Kroniki NBA: Finały pełne cudów

17

Doctor J, czyli właściwie Julius Erving, przyszedł do NBA otoczony nimbem legendy. Na sposób w jaki go postrzegano wpłynęła nie tyle jego gra w ABA, co reputacja nabyta w nowojorskim Rucker Park. Ta legendarna miejscówka gościła sławy NBA już od lat 50’tych. U szczytu swych karier grywali tam Wilt Chamberlain czy Connie Hawkins. Rucker był przecież integralną częścią koszykarskiej subkultury tamtych czasów. Oprócz zafascynowanych koszykówką dzieciaków i napalonych ślicznotek obok boisk kręcili się „chłopcy z miasta”. Pod ławkami wymieniano podejrzane pakunki, gdzieś między drzewami można było dojrzeć zaparkowanego w okolicy Chryslera Imperial, to znów okolicę majestatycznie patrolował czarny Lincoln Continental, wiozący czterech anonimowych, złowrogo potakujących młodzieńców.

Oprócz potwierdzenia własnej sportowej klasy, w Rucker Park można też było nieźle zarobić. Podział na zawodowców i amatorów na tych boiskach nie istniał. Dla wielu to właśnie było zawodowstwo. Słynny Pee Wee Kirkland, który przegrał tu niemal całe życie, odrzucił swego czasu ofertę Chicago Bulls. Patrząc na kwotę zaoferowanego mu kontraktu stwierdził „więcej mam teraz po kieszeniach”. Zwany „Pierwszym Narkomilionerem z Harlemu” Kirkland zawsze ostro grał, więc do Ruckera pasował idealnie. Podobnych mu hustlerów nie brakowało tu nigdy, tak jak i zawodowych sportowców. Na tych boiskach sławy sportu i półświatka przenikały się ze sobą niczym zapach cygar i drogich perfum w ekskluzywnej loży VIP modnego klubu.

Graliśmy tu raz z jednymi gośćmi i oni cały czas powtarzali „poczekajcie na Juliusa, niech no tylko Julius się pojawi”, odparłem „Człowieku, ja gram w NBA, co mnie obchodzi jakiś Julius?” [Tom Hoover, Knicks 1963-1965]

~

Nie trwało długo, nim mierzący 206 cm Hoover nabrał szacunku dla Doktora:

Raz tak nade mną za**&ał, że piłka trafiła mnie w łeb i wypadła mi szczęka na asfalt. Tłum oszalał, a ja tylko mogłem podnieść ośliniony ochraniacz, wytrzeć w spodenki i wsadzić z powrotem do gęby [Hoover]

~

Nic dziwnego, że gdy w 1976, po zdobyciu drugiego tytułu w ABA Erving trafił do 76ers, skala oczekiwań była ogromna. Wszak Filadelfijczycy witali w swych szeregach człowieka, który legitymował się średnią na poziomie 29.3 ppg i był świeżo upieczonym mistrzem ABA. W dodatku na ulicach Nowego Jorku był prawdziwą legendą.

 Trudno powiedzieć, że Erving grał poniżej oczekiwań. Sixers skapitulowali dopiero w finale, przeciw Portland Trail Blazers. Rok później dotarli do ECF, gdzie ulegli Bullets. Następny sezon przyniósł kolejne rozczarowanie, chociaż, wyjaśnijmy to sobie szczerze, Erving grał świetnie. 76ers zakończyli przygodę z playoffs już na ECSF, przegrywając w siedmiu grach ze Spurs. Erving rokrocznie wybierany był do All-Star Game, notorycznie zapełniał linijki statystyczne zdobyczami na poziomie 20/5/5, jednak skala jego legendy powodowała, że wszystko prócz mistrzostwa było poniżej oczekiwań. Jego poczynania w NBA śledził inny przyszły wielki zawodnik, reprezentant MSU, Magic Johnson, oddany fan Ervinga.

Kiedy Magic wahał się czy pozostać na uczelni, czy przejść do NBA (wszak w lidze od roku grał już jego wielki rywal, Larry Bird), poprosił Ervinga o radę. W rozmowie telefonicznej zapytał co sądzi o przejściu na zawodowstwo kosztem wcześniejszego opuszczenia uczelni, na co Erving odparł:

Wiesz co? Przyjedź do mnie na weekend, spędzimy razem trochę czasu, zobaczysz jak to jest i podejmiesz decyzję.

~

Przyznacie, ze to dość szczodra oferta patrząc z perspektywy legendy i młodego gniewnego, toteż Johnson nie posiadał się z radości.

Nie mogłem się doczekać, krzyczałem do mamy przez telefon „Jadę do Philly! zostanę w domu Doktora J!

~

Kurtuazja to jedno, ale może Erving obserwował Magica i chciał z bliska zobaczyć kim jest ten przyszły gwiazdor? Może przeczuwał, że w NBA ich ścieżki prędzej czy później się skrzyżują? Stało się to prędzej niż mógł przypuszczać…

Co do samych perypetii Johnsona związanych z wejściem do NBA, jest to na tyle ciekawa historia, że swego czasu poświęciłem jej osobny artykuł:

http://www.gwiazdybasketu.pl/magic-johnson-jak-trafil-do-lakers/

Z tamtych czasów pochodzi też to, znane wśród GM’ów, porzekadło:

Jeśli robisz to, czego chcą fani, kończysz siedząc między nimi.

~

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

17 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Brawo BLC i brawo dla GWBA za coraz częstsze takie artykuły bo to dla nich czytamy GWBA. Znów to zrobilles!

    (14)
  2. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Szwed0
    Odpowiedz

    Jeśli jeszcze temu człowiekowi nikt nie płaci za pisanie to chyba czas zacząć! Chłopie zrób z tego użytek bo to można czytać cały dzień!

    (33)
  3. Array ( )
    Zdjęcie profilowe master
    Odpowiedz

    Wyobrażacie sobie teraz jakiegoś rookiego który wali takie staty? I to jeszcze w finale??!! Jaja miał ze stali

    (21)
  4. Array ( )
    Zdjęcie profilowe BLC
    Odpowiedz

    dzięki wszystkim za odzew, fajne historie są po to, żeby je opowiadać!
    P.S: @Cebulon: jak ktoś chce zrobić przelew, to nie mam nic przeciwko XD

    (24)
  5. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Grand Slim
    Odpowiedz

    Swoją drogą czy moglibyście zrobić artykuł w stylu „wszystko o mistrzostwie NBA”, z informacjami kto dostaje pierścień, kto decyduje jak on wygląda, ile kto kasy dostaje, jakie były najdroższe pierścienie w historii itp

    (5)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Breno
    Już kiedyś były osobne arty o tym miejscu, wystarczy poszukać na stronie a na pewno znajdziesz

    (1)