centered image

Lou Williams: zawsze bądź gotowy

30

W życiu każdego sportowca przychodzi moment, w którym definiuje on własną karierę. Czasem jest to pierwsze mistrzostwo, czasem pierwsze powołanie do All Star Game, czasem zmiana postrzegania wlasnej osoby przez środowisko. Kiedy pisaliśmy, że Cavs patrzą łakomym okiem na Lou Williamsa, któryś z czytelników napisał fajny komentarz, którego przekaz brzmiał w skrócie mniej więcej tak:

Fajny, seryjny strzelec, ale nie nadaje się do mocniejszych zespołów. Bez psychiki na wielkie mecze o wielkie stawki.

I właśnie tak zdawała się postrzegać Williamsa cała NBA, aż do teraz…

All-Star caliber

Był kiedyś taki koszykarz, nazywał się Ricky Pierce. Młodsi czytelnicy mogą nie pamiętać, ale Ricky w barwach Milwaukee ustanowił rekord NBA, jeśli chodzi o średnią punktów na mecz dla rezerwowego w jednym sezonie (23 w kampanii 1989/90). Jako mały chłopiec bardzo go lubiłem i w połowie lat 90-tych katowałem nim obrońców na jakiejś starej wersji NBA, jeszcze na konsolę Pegasus, ktoś pamięta?

Rekord Pierce’a może zostać jednak pobity, ponieważ wspomniany Lou Williams zalicza póki co sezon życia, rzucając (głównie) z ławki aż 23,5 punktów na mecz. Co prawda Lou na 48 dotychczasowych spotkań 14 wybiegał w pierwszej piątce, ale kwalifikuje się jednak na sixth mana. Williams w dotychczasowej karierze uchodził właśnie za gościa z tego komentarza powyżej: zdolny, seryjny strzelec, ale głównie z ławki i przeważnie w meczach, które nie zmieniały układu sił w NBA.

Wiadomo, że Clippers to nie Warriors i ciągnie się za nimi jak smród po gaciach jedno z ukochanych haseł Gwiazd Basketu: „druga runda max”. Sweet Lou doskonale odnalazł się jednak po drugiej stronie LA (występował całkiem niedawno przecież także w Lakers) i gra basket życia, punktując aż miło. Co takiego zmieniło się, że nagle w wieku 31 lat Lou Williams wystrzelił jak z procy?

Zanim przyjrzymy się jednak na poważnie życiu i karierze Williamsa, zacznijmy od akcentów humorystyczno-towarzyskich. Lou w tym sezonie nie zostanie MVP ligi i nie musi, bo już kiedyś nim był. Przynajmniej dla J.R. Smitha i mediów społecznościowych. Spytacie: ale jak to, o co chodzi?

Girls, girls, girls…

Otóż Sweet Lou „wsławił” się jakiś czas temu tym, że spotykał się równocześnie z dwoma kobietami. Nic wielkiego, powiecie, przecież pewnie co drugi sportowiec w USA żyje jak bohater serialu „Ballers” Ricky Jerret, polujący na dziewczyny jak kot na myszy (oglądacie?) Tak, ale tutaj obie panie nie dość, że wiedziały o sobie, to jeszcze się lubiły i cała trójka szczęśliwie spędzała razem czas. Marzenie każdego mężczyzny czy patologia? To zostawiam już Wam, ale sułtan Sulejman byłby zachwycony. Podobnie jak J.R. Smith.

Chcesz mnie zabić? To może… McDonald’s?

Za oceanem Lou uznawany jest za niezwykle barwną postać, to właśnie trochę taki Ricky Jerett NBA. Jest pozytywnym gościem i nie jest zły, po prostu ma fantazję i barwne życie. Potrzebujesz idealnego skrzydłowego podrywacza? Lou pasuje jak ideał. No i ilu znacie gości, którzy mieliby tak ciekawe przygody?

Wyobraźcie sobie, że Waszym mentorem był Allen Iverson, rapowaliście razem z Meek Millem czy zaprosiliście do McDonald’s czlowieka, który chwilę wcześniej… celował do Was z nabitej broni? Nierealne? Witajcie w świecie Williamsa, który to świat amerykańska prasa nazywa po prostu „Legenda Lou”. Dlaczego właśnie tak? Przybliżmy kilka faktów.

Gwiazdka 2011, Lou wjeżdza do jednego z blokowisk Filadelfii, gdy nagle ktoś stuka w okno jego samochodu. Williams obrócił głowę i zobaczył lufę pistoletu wymierzoną prosto w swoje czoło. Co byście zrobili na jego miejscu? Lou wykazał się przytomnością umysłu i zaczął rozmawiać z napastnikiem, który rozpoznał koszykarza często pomagającego wcześniej ludziom z okolicy. Wspomina Williams:

To prawdziwa historia (…) Celował do mnie, ale rozpoznał mnie. To działo się akurat w okolicy, w której często pomagałem. Bardzo zbliżyłem się do tych ludzi. Kiedy było zimno, kupowałem im kurtki, czapki, rękawiczki. Kiedy była znów fala upału, organizowałem rozdawanie lodów (…) Gość, który mnie napadł powiedział mi, że pamięta mnie jak pomagałem innym. Przez cokolwiek ten człowiek wtedy przechodził, po tym jak spojrzał mi w oczy, zrozumiał że jestem jednym z nich. Wypracowaliśmy kompromis i nic mi nie zrobił.

Skończyło się na tym, że Lou wziął zdesperowanego mężczyznę do najbliższego McDonalds’a i nakupił mu torbę pełną jedzenia.

Hip hop

Jedną z największych pasji Lou – obok basketu oczywiście – jest muzyka. Williams znany jest z umiejętności do rymowania i nie dość, że pojawiał się gościnnie w kawałkach innych artystów (m. in. wspomniany Meek Mill) to sam także był… wspominany w utworach na przykład Drake’a. Cóż, „Legenda Lou” wykracza poza parkiety koszykarskie. Sam twierdzi, że ma nagranych wiele kawałków, które jeszcze czekają na swój czas:

Basket zawsze jest na pierwszym miejscu. Później muzyka. Miałem materiał, który chciałem wydać, ale nie wszystko poszło po mojej myśli… Na razie.

Dlaczego Drake rapował o Williamsie? Chodziło oczywiście o specyficzny styl koszykarza, który – cytując prasę – „z łatwością rzuca i ma luz zarówno na parkiecie, jak i w życiu”. Drake był pod wrażeniem „Sweet Lou” i jego dwóch dziewczyn, co znalazło odzwierciedlenie w kawałku „6 Man”:

Boomin’ out in South Gwinnett like Lou Will/ sixth man like Lou Will/ two girls and they get along.

Moim mentorem byl A.I.

South Gwinnett to szkoła średnia, do której uczęszczał Williams i to prosto z niej wybrano go w Drafcie roku 2005, z numerem 45. Początki nie były łatwe, chłopak miał ledwie 19 lat i był bardzo szczupły. Do dzisiaj zresztą to właśnie jest znakiem rozpoznawczym Williamsa. Kiedy patrzysz na niego, nie widzisz atletycznego freeka pokroju Russa czy Giannisa. Lou to ledwie 185 centymetrów wzrostu i 79 kilo wagi. Warunki raczej na pracownika poczty, aniżeli gwiazdę NBA. Williamsa wyróżniała jednak zawsze łatwość zdobywania punktów, płynna gra i sposób poruszania się. Gdziekolwiek nie grał, zawsze dostarczał punktów z ławki. Czy to w Philly, czy później w Lakersach, Toronto, Atlancie czy Houston.

To właśnie bycie tym”szóstym” stało się znakiem rozpoznawczym, ale i klątwą koszykarza. Z 830 rozegranych meczów w NBA ledwie 104 zaczynał w pierwszej piątce, zawsze był liderem drugiego składu i dostarczycielem punktów. Wyrobiło to w nim charakter, by się nie poddawać i robić swoje. Kto się do tego przyczynił? Gość, który charakter miał jak mało kto, ale z etyki pracy raczej nie słynął, Allen Iverson.

Sweet Lou do dzisiaj wspomina z szacunkiem Allena:

Nauczył mnie, by zawsze być gotowym. Mawiał: „Bądź zawsze gotów, to nie będziesz musiał później się przygotowywać”. To jedna z perełek, którą mi przekazał, moja mantra. To pomogło mi przetrwać wiele ciężkich chwil w NBA… Czerpałem z tego, jak podchodził do gry. Mały koleś, który wychodził na parkiet jakby miał 218 centymetrów wzrostu (…) Widziałem go chorego, poobijanego, leżącego na stole na pół godziny przed meczem, by zaraz przebrać się i rzucić 40 punktów. Móc grać z nim, przeciwko niemu i widzieć jak radził sobie z tym wszystkim, to jedna z najwspanialszych rzeczy, które ukształtowały moja karierę.

Sezon życia i… co dalej?

Koszykarz ma 31 lat, rozgrywa swój 13. sezon, był już w karierze najlepszym 6th Manem w lidze. W NBA istnieje pewna zsada – w tym wieku nie zaczynasz nagle grać w ten sposób, jakbyś łyknął wywaru z kociołka Panoramiksa. No chyba, że jesteś LeBronem Jamesem, ale to jednoosobowy, elitarny klub. Tymczasem Williams rzuca 23,5 pkt. na mecz, zalicza ponad pięć asyst i trafia trójki w okolicach 40 procent. To tylko moje prywatne zdanie, pewnie się z nim nie zgodzicie, ale jak dla mnie Lou powinien zagrać w tegorocznym All Star Game. Why not? I dlaczego Williams wystrzelił w tak późnym wieku?

Mam mały… przebieg. Całą moją karierę gram z ławki. Nigdy wcześniej nie grałem tak dużo, mimo że oczywiście miałem duży wpływ na grę zespołów, w których występowałem. Zawsze grałem mało, dlatego dopiero teraz osiągam swój prime, w wieku 31 lat, podczas gdy inni mają go w wieku 27-28 lat.

I tutaj pojawia się problem, ponieważ Williamsowi kończy się kontrakt wraz z końcem sezonu i najprawdopodobniej Clippersi nie będą chcieli go przedłużyć, ponieważ nie jest tajemnicą, że w LA chcą odmłodzić ekipę. Co zatem zrobić z graczem, który tak niespodziewanie wystrzelił jak Filip z konopii? Oczywiście opchnąć, najlepiej w pakiecie wraz z DeAndre Jordanem, któremu także kończy się umowa.

Zawsze bądź gotowy

Podobno sam Williams chciałby zostać w LA, ale klub nie kwapi się z podpisaniem nowego kontraktu. Na horyzoncie są także Cavs, którzy za wszelką cenę chcą się wzmocnić na ewentualne finały (jeśli oczywiście do nich awansują) przeciwko Golden State. A kto będzie lepszym wzmocnieniem niż gość, który nie tak dawno zaaplikował Warriors aż 50 punktów, a w meczu przeciwko Jazz zaliczył aż 10 przechwytów (rekord Clippers)? Motto Williamsa to „Zawsze bądź gotowy”, także na przenosiny do innego klubu. Doświadczał tego przecież kilka razy, a w samym 2017 roku grał aż w trzech (!) klubach (Lakers, Rockets, Clippers). Lou nie ma złudzeń co do swojego kłopotliwego położenia:

Ta rana (ostatnie transfery) to już strup . Rozumiem, że to biznes. Kilka lat temu podpisałem umowę, która dzisiaj jest już niska (siedem milionów za sezon) i że jestem łakomym kąskiem za taką kasę. Wszędzie gdzie grałem miałem przecież duży wpływ na grę (…) Z drugiej jednak strony zadomowiłem się tutaj (Clippers), a kontuzje w zespole są dla nas wyzwaniem i ciągła walka z przeciwnościami losu sprawiła, że połączyły nas pewne więzy. Każdej nocy wypruwamy sobie żyły, ponieważ czujemy, że nie traktuje się nas jako faworytów.

Jak potoczą się zatem dalsze losy Williamsa? Zostanie w LA czy odejdzie gdzieś dalej? Lou gra obecnie najlepszy basket w swoim życiu, a ewentualny występ w finale przeciwko Golden State to wcale nie głupi pomysł, prawda? Cavsi potrzebują wzmocnień, a taki lider drugiego składu to prawdziwy skarb. To właśnie moment, w którym Williams może zdefiniować swoją karierę i pokazać, że może być kimś więcej, aniżeli dodatkiem do transferów i dostarczycielem punktów bez większego znaczenia. Że może powalczyć o coś więcej, o prawdziwe sukcesy. No i mógłby na żywo nauczyć J. R. Smitha, jak równocześnie mieć dwie dziewczyny, które w dodatku bardzo się lubią. Same plusy takiego transferu.

[Jakub Machowina]

Ostatnie Wpisy

30 comments

  1. Array ( )
    DrosemvpGOAThalloffameralltimelegend 29 Styczeń, 2018 at 20:36
    Odpowiedz

    Zróbcie coś o Derricku Rose!!!!!!!!!!!!!
    Bo czasami robicie o jakiś koszykarzach co grali w 1960 a o D Rose nie ma nic bruh
    A jak nie to o koszykówce w Chicago lub innych miastach USA
    Albo o drafcie ,albo koszykówce w szkołach w USA albo jak się trenuje w USA i jak robi się graczy nba od początku ich dzieciństwa

    (17)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    W sprawie transferu z Cavs przypomnę Isaiaha Thomasa, który w Bostonie rzucał prawie po 29 pkt na mecz, a co dzieje się z nim teraz? Z obydwoma jest na tyle problematycznie, że ciężko tych zawodników wpasować w jakiś logiczny system i, mówiąc szczerze, bez piłki i zielonego światełka na rzucanie są po prostu nieefektywni.
    Nie zrozumcie mnie źle – jeden jak i drugi to unikalni gracze, których osobiście darzę sympatią. Nie zmienia to faktu że potrzeba naprawdę genialnego trenera, który jest w stanie wpasować ich w drużynę, jednocześnie wykorzystując 100% optimum umiejętności, bijąc się o najwyższe laury.

    (9)
    • Array ( )

      może dlatego że nie miał pół roku styczności z chociażby treningiem kontaktowym a dla takiego zawodnika wejście ‚od nowa’ do gry jak widać jest wyjątkowo trudne

      (2)
    • Array ( )

      @XXX
      Mój błąd, że o tym nie wspomniałem – z pewnością ma to wpływ na grę zawodnika. Patrząc ogółem nie sądzę, że z gracza który jest game changerem robiąc 28 punktów na mecz, gość zmienia drużynę i staje się mniej efektywny od 36 letniego Calderona, wyłącznie z powodu kontuzji.
      Stwierdzając to brałem pod uwagę też fakt, że po gorszych urazach już gracze wracali i takiego spadku formy nie było widać, tym bardziej że w trakcie przerwy uczestniczył w treningach Cavs, mogąc podpatrzeć playbooki i w jakimś stopniu się zaadoptować w nowym środowisku.
      Zgadzam się z tym, że trzeba dać mu trochę czasu i życzę mu jak najlepiej, jednocześnie zauważając fakt, że na razie nie wygląda dobrze. Zobaczymy się jego gra rozwinie, oby w tę dobrą stronę.
      Pozdrówki 😉

      (6)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Super gracz niestety niedoceniany….dlaczego miał by iść do Cavs,a nie podpisać mądry wysoki kontrakt w innym klubie???by u boku Jamesa walczyć o finał..bo nie o mistrza przecież…idź tam gdzie dostaniesz z 15 – 20 baniek na 2 trzy lata ,skoro taki Redick dostał ponad 20 to czemu nie on skoro jest lepszy?przecież on w Cavs dał by więcej niż Thomas.

    (2)
    • Array ( )

      Ta, bo kasa jest ważniejsza niż walka o bycie mistrzem. Po drugie nigdy nie słyszałem, żeby wynik playoffs był z góry przesądzony. W finale nie grają nazwiska. Inaczej OKC nie przegrałoby z GSW jak był Durant, a Houston sezon temu nie zostałoby skrojone przez San Antonio z Kawhim na czele.

      (1)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    No cóż, nie ukrywam, że „Lou” wzięło mi się właśnie od niego jakieś lata temu, na potrzeby pisania na niektórych forach. Dokładnie, to bliżej poznałem go dzięki NBA 2K [ileś], kiedy to był super zmiennikiem Iversona, podobnie zwinny i szybki jak AI, i od zawsze grałem Philadelphią. Taka to ciekawostka. Tylko mam wrażenie, że chłopak się od tamtego czasu prawie w ogóle nie zmienił/rozwinął, poza doświadczeniem.

    (4)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    dałbym się pociąć że ma coś koło 2 metrów wzrostu. Znaczy z piłką w ręku wydaje się większy. Rasowy strzelec no i ma te kocie ruchy. Podoba mi się w nim decyzyjność. Potrafi punktować seriami. No i pamiętajmy że ostatni rok kontraktu to czas kiedy zawodnicy grają na 140 proc. co będzie za rok?

    (3)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie zapominajmy też, że Lou grając jeszcze w ATL doznał kontuzji ACL’a… Wrócił jeszcze silniejszy! Gość jest na prawdę wzorem do naśladowania i przykładem, że serce>>>warunki fizyczne

    (3)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Bawię się w Trade Machine i próbuję opchnąć Cavs DJ i Sweet Lou, i choćbym męczył się jeszcze pół nocy to niestety chyba nie ubijemy targu 🙂 Wzięcie TT, Shumper’a i Osmana przez LAC byłoby raczej strzałem w kolano (a wątpię że kimś innym chcieliby handlować) 😀 . A szkoda, bo jakby Cavs znalazło jeszcze sposób na uruchomienie IT, mogłoby być ciekawie.

    (1)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Co sie podzialo? 😀 griffin za paczke ogorasow + bradleya + pick pierwszej rundy 2018 (przez 3 lata zastrzezony w 1-4 ewntualnie w 2021 niezastrzeżony) + pick drugiej rundy…. nie wierze ze nie mogli ugrac nic lepszego 😀 błagam niech zwolnia bradleya bo i tak tam teraz tylko tankowanie!!

    (2)
    • Array ( )

      nie zauwazylem Harisa tylko bobana widzialem 😀 no Haris nie taki ogorek ale to Clipers nie dostało ani mlodego talentu ani jakiegos wysokiego picku za Griffina … jednak to patologiczna organizacja

      (2)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Niech w końcu odejdzie Rivers bo to zgnile jajo. To co się porobiło masakra. Niby każdy zadowolony, bo Detroit też było w czarne d…, ale mogli kogoś jeszcze wyciągnąć chodzby Harrell kogoś na małym kontrakcie, bo Clipsom przede wszystkim zależało. Druga sprawa już teraz zrozumiałe się robi dlaczego BG zachowywał się jak się zachowywał wiedział i pewnie drużyna też wiedziała w która to stronę pójdzie.
    Tak czy siak Clipsy w tym sezonie o nic nie za walczą no chyba że chcą ściągnąć LJ i są to przygotowania pod tego typu transfer jeśli nie to pół składu idzie do wymiany np Jordan. Williams… jednym słowem machina ruszyła

    (0)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Każdy mówi, że clippers na plus, a ja oglądam mecze Detroit i co chwilę avery kontuzjowany, Harris też trochę opuszcza. Na moje to jest deal 50 na 50 zależy kto się nie połamie

    (1)
    • Array ( )

      Zgadzam się. Oczywiście mi jako fanowi BG i Clipsow się to nie podoba, ale z drugiej strony może i taki ruch będziesz zdrowszy dlaWszystkich. Uważam jednak, że DP mógł kogoś na małym kontrakcie jeszcze wyciągnąć np Harrell a. Stało się! Czekamy na kolejne ruchy bo teraz telefony będzie dobijaja się bez przerwy

      (1)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Świetny art!

    PS. O D-Rosie było już wiele razy i wg mnie jak narazie to nie ma co o nim pisać. Niech się najpierw chłop ogarnie, bo tak to przeczyta art na gwba i może znów mu się pomiesza w głowie 😉

    (5)

Gwiazdy Basketu