fbpx

James Harden, MDA i klątwa Popovicha

19

Schodząc z boiska po meczu numer 6 z San Antonio, James Harden uniósł rękę w przepraszającym geście. Zupełnie jakby chciał powiedzieć “Zapiszcie to na moje konto, przepraszam, to moja wina”. Pomyślałem sobie wówczas, że chyba to już gdzieś widziałem i faktycznie tak było. Kibice Houston Rockets już kiedyś wysłuchiwali podobnych deklaracji…

#Deja vu

Zabawne, że już kilka godzin później na ekranie mojego komputera pojawił się gość, którego zaobserwować możecie w starym nagraniu z McGradym. Stephen A Smith, bo o nim mowa, od dawna roboty nie zmienił i dalej zajmuje się koszykówką. Nie zmienił też swojej antenowej ekspresji, więc tym razem, plując i krztusząc się z emocji, pastwił się nad Jamesem Hardenem…

Patrzyłem, lekko zażenowany, mówiąc szczerze, jak dziennikarz domaga się śledztwa, nazywa Jamesa Hardena pasywnym, otumanionym, tworzy teorie spiskowe o tym, że ktoś dosypał mu czegoś do napoju, mówi wprost:

Nie wiem, kto to do cholery był, ale to nie był James Harden, którego oglądałem cały rok, nie mój kandydat do MVP, nie ten sam gość, który stał się jednym z najlepszych ligowych strzelców…

No cóż, nawet największym optymistom trudno byłoby uznać występ Hardena za udany. Być może 10 punktów, 7 asyst, 3 zbiórki oraz po jednym bloku i przechwycie to nie jest statystyczna tragedia, jednak styl, w jakim zostało to uskładane (2/11 z gry, 2/9 za trójkę, 6 strat, sześć fauli i przegrana różnicą 39 pkt.) to już zupełnie inna para kaloszy, zwłaszcza u gościa, którego cały rok stawiano w roli bona fide MVP.

#Mea maxima culpa

Zaniepokojeni reporterzy, którzy tłumnie stłoczyli się w Toyota Center na pomeczowej konferencji prasowej, zadawali wręcz pytania czy z Jamesem wszystko w porządku, czy nic mu nie dolega. O to samo próbowano pytać też trenera D’Antoniego.

Uspokajamy, wszystko w porządku, to nie ukryta kontuzja. Niemniej, zarówno dziennikarze jak i kibice zdawali się mówić jednym głosem “zawodnik tego kalibru NIE MOŻE zdobywać 10 punktów w takim meczu!” A jeśli jest inaczej? To jego wina.

To moja wina, że nie trafialiśmy wolnych, to moja wina, że przegraliśmy oba mecze. To spada na mnie, to moja wina, że faulowaliśmy na minutę przed końcem. To moja wina, że przeciwnik trafiał łatwe rzuty, to moja wina, że zawiodła egzekucja na atakowanej połowie. To moja wina, że kilku gości na trybunach zamówiło Heinekena, a dostało Budweiser…[T-Mac]

To co, w tym roku to #winahardena?

#Playoffs a sezon regularny

Indywidualnie, James Harden ma za sobą jeden z najlepszych sezonów w historii NBA. Duża w tym zasługa systemu coacha D’Antoniego, w którym Harden świetnie się odnalazł, ale to idzie w dwie strony. System kreuje graczy, gracze kreują system. Broda to po prostu właściwy człowiek na właściwym miejscu.

Niemniej, w playoffs nie było już tak różowo. Świetne statystyki z sezonu regularnego trochę się przytemperowały. Odwrotnie niż u LeBrona czy Kawhiego, którzy w playoffs tylko rosną, James Harden zaliczył zjazd w postseason. I to dosyć wyraźny.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

19 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Ekipa moze i ofensywnie “prawie “wysmienita. Rzucaja “prawie” wszyscy, kilku ludzikow “prawie” bardzo dobrze broni. Jest potencjal. Czy to ekipa na miare pierscienia ? Moze, gdyby Harden mial psychike i umiejetnosci zabojcy “prawie” jak M.J.

    (2)
  2. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Rurek
    Odpowiedz

    Harden grał w sezonie regularnym w 81 meczach, po 36 minut. Nie odpuszczał nawet kiedy doznał kontuzji nadgarstka, która mocno odpiła się na jego grze. Na PO po prostu zabrakło paliwa.

    (10)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Tylko mnie denerwuje Stephen A. Smith jako dziennikarz? Straszny krzykacz z niego i zamiast rzeczowej analizy, słychać z jego ust tylko jakiś bezsensowny bełkot jak o Porzingisie, na którego tak psioczył niesamowicie, a teraz jest chyba jedynym ziarenkiem nadziei w Big Apple. Tak samo tutaj jakieś teorie spiskowe. Jeszcze niech wspomni coś o iluminatach w kwestii JH, będzie to dopełnienie całego tego steku bzdur.

    Świetny artykuł BLC, dzięki!

    (15)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    https://youtu.be/3voFyKMB4U4 zle nie grał, ale wszystko spada na lidera, bo np nikt nie wspomni ze Anderson w hali houston rzuca za 3 ze skutecznością 12 czy 14 procent a na wyjazdach po 43%, Lou Wiliams tez w tej serii sie nie popisal, na środku stracili Nene i Capela sam nie wyrabial, a sam Harden kilka razy w tych Po leżał na parkiecie. D Antoni mówi ze musi ufać bardziej innym jeśli chodzi o rozegranie i ja się zgadzam

    (2)
  5. Array ( )
    wielmozny pan P 14 Maj, 2017 at 16:04
    Odpowiedz

    to nie pierwszy taki numer Hardena.

    w 2014 vs Blazers, kiedy był ostatni moment by ratować serię – zagrał bezbarwnie i bez serc, tyle że koledzy zrobili mu psikusa i wygrali ten mecz; w 2016 vs DUbs przy 1-2 też wypadł ze swojej roli.

    meltdown Hardena ma swoją historię.

    było kiedyś o nim, więc powtórzę po sobie, bo jest okazja :]
    to jest gracz z techniką równą Kobemu Bryantowi i Michaelowi Jordanowi, ale nie posiadający ich instynktu terytorialnego, ich killer attitude, potrzeby poszukiwania wyzwań, podczsas gdy oni pragneli presji, bo pod presją wznosili się na wyzyny swoicch umiejętności, Hardenowi presja wyraźnie przeszkadza, tamci lubili syuacje bez wyjśącia, pod ścianą, Harden pod ścianą flaczeje.

    oni byli drapieżnikami, Harden żywi się roślinami.
    dlatego mnie wcale nie dziwi, że znów coś mu nie wyszło, że w eliminatorze rozegrał mecz słaby i nie zaprezentował pasji i waleczności.

    to jest 2016-17 nBA MVP, za to jak poprowadzi Rockets w regular season i za pierwszą rundę playoffs. ten tytuł mu się należy,

    ale w istocie, wg mnie, nie jest to zawodnik najlepszy w lidze.
    ani nawet jeden z najlepszych.
    wg mnie, sześciu dziś najlepszych ciągle gra w tych playoffs ; Durant, Stephen, Klay, Dre, LeBron i Kawhi. Harden gdzieś za nimi. mam uznanie dla niego za całokształt, ale o wielkości decydują pojedyncze mecze.

    Jordan , Bryant, LeBron doskonale o tym wiedzą i są na to gotowi – czasami jeden mecz w sezonie decyduje o tym, czy będzies bohaterem czy przez całe lato obyrwać będziesz krytyką, a redaktor Smith będzie ciosał ci kołki na głowie.

    wielkośc w NBA< to przywilej ?
    hell no ! to dodatkowa presja, sredni gracz z łatywością może zasłużyć na pochwałę, wyciąga się średnią z 82 meczów plus ewentualnie z jednej rundy playoffs i gotowe.

    wybitny zawodnik musi zagrać wielki mecz kiedy to konieczne, a konieczności pojawiają się zaledwie aprę razy w sezonie, w playoffs, pod najwięksym ciśnienieniem.

    sądzi ktoś, ze LeBron jest zadowolony z tego, że ma 8-0 i wszyscy mówią, że dominuje ?
    no to ja powiem,że w to nie wierzę.

    myślę,że on mysli , że prawdziwa koszykówka dopiero przed nim. w serii finałowej, najpewniej vs Dubs. i to nie od razu w game 1.

    średni zagra średnio, potem może zagrać słabo, a i tak dostanie pochwałę.
    wybitny – może mieć za sobą cudowny sezon, a spartoli game 5,6 albo 7 i będzie miał sezon zepsuty, nieudany, godny krytyki.

    Harden musi to zrozumieć.
    nikogo nie obchodzi,że miał 43 pts w game 3, że cztery razy w serii miał 10+ asyst.

    wszyscy teraz będą pamiętali ten game 6, obok którego przeszedł tanecznym krokiem. nie podjał walki, bo uznał, że Spus są tego dnia zbyt silni.

    on mówi,ze "nie wie co się stało' ? redaktor smith upatruje spisku kosmitów ?
    obaj się mylą, bo ja akurat domyślam się, co się stało – Harden nie ma instynktu walki i jak zobaczył, że Spurs są za dobrzy, to stwierdził, że logika podpowiada, że opór nie ma sensu.

    koszykówka zaś, na boisku, to domena braku logiki.
    rywal może być silniejszy, za dobry by go tknąc palcem, ale dla nas – obserwatorów.
    dla Jamesa Hardena, rywal zawsze musi być "do ogrania".
    wszyscy mogą zwątpić, od właściciela rockets, przez trenera i kolegów z zespołu, do ostatniego kibica.

    ale Harden musi wierzyć.
    jak kapitan statku musi zostać do końca.

    Harden zaś zachował się jak kapitan Schettino.
    jak conradowski Lord Jim.
    z tym, że wątpię, by odczuwał wyrzuty sumienia.

    Harden nie udźwignał odpowiedzialności i leadershipu.
    to jest wg mnie cała prawda o tym, co się stało z nim w game 6.

    ofk, może dojrzeje do tego, wszystko przed nim, o ile ofk zależy mu na zmianie paradygmatu
    swojej obecności w NBA.

    bycie statfilerem, regular season supastar, game 3 hero, to za mało by równac się z najlepszymi.

    Najlepsi wiedzą, że ich czas przychodzi wtedy, kiedy kończy się czas wszystkich innych. I że świat jest brutalny :
    wobec nich stosuje się surowe, może okrutne nawet, bezwzględne kryteria ocen.

    najlepsi wiedzą, że ich status nie daje kokosów, ale zmusza do wysiłków ponadnormatywnych. to wszystko jest sprawa psychiki, świadomości i przygotowania mentalnego.

    w tej chwili tylko kilku graczy w NBA ma to przygotowanie, sześciu najlepszych wymieniłem wyżej.
    Harden dodatkowo okazął się konformistą. skoro koledzy uznali, że już przegraliśmy, to co się będę rzucał, motywował, machał rękoma, nakręcał do walki, wyjdę na jakiegoś śmiesznego histeryka.

    nie wiem, co na to Mike D Antoni, zwłasacza po latach współpracy ze Steve'em Nashem, który zawsze kończył playoffs z podniesioną głową i miał wszystkie ważne cechy mistrza.

    może Harden powinien latem potrenować z Nashem ? niekoniecznie rzuty, passing game czy drybling, bo na tym polu potrafi wszystko. Bardziej mam na myśli trening obszarów rozciągających się od szyi w górę. może Steve mógłby go nauczyć czegoś o leadershipie w playoffs, o obowiązkach jakie nakłada na gracza jego status elitarny i o postawie Refuse To LOse, która była kluczem do sukcesu wszystkich naprawdę wielkich w historii tej ligi.

    (30)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    ogoliłby się bo wygląda jak menel. Dorosłemu mężczyźnie nie przystoi ganiać nieogolonym. Jakaś dziwna moda na upodabnianie do ludzi pierwotnych nastała.

    (-11)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    hardenik tak się przejął porażką, że od razu skoczył sobie do klubu żeby się zabawić… ja sobie nie wyobrażam, żeby kobe po przegranej serii i tak słabym meczu szedł sobie na impreze, poszedłby na salę i rzucał aż by go ręce napier****ły…

    (6)

Gwiazdy Basketu