centered image

It’s Miller Time, czyli jak wku***ć Larry’ego, Spike’a oraz Czarnego Jezusa

27

Każde pokolenie kibiców NBA ma swoich idoli. Ja wychowałem się na finałach pierwszej połowy lat 90-tych, kiedy Jordana próbowali (bezskutecznie) pokonać kolejno Magic, Drexler i Barkley. Kolejno przyszła era Olajuwona, który pobił Ewinga, a później Shaqa. Co ciekawe, każdego roku kibicowałem przegranym. Przypadek? A może wrodzona przekora? Tego nie wiem, w każdym razie zostało mi to dzisiaj, bandwagoning i podniety „sezonowców” nie robią na mnie wrażenia.

Pamiętam za to bardzo dobrze półfinały konferencji wschodniej roku 1995, które (z malutkim opóźnieniem) oglądałem bardzo dokładnie na kasetach VHS wysłanych przez wujka z Chicago. Cóż, takie to były czasy. TVP 2 rozkręcała NBA w Polsce, ale człowiek i tak dostawał jedynie namiastkę tego, co mamy dzisiaj. Ludzie wymieniali się kasetami video, dokładnie pokazywano jedynie finały. Do dzisiaj z małym zażenowaniem wspominam czasy, kiedy regularnie nachodziłem sąsiada, dysponującego sporą liczbą kaset z meczami NBA. Z czasem przestał mi otwierać…

***

Wracając do roku 1995, w półfinałach wschodu zmierzyły się drużyny Knicks i Pacers. Lubiłem Johna Starksa, bo był symbolem Nowego Jorku, a jego kultowa „Instrukcja rzutu za trzy” śniła mi się po nocach. Tak bardzo, że katowałem te „trójki” dzień i noc. Nie lubiłem za to Indiany, ale intrygował mnie chudzielec z #31 na plecach. Non stop gadał, prowokował, a to co zrobił w meczu pierwszym na zawsze zapisało się nie tylko w mojej głowie, ale i w całej historii NBA. Tak, wiecie o czym mówię. Cytując Billa Simmonsa: tamte wydarzenia to nie jest jakaś zwyczajna opowieść, to folklor NBA.

Do dzisiaj mówi się, że to prawdopodobnie najlepsza końcówka w historii ligi, a show Reggiego Millera zasługiwał na Oscara, w kategorii pierwszoplanowa rola męska. Starsi kibice pamiętają zapewne byłą gwiazdę Manchesteru United, Ole Gunnara Solskjaera, który z zabójczą regularnością dziurawił siatkę bramki rywali. Był strzelcem niezwykłym, do tego wyglądał zawsze młodo, stąd jego przydomek „Baby face killer”.

rrm

Podobnie rzecz ma się z Millerem, patrząc na niego dzisiaj ma się wrażenie, że dla niego czas zatrzymał się w miejscu. Nadal tak samo chudy, zmarszczek nie przybywa, wygląda jakby miał zaraz się przebrać, wejść na parkiet i z zimną krwią zacząć sypać „trójki”. Tak samo jak w 1995 czy 1994 roku. Wkurzający wszystkich swoim gadaniem bezczelny patyczak.

***

Zacznijmy jednak od miejsca akcji, a także jego „gospodarza”. Madison Square Garden to jedna z najbardziej legendarnych hal sportowych w USA, ale to nie sam budynek leży u podstaw legendy. To nowojorska, fanatyczna publiczność od dekad nadaje ton wydarzeniom w MSG, zwaną „Mekką koszykówki” a dyrygentem orkiestry jest oczywiście Spike Lee.

W 1995 roku nazwisko Spike’a Lee były już doskonale wszystkim znane, jego filmy stały się bowiem wizytówką czarnoskórej społeczności, a jego samego ochrzczono „Głosem czarnoskórej Ameryki”. Oczywiście Lee wszedł do kanonu kina portretując głównie Afroamerykanów (zwłaszcza tych z Nowego Jorku) ale byłoby sporym uproszczeniem, patrząc na jego sztukę jedynie przez pryzmat koloru skóry.

Lee to przede wszystkim świetny reżyser, doskonale potrafiący oddać klimat, uroki oraz problemy życia w wielkomiejskiej dżungli. A że „Big Apple” to tygiel kulturowy, przecinające się w filmach Spike’a problemy Afroamerykanów, ale także i po prostu mniejszości etnicznych były i są dla Nowojorczyków chlebem powszednim, a dla samego reżysera oczywistym źródłem inspiracji. Ma w dorobku m. in. „Crooklyn” z 1994 roku, czy „Malcolma X” z roku 1992 (patrząc tylko na najświeższe wtedy jego dzieła). To do niego należało krzesełko numer jeden w hali, blisko parkietu, z którego głośno dopingował ukochanych Knicks, a wytrącał z równowagi zawodników innych drużyn. Lee stał się swoistą odpowiedzią NYK na Jacka Nicholsona, tyle że w wydaniu ze wschodniego wybrzeża.

Reggie Miller doskonale zdawał sobie sprawę, jak bardzo nienawidzą go w Nowym Jorku, a zarazem jak niezwykłe jest to miejsce. MSG to jedna z największych koszykarskich scen na świecie, zagrać tam i zabłysnąć to tak, jak być na oryginalnym Woodstocku i walnąć solówkę na jednej scenie z Jimmym Hendriksem lub Joe Cockerem.

Reggie skradł show

Na 18.7 sekund przed końcem meczu Pacers przegrywali 99:105, ale wtedy wydarzyło się coś niezwykłego: Miller trafił dwie trójki z rzędu, Starks spudłował dwa wolne, Ewing nie trafił dobitki, Reggie trafił dwa kolejne wolne i było po wszystkim. Osiem punktów w krótkim czasie, wygrana 107:105, w meczu o takim ciężarze gatunkowym, niezwykłe. Kolejny rok, kolejny klasyk. Reggiego ochrzczono mianem „The Knick Killera”. Zresztą, cytując klasyka:

Czegoś takiego jak Kaplica Sykstyńska nie da się opisać. To po prostu trzeba zobaczyć.

Oglądajmy więc.

Każdy kontakt Millera z piłką kwitowany był gwizdami, a sam snajper Pacers za każdym razem wdawał się w przepychanki słowne ze Spikiem Lee (tak jak rok wcześniej, ale o tym za chwilę). Po meczu Miller zasugerował w wywiadzie dla NBA, że „zmiotą Knicks do zera” (ostatecznie wygrali serię 4-3) po czym pobiegł do szatni, drąc się wymownie na głos: „Choke Artists! Choke Artists!” (z ang. choke to dusić). Później mówił już w nieco bardziej stonowanym tonie:

Kocham grać w Garden (…) atmosfera, kibice, media, uwielbiam to, jak wszyscy nas tu próbując zdenerwować, to wspaniała rywalizacja.

Z podziwu nie mógł wyjść także były center Indiany, Rik Smits:

Byliśmy w totalnym dołku (…) nigdy jednak nie należy rezygnować, dopóki nie jest po wszystkim. Widziałem w życiu już bardziej dziwne rzeczy niż ta…”

Komentatorzy telewizyjni i dziennikarze szaleli. Jeden z nich stwierdził wręcz, iż „był to największy comeback od czasów Johna Travolty”. To oczywiście nawiązanie do występu aktora w „Pulp Fiction”, którego po latach słabych ról wyciągnął z niebytu Quentin Tarantino.

CHOKE ARTIST >>

1 2 3

Ostatnie Wpisy

27 comments

  1. Array ( )
    Zdjęcie profilowe all3
    Odpowiedz

    bardzo wyczerpujący art. ja pamiętam Millera m.in. z tych podwójnych zasłon biegał i biegał robiony mu nie jedną ale dwie trzy czasem zasłony. Tak jak tera porównuje się wiele spraw związanych z zawodnikami tak kiedys bardzo czesto pi sano o tym, że bardzo dobrego zawodnika roróżnia się po tym jak jego statystyki wzrastają po grze w PO i taki był właśnie Miller w sezonie coś w granicach 20 w PO kilka punktów wiecej.
    Indiana swojego czasu też nie stroniła od agresywnej żeby nie powiedzieć brudnej gry. Bracia Davis pozniej już tylko Dale, ale był niezłym atletą raz nawet zagrał a ASG w sumie jego brat chyba tez…

    (1)
  2. Array ( )
    Zdjęcie profilowe zyri12
    Odpowiedz

    To uczucie, gdy jesteś pewien że artykuł jest autorstwa BLC, a na koniec niespodzianka 🙂 Brawo Kuba! Artykuł godny najlepszych.

    (6)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Spoko art, super ze sie podpisujesz! Jeden z najwiekszych kozakow z 90′. Nie przepadam jadnak za jego komentarzami na temat dzisiejszej nba..

    (5)
  4. Array ( )
    Zdjęcie profilowe sledziu 24
    Odpowiedz

    Te 8 punktow w 18 sekund stawiam przynajmniej na rowni z 13 punktami w 33 w sekundy T- Maca i z 11 w 28 sekund Paula Milsapa.

    (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    @all3 – mam nadzieję, że to żart, gdyż to „bracia” Davis to nie rodzina 😉
    Ale Dale i Antonio to w tamtym czasie pierwszoligowi twardziele z ligi Kevina Willisa i Charlesa Oakleya 😉
    Co do Killera Millera – jego gra opierała się na ruchu całej drużyny – tak jak pisze kolega all3 – to często 2-3 zasłony i ganiający po obwodzie chudzielec. Ciekawe, czy dałoby się policzyć który z graczy robi najwięcej kilometrów? Miller pewnie byłby w czołówce wszech czasów – on w meczu pewnie z kilkanaście kilometrów wybiegał 😉

    (5)
  6. Array ( )
    Zdjęcie profilowe JimmyLyons
    Odpowiedz

    Spike Lee…wybitny reżyser. Co do tego nie ma wątpliwości. Dlatego cieszyłem się strasznie na myśl, że zajął się nową edycją NBA 2k16, a dokładnie trybem MyCareer. Niestety scenariusz do tego projektu napisał bardzo jednowymiarowy…Tak się złożyło, że akurat jestem białym kolesiem z Polski i zawsze (biorąc pod uwagę poprzednie edycje, a gram jedynie w ten tryb) mój zawodnik również był biały.

    I tu wchodzi Spike. Mam czarnoskórych rodziców, czarnoskórą siostrę-bliźniaczkę, mówię jak ziom prosto z nowojorskiego getta, aż chce się zapytać: „Dad, are you sure about me?”.

    Spike z góry założył (nie wiem czemu), że dobrze w kosza mogą grać tylko czarnoskórzy. I chyba, że nikt inny w ogóle nie gra w tę grę.

    What is wrong with you Spike?

    (17)
  7. Array ( )
    Zdjęcie profilowe tomaszblaszczyk
    Odpowiedz

    Dzięki za ten art. Przez lata na osiedlu wołali na mnie „Reggie” ale mniejsza z tym. Jeden z największych strzelców w historii a mój ulubiony cytat na jego temat : „Reggiego trzeba pilnować już na parkingu” – nie pamiętam kto to powiedział ale w pełni oddaje jak groźnym był shooterem.

    (6)
  8. Array ( )
    Zdjęcie profilowe juras
    Odpowiedz

    Moje czasy z NBA, dzisiaj za te słowa i prowokacje wylatuje się z boiska, w tamtych czasach był to chleb powszedni. Jeszcze jedna seria Pacers z Bulls bodajże w latach 97 była bardzo ciekawa.

    (2)
  9. Array ( )
    Zdjęcie profilowe dancemix
    Odpowiedz

    4 kwarta z 94 roku to moja ulubiona. Ogladalem ja na vhsie miliard razy Reggie Killer Miller zrobil wtedy sieczke w Madison Square Garden Trafial jak maszyna do zabijania Milard zaslon od braci Davisow by uwolnic Reggiego do rzutu. Srednie jego z kariery nie powalaja ale on po prostu mial instynkt zaboojcy

    (1)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak ktos chce zobaczyc jak bronilo sie w latach 90 polecam film reggie miller czas zwyciestwa…dostepny nawet na yt…nowy jork i indiana grali wtedy naprawde twardy basket

    (0)
  11. Array ( )
    Zdjęcie profilowe willhaven
    Odpowiedz

    Świetny artykuł. Te niezapomniane pojedynki na wschodzie. Każdy fan Knicks’ów pamięta te sekundy Millera. Polecam również ten dokument do obejrzenia Winning Time 30 for 30 . O co chodzi z tą instrukcją rzucania trójek przez Starksa ? bo tego akurat nie słyszałem…

    (0)
  12. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Leszczu13
    Odpowiedz

    Super artykul. Swietny. Napisany piekna polszczyzna. dodalbym jedynie historie jak Miller odepchnal Jordana biegnac po zaslonie i wlepil mu trojke w twarz 🙂

    (1)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak czytam ten artykuł to takie same przemyślenia. Zawsze kibicowałem przegranym. Ale dobrze pamiętam Indianę z tamtych czasów. Dale i Antonio Davis byli dla mnie odpowiednikiem Oakley’a i Masona w Knicks. Zawsze czekałem na ich pojedynki. Bardzo fajnie się czytało.
    Pozdro

    (0)
  14. Array ( )
    Zdjęcie profilowe wilkong
    Odpowiedz

    bardzo fajny artykuł, ale proszę darować sobie teksty w stylu „Tęsknimy za tamtą NBA…” tamta NBA była super, Miller był rzeżnikiem, gwiazdą, ale proszę, ta, dzisiejsza NBA też jest super, zasady i gwiazdy nieco się zmieniły, ale to tylko znak czasów, w końcu ile można tęsknić za „tamtą NBA”

    (0)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    Wilkong..ale ja naprawde”tesknie za tamta nba”….tak jak mowisz ta jest super ale tamta obrona i walka to bylo cos…floopy byly zadkoscia albo faktycznie padali po kontakcie…teraz wielkie konie pzewracaja sie jak klody…

    (0)

Gwiazdy Basketu