Jak to jest przegrywać w playoffs?

25

kobs

Co doskwiera mocniej: ból ciężkiej pracy czy gorycz porażki? Mniej więcej takie przesłanie płynie z sentencji wymalowanej nad głowami ćwiczących w ośrodku treningowym Boston Celtics. Żaden z trenujących tam koszykarzy ani na chwilę nie zawahałby się przed udzieleniem odpowiedzi. Zresztą, nie tylko tam. Jak NBA długa i szeroka, wszystkie centra przygotowawcze i hale są usiane tego typu sentencjami.

Kiedy Miami Heat zmierzali po swój pierwszy tytuł za kadencji Big Three w osobach Wade-LeBron-Bosh, Pat Riley i coach Spolestra wpadli na szatański pomysł na zmotywowanie swoich zawodników: wydrukowali kartki z napisem 2012 NBA Champions i powiesili je w szatni. Jak gdyby presja ciążąca na nich nie była jeszcze dostatecznie duża. Zasadzając to ziarno niepokoju w głowach graczy, chcieli pchnąć ich do granic możliwości. To było po przegranych finałach z Mavericks, więc gorycz porażki jeszcze do końca nie zelżała. Szkoleniowcy chcieli, żeby gracze znienawidzili to uczucie.

Im większe masz serce do gry, im większy jesteś walczak, tym mocniej odczuwasz przegraną, tym bardziej cię to boli. Nie jest to jedynie przywilej graczy NBA. Na każdym koszykarskim (sportowym, życiowym) froncie jest dokładnie tak samo:

„Im wyżej wyleziesz, z większym hukiem zlecisz” zwykł mawiać jeden z bohaterów kultowej trylogii Sylwestra Chęcińskiego, Kazimierz Pawlak, którego brawurowo zagrał tam Wacław Kowalski. Ta prosta mądrość szarego człowieczka doskonale oddaje nastrój towarzyszący playoffs. Bo przegrana przegranej nierówna.

Po ubiegłorocznym finale Warriors-Cavaliers trudno było mieć pretensje do LeBrona Jamesa. W przeciągu całych playoffs, pomimo utraty Kevina Love, a potem jeszcze Kyrie Irvinga, zdobywał 30.1 ppg, 8.5 apg i 11.3 rpg. Nie dali rady, wiecie co powiedział?

To bolałoby znacznie mniej, gdybyśmy w ogóle nie weszli do playoffs. Kiedy przestałem wierzyć, że nam się uda? Kiedy czas dobiegł końca i mieliśmy mniej punktów niż rywale.

~

Prawda. Jego słowa zdaje się potwierdzać również Charles Barkley, który po przegranej w Finałach z Bulls w 1993, dwa razy z rzędu przegrywał w Półfinałach Zachodu z Rockets, obie serie w siedmiu meczach.

Sir Charles mówi, że demony tamtych serii pozostały z nim do końca kariery:

Przegrać z Rockets po tak wyrównanych seriach i to w latach kiedy wygrali mistrzostwo… ciężko było się z tym uporać. Kiedy startują playoffs jest w nas tyle energii i oczekiwań, ale to jeszcze rośnie z meczu na mecz. To, co podnosi jeszcze poziom adrenaliny to fakt, że jeśli przegrasz… to jest jak śmierć w rodzinie. A przegranej w finałach nie da się zapomnieć już nigdy. Wiesz, gramy w koszykówkę codziennie od października, kiedy odpadasz w playoffs pytasz sam siebie „to co ja mam teraz robić?”

~

Zwróćcie uwagę, że Barkleya przez 3 lata z rzędu z rywalizacji eliminował dopiero przyszły mistrz. W drugiej potyczce z Rockets wygrywali już w serii 2-0 i 3-1. Czy tamci Suns, odprawieni niemalże cudem przez Eliego, byli lepsi od Orlando Magic, którymi Olajuwon i spółka wytarli parkiet w finale (4-0)? Tego się już nigdy nie dowiemy.

Barkley wspomina, że szczególnie dotkliwie zapamiętał gest wykonany przez Kenny Smitha, który wyciągnąwszy dwa palce w jego stronę pomachał nimi i z uśmieszkiem powiedział „two times”, zaraz po końcowym gwizdku. Te słowa dzwoniły mu w uszach jeszcze przez długi czas. Dziś, w erze social media, takie zaczepki są na porządku dziennym i stały się w równej mierze udziałem organizacji, zawodników i kibiców. Niepisana zasada NBA mówi, że nie nabija się statystyk na pokonanym już przeciwniku, nie robi wsadów prowadząc wysoko w końcówce itd., ale poza boiskiem podobne honorowe reguły nie obowiązują. Przykładem na to, jak dowalić przeciwnikowi i jego fanom, by porażka jeszcze bardziej ich zapiekła, niech będzie pamiętny tweet Rakiet z zeszłego roku, opublikowany w końcówce meczu nr 5, przy prowadzeniu HOU 3-1 w serii z Mavericks:

CZYTAJ DALEJ >> 

1 2

Ostatnie Wpisy

25 comments

  1. Array ( )
    Zdjęcie profilowe wesley
    Odpowiedz

    Swoją droga ten art świetnie pasuje do serii okc-spurs czyli weterani z pierścieniami kontra młodzi, zmotywowani, głodni zwycięstw szaleńcy z okc

    (18)
  2. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe burningPL
    Odpowiedz

    Super artykuł. Rzuca trochę inne spojrzenie na gwiazdy. Nie zdawałem sobie sprawy, że Barkley odpadał 2x w game 7 od mistrzowskich rakiet… I tak samo, że Miller 6x finał konferencji.. Ech… To zabawne, bo CP3 0 finałów konferencji, a się go stawia wyżej od Millera.

    (8)
  3. Array ( )
    Zdjęcie profilowe inthezone
    Odpowiedz

    Mega artykuł.

    Przegraliście kiedyś coś ważnego? Wielu czytelników pewnie grało/gra w basket, a może w inne dyscypliny. Nie ważne w co.

    BLC, przez ten artykuł przypomniałem sobie, jak cholernie mnie piekło, gdy kiedyś, dawno temu, przegraliśmy finał mistrzostw Polski. Nieważne, że zagrałeś super i było bliziutko. To po prostu piecze. To akurat nie była koszykówka. Tak samo jak jakiś czas później odpadliśmy tuż przed półfinałem, a byliśmy faworytem do złota, robiąc między innymi blowout na przyszłym mistrzu. Ale parę złych gwizdków, parę błędów, no i było po zawodach. I w sumie nie wiedzieliśmy, czy wolelibyśmy zająć 4 miejsce, czy zostać na tym szóstym. Medalu i tak nie było. Ciężko było się pozbierać drużynie przez prawie rok, co jest nie do pomyślenia. W młodzieżowych jest tak, że raz jesteś rocznikiem starszym, raz młodszym, więc jako młodsi nie graliśmy w następnym sezonie o nic, a tamto ciągle w nas siedziało.

    Dlatego nie wyobrażam sobie jak musi boleć przegrana w Game 7.

    (12)
  4. Array ( )
    Zdjęcie profilowe ChessBasket
    Odpowiedz

    Jeżeli chcesz odnieść sukces w czymkolwiek, a szczególnie w sporcie, to musisz nienawidzić przegrywać, ale kiedy już porażka nadejdzie, musisz mieć w sobie na tyle klasy, żeby uścisnąć dłoń temu, który Cię pokonał.

    Nie każdy to potrafi.

    (14)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    @wielmożny Pan P
    Przesadzasz i to bardzo. „Jordan zrobił profesjonalistów z Granta czy Scottiego Pippena, Magic rozwinał Worthy’ego czy Divaca, Bryant odmienił karierę Odoma, Artesta czy Paua Gasola itd.” Ani Pippen (wtf?), ani Rodman, ani Grant, ani Odom, ani Artest, ani Gasol (wtf?) to nie są role players, tylko typowi all-starzy. Tym bardziej w swoich mistrzowskich sezonach. Czy Webberowi chodziło o graczy pokroju all-star jakich miał wtedy w ekipie? Typu Bibby czy Stojakowic? Nie. Chodziło mu o role-playerów, kogoś takiego jak Dellavedova w dzisiejszych Cavs. I faktycznie to był problem tamtego Sacramento.
    „dlatego Webber nigdy bnic nie wygrał, bo był miękki. Softy. big games w jego wykonaniu, to nie zawsze była walka o ogień, czasami były to mecze w których nie stawał na wysokości zadania. Nie ma większej sensacji w tym, ze Sacto zawze byli jak ciapowaty klient w kolejce.” Tu już konkretnie pojechałeś po bandzie. Zacznijmy od tego, że Chris zreformował koszykówkę swoich zachowaniem w czasach Fab Five. Młodociany gangsta styl to nie wyznacznik bycia twardym, ale przecież Chris Webber nigdy nie był SOFT, jak można tak w ogóle pomyśleć?
    Pisałeś coś jeszcze o tym jakoby nie zawsze stawał na wysokości zadania. Rozumiem że Lebron, Kobe, Stefan Curry zawsze miewają idealne mecze? Nigdy nie zawodzą? Wielkie gwiazdy to też ludzie i gdy mają słabszy dzień to właśnie role-players są tymi osobami które powinny wesprzeć pierwsze opcje zespołu. Pomijam już fakt, że chłop nie zawsze był zdrowy i kontuzję ograniczyły jego potencjał który był ogromny. Fakt, nigdy nie wskoczył na poziom Kobe czy Lebrona (ludzi zawsze grających idealne mecze wg Ciebie) Mimo to gość grał mega inteligentnie, świetnie podawał, dużo widział tworzył piękno koszykówki za czasów Sacramento, będąc podkoszowym. W tamtych czasach nie było takich PFów.
    Wielmożny Panie P, masz dużą wiedzę nt. koszykówki i przyjemnie się czyta Twoje komentarze, aczkolwiek często popadasz w skrajność i wypisujesz takie głupoty. Pozdrawiam

    (10)
  6. Array ( )
    wielmozny pan P 15 Maj, 2016 at 12:55
    Odpowiedz

    „siedzielismy na sesjach video i widzialem ze jeden gosc sie smieje”
    Chris Webber

    no właśnie.
    z drużynie, w której Chris Webber był liderem, pojawiali się własnie tacy zawodnicy.
    w zespołach Magica Johnsona, Michaela Jordana czy Kobego Bryanta – takich zawodników zapewne nigdy nie było. tutaj pan Webber ma odpowiedź na to, dlaczego nigdy nie zdobył tytułu.

    po prostu, wybitni mistrzowie i liderzy mają autorytet, a ci mniejsi liderzy nie mają. ci więksi samą swoją postawą, obecnością, eye of the tiger inspirują innych do wyhcodzenia poza własne ograniczenia, a ci mniejsi nie mają takich zdolności. przy mistrzach nikt się nie śmieje, przy Webberrze było to możliwe i jak się okazuje zostało mu tylko narzekanie, że do tego doszło.

    „chcialbym zeby wszyscy byli tak zaangazowani jak ja”

    zespół trzeba sobie umieć WYCHOWAC.
    dotyczy to każdego wybitnego lidera, mistrza, trenera mistrzów.
    nic sie nie dzieje samo z siebie. albo ma się autorytet, osobowośc, twardą rękę i momentami nawet brutalność i bezwzględnośc, albo się ich nie i wobec tego trzeba mieć twardą d…żeby znosić kolejne porażki.

    wszyscy wybitni liderzy o których słyszeliśmy i których podziwiano i podziwia się nadal, to ludzie bezwzghlędni. pozbawieni uczuć, kiedy chodzi o realizację celu. to najgorszy rodzaj zabójców – PROFESJONALIŚCI.

    o każdym z nich można usłyszec historie jak z „Samowolki”. Janek „Tygrys”, to przy nich przedszkolanka. a co jest najważniejsze : ci, którzy już ich poznali, chcieli grać tylko z nimi. Jordan zrobił profesjonalistów z Granta czy Scottiego Pippena, Magic rozwinał Worthy’ego czy Divaca, Bryant odmienił karierę Odoma, Artesta czy Paua Gasola itd. jak ktoś pracował za trzech, to nigdy nie miał kłopotów z tymi goścmi, a jak miał to wiedział że to dla jego dobra. I owocowało to pierścieniami.

    a Webber ? zawsze, całe życie, przez całą karierę, był to zawodnik na garnuszku własnej drużyny. Nie wychowywał nikogo, a tylko modlił się o to, żeby „inni byli tak samo zaangazowani jak on”. A Bóg siedział sobie, kurzył fajke, moczył nogi i zawsze odpowiadał „Dałem ci buzię, nózki, rączki, to se saam radź, kolego. Dałem ci nawet talent, dałem ci świadomośc, nie po to,żebyś mnie prosił, tylko żebyś sam zmieniał rzeczywistość. I nie zawiedź mnie, kolego Webber, bo postawiłem na ciebie u buka z Piekła rodem, bo mimo wszystko w ciebie wierzę”. Czyżby wiara była zadaniem boskim ? ;]

    dlatego Webber nigdy bnic nie wygrał, bo był miękki. Softy. big games w jego wykonaniu, to nie zawsze była walka o ogień, czasami były to mecze w których nie stawał na wysokości zadania. Nie ma większej sensacji w tym, ze Sacto zawze byli jak ciapowaty klient w kolejce. Znowu drugi, całe życie ciągle drugi, nawet jak gdzieś pierwszy, to czuli się jkaby byli drudzy.

    w NBA nie ma tajemnic.

    a co liderów i ich odpowiedzialności – między innymi za to dostają największe pensje w klubie. Nie tylko za „point per game/assists per game/etc” czy „PER” albo „All NBA” czy „All Star”, to marketing sportowy. znaczną częśc pensji biorą za to, żeby ponosic odpowiedzialnośc. tak jak prezes firmy dostaje 20 razy więcej od szarego pracownika ze śrubokrętem, bo o ile ten drugi nadzoruje jedną śrubkę, to ten pierwszy ma na głowie całokształt.

    supporting cast jest ofk równie wązny jak lider, ale nigdy nie zastąpi lidera. Może mu pomóc w róznych momentach, wykonać swoją mniejszą lub więksszą rolę, ale to De Niro pociągnał „Taksówkarza”, i bez niego Keitel, Sheppard i Foster nie mieliby czego grać. oni byli tylko wspaniałym dodatkiem do głównej roli. jak główna rola jest słaba, bo drugi plan nie zrobi z filmu arcydzieła. Dlatego doceniam wszystkich liderów, którzy rozumieją własne zaniedbania i błędy, nie oglądają się na to, czy koledzy zrobili wszystko jak należy. To uczciwe podejście. Tacy gracze zostaną zapamiętani z jak najlepszej strony. A że bez mistrzowskiego tytułu… cóz, zawsze krzesło jest tylko jedno, a konkurentów wielu. Grunt, to powiedzieć sobie po latach, że się próbowało i poległo z honorem.

    (10)
  7. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe matrix
    Odpowiedz

    O tak, pięknie widzieliśmy jak potrafili „wychować” sobie zawodników, najlepszy przykład to Bryant i Howard, sezon wzajemnego docinania i pyskówek i rozstanie w wojnie, albo wieczne kłótnie i problemy jeszcze za lat gry z Shaqiem. Jak zwykle rekord bzdur bijesz swoim postem.

    (1)
  8. Array ( )
    wielmozny pan P 15 Maj, 2016 at 14:49
    Odpowiedz

    @mm

    wszystko zależy od tego, kogo uznasz za role player.
    jeśli wg ciebie Bibby był leaderem, to znaczy że w sacramento było więcej wodzów niż Indian :]

    jak dla mnie, lider jest jeden, góra dwóch, niewązne czy role[layer są w All Star game czy nie.
    Odom, Artest, Grant, to byli roleplayers, a nie gwiazdy w swoich zespołach. Liderami byli inni.

    a jak chodzi o Pippena czy gasola, to powiedziałem słowo o ich ewolucji pod okiem Jordana i Bryanta, bo na tym polega leadership, autorytet, osobowość wybitnych zawodników, że umieją zmieniać rzeczywistośc wokół siebie. Webber tego nie umiał. czekał aż mu dadzą nie wiadomo kogo. Jordan czy Bryant dostawali niespełnione albo niepełne talenty i ZMIENIALI je w All Starów. Tak więc, wspomniałem ile Pippen czy Gasol zawdzięczaają liderom swoich zespołów, żeby podkreslić na czym polega to, czego nigdy nie potrafił wykonać Chris Webber.

    nie kupuję, wybacz, wersji że „chodzi o graczy a’la Dellavedova”. jak juz się przekonaliśmy tacy gracze nie zmieniają zespołów z dobrych w mistrzowskie. Dopełniają tylko układankę. Roleplayers zaczynają się daleko wyżej w hierarchii.

    „to byl probvlem tamtego Sacramento”

    będę w kontrze do tej opinii.
    wg mnie, problem tamtego Sacramento ppolegał na tym, ze byli gorsi od Lakersów. Tylko i aż tyle. A byli gorsi, bo big games wygrywają liderzy, a Lakersi mieli aż dwóch, podczas gdy Sacto nie mieli żadnego, bo Webber absoluitnie nie był na poziomie wspaniałego duetu z Los Angeles.

    jak mówiłem : liderzy najpierw, supporting cast później.
    naprawde, uwżasz, że w sezonie 01-02 Bobby Jackson, Scott Pollard czy Doug Christie, to był kiepski supporting cast ?
    nie mogę się zgodzić z taką sugestią, odpowiem awansem. To był dobry suport. problem w tym,że Kings mieli wówczas świetny, równy zespół, w którym brakowało kogoś, kto umiałby wskoczyć na poziom dorównujący Kobemu i Shaqowi. w big games, kiedy wszystko jest grane przze liderów, sacto brakowało po prostu fundamentu. Team game nie zawsze wystarcza.

    „Webber zreformowal koszykowke swoim zachowaniem w Fab Five”.

    mówisz o tym napadzie histerii, kiedy wział w finale timeout, którego już nie mieli ?
    przepraszam najmocniej, ale dla mnie to raczej dowód na brak opanowania i niezdolnośc do panowania nad sytuację, a to dowodzi wszystkiego tylko nie męskości i zdolności do reformowania czegokolwiek :]

    „Webber nigdy nie byl soft”

    i nie wygrał mistyrzostwa, bo „nie miał Dellavedovy” ?
    wg mnie, Webber nie miał ani zdolności wodzowskich, ani twardości mentalnej ani nie był nigdy zawodnikiem, który robi z innych lepszych graczy. Był świetny technicznie, bardzo inteligentny w ofensywie, finezyjny, ale nigdy nie miałem wątpliwości, że z tej mąki chleba mistrzowskiego nie będzie.

    „inni nigdy nie zawodza ?”

    pewnie zawodzą, nie ma ideałów.
    provblem polega na tym,ze rzeczywistośc jest taka, ze LeBron James, Kobe Bryant, Jordan czy Styephen Curry mają mistyrzowskie tytuły, byli w Big Finals, a Webber nigdy nie miał okazji do choćby zaprezentowania się w serii finałowej.

    zatem, jak widzisz, zalezy mi na tym,zeby rozpoznać rzeczywistopśc, bo uważam ze jest ona racjonalna i logiczna. Jest skutek – jest przyczyna, jest zdarzenie – jest powód, jest fakt – jest interpretacja itd. Webber nigdy nie zagrał naswet w Big Finals – taki jest skutek, zdarzenie i fakt., O przyczynach, powodaach i interpretacjach możemy swobodnie polemizować. Grunt, żebyśmy obaj uznawali fakty. „Dlaczego Webber nigdy nie doprowadził swojefgo zespołu do Big Finals nie mówiąc nawet o zdobywaniu mistrzostwa ?”, wg mnie to jest pytanie, na które możemy szukać odpowiedzi. Ale najpierw trzeba uznać, ze Webber przegrywał rok po roku. jesli będziemy wybielać go z tych porażek i zaciemniać fakt, wedle którego jego kariera to pasmo porażek, do konstruktywnych wniosków raczej nie dojdziemy.

    „tworzyl piekno koszykowki”

    tego akurayt nie podważam. na pewno esteci mogli czerpać z gry webbera wiele satysfakcji. tyle że z piękna gry nie wynika zwycięśtwo i mistrzostwo, a przynajmniej nie ma takiej bezpośredniej zależności i mechanizmu.

    „popadasz w skrajnosc i wypisujesz takie glupoty”

    cóż, każdy może oceniać wedle włąsnej woli.
    wg mnie, fakty są niezbite. Webber nigdy nie był liderem na miarę misyrzowskiego pierścienia. i to że grał ładnie dla oka, że był wirtuozem, nie zmienia tego stanu rzeczy. A pierwotny wątek dyskusji, mimo wszystko, dotyczył nie wrażeń wizualnych, ale skuteczności leadershipu i tego, „jak to jest przefgrywqać w playoffs” i dlaczergo jedni przefgrywają, a inni jednak triumfują. tak więc, sądzę że trochę odbiegłeś od tego głównego wątku, i może stąd twoja irytacja wobec tego, co napisałem o Webberze i jego zdolnościach do wygrywania tytułów, które okazaały się dośc mizernej jakości.

    (-5)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    sprostowanie – Bibby grał wtedy swój basket życia, ale bardziej chodziło mi o białą czekoladę 😉

    (2)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    @Wielmożny
    Come on, właśnie o takie popadanie w skrajność mi chodzi. No dobra to lecę z niestety zajmującą mój cenny czas wyczerpującą odpowiedzią.
    Po pierwsze – Chodziło mi o Jasona Williamsa nie o Bibby’ego, co już wyjaśniłem.
    Po drugie – Odom czy Gasol to wg mnie all-starzy, nie role players. Podejrzewam, że większość osób myśli podobnie. Ty postrzegasz to inaczej stąd różnica zdań. Role player wg większości ludzi to gościu który odwala czarną robotę, czyli nie zobaczysz jego wkładu w statystykach. Odom i Gasol mieli statystyki na poziomie double double, byli drugimi opcjami w zespole, spoczywał na nich ciężar zdobywania punktów, a nie „tylko” stawiania dobrych zasłon, robienia spacingu itp itd.
    Po trzecie – na poparcie mojej drugiej myśli, Kobe przy całym szacunku do jego osoby nie czynił graczy lepszymi. Gdyby tak było to Randle, czy Dwight Howard wskoczyliby na lepszy poziom, a jak grali Lakers za czasów Nasha i Howarda, albo w tym sezonie nie muszę wspominać. Odom świetnie grał już w Heat, a Gasol już w Barcelonie zaczął swoją przygodę z basketem na najwyższym poziomie. Także tu nie masz racji, podałem przykłady, że Ci panowie to gwiazdy, przyćmione przez gwiazdę Bryanta, ale wciąż gwiazdy. Stąd moje pytanie, kim dla Ciebie są gracze postrzegani przez większość ludzi jako role playerzy? Dla podpowiedzi chodzi mi o tych od stawiania zasłon nie zdobywania punktów? To tylko pionki w grze?
    Po czwarte – przytoczę teraz Twoje wypowiedzi – „jak chodzi o Pippena czy gasola, to powiedziałem słowo o ich ewolucji pod okiem Jordana i Bryanta, bo na tym polega leadership, autorytet, osobowość wybitnych zawodników, że umieją zmieniać rzeczywistośc wokół siebie.” i jeszcze „Webber tego nie umiał. czekał aż mu dadzą nie wiadomo kogo. Jordan czy Bryant dostawali niespełnione albo niepełne talenty i ZMIENIALI je w All Starów. ” TAK JAK PISAŁEM WCZEŚNIEJ i Odom i Gasol,czy też pająk z Bulls nie zmienili się w all-starów z role-playerów przy Jordanie i Bryancie. ONI BYLI JUŻ WCZEŚNIEJ ZAJEBI***MI GRACZAMI, bądź na wyższy level wyprowadził ich PHILL JACSKON, a nie żaden z graczy.
    po piąte – to chyba najważniejszy podpunkt i to o co naprawdę chodziło Webberowi, znowu przytoczę Twoją wypowiedź „nie kupuję, wybacz, wersji że „chodzi o graczy a’la Dellavedova”. jak juz się przekonaliśmy tacy gracze nie zmieniają zespołów z dobrych w mistrzowskie. Dopełniają tylko układankę. Roleplayers zaczynają się daleko wyżej w hierarchii.” Dellavedova w poprzednim sezonie ciągnął razem z Lebronem grę w finałach. Dzięki jego postawie Cavs mieli nadzieję na walkę z GSW, przecież jego desperacka obrona urwała mecz Golden State! Czyli już ustaliliśmy że taki Kevin Love i Kyrie Irving to tylko role-playerzy w Twoim mniemaniu, a gracze pokroju Dellavedovy to zwykłe pionki. Ok, Webber jednak miał na myśli że chciałby mieć w Sacramento „pionków” pokroju Dellavedovy. Koszykówka to gra zespołowa i to tacy gracze wspierając supergwiazdy wygrywają mistrzostwa. I ja się z Webberem zgadzam.
    Na tym powinienem zakończyć tą dyskusję bo chyba wszystko zostało już powiedziane, ale w Twoim stylu rozwinę wypowiedź.
    Po szóste – na początku tego wieku nie było mocnych na Lakersów i każdy nawet ten który ich nie widział,dobrze o tym wie. Kobe, Shaq, Phill Jackson, trójkąty i cała rzesza graczy które je realizowały (tak, chodzi mi o role players). Więc po co przypominasz mi skład jakim grało Sacto? Przypomnę, Webber jak dowiedzieliśmy się z artykułu, powiedział że wkur***ło go jak jakiś anonimowy gracz śmiał się przy analizowaniu video rywali. Chris wspomniał o tym, że jegomość jeszcze grał słabo. Więc co mi z wielkich nazwisk, skoro gość nie odwalał swojej roboty na boisku i tu już nie ma winy Webbera w tym, tylko sztabu trenerskiego.

    Podsumowując – żądasz od Webbera niemożliwego. Powiedziałbym nawet że go nie lubisz stąd ten dziwny hejt. Wypominasz czasy Fab Five i jego błąd w jednym z mistrzowskich meczy gdy wziął time out którego nie było? Rozumiem że Ty doszedłeś do finału NCAA ze swoją ekipą i wiesz co to presja w ostatnich sekundach finałowego spotkania? Ty zdajesz sobie sprawę jak ich wtedy traktowano, byłeś tam? Jak wyglądała ich droga do tego finału? Jaka ciążyła na nich presja w tak młodym wieku?
    Webber nigdy nie był tak dobry jak Kobe czy Shaq, ale jakoś tylko Sacramento mogło się bić w tamtych czasach z Lakersami jak równy z równym i przegrać z honorem. Webber był wybitnym koszykarzem i nigdy nie był SOFT.

    (2)
  11. Array ( )
    wielmozny pan P 15 Maj, 2016 at 17:34
    Odpowiedz

    @matrix

    dobry nick masz :]
    wyraźnie zaprzeczasz rzeczywistoci i próbujesz ją wyprowadzić w maliny.

    Kobe Bryant zdobył 5 tytułów, 7 razy grał w Big Finals – jak to wytłumaczusz, jeśli za każdym razem był on liderem albo współliderem zespołu ? wg ciebie, 2 + 2 równa się 5 ? to negacja zasad logiki.

    sprowadzasz całą karierę 5-krotnego mistrza do jednego epizodu, w którym przypisujesz jemu winę za to, że przereklamowany, infantylny Dwight Howard poczuł się cięzko obrażony sugestią, że mógłby być dla Lakers kimś w rodzaju Tysona Chandlera ? przecież to niepoważne :] jak Howard. Co wygrał w NBA Dwight Howard ?

    Bryant chciał go wychowac, uświadomić mu prawdę o nim samym, ściągnąc z obłoków na ziemię – Howard okazał się odporny na wiedzę i profesjonalizm. Dlatego Bryant odchodził przy oklaskach całego sportowego świata. A nawet nie tylko. Howard odejdzie po cichu, nikt nie zauważy że go nie ma. A ty chcesz Brfyanta nie dośc,że obwiniać, to jeszcze opisywac całą jego wspaniałą karierę za pomocą tego jedngo epizodu ? gdzie tu powaga ? gdzie sens ?

    a co do Shaqa i kłotni z Kobem, to przypomnieć warto, ze przed Kobem Shaq miał Penny’ego i nic z nim nie wygrał, a po KObem był tylko sidekickiem Wade’a, więc warto zastabnowić się, kto tu odgrywał wazniejszą rolę. Kłotnie pewnie się im zdarzały, ale Shaq odszedł z powodu pieniędzy, a nie kłótni. I nie rozumiem, dlaczego Bryant miałby być jedynym winnym tych rzekomych nieporozumień ? Czyżby Shaq nigdy nie miał ego i nie uwazał się za taki sam pępek świata za jakji uwazał siebie Kobe ?

    (3)
  12. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe matrix
    Odpowiedz

    Zaprzeczam temu co napisałeś: „no właśnie.
    z drużynie, w której Chris Webber był liderem, pojawiali się własnie tacy zawodnicy.
    w zespołach Magica Johnsona, Michaela Jordana czy Kobego Bryanta – takich zawodników zapewne nigdy nie było. tutaj pan Webber ma odpowiedź na to, dlaczego nigdy nie zdobył tytułu.
    po prostu, wybitni mistrzowie i liderzy mają autorytet, a ci mniejsi liderzy nie mają. ci więksi samą swoją postawą, obecnością, eye of the tiger inspirują innych do wyhcodzenia poza własne ograniczenia, a ci mniejsi nie mają takich zdolności. przy mistrzach nikt się nie śmieje, przy Webberrze było to możliwe i jak się okazuje zostało mu tylko narzekanie, że do tego doszło.

    “chcialbym zeby wszyscy byli tak zaangazowani jak ja”

    zespół trzeba sobie umieć WYCHOWAC.”

    Na prostym przykładzie ci pokazałem, że to nie prawda, a przecież przykładów im dalej w las tym więcej się pojawia – zawodników, którzy jasno podkreślają, że Bryant czy Jordan byli bufonami z którymi ciężko było wytrzymać. Po co więc próbować udowodnić, że im się wszyscy podporządkowywali i dawali z siebie wszystko?
    A że Howard oczekiwał większej roli jest raczej oczywiste, był już wtedy lepszym zawodnikiem więc nie oczekiwał, że Lakers dalej będą się podporządkowywać kończącemu się 34-latkowi, ale dadzą szanse młodszemu, który nie bez powodu był uważany za najlepszego centra w lidze. Nie dali, woleli wciąż ciągnąć wózek Bryantowy opierając się na wykreowanych mitach o nim i jak widzieliśmy w ostatnich latach skończyło się to dla nich ruiną i najgorszym okresem w historii, z którego wyjście zajmie im lata.
    A propo Shaqa to co ma wspólnego to co było w Magic i Heat z tym co było w Lakers?

    (0)
  13. Array ( )
    wielmozny pan P 16 Maj, 2016 at 10:50
    Odpowiedz

    @matrix

    „na prostym przykladzie pokazalem ci ze to nieprawda”

    napisałeś o tym, że Kobe kłócił się z Shaq.
    zapominasz jednak, że w tym czasie wywalczyli wspólnie 3peat i 4 razy z rzędu wygrali West Con. tak więc, na boisku współpracowali idealnie. a tylko boisko ma znaczenie. „offcourt issues” – dopioero wtwedy kiedy rzutują na współpracę boiskową. w przypadku Kobe-Shaq nic takiego nie miało miejsca, co dowodzi profesjonalizmu obuy tych zawodników. nie lubimy się, ale pracujemy razem i wygrywamy mistrzowskie pierścienie.

    co do wychowywania : powtórzę, to co napisałem w poście do @mm : Artest, Odom, Ariza czy Gasol, gracze po przejściach, oskarżani o niedostatek profesjonalizmu, twardośći, zdolności mentalnych do wygrywania w playoffs – p[o przyjściu do Lakers zostali wzorami waleczności i poświęćenia dla realizacji celu przez zespół. stało się z nimi dokładnie to, co z zawodnikami, którzy trafiali pod leadership Magica czy Jordana. Tak działa przebywanie, trening, praca, gra z wybitnymi zawodnikami.

    dlatego mówię o ‚wychowywaniu sobie graczy” przez liderów.

    o Howardzie też już pisałem, pozwolisz że nie będę repetował. to Dwight okazał się zbyt kapryśny, niedojrzały i po prostu nieprofesjonalny. pamiętasz jak potraktował Stana Van Guindy kiedy odchodził z Orlando ? pamietasz co wygadywał w Rockets ? sądzisz, ze to Bryant zawinił ? niektórzy nie poddają się obrobce liderów, to prawda. Nie wszystkich da się wychować.

    rzecz zatem polega na tym CZY da się wychować choć kilku graczy tak by stwoirzyli z tobą mistrzowski zespół. I tego Bryant dokonał. A czy później albo wcześniej ktoś się zbuntował… jakie to może mieć znaczenie ? w NBA wartość gracza mierzy się tytułami, a nie porażkami.

    Jak masz tytuł, to nikogo nie obchodzi ile razy pfzegrałeś.
    Kevin Garnett czy Dirk Nowitzki wygrali raz, ale po tym mistrzowskim sezonie nikt już nie wylicza ile mieli sezonów przegranych. Na tym polega miara oceniania w NBA. grasz o tytuł. Choćby jeden. I już jesteś spełniony.
    Bryant wygrał 5. 99,9 % innych liderów marzy o choćby jednym. Spytajmy Kevina Duranta co sądzi o „5 tytułach” ? :] jak myślisz, co by odpowiedział ? ja sądze, ze powiedziałby iż to Mount Everest, na który wchodzą tylko wyjątkowi liderzy i m istrzowie.

    „Howard byl wtedy lepszym zawodnikiem”

    odważna teza.
    Kobe Bryant miał wtedy tak dobry sezon, że mimo iż Lakersi zakończyli regular season na 8 miejscu w Western, Kobe był 5 w głosowaniu na MVP. rzadka sytuacja. wg mnie, Kobe był wtedy najlepszyum zawodnkiem w NBA. w regular season, ofk, bo po kontuzji już nie mógł wrócić na playoffs.

    Howard lepszy ? nie widzę podstaw do takiego twierdzenia. myślę, że gdyby był lepszy, Kobe nie musiałby grać po 45 minut per game w końcówce sezonu by dać Lakersom choćby szansę na postseason.

    to mit, że „Kobe konczyl wtedy kariere”
    w sezonie,. o którym mówisz Kobe rzucał 27 ppp na naj w karierze skuteczności, zaliczał liczne asysty i zbiórki, kradł sporo piłek, miał nawrót b dobrej gry w defensywie, a do tego wciąż był dośc dobry by zaliczać 8 fta per game. to był MVP-like season.

    on się „skończył” w momencie tej kontuzji achillesa. w tym wieku, to nie przelewki. Isiah thomas kończył karierę łapiąc ją w podobnym wieku., Nie miał po co wracać. Kobe probował, ale bez skutku.

    no i zobacz jak się to skończyło : Howard zaczął grać z Jamesem Hardenem i jakoś sukcesów nie osiąga ? owszem, West Finals, ale to był dziwny przypadek :] W tym roku już cięzka klapa, a Dwight przy Hardenie in his prime – nie jest lepszym zawodnikiem niż w tamtym pojedynczym sezonie w LA, gdzie podobno Kobe go dręczył :]

    „ruina i najgorszy okres w historii”

    podobnie jest w Sixers, KNicksi grzebią się od wielu sezonów, celtowie też róznie. W NBA nie ma nietykalnych organizacji. Lakersi w ostatnim sezonie mieli niezły hype, na tym pożegnaniu Bryanta zarobili nieźle. A teraz mogą budować coś nowego. warto patrzeć w przyszłośc i pamiętać, ze dzięki Bryantowi pod dachem hali Staples Center wisi 5 flag mistrzowskich i 7 flag mistrzów konferencji.

    myslę, ze cokolwiek sądzić o tym ostatnim sezonie Bryanta, wielu kibiców będzie wspominało go z dużym sentymentem. Ten ostatni występ Kobego to było coś, czego wielu wielu obserwatorów nie zapomni nigdy. koszykówka w NBA, to nie tylko mistrzowskie tytuły. one są najważniejsze, playoffs, zwycioęstwa itd., ale jak nie masz możliwośći wygrania czwegokolwiek, to mozesz dać ludziom piękne wrażenia, storylines, obrazki. I Lakersi, Kobe, z pewnością nie zawiedli pod tym względem.

    poza tuym, jesli wylosują nr 1 draftu i wybiorą, co wg mnie jest pewnikiem dla każdego kto ten numer trafi, Bena Simmonsa z LSU – okaże się, ze będą jednymi ze zwycięzców tego sezonu. zazwyczaj jest bowiem dwóch wielkich zwycięzców : mistrz ligi i szczęsliwiec który losuje 1 numer draftu. a w sezonie, w którym do wzięcia jest tak wyjątkowy talent – zwłaszcza.

    (1)
  14. Array ( )
    wielmozny pan P 16 Maj, 2016 at 10:23
    Odpowiedz

    @mm

    Bibby czy Jason Williams – wg mnie, naprawdę nie ma tutaj większej róznicy jak chodzi o status w NBA. żaden z nich nie był tzw gwiazdą, aczkolwiek ofk Williams był zawodnikiem z bardzo wierną fanbase.

    2 – jak chodzi o Gasola czy Odoma, to staram się ich oceniać po usytuowaniu w zespole, w jego systemie. mniej zaglądałem w statystyki. wg mnie, liderem był Bryant, od biedy można próbować podciągnąc pod to miano Paua Gasola, ale cała reszta to już roleplayer z konkretnymi zadaniami w ofensywie. ofk, Odom nie był „gostkiem od zasłon” etc., ale jednocześnie np w obecnej drużynie Thunder taki Dion Waiters, który rzuca, kozłuje i robi finty, to gwiazda ? Mam wrażenie, że jednak nie zaryzykowalibyśmy nazwania go w ten sposób. Zatem, status w zespole i w lidze nie zależy od statystyk. Roleplayer może być nawet gracz na wskroś ofensywny, kreatywny. Grunt,że nie pełni w zespole roli decydującej, tylko uzupełniającą.

    w NBA mało jest w ogóle graczy tylko od „stawiania zasłon” czy „stania w rogu”, gros umie bardzo dużo, ale nie ma tylu piłek, żeby mogli realizować swoje talenty. Nie da się ich wszystkicjh nazwać gwiazdami. Każdy zespół ma 1-2 liderów, reszta to roleplayers. Tak to wygląda wg mnie.

    4 co do Kobego i jego czynienia innych lepszymi, to zwróć uwagę na to kim byli gracze współtworzący z nim b2b champions : Ron Artest – dobry gracz, ale po solidnych przejściach, Odom – miał momenty, ale przed Lakers uważany był za supertalent, który nigdy nie zostanie taką gwiazdą jaką miał zostać, nie ma „balls” i w sumie do dużego grania w playoffs niekoniecznie się nadaje. Trevor Ariza – też talent z high school, który w NBA się „nie spełnił. Pau Gasol ? mr „0-13 w playoffs jako lider Memphis’, call him „soft Pau”.

    NIKT nie kwestionował ich talentu, ale w NBA talent nie wystarcza. Musisz jeszcze znaleźc miejsce w zwycięskim systemie, a żeby to się udało, musisz rozwinąć w sobie wiele innych umiejętności niż te, którymi dysponowałeś w HS albo na uniwerku. Musisz nauczyć się być roleplayer. harować w obronie, stawiać te zasłony, czekać na piłkę po słabej stronie, hustlować, oddawać 80 % energii w obronie i pracowac na liderów.

    naprawdę, sadzisz że to przypadek iż wszyscy ci niespełnieni gracze zostali dobrymi rzemieślnikami, profesjonalistami w każdym calu, zwycięzcami własnie przy Bryancie ? wg mnie – nie ma w tym ani cienia przypadku.

    co do Nasha czy Howarda.
    cóż, Steve Nash był w grudniu swojej kariery. Howard – nie za bardzo wiem, jakie były oczekiwania ? Że Bryant nie będzie w ogóle rzucał, tylko Lakers pograją iso ball na Howarda, który może nauczy się jakichś post moves ?

    Howard nigdy nie był cenionym iso player. Jego klasa ofensywna, to zbiórki, dobitki, alley ops, wykończenia po asystach na otwarty kosz itp. On naprawdę nie ma lepszej techniki niż Tyson Chandler miał. Jest po prostu większy i silniejszy, więc zdobywa więcej pts per game z tych w.op akcji. Nic poza tym. Grając a”a Chandler w Mavs – Howard mógł zostać mistrzem NBA. wolał
    być „liderem” i proszę : jakie są tego efekty w Rockets ?

    nie rozumiem w ogóle zarzutów wobec Bryanta. trudno mi więc na ten temat dyskutować, bo wg mnie Bryant postępował absoluitnie racjonalnie, a Howard zwyczajnie nie dorósł do grania o mistrzostwo u boku jednego z najlepszych zawodników w historii.

    5 wg mnie, twoja ocena Pippena czy Gasola jest niewłaściwa.

    jeszcze w 90 roku Pippen był zawodnikiem zupełnie chybionym, Bulls i Jordan mieli wątpliwości czy on się nadaje do gry o tytuł. w kluczowym meczu z Pistons dostał migreny z nerwów, przez całą serię był niemiłosiernie ćwiczony przez Tłoki. przełom nastąpił w sezonie 90-91, głównie za sprawą pracy jaką z Pippenem wykonywał Michael, oraz ambicji samego Scottiego, który będąc niemal na wylocie z Bulls naprawdę wział się w garść. Pippen nie był samorodkiem, Pippen został stworzony, codzienną pracą jaką wykonywał z Jordanem, podpatrując go, naśladując i grając na treningach przeciw niemu, co owocowało wzrostem pewności siebie i techniki.

    Gasol w Memphis Grizzlies był zawodnikiem nazywanym „miękkim”. Memphis za jego czasów nie wygrali żadnego meczu playoffs, przegrywając sweepem wszystkie 3 serie. Gasol był „doubtful”. Kwestionowano jego twardość i siłę przebicia. Przy Kobem wszystko się zmieniło. Główniedlatego,. ze Gasol nie musiał być już liderem, przestała mu ciążyć presja, która spoczywała na Bryancie, a on zawsze sobie z nią świetnie radził i nawet jej pragnął do bycia lepszym, podnoszenia swojej motywacji i determinacji.

    dlatego twierdzę, ze Gasol stał się lepszy przy Bryancie. jak jesteś w zespole twardego, silnego psychicznie, wymagająćego lidera, to albo stajesz się od tego lepszy albo wylatujesz. gasol stał się lepszy. chwała mu za to.

    I jedno jest kluczowe : to nie ma nic wspólnego z tym czy ktoś umie kozłowac, rzucać, zbierać etc. Mowa jest o tym, czy umie to sprzedać na championship level. Pippen i Gasol nie mieli tego w genach, oni się tego poniekąd nauczyli od Jordana i Bryanta.

    6 Dellavedova to roleplayer. Ciagnął Cavs LeBron, Dellavedova był aktywnym, pożytecznym roleplayer. zebrał wiele pochwał. Czy sądzisz, że dostałby jakieś głosy na MVP Finals, gdyby Cavs je wygrali ? Bo ja wątpię.

    nie bądźmy przesadnie dokładni. To że roleplayer czasami trafi trójke, zakozłuje i wejdzie na dunk, albo zrobi fake za plecami, nie oznacza że zostaje gvwiazdą :] że nagle staje się liderem. Idaąc tropem Cavs : JR Smith trafiać może nawet i 12 trójek w meczu,ale nadal będzie roleplayer, bo to nie na nim spoczywa główna odpowiedzialność, to nie on prowadzi zespół i to nie on ma na głowie całokształt spraw. on ma rzucać. i jak wszyscy popracowac w obronie, wspólnie z zespołem. Szlus :]

    yes, Kevon Love, w moim przekonaniu, jest roleplayer. Problem polega na tym,że w MInnesocie był gwiazdą, i to na skalę całej ligi, więć trudno się wielu przekonać do tego,że w Cavs nią nie jest, bo jego status i zadania są absolutnie na poziomie roleplayer. No dobrze, exlusive roleplayer :]

    „tacy gracze wygrywaja mistrzostwa wspierajac supergwiazdy”

    niby tak, ale podział wygląda w taki sposob, że najpierw te supergwiazdy robią kapitalną robotę, a roleplayers po prostu dorzucają swoje mniejsze cegiełki. nie odwrotnie. Jordan zrobił swoje, Pippen zrobił swoje, Kerr czy paxson dorzucili te kluczowe rzuty czy stops. Bryant zrobił sowje, Shaq swoje, Horry dorzucił swoje roleplayer punkty czy zbiórki. I do tej pory się zgadza. A Webber ? Czy on zrobił swoje ? Czy zagrał na miarę „supergwiazdy” ? Bo wiesz, moim zdaniem supergwiazda się rodzi i udowodnia to na boisku, a nie jest mianowana z urzędu. Czy Webber, i kiedy dokładnie, udowodnił swój status superstar ? [wg mnie, nigdy nie był boiskowym superstar, był superstar dla fanów Kings głównie].

    „żądasz od Webbera niemożliwego”

    ależ skąd. oceniam go na tle mistrzów a’la Jordan, Magic, Bryant i stwierdzam czego mu brakowało.

    wyobraź sobie, że masz rację i rzeczywiście „tylko roleplayers zabrakło Webberowi,żeby zostać mistrzem. Nie jesteś głupi, więc rozumiesz już co z tego wynika… Wynika z tego, że wg ciebie Webber to ten sam sportowy poziom co Magic, Jordan czy Bryant. Nie sądzisz, że to zbyt daleko idąca sugestia ?

    nie sądzisz, ze między 5 tytułami Magica, 5 tytułami Bryanta, 6 tytułami Jordana i ZERO tytułami Webbera jest jednak gigantyczna róznica i ta róznica domaga się wyjaśnienia zgodnego z logiką i zdrowym rozsądkiem ? jak to jest : niby „tej samej klasy zawodnicy”, a taka róznica w osiagnięciach ?

    wg ciebie, naprawdę tę szalone róznice w zdobyczach mistrzowskich można wyjaśnić „bo Webber nie miał swojego Dellavedvowy ? naprawdę myślisz, ze to ten saam poziom sportowy i leadersahip, osobowości, mental wise, winner mentality, a róznica jedyna między nimi, to Kerr, Horry, Dellavedova etc których Jordan, Bryant, Magic mieli, a Webber nie miał ?

    wg mnie – jest to karkołomna logika, nie ma ona nic wspólnego z realiami spoortu zawodowego i naturą NBA.

    „wypominasz czasy Fab Five”

    ty napisałes, ze „zreformował koszykowkę kiedy był w Fab Five”, a ja spytałem czy chodzi ci o ten legendarny błąd z timeoutem. Więc nie miej do mnie pretensji, to ty wprowadziłeś Fab Five do tej rozmowy, a nie ja „wypominałem” ją Webberowi.

    „rozumiem ze to ty doszedles do finalu i wiesz co to presja”

    no, jak juz zaczynasz porównywać mnie z webberem pod kątem koszykówki, to zaczyna się robić wesoło :]

    ja oceniam to co widzę, nie jestem graczem NBA czy NCAA. Czy musze skakać na nartach, żeby ocenić, że skoczek nie trafił w próg albo popełnił błąd przy lądowaniu ? Zachowajmy odrobinę racjonalizmu, bo konsekwencją takich obostrzeń będzie to, że wszyscy dostaniemy zakaz oceniania i wyrażania poglądów, bo podejrzewam że żaden z nas nie ghrał w NBA ani w finale NCAA.

    Webber w finale NCAA wział czas, którego nie miał. stracił głowę. To są fakty. i nie ma tutaj znaczenia, czy ja mam doświadczenie z finału NCAA :] to obiektywny fakt. I nawet jeśli ja bym też stracił głowę, to nie zmienia to faktu, ze Webber spanikował i poddał w wątpliwosć swoją psychiczną odpornośc w big games.

    „Webber nigdy nie był soft. Tylko Sacramento moglo bic sie z Lakersami”

    ilu oceniających, tyle cenzurek.
    gloria victis. Niemniej, mowa jest o tym dlaczego Webber nie zdobył tytułu. Cóz, droga prowadziła przez poletko Lakers. Jesli tego nie dokonali, to znaczy że nie byli dośc dobrzy. A to sprawia, ze do annałów przeszli głównie Lakersi. Sacto zyskało wielu fanów, ale to nie był zespół mistyrzowskiego kalibru. Tak zdecydowało się na boisku.

    (0)
  15. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe matrix
    Odpowiedz

    „zapominasz jednak, że w tym czasie wywalczyli wspólnie 3peat i 4 razy z rzędu wygrali West Con. tak więc, na boisku współpracowali idealnie. a tylko boisko ma znaczenie.”
    No byli, ale się gryźli w szatni i na mecze to przechodziło nie raz, więc jednak Kobe musiał także być nieprofesjonalny i nie umiał jak to nazwałeś wychować sobie Shaqa.
    „co do wychowywania : powtórzę, to co napisałem w poście do @mm : Artest, Odom, Ariza czy Gasol, gracze po przejściach, oskarżani o niedostatek profesjonalizmu, twardośći, zdolności mentalnych do wygrywania w playoffs – p[o przyjściu do Lakers zostali wzorami
    waleczności i poświęćenia dla realizacji celu przez zespół. stało się z nimi dokładnie to, co z zawodnikami, którzy trafiali pod leadership Magica czy Jordana. Tak działa przebywanie, trening, praca, gra z wybitnymi zawodnikami.”
    A jak udowodnisz, że to akurat Bryant za to odpowiadał? A Odom już wcześniej grał w Lakers więc coś nie pasuje pod twoją teorie.
    „to Dwight okazał się zbyt kapryśny, niedojrzały i po prostu nieprofesjonalny.”
    No czyli jednak Bryant był za mało profesjonalny, bo nie potrafił go wychować idąc twoim tokiem myślenia.
    „w NBA wartość gracza mierzy się tytułami, a nie porażkami.”
    Wartość gracza mierzy się wartością gracza, a nie innych graczy i zespołów.

    „Kobe był 5 w głosowaniu na MVP. rzadka sytuacja. wg mnie, Kobe był wtedy najlepszyum zawodnkiem w NBA. ”
    Wiem, że to twój idol, ale takie klapki na oczach to już przesada. Za samo swoje zaangażowanie w defensywę, w której był beznadziejny nie mógł się kwalifikować nawet do pierwszej 10-tki. A za to, że doprowadził zespół, który przed sezonem był pewniakiem do mistrzostwa, a nawet miał bić rekord Bulls, do 45 wygranych jeszcze bardziej go pogrąża. To że Bryant był wciąż dla kibiców fun to watch nie ma znaczenia.
    „Howard lepszy ? nie widzę podstaw do takiego twierdzenia. myślę, że gdyby był lepszy, Kobe nie musiałby grać po 45 minut per game w końcówce sezonu by dać Lakersom choćby szansę na postseason”
    Raczej na odwrót, gdyby Lakers nie poszli na pieniążki z popularności Bryanta i ograniczyli jego minuty i nabijanie pustych statów kosztem rozsądnej, zespołowej koszykówki to nie musieliby pod koniec sezonu bić się o wejście do PO, bo już by mieli je zapewnione. Pisania, że miał nawrót b dobrej gry w defensywie to już nie skomentuje, bo na przestrzeni całego sezonu grał kabaret w obronie, na który się nie dało patrzeć.
    „podobnie jest w Sixers, KNicksi grzebią się od wielu sezonów, celtowie też róznie. ”
    Co innego mieć kiepski okres, a co innego najgorszy okres w historii. Szczególnie dla największej organizacji NBA jaką są Lakers, którzy praktycznie zawsze trzymali się w czołówce ligi to jest to niemały sukces, który zasilił konto Bryanta.
    A storyline może sobie być, ale faktów o beznadziejności Lakers i jego gry w ostatnich latach nie zmieni.

    (-1)