fbpx

Jalen Green: nowy porządek rzeczy

11

W połowie miesiąca zmrożone epidemią serwisy sportowe za oceanem rozgrzała decyzja kolejnej młodej nadziei basketu, czyli Jalena Greena. Jalen to mierzący 196 cm i ważący 82 kilogramy 18-latek, który zdaniem ESPN jest licealnym prospektem numer 1 w kraju. Redakcje Rivals i 247 Sports notują go odpowiednio na drugim i trzecim miejscu, więc sami widzicie, że sroce spod ogona nie wyleciał. Uczelnie Auburn i Memphis miały go na swoich krótkich listach, ale chłopak zwyczajnie pokazał NCAA “gest Kozakiewicza” i zgłosił się do G-League.

Chcę zrobić progres i jak najlepiej przygotować się na grę w NBA bo to jest mój ostateczny cel. Wszystko idzie zgodnie z planem. Uważam, że była to właściwa decyzja. To nie tak, że rzucam studia, bo w każdej chwili będę mógł dokończyć naukę. To dla mnie równie istotne. Edukacja to ważna rzecz w mojej rodzinie. [Green]

Za jego przykładem idzie kolejny gracz z Top-15 krajowych rankingów, takich jak Isaiah Todd. W przypadku Todda była to zmiana zdania na ostatnim etapie, czy jak to mówią jankesi “change of heart”, gdyż chłopak był już po słowie z samym Juwanem Howardem, rekrutującym dla, a jakże, Uniwersytetu Michigan. Wahają się jeszcze Kai Soto, Makur Maker i Karim Mane.

#One and done

Przyczyną decyzji chłopaków jest oczywiście to, że od 2005 roku NBA zabrania przystępować do draftu NBA graczom licealnym, każąc im spędzić rok w NCAA lub innej niż NBA lidze zawodowej. Wprowadzając ten przepis zatrzymano praktykę wcześniej stosowaną przez najlepszych, jak LeBron, Kobe, Garnett czy Tracy McGrady. W jej miejsce pojawiła się za to reguła “one and done” czyli jeden sezon na uczelni po maturce i siup na zawodowstwo. Tą ścieżką poszli chociażby Bradley Beal, Kevin Love, D-Lo Russell i wielu wielu innych.

Brandon Jennings to przykład gracza, który one-and-done odbył za oceanem.
Przed przystąpieniem do draftu grał w ekipie Lottomatica Roma, nie w NCAA.

Największym problemem są oczywiście pieniądze, gdyż uniwersyteccy zawodnicy nie otrzymują wynagrodzenia za swe starania. Przynajmniej nie takiego, o jakim by marzyli. Idea jest taka, że nagrodą jest możliwość przygotowywania się do zawodowstwa w najlepszych programach koszykarskich w kraju, plus studia, które w USA kosztują majątek. Niemniej, dla zawodników, którzy czują się gotowi tu i teraz to raczej kiepska zachęta, bo studiów w rok i tak nie zrobią, a woleliby już zarabiać. Nie mówiąc już o ryzyku kontuzji, która może bardzo opóźnić, jeśli nie przekreślić zawodową karierę. Właśnie dlatego zawodnicy pokroju wspomnianego wyżej Jenningsa, a także Emmanuel Mudiay, Terrance Ferguson, RJ Hampton czy Darius Bazely zdecydowali się na inną ligę zawodową. Tą ścieżką podąża też LiAngelo Ball, grający w Australii. To właśnie “Land Down Under” jest kierunkiem, w którym łakomo spoglądają prospekty licealne i gracze z niepewną ścieżką w NBA. Brak bariery językowej i wysokie wynagrodzenia to kusząca zachęta.

#New deal

Projekt, jaki Adam Silver zamierza wdrożyć wraz z Shareefem Abdur-Rahimem z G-League (pamiętacie chłopa z parkietów?) przewiduje utworzenie w Kalifornii drużyny G-League, bez koneksji z żadną z ekip NBA. Zawodnicy w jej ramach nie mieliby możliwości wskakiwać do NBA w obecnie stosowanej przez kluby formie, ale mieliby dostęp do szkolenia NBA i rozgrywali niektóre mecze (liczba do ustalenia, mówi się o 10-12) z pozostałymi drużynami G-League. Mecze te nie miałyby wpływu na ligowe tabele, będąc jedynie okazją do “otrzaskania się”. Jednocześnie, zawodnicy Kalifornii (pozwólcie, że tak będę tytułował drużynę z projektu) trenowaliby pod okiem trenerów i specjalistów z NBA. W drużynie, oprócz młodych kotów ma znaleźć się solidna porcja weteranów, będących mentorami, a jako trener rozważany jest Sam Mitchell, czyli COTY 2007. Brzmi dobrze? To słuchajcie dalej.

#Finanse

Zapnijcie pasy. NCAA na samym March Madness 2019 zarobiła 867.5 miliona zielonych dolców. Podział wygląda następująco: 40% NCAA, 60% uczelnie do podziału. Nic dziwnego, że gracze mieliby chrapkę na kawałek tego tortu. NBA ze swoim projektem stara się wyjść naprzeciw. Bazowa oferta to 125 tysięcy. Żeby nabrać perspektywy: to dwa i pół raza tyle, co ich roczna średnia krajowa, dla pracowników w wieku 35-44, a więc tych najprężniej działających na rynku pracy. Tak było na początku projektu, kiedy jego ostateczna forma nie była jeszcze wykrystalizowana. Wiadomo, sport rządzi się swoimi prawami, więc 125 000 może przebić NCAA, ale nie wystarczy na gaże w Australii czy Europie. Obecnie, prospekty kalibru Greena czy Todda mogą liczyć na 500 tysięcy dolarów plus 125 tysięcy stypendium uczelnianego, jeśli zechcą wznowić studia po roku w G-League.

Kadr z kultowego filmu Blue Chips. Historia o przekupowaniu najlepszych prospektów przez amerykańskie uczelnie.
Na czasie, w kontekście ostatnich wydarzeń.

#Coś się zmieni?

Zapotrzebowanie na tego rodzaju inicjatywy istnieje od dawna, czego dowodem było zamieszanie wokół LaVara Balla i jego ułomnego (czas pokazał) projektu JBL. Teraz mamy do czynienia z inicjatywą podmiotu znacznie poważniejszego. Na ile będzie to jednak “nowy ład”, a na ile burza w szklance wody? Zdania są podzielone. Jedni twierdzą, że “kamień na kamieniu” nie zostanie z NCAA, gdy największe gwiazdy zaczną odwracać się plecami od uniwersyteckiego sportu, inni studzą te wizje. Przede wszystkim dlatego, że G-League nie jest żadną konkurencją dla NCAA March Madness, jeśli idzie o zainteresowanie mediów i sponsorów.

Mówimy o szaleństwie trwającym przez miesiąc, którym żyje ogromna część amerykańskich telewidzów i cały światek sportowy i uczelniany. To w dalszym ciągu bardzo mocna karta przetargowa. Uczestnicy tego spektaklu, nawet jeśli nie dostają kasy do ręki, odnoszą często inne wymierne korzyści, jak promesy biznesowe i ukryte bonusy. Green, który jeszcze stopy na parkiecie NCAA nie postawił, ma rzekomo podpisać w tym roku 7-cyfrowy kontrakt obuwniczy (jeśli dołączyłby do NCAA umowa nie przepadnie, ale zostanie odroczona).

Osobiście bardzo trzymam kciuki za ten projekt, jednocześnie kibicując… NCAA. Liczę, że uniwersytecki sport zdoła się obronić, a wówczas władze NBA zapukają z projektem do zawodników z Europy. Pomarzyć dobra rzecz, ale czy nie byłoby pięknie?

[BLC]

Ostatnie Wpisy

11 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Pytanie czy jeśli najlepsi licealiści będą szli do Kalifornii to czy nadal March Madness będzie aż tak popularny… Bo może się okazać, że niekoniecznie.

    (1)
    • Array ( )

      March Madness dalej będzie popularny, bo to pewna tradycja w USA. Podobnie jak Super Bowl. Nieważne jaki poziom. I tak ogladamy

      (2)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Z europą fajna wizja, ale ncca to sku*wiele. Robią wielką kasę nie dając niemal nic w zamian i należy im się (co najmniej) kop w dupę.

    (10)
    • Array ( )

      Trochę racja, trochę nie. Z jednej strony zawodnicy w NCAA nic nie zarabiają. Z drugiej większość dostaje stypendium sportowe i nie musi płacić za studia. W USA ludzie kończą uczelnie z ogromnym długiem. Taki prospekt koszykarski dostanie stypendium i nie płaci za studia. Ma zapewnioną opiekę medyczną .

      Uczelniane hale to często obiekty nie mniejsze albo i nawet większe niż w NBA. Takie Kentucky Wildcats na 23 500 miejsc. Gdzie chyba największe w NBA United Center Bullsów mieści na koszu 22 879 osób. Często te zespoły grają na halach NBA. Mają dostęp do najlepszego sprzętu i świetnych trenerów. Ich mecze są transmitowane w lokalnej a March Madness nawet w ogólnokrajowej telewizji. Programy koszykarskie są realizowane za grube miliony. Niejedna uczelniana drużyna ma lepsze zaplecze niż kluby z Europy.
      Na mecze NCAA hale wypełniają się ludźmi którzy studiują/ studiowali na danej uczelni po brzegi. Ostatnio byłem na meczu mojej uczelni w Polsce i mecz oglądało 4 osoby. Część z nich dostanie się do NBA a część rozjedzie po świecie i też będzie grać zawodowo w Europie czy Chinach.

      (9)
    • Array ( )

      Fakt, LiAngello swoją pasję do steali w obronie realizował w chinach, niekoniecznie na parkiecie

      (9)
    • Array ( )
      Najmądrzejszy z najmądrzejszych 26 Kwiecień, 2020 at 17:23

      Kurczę, nie wiem. Może spróbuj znaleźć gdzieś w internecie.

      (1)

Gwiazdy Basketu