Madison Square Garden: chociaż raz odwiedzić Mekkę

32

Jednym z filarów Islamu jest punkt, iż każdy Muzułmanin powinien raz w życiu odwiedzić Mekkę, jeśli pozwala mu na to sytuacja materialna. Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ dokładnie tak samo jest w NBA – każdy z graczy marzy o tym, by przynajmniej raz w karierze odwiedzić halę zwaną „Mekką koszykówki” i zagrać tam wybitne spotkanie. O czym mowa? Oczywiście o legendarnej Madison Square Garden, miejscu gdzie swoje mecze rozgrywają New York Knicks.

Wielu aktorów twierdzi, że najbardziej intratne oraz zapewniające największą popularność jest granie w filmach, ale nic daje takiej satysfakcji oraz wręcz intymnej więzi z widzem, jak granie w teatrze. NBA jest jak Hollywood – co wieczór grasz we wspaniałym filmie, ciesząc się miłością tłumów. Są jednak wieczory specjalne, kiedy jedziesz na występ właśnie do teatru, gdzie widzowie są bardziej wymagający, a wszyscy z bliska obserwują każdy Twój ruch. Taka właśnie jest MSG i wyrafinowani, nowojorscy kibice. Zawsze chcący więcej, potrafiący docenić wielkość. W końcu wychowywali się na Alim, Frazierze, Ewingu, Woodym Allenie oraz Spike’u Lee.

Nieprzypadkowy jest fakt, że niedaleko Madison Square Garden znajduje się Broadway – królestwo teatrów oraz musicali. Na występy w MSG mobilizowali się wszyscy najwięksi, każdy chciał się tutaj pokazać. Sam król koszykówki, czyli Michael Jordan, traktował Nowy Jork specjalnie i nie tylko z racji tego, że urodził się w tym mieście. „MJ” wiedział, że publiczność w Madison Square Garden jest zblazowana i wymagająca, dlatego jeśli zagra tutaj wybitne zawody, fani na pewno go docenią. Spytajcie zresztą największych, m. in. wspomnianego już Jordana czy Reggiego Millera, które mecze ze swoich karier pamiętają najlepiej, a z pewnością odpowiedzą zgodnie: te w Nowym Jorku.

Wszystko zaczęło się od Irvinga, ale nie Kyrie

Dlaczego ta hala jest taka specjalna? Nie chodzi o aspekty techniczne, bynajmniej. MSG jest po prostu sercem Nowego Jorku – siedziby wielkomiejskich „Knickerbockers”. Kim oni są? Określenie to, które przetrwało do dziś, pochodzi z powieści Washingtona Irvinga „Historia Nowego Jorku od początku świata do końca dynastii holenderskiej, autorstwa Diedricha Knickerbockera”. Diedrich był oczywiście postacią fikcyjną, do tego nosił specyficzne szerokie spodnie pumpy, nazwane na jego cześć właśnie „Knickerbockers”.

Ale to tylko jedno z zastosowań nazwiska bohatera z powieści Washingtona. Mianem „Knickerbockers” nazywano zwyczajnie mieszkańców Manhattanu, a według innych źródeł z czasem po prostu wszystkich Nowojorczyków. Skąd natomiast wziął się pomysł na takie, a nie inne nazwisko Diedricha? Od prawdziwej, historycznej postaci, Hermana Knickerbockera – polityka, potomka holnderskich imigrantów. Ale „Kinckerbockers” to nie tylko Nowojorczycy i rodzaj spodni, ale także bardzo znana grupa artystyczna zrzeszająca literatów (w tym Washingtona Irvinga) oraz coś, co porusza nasze serca szczególnie – drużyna NBA, New York Knickerbockers, w skrócie po prostu Knicks.

Knicks istnieją od roku 1946, ale sama Madison Square Garden ma swoje początki jeszcze w XIX wieku. Współczesne MSG zostało otwarte 11 lutego 1968, jest czwartym obiektem pod tą nazwą. Wcześniejsze hale wybudowano kolejno w 1879, 1890 oraz 1925 roku. Obecna hala znajduje się nad stacją kolejową New York Pennsylvania Station, a dokładniej na Manhattanie, między siódmą a ósmą aleją oraz 31. i 33. ulicą. Ok, ale dlaczego nazywana jest „Mekką koszykówki”?

Oni mają banery, my mamy historię

Wiecie kim jest George Kalinsky? Założę się, że nie, dlatego śpieszę z wyjaśnieniami. Kalinsky (rocznik 1936) jest oficjalnym fotografem Madison Square Garden od roku… 1966. Łupem jego obiektywu padały największe wydarzenia, nie tylko sportowe. To m.in. mistrzostwa dla Knicks, „Walka stulecia” Alego z Frazierem (1971), ale także msza święta Jana Pawła II w roku 1979, czy ostatni koncert Johna Lennona. Kalinsky, który także jest oficjalnym fotografem Radio City Music Hall, przez 50 lat swojej pracy twórczej fotografował największych: Alego, Gretzky’ego, Lennona, Sinatrę i tak dalej, i tak dalej… Wiecie, co mówi o MSG? Posłuchajmy:

Nazywana jest „Mekką koszykówki”, ze względu na swoją historię – na te wszystkie wspaniałe spektakle, które odbyły się tutaj. Żadna inna hala sportowa nie wytwarza takiej aury, jak właśnie Madison Square Garden

Możemy jedynie dodać, że Kalinsky ma rację, co potwierdzają amerykańskie media:

Nazywanie MSG „Mekką” jest bardzo nowojorskie, ale trzeba powiedzieć to głośno: Lakers, Celtics i Spurs mają swoje mistrzowskie tytuły, ale nie mają tak magicznej hali jaką ma Nowy Jork (…) I nie chodzi tu tylko o NBA, ale także o koszykówkę uniwersytecką, a nawet koncerty i inne ważne wydarzenia.

W podobnym tonie o nowojorskiej koszykówce i samej hali mówi legenda Knicks, Earl „The Pearl” Monroe:

W Nowym Jorku urodziło się tak wielu świetnych graczy. To zaczęło się od koszykówki uniwersyteckiej oraz osiedlowych legend, gdzie ramię w ramię grali biali z czarnymi. „Mekka” bazuje na tych miejskich zespołach, ulicznych talentach – wszyscy marzyliśmy, by kiedyś zagrać w tej hali. To wielkomiejska gra.

Big moments

W historii MSG nie brakowało wielkich meczów oraz legendarnych momentów, wśród których możemy wymienić np. wsad lewą ręką Johna Starksa w drugim meczu Finałów Konferencji Wschodniej przeciwko Bulls z roku 1993. Sam John twierdzi, że po dziś dzień ludzie ciągle pytają go o tamten wsad nad Grantem i Jordanem.

55 punktów Jordana po powrocie do ligi w roku 1995:

NBA Finals 1970:

Akcja za cztery punkty Larry’ego Johnsona:

61 punktów Kobe, zakończone owacją na stojąco:

Nie ma jednak niczego bardziej nowojorskiego, niż wojny Reggie Millera z Knicks oraz ich fanem numer jeden, czyli Spike’m Lee. Cofnijmy się zatem do roku 1995 oraz przybliżmy sylwetkę samego Lee. Bo czyż można mówić o samej Madison Square Garden, nie wspominając o Spike’u? Myślisz MSG, mówisz Lee i na odwrót.

W roku 1995 nazwisko Spike’a Lee było już doskonale wszystkim znane, jego filmy stały się bowiem wizytówką czarnoskórej społeczności, a jego samego ochrzczono „Głosem czarnoskórej Ameryki”. Oczywiście Lee wszedł do kanonu kina portretując głównie Afroamerykanów (zwłaszcza tych z Nowego Jorku), ale byłoby sporym uproszczeniem, patrząc na jego sztukę jedynie przez pryzmat koloru skóry.

Lee to przede wszystkim świetny reżyser, doskonale potrafiący oddać klimat, uroki oraz problemy życia w wielkomiejskiej dżungli. A że „Big Apple” wraz ze swoimi „Knickerbockers” to tygiel kulturowy, przecinające się w filmach Spike’a problemy Afroamerykanów, ale także i po prostu mniejszości etnicznych były i są dla Nowojorczyków chlebem powszednim, a dla samego reżysera oczywistym źródłem inspiracji. Ma w dorobku m. in. „Crooklyn” z 1994 roku, czy „Malcolma X” z roku 1992 (patrząc tylko na najświeższe wtedy jego dzieła).

To do niego należało krzesełko numer jeden w hali, blisko parkietu, z którego głośno dopingował ukochanych Knicks, a wytrącał z równowagi zawodników innych drużyn. Lee stał się swoistą odpowiedzią NYK na Jacka Nicholsona, tyle że w wydaniu ze wschodniego wybrzeża. No i nienawidził Reggie Millera, który doskonale zdawał sobie sprawę, że jego popisy z roku 1995 na zawsze przeszły do historii koszykówki. O co chodzi?

Osiem punktów w 9 sekund

Oczywiście o sławne już „Osiem punktów w dziewięć sekund”, nazywane najlepszą końcówką meczu w historii NBA. Na 18.7 sekund przed końcem pierwszego meczu półfinałów Konferencji Wschodniej Pacers przegrywali z Knicks 99:105, ale wtedy wydarzyło się coś niezwykłego: Miller trafił dwie trójki z rzędu, Starks spudłował dwa wolne, Ewing nie trafił dobitki, Reggie trafił dwa kolejne wolne i było po wszystkim. Osiem punktów w krótkim czasie, wygrana 107:105. I to w takim meczu, o takim ciężarze gatunkowym, niezwykłe. Millera ochrzczono mianem „Killera”, a sam mówił o MSG następująco:

Kocham grać w Garden (…) atmosfera, kibice, media, uwielbiam to, jak wszyscy nas tu próbując zdenerwować, to wspaniała rywalizacja

W historii Madison Square Garden mieliśmy także sławną już „Choke Game”. Skąd się to wzięło? Rok przed wydarzeniami opisanymi wyżej, w Playoffs 1994, Pacers także walczyli z Knicks. Przy stanie 2-2, w piątym meczu finałów konferencji (oczywiście w MSG) Miller rzucił w czwartej kwarcie 25 punktów (w całym meczu 39) a Indiana odrobiła 12 punktów straty, wygrywając 93:86.

W pewnym momencie spotkania, chwilę po tym jak Reggie trafił „trójkę” z rogu, jeden z koszykarzy Pacers rzucał wolne. Miller cały czas kłócił się ze Spikiem Lee, ale w pewnym momencie nie wytrzymał i pokazał reżyserowi wymowny znak duszenia. Scena ta przeszła do historii sportu, a tamten mecz zapamiętano jako „Miller Time”, a także „Choke Game”.

New York, New York

Nie tylko samo miasto jest magiczne, które stało się inspiracją dla wielu wielkich artystów, takich jak Frank Sinatra czy Woody Allen. Sport i MSG od zawsze związane były z krwiobiegiem „Wielkiego Jabłka”, jak nazywa się NY. Wspomina Larry Johnson, były gracz Knicks:

Pamiętam, jak przyjechałem tutaj jeszcze jako gracz Hornets. Wszedłem do hali i myślałem o pojedynku Alego z Frazierem, o tych wszystkich wydarzeniach. Kiedy wchodzisz na parkiet, czujesz tę historię, to wszystko. Jest tu taka energia, której nie ma nigdzie indziej.

Ale to historia. Dzisiejsi Knicks to śmiech na sali, klub źle zarządzany, któremu pozostały jedynie mgliste wspomnienia czasów minionych, czasów wielkości. Drużyna jest w wiecznej przebudowie i pozostaje napisać jedynie, że tak wielki klub – a także ogromny pod kątem marketingowym rynek, jakim jest NY zasługuje na coś lepszego niż tankowanie i marzenia o playoffs. Lata 70-te to mistrzostwa, przełom lat 80-tych i 90-tych to czasy Ewinga i spółki, później była jeszcze wizyta w Finałach w roku 1999, finały konferencji w roku 2000 i… właściwie tyle. Prawie 20 lat degrengolady.

Oczywiście mimo fatalnych wyników drużyny Knicks, Madison Square Garden już na zawsze pozostanie „Mekką koszykówki”, a Spike’owi Lee i reszcie fanów pozostaje tylko czekać na przełom. W artykule celowo pominąłem za to jedną rzecz – wspaniałe czasy MSG w latach 80-tych oraz sukcesy drużyny uniwersyteckiej St. John’s, w której grał niejaki Chris Mullin. Może pamiętacie? To ten białas z Brooklynu, o którym Tim Hardaway powiedział kiedyś: „Nikt nie rozumie co on mówi. Jest biały, a mówi jak czarny”. Ale to już temat na osobny artykuł, który pojawi się za jakiś czas.

[Kuba Machowina]

Ostatnie Wpisy

32 comments

  1. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe kmn
    PATRON
    Odpowiedz

    George Kalinsky ?? w podstawówce chodziłem do klasy z Grzegorzem Kalińskim… bez kitu… muszę z nim pogadać dlaczego nie pokazał mi tych wszystkich zaj… fotek
    kolega z ławki kuźwa…

    (48)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Nowy York to też jest miasto drugich szans, pamiętam jak przygarneli Latrella Sprewella bo odsunieciu go po ataku (duszeniu) na trenera. W tedy pomimo braku social media i innych jechali po LS, a on odwdzieczyl się Nowemu Yorkowi za szansę. Tak swoją drogą warto było by tego zawodnika przybliżyć nie o jego negatywnych precedensach tylko tych pozytywnych np ta złość energia przy dunkach.
    Ja zachodze w głowę jak długo już to trwa ten niebyt NYK, kibice z Nowego Yorku sobie na to nie zasłużyli, a ten gif powyżej to ujęcie całego środka Madison to aż do dziś dzień mnie ciarki przechodzą

    (2)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Czy jest możliwe mając 24 lata ruszyć z kopyta nie grając wcześniej nigdy nawet w drugiej lidze i ciężką pracą dostać się do NBA, chociażby na 10 dniowy kontrakt ?

    (1)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    „Spytajcie zresztą największych, m. in. wspomnianego już Jordana czy Reggiego Millera”

    Zapytałem, ale nie odpisują mi na fejsie

    (20)
    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe Kuba Machowina

      @spider Dzięki za linka! Nawet nie wiedziałem, że taka strona istnieje 🙂 Ja wpadłem na pomysł napisania o MSG przeglądając swój stary artykuł o Reggiem Millerze oraz czytając wspominki Larry’ego Johnsona. Ktoś widać miał podobny pomysł.

      (2)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Świtny artykuł panie Kubo. Czekam z niecierpliwością na dokładkę o Chrisie M. Zawodniku o najdłuższych palcach w nba,swego czasu oczywiście. Wiedziałeś pan??

    (0)