fbpx

Kyrie Irving: historia prawdziwa

21

Chłopak ubrany w dwa rozmiary za duży mundurek szkolny i niedopasowaną kamizelkę wszedł do swojego pokoju i rzucił plecak koło biurka. W dłoń ujął marker, na nadgarstkach migały mu dwa ekstrawaganckie zegarki G-shock. Otworzył szafę, do której sięgał po rzeczy każdego dnia i na jej tylnej ścianie napisał: Dostanę się do NBA. Po chwili namysłu podkreślił trzykrotnie swoje zobowiązanie i wyszedł na próbę musicalu. Kyrie Irving we wczesnych wywiadach wielokrotnie podkreślał, że jest zwyczajnym chłopakiem z sąsiedztwa.

Niezbyt przejmuję się odbiorem mojej osoby, jestem ponad tym iluzorycznym stanem. Tu chodzi o mnie, ludzi wokół mnie, najbliższych, inspirowanie milionów poprzez bycie sobą. Chodzi o to by zrozumieć co to znaczy być autentycznym – Kyrie Irving

Zapewne pragnął w to uwierzyć, ale talent w połączeniu ze specyficznym wychowaniem sprawiły, że dziś pasuje do niego wiele określeń, ale z pewnością do tego zbioru nie należy słowo „zwyczajny”.

Krótkie oświadczenie

Doceniam wirtuozerski kozioł Irvinga, imponuje mi jego szybkość, elegancja ruchu, rzut i boiskowe opanowanie. Nie widzę w nim lidera, te buty go cisną, choć z pewnością bardzo chciałby je wygodnie nosić. Dzisiejsze wypowiedzi medialne związane z ruchem Black Lives Matter również oceniam negatywnie, ale poza tym krótkim wstępem pozostawię je bez komentarza, postarajmy się raczej prześledzić szlak, jaki przebył Kyrie z Melbourne do miejsca, w którym aktualnie się znajduje.

Tata, a Marcin powiedział, że jego tata powiedział…

Zdanie to słyszeli widzowie TVP 1 przez siedem lat, a Piotrowi Fronczewskiemu musi śnić się ono po nocach. Parafrazując słynną kwestię z serialu, Irving mógłby powiedzieć: Ludzie, a mój tata powiedział…

Figura ojca jest niezwykle ważna w życiu Kyrie, z jego powodu nosi na plecach numer 11, podarował mu jersey Nets po pierwszym meczu w nowych barwach, wraz z siostrą ufundował dom. Wszystko to jednak tylko symbole, a ich więź kształtuje się na zupełnie innym podłożu. Drederick w latach osiemdziesiątych był niekwestionowaną gwiazdą Boston University, przez trzy kolejne lata przewodził zespołowi w liczbie zdobytych punktów, jako senior notował średnio 19.9 punktów, a jego licznik ostatecznie zatrzymał się na liczbie 1931.

Po wprowadzeniu linii trzypunktowej potwierdził swoje strzeleckie umiejętności notując 42% zza łuku. Oprócz sportu, Irving senior postawił mocno na edukację, kończąc studia dyplomem z ekonomii. Mamy więc koszykówkę, naukę, ale na campusie nie może zabraknąć i miłości – strzała Amora trafiła Dredericka w kolejce do warzywniaka, w której stała przed nim wysoka dziewczyna w nakolannikach i biało-czerwonych szortach – wypisz wymaluj stereotyp siatkarki.

M jak miłość

Kyrie wspomina, że to właśnie po mamie odziedziczył łatwość w przyswajaniu wiedzy, trzeba przyznać, że Elizabeth Larson to ciekawa postać. Nietypowa uroda dziewczyny wskazywała na jej pochodzenie – ojciec był Afroamerykaninem, matka należała do odłamu plemienia Siouxów. Jednak zaledwie dziewięć dni po swoich urodzinach została adoptowana przez luterańskiego pastora George’a Larsona. Wiele lat spędziła doskonaląc grę na pianinie i… uprawiając siatkówkę – jak jej biedne palce wytrzymały obie pasje, nie mam pojęcia.

Drederick wpadł po uszy, zawsze powtarzał, że Elizabeth to najpiękniejsza kobieta, zarówno zewnętrznie jak i duchowo, jaką spotkał w życiu. Para wzięła ślub zaraz po ukończeniu studiów. Dodatkowym radosnym momentem dla Dredericka było zastrzeżenie jego numeru przez Teriery. Niestety nie zyskał on uznania na treningach dla lokalnych Celtics i w poszukiwaniu koszykarskiego zarobku wyruszył aż do Australii (grał tam dla znanego skądinąd Bretta Browna). Na antypodach urodził się też Kyrie.

Rodzinne szczęście nie trwało zbyt długo, już po powrocie do Stanów u Elizabeth zdiagnozowano infekcję krwi, którą doprowadziła do śmierci kobiety, gdy jej syn miał zaledwie cztery lata. Choć Kyrie zna mamę głównie ze zdjęć i opowieści, to wywarła ona znaczny wpływ na rozgrywającego Nets. Jej imię widnieje na jednym z jego tatuaży, poświęcił jej również sygnowaną linię butów. Także drugie imię córki Irvinga to Elizabeth.

Mamusiu, daję jej twoje imię, wierząc, że pobłogosławisz jej życie tak, jak całą naszą rodzinę. Kocham cię – Kyrie Irving

Koszykarz do dziś dumnie uznaje się za potomka rdzennych amerykanów, biorąc czynny udział w ich życiu kulturalnym. Śmierć żony w wieku zaledwie 29 lat postawiła przed Drederickiem nowe wyzwania, oprócz pracy zarobkowej musiał podjąć się wychowania dwójki dzieci, Kyrie i jego starszej siostry o imieniu Asia. Porzucił koszykówkę na rzecz księgowości i sprowadził się z rodziną na stałe do New Jersey.

Wiele kobiet samotnie wychowuje dzieci i nikt nie okazuje im należnego szacunku. Będąc szczerym, ja również nie oczekuję żadnego uznania. Były pewne wyzwania, ale myślę, że ostatecznie udźwignąłem odpowiedzialność zapewniając dzieciom jak najlepsze warunki do rozwoju – Drederick Irving

Stranger Things

Kolejne wyzwanie dla rodziny Irvingów nadeszło wraz ze znamienną dla całych Stanów datą 9/11. Przez lata Drederick pracował na 105. piętrze World Trade Center, osiem miesięcy przed atakiem przeniósł się na piętro 40. jednak niewytłumaczalne przeczucie kazało zwolnić się zaledwie po trzech tygodniach i osiąść na pobliskim Financial Square. Mimo to wciąż każdego ranka przechodził pod World Trade Center w drodze z metra do biura. Pamiętnego dnia tuż po wybuchu przedzierał się koło rumowiska, by odebrać ze szkoły swoje zaniepokojone dzieci. Jak wspomina:

Dzwoniłem do wszystkich znajomych z byłej pracy – brak sygnału. Przebiegając koło miejsca katastrofy spojrzałem w niebo i dostrzegłem lecące z nieba kawałki budynku. Po chwili zrozumiałem, że to nie jest kamień. Z góry spadały ciała – Drederick Irving

Sześć godzin zajęło głowie rodziny przedostatnie się pieszo przez sparaliżowane miasto i dotarcie do dzieci.

16:0

Przede wszystkim gram dla mojej rodziny. Przez bardzo długi czas liczyła się tylko nasza trójka. Zawdzięczam ojcu wiele, nie byłbym takim człowiekiem gdyby nie on – Kyrie Irving

Szesnaście długich lat zajęło Kyrie pokonanie ojca w grze jeden na jeden. Kiedy już to się stało, nie dał przeciwnikowi szans, demolując go 16:0. Schodząc z boiska, chłopak miał łzy w oczach, wygrał nie tyle z ojcem, co z własnym koszykarskim idolem, człowiekiem, którego uważał za swój wzór. Wymagania wobec syna Drederick dawkował powoli: będziesz najlepszy w szkole, najlepszy w mieście, najlepszy w Stanie, najlepszym graczem NBA. I tak dochodzimy do momentu, w którym zakochany w High School Musical dzieciak zabazgrał tylną ścianę szafy.

Droga długa jest

Swoją karierę Kyrie rozpoczynał w Montclair Kimberley Academy, już jednak w drugim roku uzyskiwał średnie na poziomie 27 punktów i 13 zbiórek, więc ojciec wraz z trenerami doszli do wniosku, że potrzebuje większych wyzwań i lepszych przeciwników. Zaznaczmy, że Motclair to szkoła mocno nastawiona na solidną edukację, która rocznie kosztuje rodziców 35000 dolarów, a najwyższy gracz w zespole mierzył mniej niż 185 centymetrów. Irving na tym tle rzucał i po 44 punkty w meczu. Trener Jones zadzwonił do taty swojego podopiecznego, by wspólnie przedyskutować przyszłość chłopaka, w rozmowie nieopatrznie zaproponował przenosiny do Patriot League.

Myślę, że stać go na więcej – odparł chłodno Drederick.

Ćwicząc pod okiem ojca i trenerów z AAU, Irving zdecydował się dołączyć do szkoły St. Patrick. Trener Plummer wprowadził go do szatni, mówiąc:

To Kyrie. Uzbierał ponad 1000 punktów w dwa lata gry dla Montclair. Przywitajmy go.

Za szkoleniowcem zamknęły się drzwi, a zawodnicy wciąż z powątpiewaniem spoglądali na chudego chłopaczka, którego niebawem mieli ochrzcić przydomkiem Wiewiórka.

Kim Ty w ogóle jesteś? Nikt o tobie nie słyszał, a masz niby być świetnym graczem? – wątpliwości wszystkich zebranych w szatni wyartykułował głośno Gibson. Szybko zorganizowano gierkę sparingową, by ostatecznie wyjaśnić świeżaka, z tym, że Irving miał nieco inne plany. Szybkim kozłem pokroił przeciwników i zdobywał kolejne punkty.

To było niesamowite. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widzieliśmy – prędko narrację zmienił wspomniany Gibson. Swoimi występami Irving w ciągu roku awansował z 90. miejsca na liście potencjalnych uczelnianych prospektów do pierwszej dziesiątki, a w końcu znalazł się w top 5, zwracając uwagę samego Mike’a Krzyżewskiego. W międzyczasie wystąpił jeszcze dwukrotnie w szkolnym musicalu, śpiewając nawet partię solową.

11 dla Duke

Jest cholernie dobry. Idealnie uzupełnia się z zawodnikami wokół – Coach K.

17.4 punktów na ponad 53% skuteczności 5.1 asysty 3.8 zbiórek i 1.5 przechwytów, to średnie Irvinga z… zaledwie ośmiu spotkań w barwach Blue Devils. W dziewiątym uszkodził palucha u stopy, łącznie rozegrał jedenaście meczów i tyle go na uczeli widzieli. NBA czekała na zaledwie dziewiętnastoletniego gracza. Marzenie z szafy zostało zrealizowane.

Draft w ogniu kamer

Draft 2011 roku, New Jersey. Pięciogwiazdkowy prospekt, Kyrie Irving siedział zestresowany w gronie najbliższej rodziny i niecierpliwie czekał na werdykt. Oko kamery nie odstępuje go na krok. Pod filmikiem z tego wydarzenia jeden z komentujących napisał: Ostatni raz kiedy Mr. 4th Quarter kiedykolwiek się denerwował.

Będąca w przebudowie po odejściu LeBrona Jamesa organizacja Cavs mocno stawiała na absolwenta Duke, dokładnie testowano jego umiejętności i badano zdrowie chłopaka przed przystąpieniem do draftu. Kluczowy okazał się trening odbyty przez Irvinga przed całym zarządem Kawalerzystów, na którym zdominował dwóch obrońców znajdujących się wówczas w składzie zespołu. Z litości pomijamy nazwiska. Sam zainteresowany widział draft oczywiście inaczej niż pozostała część społeczeństwa:

Nie miałem żadnych wątpliwości, że pójdę z numerem jeden.

Nagrody, nagrody, wyniki?

W pierwszym sezonie Irving zgarnął pełną pulę wyróżnień ze świata NBA. MVP w Rising Stars Challenge, Rookie of the Year (z miażdżącą większością 117 na 120 głosów) NBA All-Rookie First Team. Tylko bilans prowadzonej przez niego drużyny wyniósł 21 zwycięstw przy 45 porażkach co oznaczało oczywiście brak awansu do playoffs.

Jako drugoroczniak został powołany do Meczu Gwiazd, rzucił w Nowym Jorku 41 punktów zostając najmłodszym graczem, który przebił czterdziestkę w mitycznym Madison Square Garden. Wygrał też konkurs trójek. Fajnie, ale rekord organizacji wyniósł 24-58 co dało 13. miejsce w konferencji. Trzeci rok w lidze, fani wybierają Irvinga do pierwszej piątki All Star Game, którego zostaje MVP. W sezonie pognębił Bobcats aplikując im 44 punkty, w starciu z Jazz uzbierał pierwsze triple-double w karierze. Bilans zespołu? 33-49 i dziesiąte miejsce w konferencji.

Uncle Drew podpisuje pięcioletni kontrakt na 90 milionów dolarów, Dan Gilbert ogłasza światu:

Cieszymy się, że Kyrie zostaje z nami na dłużej. Przyszłość naszej organizacji nigdy nie przedstawiała się w jaśniejszych barwach. Budujemy skład nastawiony na sukces i Irving jest rzecz jasna jego istotną częścią.

Najistotniejszą okazał się jednak LeBron i jego powrót do Ohio. Według mnie Irving spisywał się nad wyraz dobrze w okresie przebudowy Cavs, potwierdzał to zarówno indywidualnymi statystykami jak i promocją basketu w Cleveland. To jego nazwisko przyciągało kibiców, jego koszulki wiodły sprzedażowy prym w miejscowych sklepach. Kyrie wraz ze swoim ojcem zyskali mocny głos w rozmowach z zarządem organizacji, już byli w ogródku, już witali się z gąska i jak u Mickiewicza wpadli do beczki.

Mentor problemem

Losy tamtych Cavaliers powinien znać każdy kibic: finały, mistrzostwo, sława. Wciąż słyszymy opinię, jakoby James czynił swoich kolegów z drużyny lepszymi, wznosił ich na najwyższy możliwy poziom. Jasne, pod warunkiem, że zawodnicy zaakceptują jego całkowitą dominację i podporządkują się zasadom ustalonym przez, nomen omen, Króla.

Kyrie zawsze czuł się tu niekomfortowo, drażniło go, że to nie jest jego zespół. Musiał schować swoją dumę do kieszeni – anonimowa osoba związana z Cavaliers

Oprócz problemów z ego doszły scysje „świt” obu panów. Wiele obrazuje szeroko komentowana swego czasu anegdotka z szatni Kawalerzystów. Dred Irving wychodził z szatni Cavs i nie przybił piątki z Randym Mimsem, wieloletnim kumplem LeBrona figurującym na liście płac Cleveland. Kyrie wyjaśnił później w rozmowie z Jamesem, że ojciec zabrania mu “bratania się z wrogiem”. Sprawa, którą opisał The Athletic wydaje się niewinnym dramacikiem, jakich pełno na szkolnych korytarzach, ale w rzeczywistości jest wierzchołkiem góry lodowej obrazującej walkę o wpływy w strukturze organizacji z Cleveland.

King James wielokrotnie nazywał swojego młodszego kolegę “dzieciakiem”, przyjmował bardziej rolę ojca czy starszego brata, niż równoprawnego lidera. Domorośli psychologowie w postaci amerykańskich dziennikarzy sportowych doszukiwali się przyczyn sporu liderów Cavs w wychowaniu obu panów. Wiemy, że James dorastał bez ojca, z kolei Drederick mocno wpływał na rozwój Irvinga.

Lider?

Kyrie chciał odejść, żeby zostać znów pełnoprawnym liderem. Warto zwrócić uwagę na to, co pisano o nim jeszcze przed głośnym transferem do Bostonu: Czy Irving w ogóle powinien być brany pod uwagę jako centralna postać danej organizacji? Jest znany z bycia humorzastym i trudnym w obyciu. Dominuje piłkę. Nie rozwija kolegów z drużyny. Nie broni.

Można powiedzieć – wykrakali. Irving ponoć od początku nie lubił życia w Bostonie, nie pasowało mu samo miasto jak i jego otoczenie. Następnie skonfliktował się z Bradem Stevensem i Dannym Aingem. Z drużyną również nie było mu po drodze, chemia w walecznym zespole z poprzednich playoffs została zrujnowana. Marcus Morris wspomniał w wywiadzie:

Obserwuję inne drużyny w lidze, tam każdy cieszy się sukcesami swoich kolegów. Grają razem, grają żeby wygrywać. Kiedy patrzę na nas widzę tylko grupę indywidualistów.

Terry Rozier, który rywalizował z Irvingiem o minuty na obwodzie, mówił bardziej dyplomatycznie:

Kyrie to świetny gość. Lider. Musisz po prostu dostosować się do jego stylu gry. Możesz być pewien, że powie ci czego wymaga.

Jeszcze jedna sytuacja. Boston przegrał właśnie kolejny mecz playoffs z Bucks, stając przed nieuchronnym deficytem w serii wynoszącym 1:3. Kyrie udał się do szatni przed końcem spotkania, aby po jakimś czasie pojawić się ponownie przed kamerami na konferencji prasowej. Padło pytanie o złą selekcję rzutową. Odpowiedź gwiazdy pokonanej drużyny zaczyna się od słów Who cares?

– Trafiłeś tylko 7/22 z gry…
– Staram się robić wszystko… 22 rzuty, powinienem oddać i 30.
– Zszedłeś do szatni przed końcem meczu…

On już był skończony. Rozumiem jak irytujące mogą być pytania dziennikarzy skierowane do sfrustrowanego porażką koszykarza. Sam łapałem się za głowę, słysząc jakie bzdury wygadują przedstawiciele mediów w Bostonie czy Nowym Jorku. Niektórych jednak słów lider nie powinien wypowiadać. Lepiej trzymać emocje na wodzy niż wojować z całym światem: zarządem, prasą, kolegami z zespołu i kibicami.

Artysta

Nets to kolejny rozdział w karierze Irvinga, czasu na pomyłki coraz mniej, a prasa nadal rozpisuje się o wahaniach nastroju gwiazdy Brooklynu. Inaczej widzi to Kevin Durant:

Patrzę na Kyrie jak na artystę. Musisz go czasem zostawić w spokoju. Wiemy co wnosi do gry każdego wieczoru, mocno przejmuje się grą. Może obserwatorzy mają inne pojęcie o zaangażowaniu w koszykówkę, ale to jest jego sposób, jego podejście. Szanuję go za to kim jest i co robi. Ma wszystkie właściwości charakterystyczne dla świetnego gracza i sojusznika. Wspieram go w 100%.

W jednym zgadzam się z Durantem – Irving jest artystą koszykówki. Problemem jest to, że UWAŻA SIĘ za artystę życia. Potrzebuje wiele atencji i doceniania, próbuje stawiać się w centralnym punkcie każdej sytuacji nie zawsze radząc sobie z presją lidera, ma kłopot z kontaktami interpersonalnymi. Jego wypowiedzi często są chaotyczne, idee mu przyświecające niekoniecznie są błędne, ale przedstawia je w sposób zrażający większość ludzi. Słynny przykład z płaskością Ziemi byłby zabawny, ale warto wczytać się w dalsze tłumaczenia gwiazdy Nets:

Zgłębiłem temat z obu stron. Nie jestem przeciwny żadnej z opcji. Uwielbiam debatować.

Zgoda, warto oglądać i TVN i TVP, ale wnioski należy już formułować samodzielnie, a nie tylko przysłuchiwać się debacie. Dyskutując o Irvingu często zbyt mocno skupiamy się na jego wypowiedziach zamiast wpatrzeć się w to, co naprawdę ważne w NBA – czary.

[Grzegorz Szklarczuk]

Ostatnie Wpisy

21 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo fajny teks! Długi, konkretny, pełny smaczków.
    Jedyne czego mi brakuje to więcej wątków z CAVS – jak na razie to jego najważniejszy etap kariery.
    Wincyj Panie Grzeorzu – WINCYJ!

    (52)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Świetny artykuł.

    Szkoda, ze Kyrie nie choć odrobine więcej tego pierwiastka, który tak pieknie pokazuje nam teraz Dame Lillard…

    (11)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Gdzieś słyszałem że za młodu Kyrie owijał piłkę plastikową torbą aby ćwiczyć kozioł. Nie wiem ile w tym prawdy ale patent dobry, po takim treningu, piłka wydaje się kleić do ręki

    (-1)
    • Array ( )

      Możesz od razu dopisać jeszcze pewnie z kilka innych programów, w których są pseudo-wiadomości. Jak była afera ze zwolnieniem homofoba z IKEA’i, to na kilkanaście mediów, które z ciekawości przejrzałem tylko 1 podało cytaty zamiast przyjmować narrację rządu. Zresztą, wszystkie partie są takie same, a politycy marnotrawią pieniądze i podwyższają sobie wynagordzenia za bycie bezużytecznym.

      (2)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Showboat jest jaki jest, co nie zmienia faktu, że wchodzi w swój prime. Pytanie kiedy wroci KD? Na moje przyszly sezon nie bedzie spektakarny. Durant nabierze pelnej sprawnosci dopiero od sezonu 2021-2022. Bedzie mial wtedy 34 lata.

    (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Świetny artykuł. Kyrie generalnie powinien być wdzięczny Lebronowi za 3 kolejne Finaly i za to, że mógł oddać ten rzut w game7 Finałów 2016. Jak widać rola Robina dawała mu sławę i zaszczyty. A rola lidera przynosiła jego drużynom tylko kolejne zawody. Szkoda.

    (4)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Dzięki. Fajny tekst. A Irvinga nie lubię. Jakiś taki antypatyczny. Kozioł boski, ale nie chciałbym go w drużynie (mając do wyboru innych klasowych zawodników).

    (0)

Gwiazdy Basketu