fbpx

Marcus & Markieff Morris: American Gangster

14

Mają takie same samochody, noszą takie same ciuchy. Podobnie strzygą brody, mają nawet takie same tatuaże. Jeden z nich, widniejący na lewym ramieniu bliźniaków to napis “FOE”. W dosłownym tłumaczeniu “foe” znaczy “wróg”, ale dla nich bliźniaków to akronim: Family over everything, czyli rodzina jest najważniejsza. Czyżby nawiązanie do “Ojca Chrzestnego”? Ja bym powiedział raczej “American Gangster”.

“Kartoteka” Marcusa i Markieffa Morrisów jest dość bogata i to nawet jak na standardy NBA. Razem gotowi rozsadzić od środka każdą drużynę, bo to rozbójnicy rzadkiej klasy, idealne ucieleśnieniem piosenki: “Nie znajdziesz nigdzie takich trzech jak nas dwóch”. Weźmy sezon 2014/15. Ostatni, który Marcus i Markieff spędzili razem w barwach Phoenix.

Zarzut 1: Brak szacunku dla przeciwnika

Nie przystoi profesjonalnemu koszykarzowi obrażać wszystkich na swej drodze. Dogorywająca sztuka boiskowego trash talku jest OK, ale nawet tutaj istnieją jakieś granice. Jest takie mądre powiedzenie: “Co dzieje się w Vegas, zostaje w Vegas”. Schodzimy z boiska i zapominamy, szanujemy się. Morrisowie nigdy tego nie potrafili. W listopadzie 2014 roku Suns grali przeciwko Pistons, a młodziutki Kentavious Caldwell-Pope spudłował rzut na zwycięstwo. Markieff skwitował to tak:

Mógł trafić, ale wiemy, że on nie ma serca do gry także spodziewaliśmy się, że spudłuje.

Reakcje posypały się natychmiastowo. Stan Van Gundy nie pozostał dłużny:

Nie wiem, co on takiego osiągnął, by tak kłapać jęzorem. Niech zagra najpierw chociaż jeden mecz w playoffs.

Dwa tygodnie później Phoenix ponownie grało z Tłokami i dostali w papę.

Zarzut 2: Agresja

Jak już sypiemy powiedzeniami, to jest także jedno, które doskonale pasuje do Morrisów: “Człowiek wyjdzie z getta, getto z człowieka nie”. Bracia zachowują się jak typowi członkowie gangu, nie przepuszczą nawet biednemu psu, jeśli krzywo na nich popatrzy. Nie liczą się reperkusje, jadą po bandzie. Kiedy jeden z dziennikarzy napisał w styczniu 2015 roku, że Suns powinni odpuścić sezon i starać się o wysokie miejsce w drafcie, Marcus Morris od razu wypalił: “Foolishness” (głupota). Słowo to stało się inspiracją dla wielu memów, a koszulka z tymże napisem i wizerunkiem Marcusa rozchodziła się jak ciepłe bułeczki.

15555748_10210464992053375_814643792_n

Nie chodziło też o sam fakt reakcji, ponieważ to, co napisał tamten dziennikarz było zwyczajnie głupie. Suns walczyli wtedy o ósmą lokatę na Zachodzie. Chodziło raczej o skalę reakcji. Morrisowie nie dyskutują z nikim, od razu walą w mordę.”Słońca” były także agresywne na boisku, zespół przewodził w liczbie przewinień technicznych, prym wiedli oczywiście bracia. Co więcej, czasem zachowywali się tak debilnie, że kłócili z arbitrami, nawet jeśli… gwizdki były na ich korzyść. Goran Dragić wspomina:

Doszło do tego, że sędziowie wszystkie sporne sytuacje gwizdali na naszą niekorzyść, tak bardzo nas nienawidzono.

Zarzut 3: Pobicie

Dwa miesiące temu do sądu w Arizonie wpłynęły zarzuty przeciwko Morrisom. W styczniu 2015 roku wraz z trójką towarzyszy mieli rzekomo pobić niejakiego Erika Hooda, który przedstawia się jako “mentor chłopaków z dzieciństwa z rodzinnej Filadelfii”. Hood przyjechał na turniej amatorów, gdzie spotkał znajomych chłopaków. Jak skończyła się miła pogawędka? Przed halą doszło do bijatyki, Hooda ponoć sprano na kwaśne jabłko, a także “zdeptano”. Jednym z agresorów miał być Marcus, a bandą dyrygować Markieff, któy kazał Hoodowi “pilnować własnych spraw”. Facet miał podobno “wysyłać niewłaściwe SMSy do matki bliźniaków”.

Zarzut 4: Znieważenie trenera i mediów

Nie dziwimy się Jeffowi Hornacek’owi, że miał dość. Zespół był utalentowany, ale niepokorny. Przewinienia techniczne sypały się jak w rękawa, w szatni, którą oczywiście trzęśli Morrisowie napędzano kulturę spod znaku “Bad Boys”. W meczu transmitowanym w ogólnokrajowej telewizji Marcus na oczach milionów widzów zbluzgał własnego szkoleniowca…

Kiedy po kolejnym z meczów, które Suns przegrali przez brak opanowania nerwów, dobrotliwy z natury Jeff mówił:

Wiecie co, wszyscy jesteśmy już zmęczeni. Cały rok im tłumaczymy, ale bez rezultatu. Następny, który dostanie “technika”, siedzi do końca meczu na ławce.

Dalej było jeszcze ciekawiej. Niedługo po słowach coacha Markieff Morris rozegrał mecz życia, rzucając kryjącemu go LeBronowi 35 punktów. Reakcja koszykarza? “Nie rozmawiam dziś z prasą”. Przed szatnią Markieffa próbowała powstrzymać nawet Julie Fie, odpowiedzialna w Suns za Public Relations. Bezskutecznie. Morris był nieubłagany:

Chciałem zrobić sobie dzień wolnego od mediów, wrócić do domu i świętować.

Wszystko zaledwie trzy miesiące po tym, jak bracia podpisali długoletnie, lukratywne kontrakty z Phoenix Suns. Piękny pokaz profesjonalizmu, nie ma co.

Zarzut 5: Znieważenie fanów

Możesz obrazić przeciwników z boiska, media, nawet trenera. Jest jednak święta, niepisana zasada w sporcie: nigdy nie zadzieraj z fanami. To oni tworzą klub, to oni de facto są klubem. Kiedy Morrisów coraz bardziej nienawidzono w Phoenix, na ratunek przybył Markieff. Oto co miał do powiedzenia dziennikarzom, by “załagodzić” całą sytuację:

Potrzebujemy przewagi własnego parkietu, ale jej nie mamy. Nie czuję by fani stali za nami. Nie, nie buczą na nas, ale ogólnie im nie zależy, mają wszystko gdzieś. Wiem, że stać ich na więcej. A oni tylko stoją i się gapią.

1 2

Ostatnie Wpisy

14 comments

  1. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Gadom
    Odpowiedz

    A ja tam się jaram takimi wyrazistymi postaciami. Nie pochwalam wojen z trenerem, kwasów w szatni etc. Fajnie jednak, że są jeszcze grajkowie, których największym problemem nie jest wybór skarpetek pod kolor butów. Taka namiastka lat 80. i 90.

    (59)
  2. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe Pike
    PATRON
    Odpowiedz

    Moim zdaniem to już takie na siłę szukanie bad boy’ów wśród aktualnych graczy NBA. Dwóch młodych, głupich smarków (bo inaczej nie można określić ich zachowania w profesjonalnej i najlepszej lidze na świecie), którzy na dodatek jeszcze nic nie osiągnęli w NBA, pokłóciło się z kimś, dołożyli do tego kilka ciętych ripost a już są określani bandziorami, z których mogą wyrosnąć gangsterzy..

    “Morrisowie nie dyskutują z nikim, od razu walą w mordę.” , “Razem gotowi rozsadzić od środka każdą drużynę, bo to rozbójnicy rzadkiej klasy” albo że ‘trzęśli szatnią w Pheonix’

    A ich jedyne występki to kłótnia jednego z trenerem albo olanie wywiadu, bo drugi chciał zrobić sobie dzień wolny i nie miał ochoty rozmawiać z nikim z prasy.. Straszny bandyta 😀

    To raczej dwa smarki, którym brakuje profesjonalnego podejścia do gry w NBA, a nie współcześni bad boy’s. Niedługo za wulgarne wypowiedzi na Twiterze zawodnicy będą porównywani do najlepszych gangsterów XX wieku

    (19)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Akurat o kibicach to mieli racje, przeciez w NBA kazdy mecz rundy zasadniczej tak wyglada. Pomyslec jakby to wszystko wygladalo z dopingiem takim jaki maja amerykanie w rozgrywkach uniwersyteckich.

    (10)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja tam cały czas jestem pewien, że przynajmniej raz za czasów gry w Phoenix zamienili się strojami i i nawet rodzona matka ich nie poznała. Pewnie oni sami nie wiedzieli, który to który.

    (7)
  5. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe idoru
    Odpowiedz

    Martwi mnie, że podobne oryginały są dla niektórych inspiracją. Ktoś wyżej napisał – że to “wyraziste postaci” … Wyrazisty to jest Dennis Rodman czy zmarły właśnie Craig Sager oraz jego nemesis – Pop. Ludzie tacy jak Morrisowie czy Harrison Barnes to produkty kontrkultury Gangsta – i jako tacy nie powinni być promowani i nie powinni być stawiani za wzór.
    To powinno rozumieć się samo przez się, gdyż podejście do życia i innych ludzi jest skrajnie aspołeczne – i nie ma się czemu dziwić, że jest zwalczane przez władze, czy ligę.
    Wystarczy posłuchać ze zrozumieniem tekstów (szczególnie ojców stylu Gangsta) – gdzie motywem przewodnim jest bogactwo, szybka kasa, łatwe laski i specyficzna dla czarnych amerykanów forma rasizmu. Głownie nacisk na bogactwo – ale bez pracy (wartości najwyższej dla protestanckich społeczności na których wyrosła biała ameryka), promowanie “silnych ludzi” i pogarda dla wszystkiego i wszystkich, którzy nie są “ziomami” – oraz specyficzne pojęcie “honoru”. Pominę – własnościowy i przedmiotowy stosunek do kobiet.
    To wszystko – powinno eliminować takich “bohaterów” z naszej świadomosci – bo ich wartości są w jawnej sprzeczności z naszym interesem (szczególnie nas – białych Polaków 😉 – bo taki Gangsta najbardziej gardzi właśnie nami, a swoje bogactwo najchętniej by pozyskał zabierając je nam (tzn. białym, którzy strasznie go dyskryminują i wyzyskują) lub sprzedając wszystkim wokoło dragi 😉
    Ten przydługi wywód starego zgreda – mam nadzieję da Wam trochę do myślenia. Szczególnie, że świetny art. Kuby – także nie sympatyzuje z kontestującą postawą Morrisów (szczególnie obrażania fanów – nota bene – ludzi, którzy zapewniają im dochody).
    Mnie osobiście dziwi – taka fascynacja (i identyfikacja młodych ludzi) ta kontrkulturą – w której odbiorcy (przecież nie będący w wiekszości Gangsta) – są potencjalnymi ofiarami;-)
    Jest to szczególnie zastanawiające, jeśli poznało się choć trochę jak to wygląda w rzeczywistości – ilość szans jakie ma na wyjście z getta przeciętny Amerykanin jest nieporównywalnie większa niż ktoś z próbujący się wydostać np. z Sejn.
    Problemem praktycznie całej społeczności z gett jest organiczna niechęć do pracy. Jest to opisany w nauce model wyuczonej bezradności i powtarza się praktycznie we wszystkich miejscach gdzie socjal zapewnia jako takie przeżycie.

    (8)

Gwiazdy Basketu