fbpx

Jamal Murray: NBA to łatwizna

45

Po odpadnięciu z playoffs przeciwko Lakers Nikola Jokić popatrzył na Jamala Murraya i Michaela Portera Juniora, po czym westchnął i wziął do buzi kęs swojego dietetycznego, gotowanego kurczaka. Nienawidzi go jeść, ale dzięki niemu schudł i w końcu przestano wypominać mu buzię krągłą jak księżyc w pełni. Gdy Serb kończył jeść, pewnie nagle powiedział do Murraya i Portera: “Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic (…) To razem właśnie mamy tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę…”.

Znacie ten cytat? Pochodzi on oczywiście z “Ziemi Obiecanej” Władysława Reymonta, którą swego czasu w genialny sposób przeniósł na srebrny ekran Andrzej Wajda. “Ziemia Obiecana” to opowieść o trójce bohaterów: Polaku Karolu, Niemcu Maksie oraz Żydzie Morycu, którzy chcą założyć fabrykę i odnieść sukces w fabrycznej Łodzi końca XIX wieku. To sytuacja podobna do Denver Nuggets, gdzie trójka bohaterów: Serb Nikola, Kanadyjczyk Jamal oraz Amerykanin Michael marzą, by odnieść sukces i zbudować własną “fabrykę” w NBA.

Nuggets w tym sezonie fabryki już nie zbudują, ale przyszłość przed nimi stoi więcej niż obiecująca. Jeśli tylko skład się nie rozpadnie, to ta trójka może stworzyć mistrzowską drużynę. Jokić ma 25 lat, Murray 23, Porter 22. Koszykarsko to wciąż dzieciaki i świat stoi przed nimi otworem. I trzeba powiedzieć jasno – nikt w tegorocznych playoffs nie zabłysnął tak jak Jamal Murray. Czy jesteśmy świadkami narodzin nowej super gwiazdy NBA? Niczego nie można wykluczyć. Kim zatem jest Jamal Murray?

Nie wylej herbaty!

Kiedy Jamal pudłuje na treningu, złości się w środku niemiłosiernie. Taki już jest, wynika to z jego wielkiej ambicji oraz przeświadczenia o tym, że KAŻDY rzut musi wpaść. Dlaczego młody Kanadyjczyk uważa, że nie ma prawa spudłować? To prosty rachunek. Jest w NBA, trenuje w ekskluzywnej hali, w najlepszych warunkach, pod okiem czołowych fachowców świata. Tutaj nie można pudłować. Bo jako dziecko nie mógł spudłować.

Jamal Murray w dzieciństwie nie ćwiczył swoich umiejętności na słonecznych boiskach Kalifornii jak synowie LeBrona czy w Miami Dwayne’a Wade’a. Murray pochodzi z Kitchener w Ontario, gdzie aby poćwiczyć trójki bądź rzuty z wyskoku trzeba było czasem robić to w… śniegu. Z zacinającym w twarz wiatrem. Zaraz po tym, gdy własny ojciec kazał Wam kucać w pozycji “na Małysza” przez… 12 minut. Po co?

Aby ćwiczyć moc nóg. Wyrodny ojciec? Skąd. Jamal kochał to, ćwicząc dodatkowo równowagę w przysiadzie kładąc… gorącą herbatę na udzie. Nie mógł wylać ani kropli. To wszystko w śniegu. W nagrodę mógł się później napić herbaty, a jak już się zagrzał to rzucał do kosza. Ktoś mógłby powiedzieć, że to nieludzkie, ale prawda jest okrutna – jeśli chcesz być kiedyś najlepszy, musisz ćwiczyć jak najlepszy. Jak Rocky na Syberii, przygotowując się do walki z Ivanem Drago.

Tata

Roger Murray, ojciec Jamala, to wielki miłośnik koszykówki oraz specjalista od sztuk walki. Całe życie ćwiczył, do tego predyspozycje do sportu otrzymał w genach. Roger urodził się na Jamajce, skąd w wieku dziewięciu lat przeniósł się do Kanady, do wspomnianego Kitchener w Ontario. Od dziecka trenował sprint oraz koszykówkę, by później zakochać się w sztukach walki.

Co ciekawe, jego koszykarskim przeciwnikiem był często sam Lennox Lewis, który przed karierą bokserską regularnie grał w basket. Lewis podobnie jak Murray jest z pochodzenia Jamajczykiem, choć sam urodził się już w Anglii, skąd wyjechał do Kitchener. Roger Murray przez całe swoje życie trenował wiele sportów zatem wiedział jak podejść do treningu swojego syna. Razem z Jamalem zawarli pakt, a ich cel był następujący:

“Pokazać światu, że kanadyjski koszykarz może być nie tylko dobry, ale i najlepszy w całej NBA”.

Jeśli ktoś ma prawo powiedzieć, że koszykówka towarzyszyła mu od kołyski, to właśnie Jamal. Kiedy ojciec grał na hali lub w parku (gdy kapryśna pogoda akurat pozwalała) brał małego Jamala w wózku, by ten mógł od małego chłonąć odgłosy z boiska oraz atmosferę koszykarskiej hali. Gdy chłopak był nieco większy Roger nadal zabierał syna, tym razem jednak brał także… mały plastikowy kosz dla dzieci tak, by obaj mogli zdobywać swoje punkty – ojciec w meczu, a maluch poza parkietem.

Rodzinne motto

Co prawda to 76ers rozsławili hasło “Trust the Process”, ale ów “Procesem” można także nazwać życie Jamala Murraya. Nawet kiedy chłopak miewał dość, nie dawał tego po sobie poznać. Kochał NBA, kochał trenować i ufał swojemu ojcu. W wieku siedmiu lat Jamal musiał trafić 30 rzutów osobistych z rzędu, dopiero wtedy mógł zejść z boiska.

Jako wzór dla chłopaka Roger Murray wskazywał dwie osoby – Michaela Jordana oraz Bruce’a Lee. Kredo Murrayów brzmiało: “Siła fizyczna, hart ducha i wewnętrzny spokój”. Młody Murray od dziecka medytował, uczył się odcinać od czynników przeszkadzających mu w trenowaniu. Uczył się także kontrolować tempo oddechu oraz pracę serca. Celem było tak wielkie wyciszenie, by zejść poniżej 40 uderzeń serca na minutę. Nie, to nie żart ani żaden “Karate Kid” czy “Kobra Kai”, taki trening od małego stosował i nadal stosuje Murray.

Roger Murray: “Kochałem Bruce’a Lee, postrzegałem go wręcz jako nadczłowieka. Patrzyłem jak podchodzi do wielu spraw, jak poświęcony jest temu co robi i czego chce. Nigdy się nie poddawał i pokonywał przeszkody na swojej drodze”.

Jako dziecko Jamal przeszedł prawdziwą szkołę trenowania. Pompki w śniegu, bieganie kółek przed szkołą, sprinty pod górę, bieganie na boki i w tył. Całodzienne sesje rzutów lewą ręką tak, by być oburęcznym. Wiele z tych rzeczy działo się na zewnątrz, nieważne czy był wiatr, deszcz czy śnieg. A wiecie skąd wzięła się fenomenalna umiejętność balansowania ciałem u Jamala?

Trening na lodzie

To trening na… “lodowisku”. Kiedy w zimie boisko do kosza polewano wodą tak, by zrobiło się ślisko i dało się grać w hokeja (w końcu to Kanada), Jamal wychodził na nie i… ćwiczył drybling. Sam mówi o tym tak: “To stąd mam doskonały balans (…) To wyuczona umiejętność, nie wrodzona”.

Wielu innych rodziców wskazywało Murrayów palcem mówiąc, że to niezdrowe i ojciec męczy syna. Ale Jamal widzi to inaczej:

“Musicie zrozumieć jedno. Ja to kochałem i robiłem to z pasją (…) Od dziecka byłem bardzo zdyscyplinowany. Kiedy byłem zmęczony, biegłem. Kiedy nie miałem ochoty robić kółek, robiłem je”.

A jak Murray podchodzi do treningu w NBA? Tylko się śmieje, mówiąc z przekąsem: “Po tym wszystkim, co przeszedłem jako dziecko, NBA to łatwizna”. Przytoczona “rozmowa” na początku tego tekstu to oczywiście fikcja literacka, ale tym razem wspomnijmy prawdziwe słowa Nikoli Jokicia. Kiedy Jamal mówił w wywiadzie, że “NBA to łatwizna”, przysłuchiwał się temu właśnie wspomniany “Joker”. Nikola tylko westchnął i powiedział:

“Jestem zazdrosny (…) Żałuję, że mój ojciec nie miał takiego podejścia do mnie”.

Droga, którą wybrali Murrayowie nie była łatwa, ale jak pokazało życie, opłaciła się.

Mental Edge

Niektórzy twierdzą, że Jamal nawet dziś przesadza, stosując metody z dzieciństwa. Kiedyś tak długo ćwiczył trójki, że… zaspał na przedmeczowy shootaround następnego dnia. Za karę nie wyszedł w pierwszej piątce. Taka historia już nigdy się nie powtórzyła, a sam Jamal nie ma wątpliwości co do swojego treningu:

“Zmęczenie to jedno, kontuzje to inna rzecz. Ale jeśli jesteś zmęczony z powodu treningu to słabo… Ja tak nie miewam”.

W 2014 oraz 2015 roku (jeszcze przed NBA) Murray wystąpił na Nike Hoop Summit, gdzie grał m.in. obok Karla-Anthony’ego Townsa, Bena Simmonsa czy Brandona Ingrama. To wtedy przekonał się, jak wiele dały mu treningi z ojcem:

“Popatrzyłem na tych wszystkich graczy wokół siebie (…) Nic na mnie nie mieli, miałem mentalną przewagę nad nimi.

Fearless

Oddajmy głos także Docowi Riversowi, który ciekawie mówił kiedyś o Jamalu:

“To śmieszne, bo w debiutanckim sezonie nie mógł trafić do kosza. Powiedziałem wtedy Lawrence’owi Frankowi (jeden z prezesów w Clippers): “Ten dzieciak będzie królem strzelców pewnego dnia”. Frank popatrzył na mnie jak na wariata i spytał dlaczego tak sądzę, a ja odparłem mu: “Bo jest nieustraszony. Zawsze daje sobie szansę, ponieważ wierzy w to, że jest najlepszym strzelcem gdziekolwiek by grał, z kimkolwiek by grał”.

Murray ma za sobą cztery sezony w lidze, w niedawno zakończonym uzyskał średnią 18.5 punktów na mecz. To jednak playoffs pokazały, jaki potencjał drzemie w chłopaku. Mimo, iż Nuggets odpadli z Lakers, to “Bryłki” zostały – obok Heat – niekwestionowanymi zdobywcami ludzkich serc, wielokrotnie wracając z tarapatów i awansując do kolejnych rund. Murray w Playoffach wystrzelił jak rakieta w kosmos – w 19 meczach post season zdobywał: 26.5 pkt na mecz, 6.6 asyst, prawie 5 zbiórek.

To nie wszystko – z gry rzucał na poziomie 50 procent, za trzy to 45 procent, a z wolnych prawie 90. Czterokrotnie przekraczał granicę 40 punktów, dwa razy rzucił “pięćdziesiątkę”. Jest też pierwszym od 1993 roku graczem, który po zdobyciu 50 punktów w playoffs w następnym meczu zaliczył 40. Kim był jego poprzednik? Może znacie, miał na imię Michael, grał w Chicago Bulls.

Przyznam, że gra Murraya skradła moje serce. Jest w niej coś z bezczelności młodego Kobiego, maestrii ruchowej Iversona czy nawet umiejętności zamykania meczu samego Michaela Jordana. I co najpiękniejsze – Jamal ma dopiero 23 lata. Mówi John Calipari, były trener Murraya na uczelni Kentucky:

“Kocham graczy takich jak Jamal, którzy wierzą w siebie. W ostatniej chwili zmienia rękę, kierunek, a i tak trafia. Pytam go “Co robisz?”, a on tylko się uśmiecha i mówi: “I tak trafię”. Po chwili odwraca się i patrzy na mnie szelmowsko, pytając: “Wpadło, nieprawdaż?”.

0/17

Ale nie zawsze tak było. Po tym jak w 2016 roku Murray zadebiutował w NBA, spudłował pierwsze… 17 rzutów w karierze. Punkty z gry zdobył dopiero w swoim piątym meczu na zawodowych parkietach. Trochę słabo jak na zawodnika wziętego z siódmym numerem w drafcie, prawda?

Ale Jamal nigdy nie zwątpił w swoje umiejętności, swój trening i to, do czego dążył od dzieciństwa. Kiedy rzucał rzuty wolne w wieku siedmiu lat i zaczął seryjnie trafiać, ojciec się uśmiechał. 10, 15 z rzędu, ale w końcu pudło. Od nowa. Ojciec mówił mu tylko: “Skup się. zacznij od nowa. Zrelaksuj się”. Taka sama technika sprawdziła się w debiutanckim sezonie, kiedy Jamal zaczął wręcz tragicznie. Sam Murray wspomina:

“Na początku za dużo myślałem. To koszykówka, tu trzeba grać. Za dużo myślałem, nie działałem instynktownie. Za dużo myślałem, za dużo chciałem”.

Ale w końcu nastąpił przełom. Zresetował się, skupił ponownie, zrelaksował. Resztę tej historii, której (póki co) finał nastąpił w tegorcznych playoffs, znacie. Jamal Murray szturmem zdobywa NBA, a także jest bohaterem Kanady, gdzie wspiera lokalną społeczność. W okolicy gdzie dorastał ufundował nawet boisko dla dzieci, do tego zdaje sobie sprawę z brzemienia, jakie nosi na barkach:

“Kiedy ciężko pracujesz, są efekty. Chcę nadal robić to co robię, dla mojego Kitchener, dla mojej Kanady (…) To niesamowite uczucie widzieć, że dzieci z Kanady patrzą na mnie jak na kogoś, kim chciałyby być”. Be like Mike? Skąd! Be like Jamal!

Closer

Dzisiaj wśród ekspertów za oceanem można często usłyszeć, że Murray to “closer”. To gracz, któremu oddajesz piłkę w decydujących momentach spotkania. A on zazwyczaj nie zawodzi. Jeśli Murray, Jokić i Porter Jr. pozostaną zdrowi i nie odejdą, Denver ma szansę stworzyć mistrzowską drużynę. Lakers okazali się w tym roku za silni, ale Lakers to drużyna na tu i teraz, a nie melodia przyszłości. A myśląc o przyszłości NBA, na myśl nasuwają się właśnie Denver Nuggets i ich trzej muszkieterowie. Póki co Nikola, Jamal i Michael nie mają nic, ale “razem mają właśnie tyle, w sam raz tyle, żeby założyć wielką fabrykę…”.

PS. Jeśli myślicie, że Roger Murray zakończył swoją misję senseja oraz trenera, jesteście w błędzie. Obecnie Murray senior zajmuje się interesami Jamala oraz… trenuje ostro młodszego syna, Lamara. Podobno też jest utalentowany. I dobrze trzyma herbatę na udzie, “kucając na Małysza”. Oczywiście w śniegu, którego przecież w Denver nie brakuje. Tak jak w rodzinnym Kitchener.

[Kuba Machowina]

Ostatnie Wpisy

45 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Ontario to nie Syberia, tam mają klimat taki jak w Polsce – latem jest ciepło (albo pada, albo jest upał z piekła rodem – tak jak u nas 🙂 a zimą zimno (i czasem nawet jest śnieg… czasem). A LeBron i Wade to dorastali w bardzo podobnych warunkach klimatycznych, bo Illinois i Ohio też tak mają.

    (7)
    • Array ( [0] => administrator )
      Zdjęcie profilowe admin

      Też o tym pomyślałem. Kwiecistosc języka Kuby jednakowoż wynagradza drobne niespójności, przynajmniej ja tak do tego podchodzę.b

      (24)
    • Array ( )

      No ja tam bym też synom Wade’a i Brona nie zazdrościła… Na Florydzie – huragany i zapadająca się ziemia, dziwni ludzie parkujący słonie w centrum miasta. Kalifornia – pożary i trzęsienia ziemi.
      Chyba Ontario wygrywa, w kategorii stabilność otoczenia… 😀

      (3)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Brakowało mi tutaj Ciebie Kuba, wpadaj częściej bo piszesz super! Jak czytałem o tym że w pozycji na Małysza trzyma gorącą herbatę to od razu skojarzyły mi się sceny z “Pijanego Mistrza”. Kto kojarzy stary film Jackie Chanem? 😃

    (8)
  3. Array ( )
    Nick Pielęgniarka 30 Wrzesień, 2020 at 12:45
    Odpowiedz

    A tak czysto teoretycznie…wyobrażacie sobie za rok Giannisa w Denver? Antetokounmpo potrzebuje spacingu, a kto mu go zapewni jak nie dwaj elitarni rozgrywający? Jokić wyciągający centra rywali na 6 metr, Craig, Morris czy Grant czekający na obwodzie. W Warriors niby miałby podobnie, z jedną różnicą: w San Francisco trzy kluczowe ogniwa mają 30 lat, albo więcej. Na dodatek ich ławka leży i kwiczy. Zakładając, że pogonią Wigginsa to z wartościowych zawodników zostaje im Pachall i może ewentualnie Looney. Tam jest cała rezerwa do wymiany jeżeli chcą myśleć o mistrzostwie.

    (3)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Tak tylko, że oprócz dwóch 50 zaliczył też dwie 12. Ostatnie mecze przed PO to 23, 14, 10, 11 pts.
    To że potrafi nawrzucać dużo punktów wiemy nie od dzisiaj, ale czy gigantyczna forma którą złapał utrzyma się po wsze czasy?

    (-2)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo inspirujące. Jak z tą niepełnosprawną orką, która dzięki ciężkiej pracy, wyrzeczeniom i medytacji spełniła swoje największe marzenie – została dróżnikiem na PKP

    (3)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki Kuba. Super tekst. Mam nadzieję, że w nadchodzącym sezonie ogórkowym częściej będziesz pojawiał się na łamach GWBA.

    (1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Dopiero dzisiaj znalazłem czas by to przeczytać. Świetnie napisany tekst, mam nadzieję, że częściej będziesz coś pisał dla gwba

    (0)

Gwiazdy Basketu