fbpx

Mniej znani NBA: Monte Morris x Denver Nuggets

9

Do NBA trafił z 51. numerem draftu 2017 roku. Bez hałasu. Pod radarem przemknął również w debiutanckim sezonie. Jego dorobek z pierwszego roku w Denver to 10 punktów… łącznie. Być może dlatego mało kto wówczas  o nim słyszał. Potem się otworzył, jako drugoroczniak notował już 10.4 punktów, ale średnio w meczu. Teraz w trzecim sezonie staje się ważnym elementem ekipy z aspiracjami. Na ulicy nie zwróciłbyś na niego uwagi, bo gościa o tej posturze (188 cm i 79 kg) spotkać można na każdej sali czy orliku. Niemniej, zawodników takich jak on, którzy dumę umieją schować do kieszeni i pokornie grać nawet nie drugie skrzypce, ale ogony, jest w zawodowym koszu niewielu. I chwała im za to. Oto przedstawiciel tego gatunku, Monte Morris i to skąd się wziął.

#Pan szybkie ręce

Na świat przyszedł 27 czerwca 1995 w Gran Rapids, Michigan. Po jakimś czasie przeniósł się do Flint, cieszącego się złą sławą najniebezpieczniejszego miasta w USA. Uwaga: skala przestępczości przewyższa tam krajową średnią siedmiokrotnie. W takim otoczeniu “Man-Man”, jak nazywała go matka, musiał szybko dojrzeć, żeby nie mieć za często obijanej gęby. W szkole średniej, w której spędził 4 lata (Flint Beecher), był liderem drużyny w punktach, asystach i przechwytach. Podczas dwóch ostatnich lat nauki w tym liceum zdobył dwa tytuły stanowego mistrza klasy “C”.

Z kolei w całym cyklu edukacyjnym trzykrotnie obwoływano go Zawodnikiem Roku i MVP na tym poziomie rozgrywek oraz All-Starem. Kontynuowanie koszykarskiej ścieżki było w jego przypadku wyjściem najbardziej oczywistym z możliwych. Odrzucił oferty z Indiany, USC i Cincinnati, decydując się na dołączenie do Iowa State. Bardzo szybko awansował w ekipie na pozycję startera i stał się dostarczycielem wielu uczelnianych rekordów. Już w pierwszym roku nauki na uczelni rozdał 134 asysty, stając się trzecim zawodnikiem w historii uczelni, z największą liczbą asyst jako pierwszoroczniak (średnia 3.7 asyst).

Trenerzy chwalili go również za wysokie boiskowe IQ i dobre decyzje podejmowane na boisku. Monte Morris był jedynym żółtodziobem w Big-12 Conference, który wpakował do siatki minimum 25 trójek na skuteczności powyżej 40% (u niego było to 28/69 trafionych prób). Największym jego atutem było jednak co innego. Dobre decyzje to jedno, ale umiejętność ich wykonania to drugie. Monte Morris to nawet do tej pory zawodnik z najlepszym stosunkiem asyst do strat w całej historii NCAA!

Na każdą straconą piłkę rozdawał 4.63 podania otwierającego kolegom drogę do kosza rywali. Co więcej, jeśli ograniczymy statystykę jedynie do drużyn Big-12 Conference, to współczynnik ten rośnie do 6.9! W kolejnych latach na Iowa State rozwijał ten rzadki talent, co doprowadziło go do finału plebiscytu o nagrodę Boba Cousy’ego, dla najlepszego zawodnika roku. Morris wyróżniał się również jako zawodnik na bronionej połowie boiska, w ostatnich dwóch latach na uczelni, liderując konferencji pod względem liczby przechwytów (1.9 przechwytu w najlepszym sezonie).

#U progu draftu

Na ostatnim roku uczelni zgromadził statystyki na poziomie 16.4 punktów 6.2 asyst i 4.8 zbiórek. Do draftu stawał jako zawodnik cieszący się opinią inteligentnego kreatora gry, z umiejętnością czytania zamiarów przeciwnika po obu stronach boiska. Niemniej, przeciętne warunki fizyczne powodowały, że przez większość zespołów w ogóle nie był brany pod uwagę. Dopiero Denver zdecydowali się dać mu szansę. Poszedł  jak mówiłem: z numerem 51. w drugiej rundzie draftu.

Dziś, z perspektywy dwóch lat, jakie spędził w lidze (pierwszego sezonu nie liczę, zagrał tam 3 spotkania, w sumie 25 minut), myślę że z całą pewnością można stwierdzić, że był to strzał w dziesiątkę. Monte Morris jest bowiem siódmym zawodnikiem rotacji Denver pod względem czasu spędzanego na boisku, czwartym w asystach i piątym pod względem wskaźnika win shares. Jego rola w zespole z Colorado z pewnością nie może być określana mianem marginalnej już po samych statystykach (na zamknięcie poprzedniego sezonu notował 10/3/2) ale kluczowe aspekty jego kontrybucji wymykają się sztywnym ramom box score.

#Field general

Ciężko przełożyć wartość Morrisa na liczby, bo nie oddają one jego boiskowego charakteru, posłuszeństwa wobec poleceń trenerskich i tego serca, które wkłada w zmagania i powodzenie zespołu. Skromny, skupiony i zawsze przedkładający dobro drużyny nad własne popisy. Wśród generalnych managerów NBA ten zawodnik ma opinię jednego z najlepszych boiskowych generałów młodego pokolenia. Patrząc powierzchownie na jego 8.5/3.6/1.8 ciężko się przestraszyć, ale uwaga: Monte Morris kosztuje Denver w tym roku 1.6 mln dolców generując 9 punktów od siebie i kolejne dziewięć padające po asystach. To ponad 18 punktów w meczu! Jedynie sześciu zawodników z porównywalnym czasem gry notuje w lidze lepszy rezultat w tym aspekcie.

Idźmy dalej: Morris licząc wszystkie jego dotychczasowe 143 spotkania w NBA, nigdy nie stracił piłki więcej niż 3 razy w jednym spotkaniu (w tym sezonie tylko raz miał 3 straty i był to drugi raz w karierze, gdy mu się to przytrafiło). Technicy wyliczają, że na każdą jego stratę przypada 5.4 trafionych rzutów. To trzeci wynik w NBA, po graczach takich jak Jordan McLaughlin czy Derrick Walton Junior, którzy jednak zdecydowanie mniej grają. Jeśli zawęzimy statystykę do zawodników, którzy spędzają na parkietach minimum 20 minut na mecz, Morris staje się liderem NBA, ze znaczną przewagą, wynoszącą 1.5 asysty, nad kolejnym graczem zestawienia Tonym Snell’em.

To wszystko składa się na fakt, że coach Mike Malone ufa mu, obsadzając go w ważnych momentach rozgrywki. Morris jest zawodnikiem trzeciego najczęstszego ustawienia Nuggets i jak dotąd pojawiał się na boisku aż w 15 meczach w momentach “clutch” czyli gdy na budziku pozostawało mniej niż 5 minut do końca spotkania, a różnica punktowa między drużynami wynosiła nie więcej niż pięć punktów.

Zwróćcie na niego uwagę, gdy następnym razem odpalicie jakieś spotkanie Denver Nuggets, o ile jeszcze tego nie zrobiliście. O góralach mówi się całkiem doniośle, że są rewelacją tego sezonu w NBA (bilans 40-19) a Morris jest jednym z cichych autorów tego głośnego sukcesu.

[BLC]


Denver Nuggets 2019/2020

  • PG: Jamal Murray / Monte Morris / PJ Dozier
  • SG: Gary Harris /
  • SF: Will Barton / Torrey Craig / Jordan McRae
  • PF: Jerami Grant / Paul Millsap / Michael Porter Jr.
  • C: Nikola Jokic / Mason Plumlee / Noah Vonleh

Bardzo ciekawa ekipa, ale nie dla nich mistrzowskie laury w tym roku. Nie potrafią kryć pick and rolla, no i zbyt wielu jednowymiarowych graczy. Murray skrajnie nierówny, nie gra w obronie. Harris mocno ograniczony rzutowo. Barton za chudy dla większości niskich skrzydłowych. Craig nie rzuca etc. [admin]

Ostatnie Wpisy

9 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Denver rośnie, ja myślę że najwyższa pora dać więcej zaufania największemu talentowi w tej ekipie czyli Porterowi oczywiście jak zdrowie pozwoli. Chłopak ma niesamowity talent i za rok o tej porze powinien być starterem i gwiazdą ekipy obok Grubego. Chyba powinni pohandlować frontem.. Harris, Barton plus pick za B. Beala mi się marzy.

    (13)
    • Array ( )

      no ooo z B.Bealem mogłoby to pięknie wyglądać. Żeby jeszcze “rozgrywający” ogarnal i ustabilizowal swoja formę i o 🙂

      (0)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    6 razem z tym, ale ja od rana klikam poczytać o meczach a tu po 14 i wpisu ani huhu. Już któryś raz to piszę ale mam nadzieję że teraz po raz ostatni. Spadam stąd i nie wracam bo za dużo stresu mnie kosztuje sprawdzanie od rana i czzekanie. Raz artykuł o 9, innym razem o 16. ehhhh nie dla mnie takie cóś. Powodzonka wszystkim i (nie)Arivederci czy jak tam to się pisze.

    (-4)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie wiem, ale nie widzę Denver we finałach konferencji. Musieliby przejść jedną z drużyn z Los Angeles, a że są jedną z najbardziej nierówno grających ekip w lidze, to różnie może być. Jednego dnia blowout, następnego dnia nie przekroczą 90 punktów. Fajne chłopaki, ale brakuje im strzelców, nawet niekoniecznie pokroju KD czy innego Hardena, ale ze dwóch gości gotowych dostarczyć po 15 punktów prawie co wieczór. Murray to największa niewiadoma, mógłby być nawet All Starem. Ale nie będzie. A może będzie? Pewnie nie będzie.

    (2)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajny artykuł, rzeczywiście nie znałem chłopaka za bardzo, ale wygląda na ciekawą postać i niezłego grajka. Denver może być niewygodne i pełnić rolę trochę czarnego konia, ale myślę, że w najlepszym wypadku zajdą do finału konferencji, a pewnie skończą na drugiej rundzie.

    (0)

Gwiazdy Basketu