fbpx

Mniej znani NBA: Jarrett Allen x Brooklyn Nets

12

Pisząc jakiś czas temu artykuł na temat Roberta Swifta, jednej z wielu popsutych zabawek w piaskownicy NBA, rozpocząłem go od wstępu dotyczącego zawodników o ciekawej boiskowej aparycji. Wspomniałem Moochie Norrisa i piłkarza Carlosa Valderramę. Gdybym pisał tamten tekst dzisiaj, z pewnością w tej wyliczance boiskowych “szop” uwzględniłbym również Jarretta Allena, zawodnika Brooklyn Nets. Musicie jednak wiedzieć, że to nie przez te czarne kędziory zdecydowałem się poświęcić artykuł środkowemu nowojorczyków. W jego przypadku na pierwsze miejsce wysuwa się zdecydowanie gra.

W swoim trzecim sezonie w NBA, Jarrett jest na ustach sympatyków Brooklynu i nie tylko przez swoją świetną grą po obu stronach boiska. Kręci staty na poziomie double-double, przy 65% skuteczności z gry, a gdy gruchnie łapskiem o piłkę w bloku, to aż się gołębie w Central Parku ze strachu podrywają.

#Tex

Bohater niniejszego tekstu na świat przyszedł w niemal milionowym Austin w Teksasie. Tam również uczęszczał do liceum, konkretnie do St. Stephen’s Episcopal. Był wyróżniającym się zawodnikiem, z drygiem do defensywy, na co zwracali uwagę skauci, obserwujący go z trybun. 5 bloków na mecz robiło wrażenie. Gdy zaczęły napływać oferty stypendialne, Allen zdecydował, że “wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej” i zdecydował się odpowiedzieć na ten podpisany przez Shaka Smarta, trenera Texas Longhorns.

Jarrett Allen w barwach Longhorns. W sezonie 2016/2017 zdobywał dla nich średnio 13.4 punktów 8.4 zbiórek 1.5 bloków

Jarrett bardzo dobrze przyjął się w ekipie, stając się w sezonie 2016/2017 jej centralnym elementem, do spółki z Andrew Jonesem. Podziw budziło ich boiskowe zrozumienie i świetny pick n roll. Pod koniec rozgrywek Allen był tak chwalony, że coraz śmielej mówiło się o jego szansach w drafcie NBA. Nie był to jednak w żadnym razie zachwyt równie bezkrytyczny, co chociażby ten wobec Ziona, zupełnie nie ta półka hype.

Allena analizowano zupełnie na trzeźwo, biorąc pod uwagę jego mocne i słabe strony. Dobrze rokowała jego umiejętność zbierania piłek, zwłaszcza w ofensywie. Był również bardzo szybki i miał dobrą pracę nóg. Na drugim końcu skali- rzuty wolne. Jego 56% to może nie tragedia, gdy myślimy o środkowych, ale w dzisiejszym baskecie coraz trudniej o pracę, jeśli nie umiesz wrzucić piłki do kosza. Nieważne jak szybko biegasz i jak wysoko skaczesz. A właśnie, a propos skoczności. Allen zawitał na Draft Combine, gdzie fenomenalnie się wręcz zaprezentował pod względem przygotowania fizyczno- motorycznego. Był najlepszy w konkurencjach na wyskok i w biegach.

#Pre-draft workouts i mecze przedsezonowe

Gdy sezon w Teksasie dobiegł końca, Allen,prócz pojawienia się na draft combine, realizował treningi z różnymi ekipami, mając nadzieję na rychły angaż w najlepszej lidze świata. Na liście odwiedzonych klubów była Atlanta Hawks, Sacramento Kings i Brooklyn Nets i każda z tych ekip miała chrapkę na czołowego centra Big 12 Conference z NCAA. Gdy jednak nastał dzień draftu, to nowojorczycy zdecydowali się postawić na niego i wybrać z 22 pickiem. Razem z resztą nowego narybku NBA, Allen brał udział w meczach przedsezonowych. Jego debiut nastąpił w spotkaniu z Knicks, czwartego października 2017 roku.

W pozostałych spotkaniach mierzył się z takimi tuzami jak Joel Embiid czy Hassan Whiteside, którzy bardzo szybko pokazali mu obowiązującą hierarchię i uświadomili konieczność zdobycia doświadczenia. Niemniej, to właśnie przeciw Philly rozegrał on swój najlepszy wówczas mecz, notując siedem punktów i tyleż samo zbiórek, podczas 14 minut spędzonych na boisku. Były to zdobycze bardzo charakterystyczne dla jego przedsezonowej karty, ten etap rozgrywek kończył średnimi na poziomie 4.5/5.2 i blisko 13.5 minuty na mecz. A co do bolesnych lekcji… był to ledwie przedsmak tego, co czekało w NBA, ale Allen nie należy do osób, które łatwo złamać… BTW, za taką akcje łokciem powinny być dwa mecze zawieszenia, change my mind:

#Starter w pierwszym roku

Brooklyn Nets w tamtym okresie nie byli ekipą, która prezentowałaby jakikolwiek poziom stałości. Praktycznie każdy był na handel. Mogłeś być z drużyną na wieczornym treningu, a na porannym już nie.

Czasem sam się z tego śmieję, to niemal surrealistyczne. Podczas tych wszystkich zmian, na dotychczasowych stanowiskach ostałem się tylko ja, trener, stróż i Cuomo, gościu od sprzętu [Rondae Hollis Jefferson]

Gdy Allen zaczynał swoją przygodę z zespołem, powiedziano mu, że wędruje na ławkę, żeby grać za plecami zwalistego Timofeya Mozgova. W ekipie nie brakowało jednak młodych talentów. Prócz Allena i cytowanego Jeffersona, trafił tu jeszcze D’Angelo Russell i Joe Harris.

Piękny blok Allena na Jonathanie Isaacu, numerze szóstym z jego klasy draftu. 

Mijała kolejka za kolejką, a Brooklyn dołował w tabeli. Szefostwo zdecydowało, że trzeba w końcu dać szansę młodzieży i tak większa odpowiedzialność spadła na Allena. Z 72 meczów, które rozegrał jako rookie, w 31 wychodził na parkiet jako starter. Na koniec sezonu mógł pochwalić się statystykami na poziomie 8.2/5.4/1.2, w ciągu 20 minut gry. Warto jednak zwrócić uwagę, że skuteczność z linii osobistych wzrosła do ponad 78%.

#Here and now

Po tym, jak Brooklyn zakończył rozgrywki z bilansem 28-54, wydawało się, że kolejny sezon da fanom ekipy więcej tego samego. Ekipa zaliczyła jednak niesamowity skok, kończąc sezon z 42 wygranymi na koncie i awansując do playoffs z szóstego miejsca w Konferencji Wschodniej. W ekipie jak ryba w wodzie czuł się Jarrett Allen, który z D’Angelo Russellem stworzył duet na miarę tego z Andrew Jonesem (oczywiście po uwzględnieniu klasy rozgrywkowej). Panowie stanowili centralny punkt w ekipie coacha Atkinsona. Niestety, ich zapędy w playoffs ostudził w pierwszej rundzie zespół z Philadelphii. A, byłbym zapomniał! Allen wystartował we wszystkich 80 meczach jakie zagrał w tamtym sezonie.

Warto wspomnieć też, że Allen był najlepszym zbierającym ekipy, a jednym z meczów, po których wyrobił sobie markę w NBA było spotkanie z Rockets, w którym zebrał z tablic… 24 piłki, dokładając do tego 20 punktów i 3 bloki.

Nets wygrali tamto spotkanie 145:142. Witaj, nowoczesna koszykówko!

#Posuń się, młody!

“I to by było na tyle” zdawał się myśleć Allen, gdy latem zespół z Brooklynu poszedł va banque i sprowadził do siebie Kevina Duranta, Kyrie Irvinga i DeAndre Jordana. Zwłaszcza ten ostatni zaciąg istotny jest z perspektywy naszego bohatera, bo to zawodnik na jego pozycji. Były All-Star nie wygryzł jednak Jarretta ze składu, coach Atkins dalej ufa Allenowi.

Niemniej, można powiedzieć, że obaj środkowi żyją w symbiozie. Każdy z nich ma do dyspozycji porównywalną liczbę minut, Allen 26, Jordan 21, a Brooklyn jest ekipą nawiązującą walkę po obu stronach parkietu. Allen wciąż flirtuje z double double, a jego ekipa zajmuje aktualnie ósme miejsce w klasyfikacji playoffs. Jaką przyszłość przepowiadacie Nets w obecnym kształcie i po powrocie wielkich gwiazd? Póki co, Brooklyn bez Kyrie gra lepiej niż z nim. I spora w tym zasługa Allena.

#Bio

  • nazwisko: Jarrett Allen
  • pseudonim: Fro
  • wzrost: 211 cm
  • waga: 106 kg
  • zespół: Brooklyn Nets
  • pozycja: center
  • numer na koszulce: 31
  • draft: 2017, numer 22
  • zalety: zasięg ramion, naturalna smykałka do blokowania rzutów, relatywna sprawność, niezły pick and roll
  • wady: center starej szkoły, ofensywnie nie istnieje dalej niż półtora metra od obręczy

[BLC]

Ostatnie Wpisy

12 comments

    • Array ( )

      Za leaguepassa płaci się normalnie, kartą. Bank przelicza sobie to po ich kursie. Mi policzyli coś ok. 55 zł. Nie wiem więc skąd opcje z jakimś Revolutem. Wystarczy karta.

      (-1)
    • Array ( )

      Bo Revolut przelicza po lepszym kursie i też płacisz kartą, tyle że nie swojego banku tylko Revoluta. Ale ta nasza dyskusja wciąż nie odpowiada na pytanie czy ta opcja wciąż jest dostępna, ale wydaje mi się że leaguepass można kupić przez cały rok, więc chyba wciąż ta opcja jest dostępna.

      (0)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Co do zawieszeń za faule – John Stockton w swojej książce wspomina, jak kiedyś “Bad Boys” Pistons powalili go na ziemię przy wejściu pod kosz, a sędzia mu powiedział tylko: “trzeba się było tam nie pchać”.
    Ale i tak znajdą się tacy, którzy powiedzą, że wtedy było łatwiej.

    (2)
    • Array ( )

      Łatwiej to na pewno nie było i chyba nikt by tak nie powiedział. To zmiany w przepisach wymusiły styl gry jaki mamy. Przykładowo jeżeli można było używać kiedyś rak w obronie powodowało to, ze niscy mieli naprawdę problem z wejściami pod kosz, wiec częściej wykonywano rzuty z półdychy to co teraz nazywa się przestrzenią malooplacalną zwłaszcza 5-6 metr.
      Co do Bad Boysow to tez pamietam ich rutynowe „działanie”, czyli faulowanie w tym samym momencie przez wszystkich zawodników Detroit będących na boisku, a wiadomo, ze sędzia mógł odgwizdać tylko jeden faul jednemu zawodnikowi. To się nazywa łamanie systemu xd

      (1)
    • Array ( [0] => administrator )
      Zdjęcie profilowe admin

      Serio spotkałeś się ze stwierdzeniem, że kiedyś w NBA było łatwiej?

      (1)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    @admin – niestety tak. Mam nawet jednego kolegę z salki ok. 10 lat młodszego, który wysyła mi co jakiś czas filmiki mające udowodnić, jak mało mobilni byli niegdyś obrońcy i jak łatwo było bez obrony strefowej…

    (0)

Gwiazdy Basketu