawałem zawiązać buta na ruchliwych alejach Manhattanu, wsiadałem do metra jadącego Uptown, zamiast Downtown, nie angażowałem się w small-talk kupując kawę. Kochając góry i święty spokój i tak wciągnęło mnie to miasto. Liczba zagrożeń czyhających na młodego milionera z rozpoznawalną twarzą musi być nieograniczona, dlatego kibice Nets, módlcie się za D’Angelo Russella.

Holcombe Rucker Park odwiedziłem we wtorkowy poranek. Niestety przy minus piętnastu stopniach nie znaleźli się żadni fanatycy koszykówki. Okolica przypominała moje blokowisko tylko, że jak wszystko w Stanach, co najmniej dwukrotnie większe.

Parę dni później w The Cage na Greenwich Village kolejne piątki pretendentów musiały czekać na swoją kolej do gry. Pogoda była piękna, a i czas popołudniowy. Poziom trzeba przyznać, wysoki. Siatka skwierczała od trójek a obręcz wyginała od wsadów, ale… wiele w tym było pozy, gadania, a brakowało przede wszystkim obrony, zasłon. Niezbyt pięknie jest grać jeden na jeden w pięciu.

Zapamiętam

Każda wyprawa wspominana po latach to zaledwie kilka chwil i ogólne wrażenie. Na zawsze zapamiętam Kevina Garnetta plotkującego tuż przede mną z Ronem Artestem, atmosferę na meczu Celtics vs Lakers, catering w MSG, tremę przed rozmową z Terrym Rozierem czy nocny powrót do Bostonu po meczu Nets.

Przede wszystkim jednak dostrzegam jak wielką organizacją jest NBA. Dziesięciu starterów na boisku. Ławka rezerwowych. Trener i asystenci. Sędziowie. Ochrona. Cheerleaderki. Osoba od wycierania parkietu, PR-owiec, sprzątacze, barmani, szatniarze, dziennikarze i tak dalej. Setki osób zaangażowane w jedno przedstawienie, które ma stać na najwyższym poziomie i reprezentować ligę na całym świecie. Tu wszystko jest rozpisane co do minuty, a głównym reżyserem jest pieniądz, ale i szacunek. Każdy gracz wita się z obsługą hali jak z dobrymi znajomymi, Garnett wracający do TD Garden po latach, rozmawiał z dziesiątkami ludzi przy linii bocznej: o ich rodzinach, problemach, życiu codziennym. To wszystko, oprawa, zrobiły na mnie zdecydowanie większe wrażenie niż same mecze.

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach, postaram się odpowiedzieć. Pozdrowienia GWBA!

Ostatnie Wpisy

38 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Super relacja, mógłbym codziennie takie czytać.
    Jak było u Ciebie z zakwaterowaniem? Jakaś rodzinka na boku czy moze airbnb?

    (95)
    • Array ( )

      Wiesz, ze spokojnie mozna znalezc hotel z cena 30-40 zl za noc? Watpie aby ktos kogo stac na wydanie paru tysiecy na sam wyjazd bral sie za cos takiego jak airbnb

      (-8)
    • Array ( )

      W obu miastach korzystałem z hosteli sieci Hi USA, czyli Hi New York i Hi Boston i szczerze polecam. Przy wcześniejszej rezerwacji cena przystępna, warunki i lokalizacja znakomite. Z roczną kartą członkowską są zniżki. Cały wyjazd, jak pisałem, mocno budżetowy, lot przez Barcelonę w dwie strony 800 zł. Już znów poluję na okazje.

      (25)
    • Array ( )

      To teraz Grzesiek zrób taki trip do Gdyni na derby z treflem i porównaj 😀

      (2)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Zazdroszcze tylu obejrzanych spotkan. Ja bylem na trzech. Wszystkie w Nowym jorku, w sezonie regularnym. Teraz marze by zobaczyc mecz playoffs bo tym na ktorych bylem brakowalo zdecydowanie zacietosci.
    Udalo mi sie jednak trafic na finalowy mecz ligi w Rucker Park jak dobrze pamietam w 2013 roku, bylem wsrod bodajze 4 bialych osob na trybunach, ktore byly pelne. Mega atmosfera.

    (22)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak uzyskałeś akredytację? Rozumiem, że na co dzień masz do czynienia z dziennikarstwem czy też jakimś sposobem?

    (27)
    • Array ( )

      9 dolarów za cały obiad. Na Bronxie były pyszne kawałki pizzy za dolara. Przez dwa tygodnie schudłem pięć kilo.

      (29)
    • Array ( )

      To jest kobieta Artesta, a pamiętając jego łokieć na Hardenie i inne zagrania, wolałem nie ryzykować.

      (43)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Czemu tak krótko?!!! Rozwiń Kolego tą opowieść – o czym rozmawiają w szatni, jakie panują relacje, ile mają par butów, koszulek, skarpet, co jedzą przed meczem, jak wygląda ten bufet dla prasy, jak z dojazdem i parkingiem, reakcje kibiców, co robią od razu po meczu, jakie ceny biletów i przekąsek itd., itp. Opisz więcej szczegółów, a jutro w południe pół koszykarskiej Polski zagłosowałoby na Ciebie w wyborach prezydenckich 😉 jaram się takimi zakulisowymi opowieściami i myślę, że nie tylko ja!

    (106)
    • Array ( )

      Sprawa jest taka, że byłem akredytowany z innych mediów, i siłą rzeczy większość pracy i szczegółów trafiła właśnie tam. Tu chciałem przekazać przede wszystkim wrażenia, emocje, z bardziej osobistej strony. ALE postaram się napisać drugą część, może Admin wrzuci.

      (32)
    • Array ( )

      Można prosić o link do prac, które trafiły na tamte strony? Nawet, jeśli są anglojęzyczne.
      Pozdro. 🙂

      (3)
    • Array ( )

      Nie powinienem chyba reklamować tu innych portali. Napisz proszę na maila gwiazd i podeślę Ci wszystkie linki. Pozdrawiam!

      (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Bylem tez w TD dwa razy (Zeszle plejofy z Milwaukee mnie rozwalily!!). Hala sama w sobie dosyc stara sie wydaje, ale nie mialo to znaczenia jak mi przed oczami smignal White Mamba 😀 gosc mega pozytywny, a sam meczyk od drugiej kwarty sie patrzylo na stojaco. Piekna sprawa. BTW – w Chinatown w Bostonie krecili nowych pogromcow duchow z dupeczkami (a mowil ze to NY)..

    (9)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Świetny artykuł, bardzo zaciekawiły mnie przedmeczowe rutyny poszczególnych teamów. Są to niuanse, o których nie mówi się codziennie, a tak wielka platforma jak NBA zza kulis ma jeszcze więcej ciekawostek do zaoferowania niż na samej hali

    (1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Brak dopingu na meczach knicks to niestety standard. Lepiej wyglądało to na Brooklynie. Mecz na zywo nie dłuży się tak jak w tv chociaż intak uważam ze za dużo przerw w grze.

    (5)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Mógłbym czytać takie relacje codziennie, wciąga tak mocno jak krecha Mariusza w Ślepnąc od świateł 😁

    (7)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Czytając tytuł byłem przekonany, że przeczytam jakiś wywiad z dziennikarzem ze stanów zajmującym się NBA. Moje zdziwienie było większe niż forma Piątka, kiedy okazało się, że chodzi o Ciebie. Gratulacje!!

    (6)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Grześku, aleś ty mnie zaimponował! gratki z udaną organizację, wyhaczenie promocji i wyjazd! respekcik.
    A jaka odpowiedź >>na jaki mecz najbardziej pan czeka<< ?

    (1)

Gwiazdy Basketu