Kable na wierzchu: Nate Thurmond, czyli były strongman NBA

19

Naładowany jak karabin maszynowy piechoty morskiej, ze swą odbijającą światło łysiną. Dziś na tapecie śp. Nate Thurmond, czyli pierwszy w historii zdobywca quadruple-double. Facet o posturze przystanku autobusowego, oryginalny „Nate the Great”. Wybrany do panteonu 50 najlepszych graczy NBA. Członek koszykarskiej Galerii Sław. Jego rekord zbiórek w jednym meczu wynosi… 42!

Gargamel

Od małego na tle rówieśników był jak Gargamel wśród smerfów. Choć w sumie nie, cofam. Gargamel to niezdara, na jego tle młody Nate ruszał się z gracją rosyjskiej baletnicy. Już w szkole podstawowej przestawiał chłopaków jak chciał. Urodził się w Akron. To miasto jest chyba wylęgarnią mutantów (patrz zdjęcie tytułowe)

Wiem co myślicie, wygląda jak ojciec LeBrona. Nawet linię włosów mają podobną, hehe. 

Thurmond nie miał jednak połowy talentu LBJ-a. Był raczej człowiekiem od brudnej roboty, który w zespole spełniał role pomocnicze. Tacy jak on nie lądują na okładkach Sports Illustrated, ale wartość mają i to dużą. Po „maturze” miał trafić do rodzinnego molocha: Ohio State, jednak nie miał na tyle wyśrubowanej pozycji, żeby stać się wyjściowym zawodnikiem. Bardzo nie chciał trafić na ławkę rezerwowych, więc zdecydował się na uniwersytet Bowling Green, znacie? No właśnie.

Thurmond nie był może bestią ofensywną, z szerokim wachlarzem pozycji rzutowych, jednak ciężko będzie Wam znaleźć gracza, który był lepszą maszyną do zbiórek. Dość powiedzieć, że w NBA wołano nań „Chairman of the Board”.

Z roku na rok nabierał szlifów, ogrywał się, a jego boiskowa skuteczność i pewność siebie rosły proporcjonalnie do masy mięśniowej. Jego pasją była siłownia, co widać. Szeroki był jak kredens z książkami, a jego ulubionym zajęciem z czasem stały się podkoszowe masaże z Kareemem i Wiltem Chamberlainem. Ha! W swym ostatnim meczu uczelnianym wyszarpał 31 zbiórek. Wybrany z trzecim numerem draftu 1963 roku przez…. San Francisco Warriors.

NBA

Tak, to prawda. Przez dwa lata grał w drużynie z legendą, Wiltem Chamberlainem. Na początku jako zmiennik, kolejno jako bliźniacza wieża. Jednak dopiero transfer „The Stilta” otworzył przed Thurmondem drzwi do wielkiej kariery. Popatrzcie na staty: 21 punktów i 22 zbiórki średnio w sezonie!

W przeciwieństwie do czasów teraźniejszych, w tamtej erze basketu ligą rządzili duzi faceci. I tak na przykład w sezonie 1967-68 Chamberlain zgarnął MVP sezonu zasadniczego, a Nate skończył na drugim miejscu. Generalnie okres występów Nate’a dla Warriors to wspaniała historia. Przez 5 lat non stop notował przynajmniej 20 punktów w każdym spotkaniu sezonu. Istny Robocop.

Zupełnie zapomniałem, a może wydało mi się to oczywiste, że 7 razy wybierany był do All Star Game, za każdym razem jako gracz Wojowników. Jedyna rzecz, która nie udała mu się w San Francisco, to wygranie mistrzowskiego pierścienia, Próbował z całych sił, docierając w 1967 roku do finałów, w których ulegli Sixers prowadzonych przez… Wilta.

Quadruple-Double

W 1974 roku nasz bohater został wymieniony za jegomościa nazwiskiem Clifford Ray oraz walizkę pełną kasy. Ponoć było w niej 100 tysięcy dolarów, a działacze Chicago Bulls musieli ją przypinać łańcuchem do ręki podczas transportu. Thurmond nadal był świetnym zawodnikiem, ukształtowanym oraz dominującym fizycznie co pokazał pierwszy mecz w trykocie Byków. Jak przystało na prawdziwego sportowca, za zniewagę uznał transfer i postanowił pokazać swoim byłym pracodawcom, jak wielki popełniają błąd.

Na dzień konia Thurmonda trafili Atlanta Hawks. Mecz skończył się po dogrywce, ale musicie wiedzieć, że już przed jej rozpoczęciem na koncie  Nate’a figurowała poczwórna dziesiątka: 22 punkty, 14 zbiórek, 13 asyst i 12 bloków! Tym samym został pierwszym w historii graczem, który osiągnął jedno z największych, jeśli nie największe indywidualne osiągnięcie w baskecie.

Way back home

Na stare lata został ponownie wytransferowany, tym razem do Cleveland Cavaliers. Niestety, jego mobilność nie była atutem dla trenera kawalerzystów. Taktyka drużyny miała opierać się na koczującym w trumnie statycznym olbrzymie. Nie był to jego klimat. Przyniosło to oczywiste ograniczenie minut i serię porażek trwającą 9 meczów. Nate miał już 35 lat na karku, ale kilometraż niczym 55-latek.

Pamiętajmy, że facet przez kilkanaście lat bił się pod koszem o zbiórki. Łokcie pod żebra, szturchańce i wstrząsy. Nie był w stanie grać już na tak wysokiej intensywności i pierwszy raz w karierze został rezerwowym. Cavs awansowali co prawda do playoffs, co nie zmieniało faktu, że wszyscy przypuszczali, że bardzo szybko pojadą na wakacje. Nic z tego. Dostali się, aż do finału konferencji, gdzie przegrali z naszpikowanymi gwiazdami Boston Celtics. W „fazie pucharowej” po kontuzji Jima Chonesa to na Thurmondzie opierała się gra podkoszowa Kawalerzystów.

Retirement

Swą profesjonalną karierę zakończył tam, gdzie ją zaczął. San Francisco było jego prawdziwym domem. Dla kibiców był bijącym sercem zespołu. Również Nate nie przechodził obok całej otoczki związanej z jego osobą obojętnie. Na wybrzeżu czuł się tak dobrze, że zdecydował się tam zamieszkać i otworzyć własną restaurację: Big Nate’s BBQ. Prowadził ją razem z żoną i po 20 latach sprzedał innemu właścicielowi. Za swoje zasługi dla Wojowników, został uhonorowany tytułem „Warriors Legend & Ambassador”. Zmarł przed rokiem w wieku 75 lat. Krótko przed jego urodzinami zdiagnozowano u niego białaczkę. Niestety tym razem, to przeciwnik okazał się być silniejszy. Spoczywaj w pokoju Nate!

[Adam Szczepaniak]

Do wszystkich jednostek. Za sklepem koszykarza idzie SquareShop, mają 30% przeceny na cały asortyment, wystarczy wpisać kod „30PROCENT” Próbujcie, może znajdziecie coś okazyjnie, niekoniecznie stricte koszykarskiego:

http://www.gwba.pl/squareshop30

Ostatnie Wpisy

19 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo ciekawy artykuł! Dobra robota! Czekam na więcej, na bank mało kto o nim słyszał a historia i kariera była bardzo ciekawa więcej takich osobowości z dawnych lat 😉

    (4)
    • Array ( )

      Ojciec LeBron’a jest „znany”. W sensie, może testów DNA nie robili, ale ktoś tam go znalazł. Przy czym z tego co pamiętam LBJ powiedział, że ma na niego wy******e i żeby się trzymał od jego rodziny (i kasy 😀 ) z daleka.

      (1)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Jesli okazałoby się to prawdą, to mielibyśmy oczywistego zwycięzcę w kategorii best son-father duo, a Lebron powinien zmienić imię na Nate Jr.
    Nate the Great & Nate the GOAT :3

    (1)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Lebron jakiś taki za bardzo nabity na tym głównym foto, jak na trykot cavs, w Miami może ale w Cleveland nie był aż taki… Czołgowaty(?)

    (-1)
    • Array ( )

      Podane dane w prime time (fizycznym):

      LeBron James: 205 cm, 127 kilo.
      Władimir Kliczko: 198 cm, 109 kilo.
      Mariusz Pudzianowski: 186 cm, 145 kilo.
      Arnold Schwarzenegger: 188 cm, 106 kilo.

      Gość jest DZIKIEM…

      (5)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Koszykówka zmienia się z dekady na dekadę, ale są gracze, którzy odnaleźli by się w każdym systemie gry. Myślę że ŚP. Nate był właśnie takim typem. Szacun. Fajny art.

    (2)