Nigdy nie porzucaj marzeń, czyli jak niedoszły fryzjer ograł Golden State

22
jonathon-simmons

Season Opener za nami. Cavs zgodnie z planem rozjechali Knicks, za to Spurs ku zdziwieniu większości wygrzmocili po plecach pretendentów do mistrzowskiego tytułu, czyli musicalową pakę GSW. Nie wiem jak Wam, ale mnie tej nocy najbardziej podobał się Jonathon Simmons z San Antonio. Ok, nie był on może pierwszoplanową postacią, ale za to na pewno najbardziej zaskakującą. Dlaczego warto mu się bliżej przyjrzeć? Historia jego życia to budująca opowieść pokazująca nam wszystkim, że na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno.

Matka Jonathona Simmonsa, widząc go rok temu w telewizji, debiutującego w barwach San Antonio, nie mogła powstrzymać emocji:

Nie wierzę to jedna z tych historii, które widzi się w tych budujących hollywoodzkich filmach, ale to nie opowieść o kimś innym. To historia mojego własnego syna!

Simmons po raz pierwszy zagrał w NBA dopiero w wieku 26 lat. Wcześniej był tak biedny, że ledwo starczało mu na pieluchy dla dzieci. A jak trafił do NBA? Wrzesień 2013 roku, niewiele ponad trzy lata temu. Nie przelewało się z pieniędzmi, ale Jonathon Simmons postanowił zaryzykować, przynajmniej ten jeden, ostatni raz. Wyciągnął 150 dolarów z portfela i zgłosił się na otwarte testy do grającego w D-League klubu Austin Toros, bezpośredniego zaplecza San Antonio Spurs. Toros zorganizowali swój “tryout” na sali gimnastycznej miejscowego Concordia University w Austin. Testy trwały od dziewiątej rano, aż do piętnastej po południu, słowem mega wycisk.

Było ich sześćdziesięciu

Jonathon znał klepki tego parkietu bardzo dobrze. Często grał tu z kumplami, czysto hobbistycznie. Gdy tamtego ranka wszedł na halę, spotkał same znajome twarze. Nie dlatego, że znał innych zawodników osobiście, ale dlatego, że wszyscy mieli taki sam wyraz twarzy jak on. Znał tę twarz doskonale: wyraz zrezygnowania pomieszanego ze złością. Było ich około sześćdziesięciu, z bardzo różną sportową przeszłością. Oddajmy głos jednemu z trenerów Toros, koordynatorowi tamtych testów:

Wszystkich łączyło to, że powiedziano im kiedyś “nie”, jeśli chodzi o karierę koszykarską. Nie pogodzili się z tym i walczyli dalej.

Niektórzy ze zgłoszonych mieli za sobą epizod w koszykówce uniwersyteckiej, dla niektórych największym doświadczeniem były ligi amatorskie albo streetballowa łupanina, jaką regularnie odbywali z kumplami z dzielnicy. Jonathon Simmons był taki sam jak oni. Miał za sobą rok gry w I Dywizji na uniwerku w Houston i masę spotkań w półprofesjonalnych ligach w Teksasie. W amatorskich ligach rzucał po 30-40 punktów, ale na takie mecze nie przychodzi wielu skautów. Zwłaszcza, że miał już 24 lata…

Na trzecim roku studiów, po dwóch latach w junior college, przeszedł do Houston University. Szybko stał się liderem punktowym Cougars i postanowił zgłosić się do draftu. Trenerzy odradzali mu ten krok radząc, aby wrócił na czwarty rok studiów i dopiero wtedy zawalczył o NBA. Simmons nie posłuchał ich rad i zgłosił się do naboru w roku 2012. Był to dramatyczny krok, ponieważ zwyczajnie potrzebował pieniędzy, miał już wtedy trzy córki. Pieniądze z NBA miał być dla niego wybawieniem. Nie wybrał go jednak nikt.

Synu, będziesz fryzjerem!

Zrezygnowany porzucił koszykówkę na rok, imając się różnych prac. Nigdy jednak nie porzucił marzeń. Jego matka nie załamywała się, widziała przyszłość swojego syna w salonie fryzjerskim. Nawet wtedy, gdy dostał się do D-League:

Był bardzo dobry w strzyżeniu innych. Jestem pewna, że miałby wielu klientów. Mówiłam mu w czasach D-League, żeby zrobił profesjonalny kurs w trakcie offseason. No, ale teraz muszę przyznać, że NBA jest jednak lepsze, niż fryzjerstwo.

Dzisiaj historia wywołuje uśmiech, ale jak możecie sobie wyobrazić, wówczas Simmonsowi nie było do śmiechu. Testy w Toros były ostatnim dzwonkiem jeśli chodzi o jego karierę koszykarską, gdyby się nie dostał, rzuciłby to w cholerę.

Pracowity, do tego zadziora

Obecnie skupiam się na NBA, ale nie mogę myślami uciec od tamtych czasów. Biegałem po sali z resztą grupy, zastanawiając się co zrobić, by się wybić, by mnie zauważono. Kiedy nie dostałem się do NBA, cierpiałem. Widziałem gości, przeciwko którym grałem w college’u, jak podpisują kontrakty, albo grają w Summer League. Ja nie miałem nic.

Testy w Austin poszły lepiej, niż się spodziewał. Menedżer zespołu, niejaki Brian Pauga był nim zauroczony:

Od razu go dostrzegliśmy. Atleta, który umiał kończyć akcje. Jasne, że miał talent, ale talent to ma wielu. To jego ciężka praca, od pierwszego dnia na tamtej sali gimnastycznej trzy lata temu doprowadziła go do miejsca, w którym jest dziś.

W podobnym tonie mówił o nim już w zeszłym sezonie Gregg Popovich. Słynący z dość oszczędnych wypowiedzi “Pop” powiedział w jednym z wywiadów:

Pracowity. Do tego zadziora.

W pierwszym sezonie w Austin Simmons rzucał 10 punktów na mecz stąd pojawiły się propozycje gry w Europie. Odmówił. Nie chciał rozstawać się rodziną zwłaszcza, że w drodze była… jego czwarta córka. Trenerzy mówili o nim, że ma świetny charakter, jest bardzo rodzinny i wie czego chce. Decyzja o pozostaniu w Teksasie była trafiona. Jonathon poprawił grę w obronie oraz rzut z dystansu i zaczęło być o nim głośno. Ciężka praca w końcu popłaciła. Po dwóch latach gry w D-League, Spurs zaproponowali Simmonsowi pierwszy kontrakt w NBA.

Jak wspomina droga była ciężka i nie brakowało momentów zwątpienia:

Starałem się myśleć pozytywnie i to samo mówili mi trenerzy. Czasem wątpiłem, gdy wzywano do NBA moich kolejnych kolegów, a ja nadal tkwiłem szczebel niżej. Koniec końców jednak i mnie się udało.

I to jak się udało. Zaraz po dołączeniu go do składu Spurs, San Antonio wygrało ligę letnią, a Jonathon został MVP tamtych rozgrywek, rzucają Suns w finale 23 punkty.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2
to jest test

Ostatnie Wpisy

22 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Odkąd tylko wstąpił na parkiety NBA, zauważyłem w nim to coś, i opowiadałem o nim znajomym, cieszę się, że mogę teraz powiedzieć “a nie mówiłem” dopiero pierwszy mecz za nami, ale z pewnością jeszcze wiele namiesza!

    (52)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    oj, tak… Zgadzam się z ostatnim zdaniem.
    Dzięki za przybliżenie jego sylwetki. Dziś właśnie się zastanawiałem skąd w ogóle wziął się ten człowiek w NBA:)

    (41)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki wielkie za ten tekst, jest o tyle dla mnie krzepiący, że dzisiaj znalazłem się w podobnej sytuacji do Simmonsa i zamiast się poddać, teraz wiem, że muszę włożyć jeszcze więcej pracy oraz energii!

    (31)
  4. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe TiDi
    Odpowiedz

    W tamtym sezonie już wydawał mi się być perspektywicznym zawodnikiem i miałem wrażenie że Pop zbyt rzadko na niego stawia, ale on na pewno wiedział co robi :). Po dzisiejszym meczu jestem pełen zachwytu, ten blok na MVP był niesamowity już miałem krzyknąć że to Kawhai patrzę coś nie tak, inny numer xd. Tak sobie myślę może razem z Manu będą dostarczać co mecz z ławki po 25 pkt kto wie 🙂
    No i propsy za art., fajnie jest przeczytać taką historie przed snem tak dobrze napisana.

    (23)
  5. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Kiniaq
    Odpowiedz

    Skrajnie nieodpowiedzialny człowiek strzelający trzy córki nie posiadając środków do ich utrzymania. Bardzo szczęśliwie, że udało mu się jednak je wywalczyć poprzez wejście do NBA, ale niesmak pozostaje.
    Chociaż poziomu samozaparcia i ambicji można pozazdrościć.

    (-9)
    • Array ( )

      Niesmak! Lol. Skąd wiesz, że dzieci po prostu się nie przytrafiły? Może się zabezpieczali a los im spłatał figla? Może tylko dwa razy spłatał im figla bo te pierwsze dziewczynki to trojaczki? Nie znasz historii dokładnie, ale niesmak Ci pozostał. Słaby jesteś koleś. Simmons , zamiast iść chlać albo tłuc żonę, desperacko szuka wyjścia z sytuacji i je znajduje, a Tobie niesmak pozostał. Ja rownież nie znam historii dokładnie, ale nie oceniam gościa. No chyba, że na plus.

      (9)
    • Array ( )

      Slabo. Widac od razu ze nie masz pojecia co znaczy rodzina. Pewnie jak byles maly to twoj stary jak przychodzil nayebany lal cie ile wlezie i teraz nie masz szacunku dla kogos kto walczy do upadlego zeby moc zapewnic przyszlosc swoim potomkom. Szacun dla goscia ze podjal sie takiego wyzwania i dotarl tam gdzie chcial byc a ty idz z kumplami na impreze i baw sie dobrze, tylko zebys nie mieszal jakiejs pannie w glowie bo szkoda zeby sie rozczarowala.

      (2)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    @Kiniaq

    masz 100% racji.

    Typo nie ma kasy a ma 3 córki. Ledwo dostał sie do zaplecza NBA a juz 4 w drodze. A jakby mu nie wyszło z koszykówka? Za co by utrzymał córki?

    A moze to tylko łzawa historia a tak naprawde gosc miał hajs by utrzymac rodzine tylko po prostu koszykówka była jego marzeniem jako praca.

    (5)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Dobrze ze sie do NBA dostal bo jak nie to bylby typowym czarnym z gromadka dzieci (czesto z roznych mam) I brakiem pracy. Takich w USA dostatek.

    (0)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Właśnie takiego Slashera Spurs potrzebowało !! Sim przypomina mi młodego Stephena Jacksona. Wnosi ten sam poziom nieokiełznanej energii i zadziorności,czynników które wplątane w machinalną grę SAS, daje znakomite efekty. Lata czekałem po odejściu S. Jacksona (wiem, powrócił ale już nie był tym Jackiem co wcześniej) na tego typu gracza w SAS.

    (1)
  9. Array ( )
    Zdjęcie profilowe pr00
    Odpowiedz

    Nieraz mi się wydaje że o grze w NBA marzą PRZEWAŻNIE (specjalnie podkreślam) biedni, cudzoziemcy, bądź dzieci byłych graczy. Jakoś zado się słyszy, że dzieciak miał matkę adwokata a ojca doktora i robił wszystko żeby się dostać do ligi. Ja rozumiem, że historię z getta się lepiej sprzedają ale z drugiej strony bez przesady.

    (0)

Gwiazdy Basketu