Mario Hezonja: jestem najlepszy!

15

Zazwyczaj piszę o graczach, których lubię, lub mam do nich pewien sentyment. Tym razem poszedłem w drugą stronę i ten artykuł poświęcam zawodnikowi, którego od samego początku szczerze nie znosiłem – za jego zarozumiałość połączoną z brakiem wyników. Witajcie w świecie Mario Hezonji.

Jestem Super! Super Mario!

Z hali czy amatorki znacie pewnie takich ludzi – wchodzi do szatni i patrzy na wszystkich z góry, gdy walczycie o zbiórkę on z połowy boiska krzyczy “piła”, konstruujecie atak – on pali za trzy przez ręce, jego “usage rate” wynosi około 50%. Przy tym trafia co setny rzut, zostawiając po nim ręce w górze w geście zwycięstwa. Wraca za tydzień i sytuacja się powtarza.

Hezonja, w Europie znany nie przez przypadek jako Super Mario, cierpi na taką właśnie przypadłość. Najsłynniejszą anegdotą potwierdzającą jego pyszałkowatość jest ta o Leo Messim. Grając dla koszykarskiej sekcji Barcelony, jeden z dziennikarzy zapytał Hezonje czy wybrał się na Camp Nou obejrzeć grę cudownego Argentyńczyka. Usłyszał odpowiedź, która obiegła amerykańską prasę przed draftem 2015:

Niech lepiej Messi przyjdzie obejrzeć moją grę.

Swoje szanse w wyborze do NBA Mario oceniał równie wysoko, co najmniej na pierwszą dziesiątkę – tak “nisko” gdyż karierę prowadził w Europie a nie na uniwersytecie w USA. Zszokowany ekspertom mówił:

Gdybym poszedł do college’u, zamiast grać dla Barcelony byłbym tegorocznym numerem jeden.

W dodatku Matej Mimic, były chorwacki zawodnik i trener, w swoim artykule opisującym Hezonję stwierdził, że to jedyny gracz w klasie draftu, który rzeczywiście wierzy, iż jest tak dobry by pokonać Kobe w grze jeden na jeden. Niektórzy dziennikarze przypisali te słowa bezpośrednio Mario i afera gotowa. W prasie obok nazwiska Chorwata pojawiały się dwa przymiotniki: perspektywiczny i zarozumiały. Wraz z wiekiem wypowiedzi zawodnika Magic stają się coraz bardziej stonowane, ale i tak ostatnio zapytany o zwyżkę formy odparł:

Ja ciągle jestem w dobrym rytmie.

Czy rzeczywiście tak jest? Sprawdźmy, zaczynając od samego początku…

Trzynastoletni profesjonalista

Pewność siebie odziedziczyłem po części od rodziców. Ojciec to były gracz w piłkę wodną, wiele nauczył mnie jeśli chodzi o podejście do sportu.

Mario przyszedł na świat 1995 roku w mieście Dubrownik, zwanym perłą Adriatyku. Może niektórzy z Was mieli okazję je odwiedzić podczas wakacji w Chorwacji, na chwilę porzucając plaże i rakije dla piękna architektury. Imię Mario otrzymał po wujku, zabitym podczas walk na terenach byłej Jugosławii, w których uczestniczył także jego ojciec – żołnierz marynarki wojennej. W czasie pokoju został urzędnikiem celnym i zapewnił rodzinie spokojny byt.

Koszykówka szybko stała się istotna dla Hezonji przede wszystkim za sprawą Lakers i Bryanta, którego cenił od dziecka. Na wzór swojego mistrza ciężko pracował pod okiem lokalnych trenerów – w roku szkolnym cztery godziny dziennie, a w wakacje sześć. W połączeniu z niebagatelnym talentem i dobrymi warunkami fizycznymi praca nad swoimi umiejętnościami zaprowadziła go do podpisania kontraktu z ekstraklasowym KK Dubrownik w wieku trzynastu lat.

Chłopak ożenił się z koszykówką. To najmłodszy zawodnik, który wystąpił w meczu chorwackiej ligi. Ma niesamowity charakter, wszystko co przydarza mu się w życiu traktuje jak wyzwanie [Darko Kunce, pierwszy, wieloletni trener Hezonji]

Po dwóch latach gry na prowincji przeniósł się do stolicy, by z młodzikami Zagrzebia wygrać prestiżowy Nike International Junior Tournament. Z doskonałymi cyferkami znalazł się w najlepszej piątce turnieju obok Dario Sarica z 76’ers. Tego kalibru talenty wyszukują europejskie potęgi i jako siedemnastolatek Hezonja podpisał trzyletni kontrakt z Barceloną.

Ślepa uliczka w Barcelonie

Miejsca w dobrym klubie nie dostaje się za darmo – pierwszy sezon Hezonja spędził w drugiej drużynie dostając odpowiednie minuty i czas na rozwój. Uzyskiwał średnio 14.5 punktu, 3.4 zbiórki, 1.4 asysty i prawie dwa przechwyty na mecz. Dopiero w drugim roku kontraktu rozpoczęły się problemy, które mogły zaważyć na karierze Hezonji, a mianowicie, osiemnastolatek trafił do pierwszej drużyny ze stolicy Katalonii. Wydawałoby się, że raj został właśnie osiągnięty, ale wraz z awansem stopniał znacznie czas gry Super Mario i tym samym zdobycze punktowe. Jako dziewiętnastolatek zadebiutował w Eurolidze notując oszałamiające 2.5 punktu na przestrzeni dwóch spotkań.

Dzisiaj, gdy do draftu szykuje się Luca Doncic często słychać opinie, że “najwyżej skończy jak Hezonja”. Cóż, będąc w tym samym wieku co Mario, Słowieniec trzydzieści pięć razy wystąpił w Eurolidze, w tym piętnaście w pierwszej piątce Realu. Spędzał na parkiecie blisko 20 minut co przekładał na 7.8 punktu, 4.5 zbiórki i 3.5 asysty. Gdy na Eurobaskecie doznał kontuzji w finałowym meczu, Słoweńcy, od Mariboru po Lublanę, płakali żeby skurcze ominęły Dragica i udało się dowieźć zwycięstwo bez jednego z dwójki liderów. Hezonja, choć na poprzednich turniejach grał solidnie, na ostatnich Mistrzostwach Europy nie wystąpił wcale.

Maciej Lampe, tytan treningu i relacji interpersonalnych, żegnał Hezonję opuszczającego Barcelonę tymi słowy:

Niecodzienny talent. Ma w sobie ogień. Czasem gada gdy powinien się zamknąć, ale to dobry gracz.

Klub Myszki Miki

Dzień po spektakularnym konkursie wsadów w wykonaniu Zacha LaVine’a Hezonja przyszedł na trening Barcy nieco wcześniej i po kilku próbach powtórzył wszystkie dunki mistrza zza oceanu. Myślami widział się zapewne w kolejnym Slam Dunk Contest i potwierdził swój udział w drafcie 2015. Wybrali go z piątką Magicy, tuż po tym jak Jax sprowadził do Nowego Jorku Porzingisa. Po wycieczce do Disneylandu i całkiem obiecującej lidze letniej, z zaliczonym game-winnerem na koncie, podekscytowany Hezonja zjawił się na pierwszym treningu. Powitał go znacznie mniej entuzjastyczny w stosunku do młodych graczy trener starej szkoły, Scott Skiles.

Respekt? Nie czuję respektu do nikogo na parkiecie. Nie ochodzi mnie czy kryje mnie weteran czy młody gracz. Zawsze mam ten sam cel – chcę ich pokonać.

W takim tonie wypowiadał się Mario dla chorwackiej prasy tuż przed rozpoczęciem sezonu. Sęk w tym, że zupełnie inaczej całą sprawę widział Skiles.

Na ten moment nie jest gotowy. I on o tym dobrze wie.

Grając za plecami weteranów, w zespole który nie awansował do play-off, spędzał na parkiecie siedemnaście minut znów nie mając zbyt wiele szans na rozwój. W dodatku gdy już odrywał się od ławki najrzadziej z zespołu kończył akcje rzutem, ba, miał również najmniej posiadań z całej ekipy. W dodatku “mentorem” i przyjacielem Hezonji został posiadacz fryzury utrudniającej rzut do kosza – Elfrid Payton.

Gdy Skiles został zastąpiony przez Franka Vogela, Mario liczył na wzrost minut w kolejnym sezonie. Te jednak wraz ze statystykami znacznie spadły, a nowy trener rozważał odesłanie Hezonji do D-League w celu zapewnienia mu większego czasu gry niezwykle potrzebnego młodemu graczowi by nabrał rytmu i boiskowej rutyny. Ostatecznie jednak Chorwat pozostał w składzie Magic.

Po roku pracy w drużynie Myszki Miki Vogel postarzał się o dwadzieścia lat, w czym swój udział miały i poczynania Super Mario, w tym najsłynniejsze zagranie gdy w kontrze czterech na jednego próbował podać między nogami, co zakończyło się przechwytem. Shaq z kolegami w studio śmiali się, że tak oto NBA 2K zmienia się w Mario Bros. A statystyki z drugiego sezonu? 4.9 punktu, dwie zbiórki i jedna asysta.

Nie mów bust przed zachodem słońca

Tegoroczni Magic, po obiecującym początku, to obecnie mizeria wśród kotletów i ziemniaczków konferencji wschodniej. Gdy faza play-off dawno już uciekła a gra toczy się o jak najwyższy pick, swoje szanse wykorzystuje i Hezonja. W ostatnich dziesięciu spotkaniach dostał od trenera prawie 30 minut, które przełożył na 12.4 punktu, 5.1 zbiórki, 1.7 asysty i tyle samo przechwytów. Przypomnijmy, że ma dopiero 23 lata, to jego trzeci sezon w NBA. Po opuszczeniu wilczej watahy Ricky Rubio zaczął trafiać, Kris Dunn w ogóle obudził się z letargu. Victor Oladipo uciekając ze świata Disneya stał się All-Starem a Domas Sabonis jego dzielnym pomagierem. Wszystko zależy od odpowiedniego miejsca i czasu.

Żeby było ciekawiej panowie Hammond i Weltman postanowili nie wykorzystywać opcji zespołu na sezon 2018-19 i Hezonja stanie się niezastrzeżonym wolnym agentem. Sam zainteresowany wypowiada się dyplomatycznie i nie precyzuje swoich planów na przyszłość. Udana końcówka sezonu zapewne podniosła jego wartość.

Tak jak mówiłem, nie lubię Hezonji, dlatego z radością dodaję łyżkę dziegdziu do garnuszka miodu jakim był ostatni akapit. Niezwykle celnie młodszego kolegę z drużyny podsumowuje Shelvin Mack, z którego cytatem Was zostawię:

Zawsze stara grać spektakularnie, zamiast prosto. Jest bardzo pewny siebie. Myśli, że jest “gorący” gdy tylko wejdzie na parkiet. I dobrze, każdy powinien mieć takie nastawienie, ale na wszystko jest czas i miejsce. Wciąż stara się znaleźć najlepszą drogę do rzutu, dopiero gdy mu się to uda, złapie potrzebny rytm.

A jak Wy widzicie przyszłość Super Mario?

[Grzegorz Szklarczuk]

Ostatnie Wpisy

15 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Myślę, że nie ma szczęścia do trenerów,gość jest najbardziej atletycznym bialasem w tej lidze! Niestety obaj trenerzy specjalizujacy sie w defensywie nie mogą wykrzystać jego potencjału. Myśle, że za pare lat znowu napiszecie o nim artykuł, tyle, że bedzie on miał dużo bardziej pozytywną treść.

    (3)
    • Array ( )

      Już w trakcie czytania mnie naszło, że skoro dzieciak miał taką ambicję i etykę pracy, że aplikował sobie 4/6h treningów dzienne to nie on coś po drodze spieprzył tylko chyba stado trenerów.

      (3)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Dlaczego w artykule wspominasz Krisa Dunna i Rickiego Rubio. Trochę tego nie rozumiem. Chyba pomyliłeś Magic z Minnesota w pewnym momencie! Poza tym artykuł całkiem przyjemny, pozdro

    (-9)
    • Array ( )

      Czytaj z zrozumieniem , napisał wyraźnie , że dopiero po opuszczeniu watahy wilków czyli Minessoty Rubio zaczął trafiać , chodzi o obecny sezon w jego wykonaniu i lepszy % skuteczności , to samo tyczny się Dunna , który w minessocie kompletnie się nie sprawdził a w Chicago już idzie mu lepiej , idąc tym tropem jest i szansa dla głównego bohatera tego tekstu jeśli zamieni Magic na jakiś inny klub może i jego talent eksploduje albo chociaż poprawią się jego statystyki

      (15)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Czytaj z zrozumieniem , napisał wyraźnie , że dopiero po opuszczeniu watahy wilków czyli Minessoty Rubio zaczął trafiać , chodzi o obecny sezon w jego wykonaniu i lepszy % skuteczności , to samo tyczny się Dunna , który w minessocie kompletnie się nie sprawdził a w Chicago już idzie mu lepiej , idąc tym tropem jest i szansa dla głównego bohatera tego tekstu jeśli zamieni Magic na jakiś inny klub może i jego talent eksploduje albo chociaż poprawią się jego statystyki

    (0)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Dlatego o takich nie pisze sie artykulow.

    Gosc nie nie osiagna. Niczego nie zdobyl. Wiec jasne ze bedzid odbierany negatywnie.

    Za pare lat jak sie wstrzeli i bedzie kozakiem beda pisali jak wierzyl w siebie, pomimo nieprzychylnosci trenerow i kolegow robil swoje i dzis jest w all star game.

    A jesli nie to po prostu, nikt nie napisze o nim artykulu.

    (1)

Gwiazdy Basketu