fbpx

Luka Doncic pognębił Boston, awaria samolotu Jazz, debiut Andre Drummonda

41

Witam państwa szanownych.

portland trail blazers 124 detroit pistons 101

Wygrana nie dziwi. Problem zespołu Portland jest jeden podstawowy: są nim bramkostrzelni rozgrywający pracujący na wysokich zasłonach, których ani Jusuf Nurkić ani Enes Kanter nie są w stanie przejąć, a nawet gdyby próbowali, nie takie są założenia defensywne sztabu szkoleniowego. Stąd z pozycji point-guard Blazers tracą najwięcej punktów w lidze w przeliczeniu na sto posiadań piłki przez rywali.

Sęk w tym, że Pistons nie mają aktualnie w składzie dynamicznych strzelecko kreatorów gry, bo ani Saben Lee, ani Frank, ani Josh Jacksonowie tego warunku nie spełniają. Dodatkowo biorąc pod uwagę siłę ognia Portland oraz rozmiar talentu ofensywnego jaki zebrał się w tej ekipie, wynik nie mógł być inny. Saddiq Bey zanotował przy tym 0/8 zza łuku co dodatkowo pognębiło gospodarzy w drugiej połowie. Damian Lillard (33 punkty 10 asyst) CJ McCollum (24 punkty 6 asyst) Carmelo Anthony (16 punktów 50% z gry) Norman Powell (14 punktów 50% z gry) Robert Covington (16 punktów 4/5 zza łuku)… wymieniać dalej? I co z tego, że grają indywidualnie? Wiadomo, że nie jest to zespół na mistrzowski tytuł, ale potrafią zaimponować skillem w ataku.

miami heat 92 indiana pacers 87

Pat Riley zatacza kręgi. Zaczynał od prowadzenia ofensywnych Showtime Lakers, potem organizował robolskich Knicks, a następnie mieszańców z Miami. Od dwóch dekad dowodzi / buduje zespoły w oparciu o tężyznę fizyczną, charakter i generalnie pracowitość. Nie przepłaca za free agentów, tylko czasem to rynek dyktuje warunki i nie ma wyjścia. Kilka razy zbyt sowicie wynagrodził swoich własnych ludzi. Najważniejsze, że jeśli popełnia błąd jak np. z Hassanem Whitesidem czy dajmy na to Tylerem Johnsonem, prędzej czy później go naprawia. Tegoroczne Miami nie ma tej samej siły ataku co w zeszłych playoffs, ale pracują nad tym. Do tego trzeba zdrowia i stabilizacji, o które trudno w obecnych czasach, a także rozwoju młodych graczy tak, ażeby np. grożącego rzutem za trzy Duncana Robinsona można było wystawiać na plac bez straty w obronie. Najważniejsze dla nich to odzyskać defensywną tożsamość, by firmowa obrona strefowa znów zaczęła budzić szacunek u rywali. Tak żeby nawet gdy piłka nie siedzi, byli w stanie pozostać w grze. I wiecie co? Dziś niezorganizowany atak Pacers przeorali głęboko.

Wspomniany wyżej Robinson większość wieczoru wywierał presję na rywali pracując na zasłonach, wystarczyła chwila, dwa kolejne trafienia w czwartej kwarcie, aby poczuć dystans, aby przejąć choć minimalne prowadzenie. Stamtąd napastliwa presja Miami zrobiła resztę. Duncan zakończył zawody z dorobkiem 20 punktów 8 zbiórek 4 asyst i 6 trójek, co w taki brzydkim spotkaniu jest linijką wybitną. Jimmy Butler dołożył 18 punktów, Adebayo 16, Herro 17. A więc wśród zalewu biegów i radosnego rzucania, mamy ekipę rodem z lat dziewięćdziesiątych.

Jeszcze rzut oka na ratingi defensywne tego sezonu i mamy kolejno: Lakers, Sixers, Knicks (!) Jazz, Suns i Miami na miejscu szóstym. Osobiście kibicuję każdej z tych drużyn, no może jednym nieco mocniej niż innym, hehe.

dallas mavericks 113 boston celtics 108

Gospodarze znów wystartowali jak żółw do sałaty. Znów się przyglądali jak rywale odchodzą na dziesięć, piętnaście, w kulminacyjnym momencie na 23 punkty. Luka Doncic (36 punktów 8 zbiórek 5 asyst) kroił ich niemiłosiernie akcjami indywidualnymi oraz drive and kick i dość powiedzieć, że te nieco ponad dwa tysiące kibiców zebranych w TD Garden zaczęło buczeć. Zwyczajnie buczeć na swoich. To nic, że nie widzieli chłopaków na żywo od przeszło roku czasu. W Bostonie taki standard nie przejdzie. Czy przyjemnie było oglądać szarżę w drugiej połowie, desperackie próby wyrównania, może tak. Ile takich, w większości nieudanych, pogoni zaliczyli w tym sezonie? Trudno zliczyć. Bilans zespołu celtyckiego (23-25) odzwierciedla jakość ich gry.

Atak oparty o akcje izolacyjne, tytaniczna praca wykonywana za każdym razem aby dojść do pozycji rzutowej. Leniwe ciała w obronie, mismatch na pozycjach 1-5, w efekcie odpuszczane pozycje na obwodzie, z którego jak z łuku strzelają rywale (dziś 19 trójek Dallas). Wystarczy spojrzeć: spojrzeć jak Jayson Tatum w dwóch następujących po sobie akcjach odpala trójkę z odejścia przy 17-18 sekundach czasu akcji – wówczas wiesz, że Boston tego nie wygra. Pytam się, czy Tatum wciąż cierpi na powikłania COVID-19? Czy Kemba i Jaylen Brown nie mają przypadkiem problemów z kolanem? Gdzie się podziała fizyczność podkoszowa i ta presja, te żucie parkietu, z których słynęli. Zespół potrzebuje gruntownych zmian i żaden wyliniały Evan Fournier (6 punktów 6 rzutów) tego nie naprawi.

Praise you – Fatboy Slim

Przy okazji. Luka to jest naprawdę wybitna postać. Poziom geniusz. Larry Bird, Michael Jordan, LeBron James, Luka Doncic – mam nadzieję, że na koniec będzie miał mały zestaw biżuterii na potwierdzenie tych słów. Krótko: kiedy Luka wyczuwa słabość przeciwnika, podobnie jak Jordan, bije w nią z całej sił dopóki ten nie padnie. Ten sezon rozpoczął fatalnie, był bez formy, rzuty nie siedziały, spacing zespołu nie istniał. W wywiadach mówił głośno, że gra słabo, że musi się poprawić. Trenerzy chcieli więcej ofensywy, no więc od lutego nie schodzi poniżej 40% zza łuku, a jego średnie od tego czasu przekraczają 30 punktów na mecz. Bierze na siebie rzuty tak długo, jak długo leży to w interesie Dallas, którzy z dołu tabeli przeszli na miejsce siódme. I gdyby nic nie miało się zmienić do końca sezonu, w pierwszej rundzie z Phoenix Suns zagraliby jak równy z równym. Tak myślę. Tak czuję:

 houston rockets 108 brooklyn nets 120

Nowojorczycy wciąż dalecy od pełnego potencjału kadrowego przesuwają się na czoło wschodniej konferencji. James Harden przedobrzył, od przeszło miesiąca ciągnie zespół w obliczu absencji reszty gwiazd, a co za tym idzie naciągnął ścięgno udowe. W interesie sztabu szkoleniowego jest aby odpoczął kilka, może kilkanaście dni. Gdyby mu się coś stało, Nets mają lipę, wiecie o tym. To ich najgroźniejszy zawodnik, w roli point guarda potrafiący zdominować mecz na parę sposobów.

Dziś nadziali się na solidnie dysponowanych i zadziornych graczy teksańskich, którzy dyktowali warunki na parkiecie przez 3/4 spotkania. Wynik ciągnął Kyrie z Brodą, ale gdy ten drugi musiał opuścić plac, a napastowany Kyrie (31/6/12) przestał stanowić bezpośrednie zagrożenie, na wezwanie odpowiedzieli Joe Harris (28 punktów 7/12 zza łuku!) oraz skreślany już przez wielu Blake Griffin (11/6/4/2). Rudy pokazuje, że ma w sobie jeszcze wiele koszykówki i cwany jest przy tym niesamowicie. Rockets wystawili niski skład, więc skakał na dobitki. Kolejny przykład tego, jak wiele znaczy motywacja i właściwe miejsce. Dla tankujących Pistons nie było sensu poświęcać zdrowia. 34:21 w czwartej kwarcie robi wrażenie, a w praktyce obie strony są zadowolone z takiego wyniku.

utah jazz 111 memphis grizzlies 107

Słyszeliście jakiego stracha mieli Jazz gdy samolot, którym lecieli doznał awarii silnika? Przez kilka minut myśleli, że spadają, że to koniec. Ostatecznie do Memphis dotarli na dwa razy. W meczu nie zobaczyliśmy Donovana Mitchella, którego zatrzymały “sprawy osobiste”. Mam tylko nadzieję, że nie doznał żadnej traumy. Gdy samolot zawrócono na lotnisko w Salt Lake City, do kolejnego nie wsiadł (!) Mecz okazał się bardzo wyrównany i to na pełnym dystansie. Najwyższe prowadzenie wyniosło bodaj dziesięć punktów, ale Grizzlies za moment byli z powrotem. Gospodarze chcieli rozruszać tempo, szalał w szczególności Ja Morant (36 punktów 12/15 FT). Zwyczajową produktywność Mitchella wzięli na siebie Clarkson i Bogdanovic, zaś bohaterem wieczoru okazał się Mike Conley, który ustabilizował grę zespołu w czwartej kwarcie.

new york knicks 101 minnesota timberwolves 102

Knicks prowadzili dwudziestoma, ale nie utrzymali tempa. Nieoczekiwanie losy meczu sprowadziły się do ostatniej akcji. Wolves chcieli piłki w rękach RJ Barretta, który nie słynie z decyzyjności, a jego kompetencje stricte strzeleckie są jeszcze niedostatecznie potwierdzone i niepoparte odpowiednio liczbą powtórzeń. Karl Towns skoczył prędko, można go było złapać na faul, ale zabrakło doświadczenia, o którym mówię. Szkoda, bo margines błędu Knicks wciąż jest bardzo mały jeśli chcą awansować do playoffs, a odkąd stracili Mitchella Robinsona, marginesu praktycznie nie ma. Porażki z drużynami z dołów tabeli nie wchodzą w grę.

Defensywnie jest w porządku, ale rozgrywający musi być solidniejszy ofensywnie aniżeli Elfrid Payton. Inaczej kolejnego kroku wprzód nie wykonają. Brakuje siły ogniowej, odrobiny kreatywności, iskry bożej z kontrolowanym zapalnikiem. Julius Randle lepiej niż w pierwszej połowie sezonu grał przecież nie będzie, bo to niemożliwe. Skuteczność jest ok, ale o kreacje, o pozycje rzutowe trudno. Payton nie rzuca, rywale kryją go na radar, to utrudnia pracę reszcie. Popatrzcie. Przy okazji chciałbym znów pochwalić Anthony’ego Edwardsa, który wbrew wszystkim, tym razem na bardzo wysokim procencie (24/2/3/3/3) był najskuteczniejszym graczem na boisku w czwartej kwarcie.

toronto raptors 103 oklahoma city thunder 113

W zapowiedzi tego meczu (stawialiśmy over zbiórek Mosesa Browna) napisałem, że Raptors ma ostatnio kłopot na tablicach, bo wysocy albo latają do strzelców albo podwajają piłkę opuszczając pole trzech sekund. W rzeczywistości było jeszcze gorzej. Młodzi gracze OKC pognębili zespół kanadyjski wygrywając zbiórkę wynikiem 64-35! Dodałbym jeszcze 29 wykrzykników, ale chyba nie muszę.

Rzuty siedziały, strat było niewiele, Fred VanVleet u steru wie co robi, ale mam wrażenie że sił mu starcza na trzy kwarty. Nie pierwszy raz to zauważam. Ostatnia prosta była do jednej bramki. Siakam i FVV nie zaistnieli na placu. Co za tym idzie, Raptors są skończeni w tym sezonie. Mało tego, oni nie mają kogo ogrywać. Czyżby magia Masai Ujiri się wyczerpała? Fakt, iż pozostawili w składzie Kyle’a Lowry świadczy o nieudanym projekcie kadrowym. Ponoć zwrot, którego żądali za schodzący przecież kontrakt weterana mającego na dodatek spore żądania finansowe, był niepoważny. Lowry fantastyczny zawodnik, który mam wrażenie ma jeszcze trochę paliwa w baku, ale do tego (jak Blake Griffin) musi zmienić otoczenie. Dziś nie zagrał, ma problem ze stopą. Dobrze przynajmniej widzieć trafiającego Gary’ego Trenta Juniora (6/11 zza łuku). W ekipie gospodarzy czołowe opcje noszą nazwiska Brown, Roby i Mikhailiuk. Zwłaszcza ten ostatni pokazał się z dobrej strony w IV kwarcie.

sacramento kings 106 san antonio spurs 120

Popovich wciąż wyciska soki z suchej prawie pomarańczy. Jak to robi, nie wiem. Wielkie zawody DeMara DeRozana (26/5/7) solidne wsparcie weteranów Millsa (12/5) i Gaya (16/8). Pop ma swoich ulubionych chłopaków na których stawia wciąż przy sobie i cieszy się, że wciąż grają, że wciąż żyją. Robi to, co kocha, co nadaje sens jego życiu. Czy będą z tego wielkie sukcesy, a gdzie tam! Tim Duncan jak pierwsza miłość, trafia się tylko raz w życiu. Ale nie chodzi o cel, chodzi o drogę. Czasem droga sama w sobie jest celem, bo wiele się o sobie dowiadujemy. Też tak macie?

milwaukee bucks 112 los angeles lakers 97

Czy powinniśmy czepiać się mistrzów za to, że przegrali z czołówką NBA? Możemy czepiać się wykonawstwa. Rzuty zza łuku, nawet z otwartych pozycji stanowią dla tegorocznych, desygnowanych strzelców Lakers wyzwanie ponad miarę. Kuzma 1/9, Caldwell Pope 0/4, jako zespół znów grubo poniżej 30 procent skuteczności. Na dodatek obrona Bucks właśnie to zakładała, pozwolić gospodarzom rzucać. W pierwszej połowie było więcej niż obiecująco -> Mathews, Morris, Schroder trafiali swoje próby, a pozycje były dogodne. Wówczas coach Budenholzer nakazał swoim wyjść nieco wyżej w obronie, no i niestety zbiegło się to z urazem debiutującego Andre Drummonda, który stracił cały paznokieć dużego palucha i nie mógł gry kontynuować.

Osobiście nie mam wielkich oczekiwań w stosunku do Andre. Jest duży, skacze do bloków, ściąga podwojenia w środku, podaje piłkę. Oczywiście, że nie ma formy, oczywiście, że spacingu nie poprawia, oczywiście, że bez kreatora nie pokaże wiele ofensywy, ale oceniać go bez LeBrona i AD w składzie jest przedwczesne. Najważniejsze w chwili obecnej jest zdrowie i zaangażowanie chłopaków. Co jeszcze, Alex Caruso bez Jamesa traci moc. Wkładają mu na na talerz zbyt wiele, nie jest w stanie wszystkiego zjeść. Chciał się zaznaczyć, szedł na poster dunk, ale został zahamowany blokiem przez Giannisa Antetokounmpo (25/10/4). Największym katem LAL był Jrue Holiday, autor linijki 28/8/6/4 przy 11/16 z gry!

chicago bulls 116 phoenix suns 121

 Nie oglądałem. Widzę spodziewany brak Zacha Lavine (kostka) oraz 24 punkty centralnej osi zespołu, czyli Niko Vucevica. Po drugiej stronie 45 ultra efektywnych punktów Devina Bookera i kolejny dobry statystycznie występ Dario Sarica. Lubię słoneczko, zwłaszcza gdy świeci nie za mocno. Dlaczego wynik jest tak bliski skoro gospodarze rzucali trójki na poziomie 44%? Spójrzcie w kategorię zbiórek: 50-32 dla Chicago, którzy oddali 18 rzutów do kosza więcej. Aha, zerknijcie koniecznie na blok Patrick Williamsa, rzadkiej urody czapo-zbiórka.

No i klasycznie, dobrego dnia wszystkim. Bartek

Ostatnie Wpisy

41 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Uwielbiam opis SAC – SAS, w sumie niczego się o meczu nie dowiedziałem poza tym że DeRozan spoko, ale przecież to właśnie dla takich treści tu przychodzę.
    Dzięki, że jesteś i to piszesz, Bartek.

    (38)
    • Array ( )

      Ja jako fan Spurs oglądam ich bardzo mało, więc co się dziwić zwykłemu obiektywnemu kibicowi.

      (9)
    • Array ( )

      +1! Mnie to nawet specjalnie tak nie interesuje co się w NBA dzieje. Dużo bardziej ciekawi mnie co Bartek ma do powiedzenia na ten temat. Dzięki!

      (14)
    • Array ( )

      k830713 weź przestań kopiować artykuły i wklejać w komentarzach na innej stronie, bo niezbyt dobrze to wygląda, spróbuj sam coś wymyślić i własnymi słowami napisać jak już musisz. Serdecznie pozdrawiam wszystkich na grupie 😉

      (5)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Rzecz z tym Drumondem ma się tak, że jego przyjscie jest bardzo fajne bo przychodzi za darmo kolejny gracz, ktorego umiejetnosci mozna ocenić na C+ (Lbj i Davis “A”) i doda umiejetnosci, ktorych brakuje. W ekipie graczy od C- do C+ jest cała rotacja Lakers. Bez Lebrona i Davisa są jak Cleveland czy Detroit. Nie można się spodziewać zwycięstw z czolowką. Dwa mecze do wygrania wyrwali i jutro wizyta w Sacramento gdzie ostatnio w tym składzie polegli po dogrywce. Oby paznokieć wydobrzał.

    (4)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    nie jestem w stanie pojąć dlaczego boston gra jak gra…Brak ruchu w ataku tylko jedna zasłona i rzut lub co gorsza izolacja…a w obronie jak dzieci we mgle. Ciekawe czy jest to związane z taką pewnoscia siebie tatuma i browna? Na dzień dzisiejszy to wygląda tak, że Kemba wgl nie jest potrzebny tylko prawdziwy rozgrywający, który dostarczy te 7-8 asyst

    (13)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Taką bloko – zbiórkę (zbiórko – blok) sprzedał ostatnio komuś Bam-Bam, a kiedyś przy trójce z rogu na olimpiadzie jakiemuś Litwinowi chyba KG21 🙂

    (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Gdzie się podziała fizyczność podkoszowa i ta presja, te żucie parkietu, z których słynęli.

    Na litość…. Nie wolna tak pisać, aż boli…,, te żucie.!!! Piszemy to czucie!!!

    (2)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Beznadziejny opis spotkania MIL-LAL. O zwyciezcach dwie linijki, a o patałachach trzydzieści. Tak… trzydzieści linijek o ogórach, którzy nie zdobyli nawet 100 punktów, co na obecne standardy nba jest rzadkim zjawiskiem.

    (11)
    • Array ( )

      Zabierz dwóch all-starów z dowolnej ekipy i od nich wymagaj rzuconych 100 pkt. Cieżko jest przebić się przez rozdającego bloki Giannisa i klocka Lopeza gdy rzucasz poniżej 30% za 3 – przeciwnik zacieśnia obronę a Ty przy braku gabarytów zderzasz się ze ścianą.

      (-6)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Liga, w której po 15-20 meczach już tankują 3 zespoły i wszyscy to widzą, źle skończy.
    Liga w której większość rzuca tylko za 3 źle skończy (btw fajny mecz PHO-CHA, nie było tyle tego gówna)

    (8)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Zupełnie nie zgodzę się z opisem meczów Spurs i Brooklynu. Odnośnie Spurs w tym komentarzu, odnośnie Brooklynu w kolejnym, żeby nie robić pasty. Zatem:

    Co do Popovicha, facet po swoim ostatnim mistrzostwie stracił kontakt z bazą i wcale nie “wyciska suchej pomarańczy”, a wręcz przeciwnie – miał soczystą pomarańczę, którą położył na asfalcie w upalny dzień o godzinie 12:00. I dotyczy to zarówno tworzenia składu, zarządzania składem, jak i reakcji na sytuacje boiskowe. Żeby nie być gołosłownym, po kolei:

    w 2015 Spurs jako obrońca tytułu, z wielką trójką wciąż w solidnej dyspozycji oraz rozkwitającym Leonardem (na dobrą sprawę ten sam skład, co w poprzednim sezonie wygrał tytuł – kosmetyczne różnice personalne) przegrał w pierwszej rundzie z wyśmiewanymi przez Was często Clippers. Przyczyny porażki? Clutch Chris Paul, świetnie grający Griffin (oś ofensywy, rozrzucał piłkę ze środka, 1 na 1 nie do zatrzymania, a wszelkie podwojenia odczytywał i asystował – przy okazji nie wiedzieć czemu jechaliście po nim wtedy, że “nie umie podawać”, pomimo, że to jeden z lepiej asystujących wysokich w historii, a przekonaliście się do niego niedawno, kiedy ostro zjechał do bazy z formą) oraz zwycięstwo taktyczne Riversa (również przez Was ciśniętego, że zły trener) nad Popovichem.

    2016 – forma wielkiej trójki już wyraźnie gorsza, Duncan z kontuzjami, natomiast hitem free agency było ściągnięcie Aldridge’a, co w połączeniu z kolejnym skokiem rozwojowym Leonarda stawiało Spurs w roli oczywistego contendera i faworyta Zachodu na równi z GSW (a może nawet nieco przed GSW – przykładem jest to, że pierwotnie David West w poszukiwaniu pierścienia wybrał SAS, a nie GSW, na czym solidnie się pod Popovichem przejechał). Efekt: przegrana w 2 rundzie, mimo przewagi parkietu z Oklahomą 2:4. Przyczyny? Przede wszystkim MVP serii Westbrook (chociaż lubię Westa za waleczność, to wiadomo jak palą mu się styki w PO i końcówkach spotkań – zgaduję, że jakby przeanalizować statystyki Westbrooka przeciwko konkretnym trenerom w PO, to przeciwko Popovichowi by się okazało, że są one rekordowe) oraz przegrana taktyczna Popovicha z Billym Donovanem (również przez GWBA krytykowanym jako słaby trener – na Popovicha w 2016 jednak wystarczył).

    2017 – nie ma już Duncana, Spurs wciąż są contenderem, aczkolwiek już nieco niżej notowanym niż GSW. Po 61-21 w sezonie zasadniczym, w końcu w PO dochodzą do Finału Konferencji, gdzie w pierwszym meczu prowadzą na 8 minut przed końcem Q3 ponad 20 punktami, gdy dochodzi do słynnego zagrania Zazy i kontuzjowania Kawhi. Od momentu jak Kawhi zostaje wyeliminowany z serii, dochodzi do pogromu, Popovichowi brak jakiegokolwiek pomysłu. Przegrywa serię 0:4 (włącznie z roztrwonieniem tej ponad 20-punktowej przewagi w pierwszym meczu w nieco ponad półtorej kwarty), a na tle nowoczesnej myśli Steve’a Kerra, który podpatrzył u Popa to, co najlepsze, ale złe elementy zastąpił swoimi nowymi, Popovich wygląda jak trenerski dinozaur – anachronicznie unikający rzutów za 3 punkty, pchający najlepiej wszelkie piłki pod kosz na lowpost.

    2018 – gwiazdy LMA i Kawhi ponownie otoczone jedną z najlepszych w NBA supporting cast w postaci Gino (ostatni sezon, bardzo dobry – tu możemy mówić o wyciśnięciu z pomarańczy ostatnich soków), Parkera (ostatni sezon w Spurs), Pau Gasola , Danny’ego Greena, rookie Murray’a, Millsa, Davida Lee, Bertansa, Rudy’ego Gay’a, Derrick White i kilku innych. Ponownie bolączkę stanowią indywidualne braki obwodowe, ponieważ Pop wierzy tylko w grę inside. Tak sobie skonstruował skład (a możliwości miał wiele), taki ma. Niestety Kawhi był większość sezonu kontuzjowany, a potem skłócił się z Popem i drużyną i już zdrowy nie chciał grać. W efekcie dopiero siódmy bilans w RS i 1 runda PO z GSW – oczywiście porządnie w papę (1:4) i koniec sezonu.

    2019 – odszedł Kawhi, w jego miejsce przybył DeRozan – o Spurs już nie mówi się raczej jako o contenderze, ale wciąż powinna to być silna drużyna playoffowa. Nie ma już nikogo z wielkiej trójki, a dwójka gwiazd DeRozan i Aldridge ma wyraźnie gorszy supporting cast. Czemu? Ponownie efekt zarządzania zespołem – przede wszystkim nie było wolnego miejsca w salary na dobrych zawodników zadaniowych, ponieważ wszelkie pieniądze został wpompowane w zawodników w zmierzchu kariery, borykających się z kontuzjami, nierokujących na przyszłość. Przede wszystkim pokutuje 3-letni kontrakt na 48 mln dla Gasola, który był zupełnie niegrywalny. Rzadko kiedy w chwili podpisywania nowego kontraktu można stwierdzić, że jest on zły – zazwyczaj czas dopiero to weryfikuje. W tym przypadku w dniu podpisu było jasne, że 48 mln zostało wpompowane w gościa, który na tym etapie kariery jest dziurą w obronie, a i w ataku nie jest już w stanie wiele dać. Efekt: ponowne odpadnięcie w 1 rundzie PO, tym razem z dopiero rodzącym się Denver, któremu wtedy daleko było do łatki contendera.

    2020 – kolejny rok, gdy LMA i DMDR nie zostali otoczeni dobrymi i, co ważniejsze dopasowanymi, zadaniowcami. Pop udowadnia, że spacing to słowo, które jest mu od kilku lat zupełnie obce, czego efektem jest 11 miejsce w konferencji i brak awansu do PO.

    Aktualny sezon to kolejny rok przeciętniactwa, tkwienia w marazmie. Wszyscy dobrze wiedzą, że SAS nie ma szans na zdziałanie czegokolwiek w PO, LMA się zestarzał i odszedł, przebudowy i myślenia o przyszłości wciąż nie widać. Bilans 24-21 kwalifikuje do grania w turnieju play-in o awans do PO, co nawet jeśli się uda, zakończy się prawdopodobnie sweepem w 1 rundzie. Co jakiś czas zdarzy się dobry mecz ponad stan i GWBA się zachwyca, że Pop taki dobry trener, bo z takiego materiału ludzkiego tyle potrafi wykrzesać. Niemniej jednak sam doprowadził do takiego zdegenerowania potencjału ludzkiego, a kurs obrany jest donikąd.

    Podsumowując, od 2014 roku główne dokonania Popovicha należy podzielić na aspekty budowania drużyny, zarządzania drużyną i coachingu.

    Budowanie drużyny: słynna intuicja Spurs w drafcie należy do przeszłości – dawno nie wyciągnęli żadnego solidnego zawodnika, a mieli kilka wyborów z solidnymi numerami. Starzy zawodnicy są przepłacani, na młodych rozwojowych nie ma pieniędzy. Elementy składowe drużyny są niedopasowane – ani DMDR nie pasował do LMA, ani supporting cast nie było w stanie uzupełnić swoich gwiazd. Od czasów LMA Spurs nie przekonali nikogo konkretnego do przyjścia, pomimo bycia contenderem przez 3 lata – mały rynek to tylko wymówka – zawodnicy widzą, jak anachronicznie jest zarządzana ta organizacja i omijają ją szerokim łukiem. Oczywiście wypowiadają się o Popie pochlebnie, bo szacunek za dawne sukcesy i głupio samemu sobie szkodzić narażając się niepotrzebnie na krytykę mediów (przecież Pop ma PR jakby był Bogiem), ale przyjść nikt nie chce.

    Zarządzanie drużyną – skłócenie się z Leonardem, adaptacja LMA do grania w roli, w której nie chciał, gdy komuś dobrze idzie to kijem w łeb, co by przypadkiem nie wyszedł przed szereg i nie stał się gwiazdą. Nic dziwnego, że nie ma chętnych do gry w SAS, a Leonard i tak długo wytrzymał. Na GWBA twierdzicie, że Pop jest tak wybitnym trenerem, że jakikolwiek zawodnik ze Spurs nie idzie, gdzie indziej to staje się rewelacją. Tak było nie tylko z Leonardem, ale np. z George’m Hillem swego czasu, z Cory Josephem, z Davisem Bertansem, z Kylem Andersonem, z Dewayne Dedmonem i wieloma innymi. A może to jest na odwrót? Może Pop ma dobrych graczy, tylko nie potrafi ich należycie wykorzystać? Dopiero jak trafiają do innego zespołu, mogą grać na miarę swoich umiejętności, co? Potwierdzałyby to też prawidłowości w odwrotnym kierunku – LMA w Portland, DeRozan w Toronto, Gasol w Chicago, David West w Indianie – to przykłady graczy, którzy sezon przed przejściem grali wyśmienitą koszykówkę, a po przejściu do Spurs jakby im ktoś kij w szprychy włożył. Pop zniszczył prime LMA, teraz dogorywa u niego DeRozan. Coś kiepsko. A coś wydaje mi się, że Popovich częstym udawaniem dziwaka, zdawkowym odpowiadaniem dziennikarzom, właśnie wbrew pozorom uwielbia być w centrum uwagi. Mógłby normalnie odpowiadać, ale chce zabłysnąć, pokazać, że jest ekscentrycznym – może i nic złego, chce, to prosze bardzo, ale to jest moim zdaniem powodem, dla którego ogranicza zawodników. Nie mógłby znieść, że ktoś w jego drużynie jest większą gwiazdą od niego. Tim był introwertyczny, a jego styl gry był prozespołowy, więc nie stanowił przeszkody. Kawhi też był introwertyczny, ale już był typowym closerem, a nie facilitatorem – bardzo uzależniał drużynę od siebie, a tego już Pop nie mógł znieść, więc doszło do konfliktu. Przebojowi rookie są trzymani na siłę pod plandeką i tym sposobem Pop może nieustannie być gwiazdą swojego zespołu, z czym czuje się wyśmienicie.

    Coaching – 3 lata jako silny contender = 1 sweep w Finale Konferencji każdorazowo przegrywając pojedynek taktyczny z trenerem przeciwnika, kto by nim nie był. Następnie 3 lata mając dobrą/bardzo dobrą drużynę (ale nie contendera) 2 porażki w 1 rundzie i raz brak awansu do PO. Obecny rok zapowiada się tak samo. Jako wisienka na torcie totalna kompromitacja reprezentacji USA na Mistrzostwach Świata. Tutaj już nie ma żadnych wymówek – miał kadrowo najlepszy zespół na świecie, a: potrzebował dogrywki, żeby wygrać o 1 pkt z Turcją (która aktualnie jest zespołem dosyć przeciętnym), w ćwierćfinale w papę z Francją, kolejno w papę z Serbią i na końcu pokonanie Polski (wcale nie takie niezagrożone) w drodze po triumfalne 7 miejsce. Uprzedzam wymówki typu “nie miał do dyspozycji gwiazd” – po pierwsze inne drużyny też były mocno wybrakowane, po drugie wracamy do punktu “budowa drużyny” – sam zrezygnował np. z Bama Adebayo, mając do dyspozycji wszelki talent świata, stworzył drużynę, która miała spore braki w kilku elementach gry – a po trzecie mówić, że Mitchell, Tatum, Brown, Middleton, Walker, Smart, Harris itd. to nie są gwiazdy jest sporym nadużyciem. A czemu pozostałe gwiazdy nie chciały dla niego grać? Już to pytanie wcześniej zadałem 😉

    Także drogie GWBA – ja szanuję Popa za jego sukcesy, to jeden z najlepszych trenerów w dziejach, sam jestem kibicem Spurs, ale jest ignorancją nie zauważać radykalnych zmian w jego pracy. Od ostatniego mistrzostwa, co udowodniłem wyżej, Spurs są jedną z najgorzej zarządzanych i trenowanych organizacji w NBA, na co bezpośredni wpływ ma Pop. Każdy inny na jego miejscu dawno poleciałby ze stanowiska. Ale to Pop, więc nie. I koło się zamyka.

    (49)
    • Array ( [0] => administrator )
      Zdjęcie profilowe admin

      Dziękujemy za wspaniale obszerny i dogłębny komentarz, myślę że każdy z przyjemnością poczyta. Zaszytych w nim uszczypnięć nie dostrzegam, bo żonglujesz opiniami, które ci pasują do narracji, ale tak się właśnie tworzy najlepsze treści, heh. pozdrawiam! B

      (-10)
    • Array ( )

      @wagant Prosze komentuj więcej. Podoba mi się twój styl pisania i widać, że masz dużą wiedzę z zakresu koszykówki. Obecnie to mam wrażenie, że Pop chce pobić rekord zwycięstw trenerów, temu nie chce zrezygnować. ale może się myle.

      (15)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Co do Brooklynu. Nie uważam, że Harden jest najważniejszym zawodnikiem Brooklynu. Czemu? Tak naprawdę MVP na Brooklynie w tym roku jest Kyrie i basta.

    Durant niewiele pograł i coś tak nie ma o nim doniesień za bardzo. On ma takie umiejętności, że jak będzie zdrowy, to i z buta może wejść w PO, ale oby właśnie był zdrowy. Zatem trudno o nim na ten moment coś mówić.

    Od wielu meczów Harden i Irving grają razem. Irving to case odwrotny do Popa – uważam, że jest jako zawodnik bardzo niedoceniany. Oczywiście dziwak, dwa razy w sezonie zdążył zniknąć, ale z całej tej trójki jest najbardziej clutch. Gdy stawka meczu idzie w górę, Durant gra nieznacznie słabiej, Harden wyraźnie słabiej, a Kyrie gra mistrzowski basket. Jak w PO zacznie być trudno, to się to objawi w sposób naturalny.

    Tak naprawdę Irving dobrowolnie pozwala Hardenowi pompować pospolite statystyki.

    Zaczynając od zbiórek: tyle było pisania swego czasu, jak to Westbrook w Oklahomie sztucznie nabija zbiórki, bo rzekomo mu środkowi zostawiają piłkę. Tymczasem mniej więcej na jego 3 zbiórki w obronie przypada 1 zbiórka w ataku (biorąc pod uwagę średnią kariery), a od 5 sezonów tylko raz zszedł poniżej 10 zbiórek na mecz. I to drastycznie – do 7.9, mimo że w ataku zbierał wtedy więcej niż np. w sezonie obecnym. Zupełnym przypadkiem był to sezon w Houston, gdzie na żer bezpańskich piłek w obronie ruszał właśnie Harden. W przypadku Hardena na 1 zbiórkę w ataku przypada 8 (sic!) w obronie. Kyrie średnio zbiera przy swoich warunkach fizycznych więcej piłek w ataku od Hardena (1.2 do 0.9), a na jedną jego zbiórkę w ataku przypada trochę ponad 3 w obronie w tym sezonie, czyli podobnie jak u Westbrooka w karierze. Dlaczego piszę o zbiórkach w ataku? Bo to jest najlepszy dowód, że zbiórka jest wywalczona – nie można już mówić, że przeciwna drużyna specjalnie dała komuś zebrać. Łącznie OR i DR Harden ma wyraźnie więcej od Irvinga (8.9 do 4.9). To jest jawnym dowodem na to, że Irving nie jest graczem nabijającym sztucznie statystyki, ma na to wywalone, w przeciwieństwie do Hardena, który uwielbia w cyferki.

    Następnie asysty: Harden średnio w Brooklyn 11.2, Irving tylko 5.8. Tylko, kto ogląda mecze Nets, ten wie, że również rolę klepacza gały Irving odstąpił Hardenowi. Nie znam statystyk, ile czasu spędza z piłką Harden, a ile Irving, ale jest to gruba dysproporcja. Jest więc rzeczą naturalną, że Broda ma więcej asyst, bo częściej z jego rąk wychodzi piłka do innych zawodników. Mnóstwo jego asyst bierze się z lobów do Jordana/Claxtona oraz odrzuceń do Harrisa (najlepszy strzelec za 3 w tym sezonie w NBA), Irvinga, który nie ma problemu z grą catch&shoot (na co nie bardzo może liczyć w drugą stronę – Harden jest gorszym closerem, więc też asysty uciekają). Taka liczba asyst Brody to naturalna pochodna siły rażenia Nets. Tymczasem warto zagłębić się we współczynnik asyst do strat – ta statystyka już jest bardziej obiektywna, bo nie jest pochodną klepania gały – tutaj Harden i Irving wypadają bardzo podobnie (2,67 do 2,53 na korzyść Hardena). Warto też dostrzec, że struktura ataku, gdy uruchamia go Harden jest inna, niż gdy uruchamia go Irving. Harden zazwyczaj gra izolację lub p&r, po czym odrzuca, więc rzut następuje bezpośrednio po jego podaniu i jeśli jest celny to liczy się jako asysta. Irving często uruchamia ruch piłki (na 48.2 podań, które wykonuje w meczu, potencjalną asystę stanowi 11.0 – współczynnik 0.23; u Hardena na 66.5 podań, potencjalną asystę stanowi aż 19.2 – współczynnik 0.29) i dopiero po następnych podaniach oddawany jest rzut, co stanowi podwaliny struktury ataku Nets, ale nie liczy się przecież jako asysta.

    Punktów zdobywa więcej Irving (28.2 do 26.1), natomiast istotna jest przede wszystkim wybitna skuteczność, z jaką to robi – zarówno za 3, za 2, za 1, jak i w efektywnej skuteczności rzutowej Kyrie góruje nad Hardenem. Za 3: 40% do 36%. Za 2: 58% do 55%. Za 1: 90% do 87%. Z kolei eFG: 59% do 55%.

    Warto jeszcze dodać drobny niuans: obaj zagrali dla Nets w tym sezonie dokładnie 33 mecze (zupełnie nie wiem skąd wzięliście stwierdzenie “Harden ciągnie zespół od przeszło miesiąca w obliczu absencji reszty gwiazd”), z tym, że Broda gra prawie 3 minuty na mecz więcej niż Irving – to też w pewnym stopniu rzutuje na jego zawyżone statystyki proste.

    Odnośnie gry w obronie trzeba oddać Hardenowi świetną defensywę low post, niemniej starym zwyczajem snuje się po parkiecie, nie wraca do obrony i Nets bronią 4 na 5 (niedomaga kondycyjnie? czy zbiera siły, żeby nabijać statystyki w ataku?) – przykładem był mecz z Rockets – to nie było tak, jak piszecie, że po kontuzji Hardena jak Deus ex machina uruchomili się Harris i Griffin, i nagle z dołka wyszli na bezpieczne prowadzenie. Właśnie Nets zaczęli grać lepiej w obronie pod nieobecność Hardena, ball movement się polepszył, to i Harris zaczął trafiać. A kierował tym Irving.

    Na koniec warto zerknąć na zaawansowane statystyki. Utarł się na GWBA stereotyp, że Irving jest złym obrońcą. Zgoda, że warunki fizyczne ma kiepskie nawet do obrony pozycji PG, ale nadrabia inteligencją boiskową, przewidywaniem wydarzeń, szybkimi rękami i całkiem niezłym zaangażowaniem rosnącym wraz ze stawką meczu(w ważnych meczach potrafił solidnie kryć nawet Curry’ego – nie widzę powodów, dla których miałoby się to zmienić w tym sezonie). Niemniej w defensive rating drużyna wypada lepiej z nim, niż bez niego na boisku (112.2 do 112.9 = + 0.7), czego nie można powiedzieć o Hardenie (113.9 do 112.4 = -1.5). Małą ciekawostką jest fakt, że Harden ma 0.7 bloków na mecz, a Irving 0.6, tak więc żartobliwie ujmując: pomimo różnicy warunków fizycznych, rim protection zapewniają na podobnym poziomie 😉

    Potwierdzeniem moich wywodów odnośnie struktury ofensywy przy analizie liczby asyst jest offensive rtg. Rośnie on zarówno w przypadku Irvinga, jak i Hardena względem ogólnego off rtg Nets, gdy nie ma obu panów na boisku. Różnica jest jednak bardziej zauważalna w pierwszym przypadku: Kyrie (120.9 do 112.3 = +8.6), Harden (118.6 do 113.9 = +4.7). W konsekwencji daje nam to obraz wyraźnie wyższego net ratingu w przypadku Kyrie (+9.2) niż u Brody (+3.2), co jasno obrazuje, kto w tej drużynie jest prawdziwym i niedocenianym MVP, a kto nabijaczem statystyk pod publikę.

    Pozdrawiam 🙂

    (26)
    • Array ( )

      Faktycznie, przeczytałem swój komentarz jeszcze raz na chłodno i jest w nim trochę niepotrzebnych uszczypliwości. Przepraszam, chodziło mi o merytoryczną dyskusję i nieco mi nie wyszło. Mam nadzieję, że nie będziesz miał Admin za złe. Dobrego wieczoru!

      (12)
    • Array ( [0] => administrator )
      Zdjęcie profilowe admin

      Doceniam obszerność, dzięki za poświęcony czas, nie sposób odpowiedzieć na wszystko, ale na jedno chcę Ci zwrócić uwagę.
      Kolejny raz żonglujesz statystykami wedle uznania nie biorąc pod uwagę kontekstu.
      Dla przykładu Twoje dane w dyskusji “kto ważniejszy Harden czy Kyrie” mają jedno fundamentalnie błędne założenie. Wiesz jakie?

      lineup z Hardenem, ale bez Kyrie i Duranta – 132 minuty na parkiecie w tym sezonie
      lineup z Kyrie, ale bez Hardena i Duranta – 43 minuty

      Puść samego Kyrie z rezerwami i oglądajmy wspólnie jak wskaźniki zespołu pójdą w dół choć teraz z Blejkiem to trochę niemiarodajne byłoby i tak 🙂
      nie mogę więcej, do napisania!

      (14)
    • Array ( )

      Ziomuś w końcu ktoś napisał w punkt. Te wszystkie opinie o Hardenie głównie na podstawie statystyk są mega z czapy. Ktoś kto nie ma pojęcia o baskecie moze sie jarac suchymi statsami. Dla kogoś kto się trochę zna na koszu widoczne są przede wszystkim jego lamerskie decyzje. Gość zwalnia cale flow zespołu jest nabijaczem pustych statystyk. Nie Bede jak ty przywoływać statow ale taka prawda. Irving o to nie dba do rego stopnia i jak napisales odsunal sie w cien, ale jest mega widoczne kto jest nad kim. Gość jest konkretny ma rzadziej pilke i jak już ja ma nie bawi się w 15sekundowe kozlowanie w miejscu, tylko konkretnie zabiera sie do roboty. 90% tych opisów meczy są na podstawie boxscore’a i to widać. Bo jarac sie typem ktory 1 pozytywną akcją odda 2 hu…we jest słabe, ale potem w statsach widnieje 30oka 12zb, 12as to wiadomo kto jest szefem.. słabe… 8/22 z gry i 6 strat nie liczymy

      (-1)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Nowy wielmożny pan P????? Harden jest ważniejszy niż Irving, pod każdym względem..lepszy w ataku, więcej widzi, jest silniejszy i może dać więcej w obronie i ma więcej zdrowia. Irving to taki deser , gra pięknie ale średnio broni, ma coś z głową – czyli nigdy nie wiadomo co z Nim będzie, no i brak gabarytów by ustać zawodnikom których Harden kryje bez problemu. Harden > Irving!!!!

    (-5)
    • Array ( )

      Harden prowadzi grę, Irving gra sam sobie inni biegają obok by odwalać czarną robtę, tak go kochali koledzy i szefowie Bostonu właśnie że się go pozbyli. Nigdy nie przejmuje i nie przejmował rozegrania tylko klepał pod izolację ,a oddawał jak musiał. Gdy by Durant był zdrowy to jego rola była by już absolutnie czysto pięknym dodatkiem.

      (-2)
    • Array ( )

      Wielmożny Panie Thorze, swoje opinie przedstawił Pan na podstawie swoich subiektywnych odczuć, a na statystyki, które ciężko zaklamać (zwłaszcza zaawansowanych) przymknął Pan oko zupełnie się do nich nie odnosząc.

      (5)
    • Array ( )

      Argument lineup’ów z Durantem z pewnością trafny, natomiast te 108 minut różnicy w graniu bez pozostałych gwiazd na niekorzyść Hardena stanowi mniej niż 10% całości czasu gry w sezonie (Harden łącznie 1264 minuty, Kyrie 1176), toteż wydaje mi się, że wobec dosyć dużej różnicy w net rating, zaawansowane statystyki wypadałyby na korzyść Kyrie nawet uwzględniając powyższy fakt. Niemniej zauważam narrację, głównie amerykańskich mediów, że Harden to kandydat do MVP, a Kyrie się w tych dyskusjach raczej pomija (zgadzam się z GWBA, że najbardziej na ten moment zasługuje Jokić), z czym się nie zgadzam i chciałem przytaczając powyższe argumenty dać temu wyraz.

      Co do żonglowania statystykami wg uznania – oglądam większość meczów Nets w tym sezonie, więc opieram się nie tylko na statystykach, lecz również, a może przede wszystkim, na obserwacji. Owszem, przytaczam takie statystyki, które popierają moją tezę, ale na tym przecież polega argumentacja 🙂

      Konkludując wszystko wspominanymi tutaj nie raz słowami Łony “bądźmy uprzejmi mieć wątpliwość” – z pewnością i Kyrie, i Harden to świetni zawodnicy, trudno jednoznacznie rozstrzygnąć, który z nich jest lepszy, a statystyki proste mogą wprowadzać tutaj w spory błąd bez znajomości tych zaawansowanych. Co więcej, Nets mają na tyle silny roster, że nawet w przypadku trwałego wypadnięcia na PO kogoś z trójki Harden/Irving/Durant to nadal jest contender.

      Ja też wracam do rodziny, dzięki za polemikę, owocnego czasu Triduum Paschalnego a potem szczęśliwych Świąt Wielkanocnych. Pozdrawiam!

      (12)
    • Array ( )

      Tyle że Broda może mieć cyferki, ale nie jest clutch w przciwieństwie do Duranta i Kyrie.

      (4)
  11. Array ( )
    Tak szybko nie wroci 1 Kwiecień, 2021 at 22:43
    Odpowiedz

    Lakers forward Markieff Morris said he has lost a toenail before and that it was an ordeal to overcome.

    “I mean I played the next game, but s—, man, that s— was like a month and a half before it started feeling better,” Morris said. “Because you don’t realize how much your toe is rubbing against the top of your shoes, or you’re using your toe for power. … It’s a terrible thing.”

    (2)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Chciało by się powiedzieć że Boston potrzebuje nowego coacha zamiast tego mdłego Stevensa, który da kopcoka w dupsko Tatumowi i Brownowi i przypomni im, że do statusu gwiazd to na ten moment im dalej niż bliżej. O odstawieniu Kemby od składu wspominać nie musze bo ten gosc to jeden wielki chaos z okazyjną trójką w ataku i kibel wielkości woj.opolskiego w obronie.
    I ot pytanie na kogo wymienic Stevensa? Czy coachowie w dzisiejszej NBA jeszcze coś znacza?
    Powiem Wam szczerze, że ja nawet nie wiem kto jest headcoachem np. W Lakers, Clippers czy Nets… jakie to ma znaczenie? GM transferuje, GM trade’uje….w lakers to w ogóle zarządza koszykarz organizacja to już całkiem patola z Traugutta we Wrocławiu sie tam odjanapawla. James powiesi najki na kołku i nie będzie wiadomo kogo pytać co dalej robić chyba że magica johnsona bo on jedyny mimo swojej ułomności miał na tyle charyzmy że wiedzielismy o jego istnieniu w tej organizacji. Ci koszykarze w tych ekipach wysranych gwiazdami i tak na time break trenera schodza zeby napić sie gatorade i ugryzc batona majac w pompce co tam gada ten zgred, sami niedlugo nie beda wiedziec kto to jest. Inaczej oczywiscie sie ma sytuacja w ulozonych organizacjach typu Warriors czy chocby Jazz – tam widać ze coacha ktoś kojarzy i ze liczy sie z jego zdaniem. Ciężka sprawa bo paznokieć jakuba Drummonda pewnie jest dłuższy niz mój piszczel ale jakoś to będzie.

    (1)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    Knicks siedli fizycznie w końcówce, Edwards włączył 5 bieg i nie nadążali za nim. Payton miał 2 straty z rzędu w kluczowym momencie, bardzo Rose’a brakowało w czwartej kwarcie. Knicks zawalili na całej linii, trójka siedziała, a mimo to przegrali. 18 punktowa przewaga chyba ich rozluźniła, zaczęli popełniać błędy w obronie, biegali po obwodzie jak poparzeni, a KAT z Rubio rozdzielali piłki. Wolves zdobyli 29 punktów w osiem minut, 7/12 za 3 w tym czasie(4 po asystach Townsa) i zniwelowali całą przewagę Knicks. No i te 11 strat Knicks w drugiej połowie przy zaledwie 8 asystach z takim przeciwnikiem jak Wolves nie powinno się zdarzyć.

    (1)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    O! Przecinek wrócił. Nowy, wypoczęty i ponownie naginający rzeczywistość do swojej wizji stosując wiele wyrazów obcych, aby skomplikowaniem stylu wypowiedzi przykryć jej wartość merytoryczną. Fajnie, że Admin to widzisz. No, ale sam go wielokrotnie wzywałeś, to masz.

    (1)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    No, dobra, Przecinek ubarwia stylistycznie tą stronę. Poza tym nawet zabawnie się obserwuje jego naginanie faktów pod tezę. A jeszcze zabawniej jest widzieć, że część komentujących się na to łapie. Nie jest za to zabawnie, jak Przecinek rozpędza się (jak to dawniej bywało) i zaczyna obrażać rozmówców którzy śmią się z “wielmożą” nie zgadzać.

    (1)
    • Array ( )

      Przyjacielu:

      1. Nie musisz się ze mną zgadzać – uważasz, że moja opinia nie ma wartości merytorycznej? Mam prawo ją wyrazić, podobnie jak Ty wyrazić swoją, w której nie zgadzasz się z moją oraz z przytoczonymi statystykami. Na rozmowę opartą na argumentach jestem otwarty, natomiast Twoje puste komentarze nie mają dla mnie większego znaczenia.
      2. W swoich długich komentarzach ani razu nikogo nie obraziłem, natomiast Ty w swoich krótkich zdążyłeś określić mnie już “wielmożą” oraz “przecinkiem”, a także wyśmiać osoby, które się zgadzają z moją opinią. Cóż, jak Ci to polepszyło samopoczucie/pozwoliło się dowartościować, to na zdrowie!

      (0)
    • Array ( )

      @wagant Istnieje prawdopodobieństwo, że nie jesteś “Wielmożnym Panem P”, który siał tu ferment, aż się obraził i odszedł ale zwyczajnie w to nie wierzę, bo stosujesz jego styl i manierę. A wyśmiewałem WPP, a nie Twoje wczorajsze komentarze. Bo z tymi akurat się zgadzam, bo jak straciłem zaufanie do Popa, bo błędach z Kawhi i gwiazdorzeniem a jednoczesnym tłamszeniem młodych, to Hardena nie trawię od samego początku ale Irvinga uważam za problem zarówno w szatni, jak i na boisku. Stąd nie postawię na obydwu złotówki.

      Zatem jeśli nie jesteś WPP, to idziesz jego drogą; uważasz się za lepszego/mądrzejszego, sypiesz cyferkami i maskujesz braki w tezie skomplikowaniem wypowiedzi. Język służy komunikacji międzyludzkiej; brak dopasowania formy przekazu do poziomu odbiorcy jest bufonadą służącą dowartościowaniu (!) siebie, zamiast przekazaniu informacji, czyli dyskusji.
      A prostymi słowy: “niech Wasza mowa będzie prosta; “tak” znaczy tak, a “nie” znaczy nie”. Czyli chcesz coś powiedzieć bądź jak ks. Twardowski, a nie Słowacki. A jak nie chcesz nic powiedzieć, to idź się promować gdzie indziej.

      (3)
  16. Array ( )
    Odpowiedz

    Czyli uważacie że Irving lepszy niż Harden??Nie no dziękuję bardzo i pozdrawiam . Zawodnikiem miesiąca właśnie został Harden. Wszyscy w USA sie mylą.

    (0)
  17. Array ( )
    Odpowiedz

    Wagant, super komentarze, super ciekawe. Mi się takich rzeczy nie chce sprawdzać, a ty w ciekawy sposób przedstawiłeś swój punkt widzenia na dwa tematy. Z Hardenem i Irvingiem się nie zgadzam. Z kolei z Popem już tak. Jeśli ktoś zarzuci Ci bufonadę to olej gościa i rób swoje.

    (0)

Gwiazdy Basketu