fbpx

Mniej znani NBA: Shake Milton x Philadelphia 76ers

32

Aktualny sezon nie należy do najłaskawszych dla zespołu Sixers. Po tym jak dołączyli do składu uznanego w lidze Ala Horforda, oczekiwania kibiców (i tak już rozbudzone przez wschodzące gwiazdy Joela Embiida, Bena Simmonsa czy Tobiasa Harrisa) stały się jeszcze większe. Ile to razy wyliczaliśmy ich parametry fizyczne sugerując, że skoro są najpotężniejszą gabarytowo piątką NBA to na pewno ich obrona będzie na tip top. Owszem, potrafią grać w obronie: zaliczają szósty defensywny rating, ich oponenci trafiają/oddają najmniej rzutów trzypunktowych w lidze oraz najmniej ofensywnych zbiórek, a mimo to bilans (37-25) na kolana nie powala.

Sixers grają w kratkę. Na własnym terenie łomoczą każdego, notując na parkiecie Wells Fargo Center bilans 28-2, najlepszy w NBA! Niestety, na wyjazdach sami są chłopcami do bicia. Dziewięć wygranych przy 23 porażkach to zdecydowanie najsłabszy wyjazdowy rezultat wśród wszystkich szesnastu klubów liczących się w stawce playoffs! To gorzej niż wyszydzani ze wszystkich stron New York Knicks i zdecydowanie poniżej wymagań, jakie postawili sobie na ten sezon.

No cóż, faktem jest, że Sixers nie mają ostatnio najlepszej prasy, ale jeśli już za coś są chwaleni, to na przykład za dyspozycję Shake’a Miltona. Zobaczcie kto to taki w kolejnym artykule z cyklu “Mniej znani gracze NBA”. Enjoy.


Milk shake: czasy liceum, nastoletni Shake z ojcem, Milkiem.

#Obywatel Milk i AAU

Malik Benjamin Milton zawdzięcza swoje niecodzienne przezwisko ojcu. Milton senior był jednym z tych chłopaków, którzy nie wyróżniali się wzrostem wśród swoich kolegów. Do czasu. Gdy w końcu natura się w nim odezwała, a chłopięce ciało zaczęło nabierać męskich kształtów, proces ten był bardzo gwałtowny. Do tego stopnia, że okoliczne dzieciaki widząc go przystawały i mówiły “Wow! Musiałeś pić wiele mleka!”I tak Myron Milton został Milk Manem. Ksywka ta, w skróconej formie “Milk” trzymała się go przez całe życie. Lata później, gdy jeden ze znajomych spotkał Myrona z żoną, ciężarną wówczas Lisą, położył jej rękę na brzuchu i zapytał “jak tam wasz mały Shake?” Wówczas rodzice już wiedzieli, jak będą tytułować swoją pociechę.

Nawet gdy zapisywaliśmy go do szkoły mój mąż nalegał “niech mówią na niego Shake!” [Lisa Milton]

Przezwisko przyjęło się tak bardzo, że wiele osób było i wciąż jest zdziwionych, że Shake to nie jego imię. Włączając w to trenerów i kolegów z aktualnej drużyny:

Byliśmy kiedyś na obiedzie i wyszło że nie (jest to jego imię). Kryje się za tym fajna historia [Tobias Harris]

Furkan Korkmaz dodaje:

Dwa lata w ekipie i nie miałem o tym pojęcia [śmiech]! Ale to jego wina, nie moja!


Malik Benjamin Milton a.k.a. Shake

Ojciec Miltona, który był trenerem młodzieżowym w AAU, bardzo wcześnie zaczął zabierać syna na treningi. W zasadzie odkąd mały skończył 3 lata. Chłopak miał smykałkę. Niebywale szybko uczył się tych samych ćwiczeń, które wykonywały dzieciaki o 4-5 lat starsze. Wyróżniającym się zawodnikiem był także w szkole średniej w Owasso, skąd trafił na 3 lata do SMU, prywatnej uczelni w Teksasie, do której uczęszczał również m.in. Semi Ojeleye podkoszowy Boston Celtics.

Dżołk

Gdyby ojciec go teraz widział… pewnie puszyłby się jak paw! [Lisa Milton]

Na uczelni w najlepszym momencie notował statystyki na poziomie 18/5/4 co wystarczyło na 54. lokatę w drafcie NBA 2018 roku. Dallas Mavericks, którzy go wówczas wybrali, jeszcze tego samego dnia ożenili go Philly za Kostasa Aneteokounmpo i Raya Spaldinga. Wiadomo, że Antetokounmpo i Spalding równa się kosz. Taki dżołk, hehe…

Pierwszy sezon, jak to zwykle bywa u chłopaków z końca draftu, Shake spędził przepakowując torbę. Grając na tzw. dwustronnym kontrakcie, raz wkładał do niej strój Delaware 87ers, raz trykot 76ers. I czekał na szansę, która w końcu nadeszła.

Staje się graczem, na którym można polegać w wielu kwestiach […] Zrobił duży progres w obronie […] Na tym etapie, jeśli spojrzymy na rywalizację o miejsce w pierwszej piątce jak na wyścig, to Shake jest na prowadzeniu […] Sprawił niespodziankę, która była nam bardzo potrzebna [Brett Brown]

#Wchodzisz, Shake

Ostatnimi czasy, do listy zgryzot Bretta Browna doszły urazy kilku podstawowych graczy rotacji (na liście kontuzjowanych znajdowali się np. Embiid, Richardson i Simmons). Dało to asumpt do skorzystania z zasobów skrywanych dotąd głębiej na ławce rezerwowych. Jednym z tych, którzy daną szansę wykorzystali, jest Shake Milton, który zbiera za swoją grę bardzo pozytywne recenzje. Na przestrzeni ostatnich pięciu-sześciu kolejek notuje blisko 20 punktów na mecz, nie wspominając już o “dniu konia”, jaki zaliczył przeciwko Clippers: 39 punktów 14/20 z gry 7/9 zza łuku 5 asyst:

Oprócz rekordu kariery chłopak wpakował do siatki siedem trójek, czym zdołał przyćmić gwiazdy tak jasne jak Kawhi Leonard czy Paul George. Niestety, tradycji przegrywania na wyjeździe nie udało się przełamać, ale nie wszystko można mieć od razu. Dość powiedzieć, że Shake Milton, jeszcze do niedawna dzielący czas gry między Sixers a G-League, od początku roku stał się X-Factorem w zespole Bretta Browna. Jego średnie na przestrzeni ostatnich 16 kolejek wynoszą 12.4 punktów i 2.9 asyst przy skuteczności zza łuku na poziomie 54%! To wszystko w 25 minut spędzanych średnio na boisku.

#Progres

Postęp zawodnika był zauważalny zwłaszcza po tym, jak z powodu kontuzji z gry wyleciał Ben Simmons. W roli kreatora gry były gracz SMU sprawdził się wyśmienicie. Cztery z pięciu najczęstszych ustawień Sixers pod nieobecność Simmonsa korzystały z Miltona. W tym czasie jego net rating wynosił +10,2. Z kolei bez niego na placu gry Philadelphia była do tyłu 15.1 punktów!

1,2,3: podaj nazwiska zawodników na zdjęciu

Z każdym kolejnym spotkaniem, z meczu na mecz czuję się coraz pewniej. Muszę tylko utrzymać ten poziom koncentracji. Żadna scena nie jest zbyt duża. Potrafię udźwignąć presję. [Milton]

Dobra dyspozycja zawodnika zadziwia nie tylko jego samego:

Byłem zaskoczony widząc że skończył mecz z dorobkiem 39 punktów. Wiedziałem, że rozgrywa dobre spotkanie, w końcu inaczej nie trzymałbym go na parkiecie przez prawie 40 minut. Ale taki występ, przeciw ekipie aspirującej do mistrzostwa w tym sezonie, to zasługuje na uznanie [Brett Brown]

#Shake pisze historię

Nie jest łatwo zapisać się na kartach klubowej historii strzelców w zespole Sixers. Wszak jest to organizacja, której trykot zakładali tacy zawodnicy jak Wilt Chamberlain, Julius Erving, Moses Malone czy Allen Iverson. Niemniej, w ostatnim dwudziestoleciu jedynie trzech graczy tego klubu wspinało się na poziom osiągnięty przez Miltona przeciw Clippers. Dorobek 39 lub więcej punktów wpisywali do protokołu Joel Embiid (8 razy w karierze) i Allen Iverson (68 takich spotkań). Malik jest jednak pierwszym, który w takim spotkaniu zanotował 7 trójek. To nie wszystko. Miltonowi udało się również trafić 13 kolejnych prób zza łuku (na przestrzeni trzech spotkań) czym wyrównał rekord NBA należący do Brenta Price’a i Terry’ego Millsa, który obaj ustalili w 1996 roku. Co jeszcze? Przewodzi swojemu rocznikowi draftu w skuteczności zza łuku (minimum 80 prób). Sky is the limit! Co będzie dalej?

#Kurs na playoffs

Zespół Philadelphii ma jeden z bardziej przystępnych kalendarzy pośród zespołów ubiegających się o playoffs w Eastern Conference, więc ich awans w tabeli pomimo litanii kontuzji nie jest wcale wykluczony. Póki co zajmują lokatę szóstą, co biorąc pod uwagę ich “szczęście” do meczów wyjazdowych w tym sezonie, nie napawa optymizmem. Aktualnie zespół jest w trakcie tournee po zachodniej flance NBA. Dopiero co przegrali z Lakers, kolejno zetkną się z Kings i Warriors, by dalej podjąć u siebie ekipę Detroit Pistons.

Z dwudziestu spotkań, jakie pozostały im w tych rozgrywkach, jedenaście rozegrają u siebie. Z drużynami ze stawki playoffs ledwie pięć meczów, ale co najmniej drugie tyle z klubami walczącymi desperacko o miejsca: Portland, San Antonio, Waszyngton. Bez względu na wszystko, jeśli marzy im się awans co najmniej do finałów konferencji (czego kibice drużyny z Miasta Braterskiej Miłości nie widzieli od 2001 roku) będą potrzebować wszystkich rąk na pokładzie. Jeśli Shake Milton na dobre chce przebić się do świadomości kibiców, to będzie jego czas.

[BLC]


No i nie napisał! Jakim graczem jest Milton i co on właściwie umie? Shake łączy w sobie talenty oby pozycji obwodowych jednak jego najmocniejszą stroną jest rzut z wyskoku. Liczy sobie 23 wiosny, mierzy jordanowskie 198 cm wzrostu, ale jego rozpiętość ramion to aż 215 centymetrów! W zeszłym sezonie widziałem w nim demo George’a Hilla, ale widzę że nawiguje w stronę demo Carisa LeVerta. Z pewnością ma potencjał, który należy pielęgnować, problem w tym, że Simmons, Harris i Embiid zabierają tak wiele przestrzeni, że nie zdziwię się jeśli za chwilę o Shake’u zapomnimy. Obym się mylił. Słabiutki obrońca, zostaje na zasłonach, ale z potencjałem. Potrafi ustawić akcję, opanowany, korzysta z zasłon, czeka aż kolega wyjdzie do piłki, ale nie ma naturalnego przeglądu parkietu, gra bezpiecznie, może to i dobrze [admin]

ymyzcaboZ kaj eiceimjyzrp eirotsih ogenjelok ogewozsin azcarg.

oblA eizdeb 51 yzratnemok obla do sizd ymezsip oklyt o einorBeL.

Ostatnie Wpisy

32 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Panie i Panowie, przeczytajcie uważnie ostatnie dwa zdania. Z moim wpisem będzie 4, brakuje jeszcze 11 komentarzy, żeby chłopaki nadal pisali o niszowych graczach, a takie teksty naprawdę bardzo dobrze się czyta.
    Pisać pisać, nawet komentarz Elizy mile widziany.

    (9)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Lubię takie historie. Pytanie brzmi kiedy Big Ben zrozumie że jest bardziej na pozycję 3-4, a na 1 taki Milton mógłby się sprawdzić. Embiid, Simmons, Harris, Richardson, Milton, a Horford jako six men, który w pierwszej piątce z Embidem wchodzą sobie w paradę. Ławka .. Horford, Scott, Burke, Neto, Korkmaz, Robinson III, Thybulle. Na papierze wygląda to o wiele lepiej niż pozycja którą zajmują.

    (7)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Krzysiek Krzyspiak
    Odpowiedz

    Fajnie, że się o nim coś pojawiło, bo nie śledzę meczów 76, a od jakiegoś czasu, w różnych miejscach, rzucały mi się w oczy komentarze w stylu: “who’s the f%#k is Shake Milton?” i musiałem sobie wygooglować, żeby zobaczyć o co w ogóle chodzi 😀

    (3)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Już po podsumowaniu kolejki w której siepnął te 39 czułem że będzie następny w cyklu 😉 Skomentowane.

    (2)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Potwierdza sie stwierdzenie ze goscie z lapanki tam nie trafiaja, tylko nie kazdy ma mozliwosc sie wybic 🙁

    (1)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Tak mnie zastanawia jak to statystycznie wygląda w ujęciu punkty pierwszej piątki vs punkty reszty drużny. Czy rzeczywiście starting five jest czymś tak istotnym czy to tylko elelemnt prestiżu dla zawodników. Może można zrobić z tego art w rozbiciu na drużny (chociaż te skrajne)

    (1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Niektórzy sobie nie zdają sprawy jak wysoki jest poziom graczy w NBA. Jeśli do NBA trafia z draftu zawodnik mający 180-195 cm to niemal na pewno musiał być na niższych poziomach rozgrywek kozakiem w swoim HC i na uniwerku, z łatwością rzucający po 40 pkt jak miał dzień.

    Ale to nie wystarcza w NBA, tutaj takich graczy jest na pęczki i okazuje się, że taki daleki wybór w drafcie ląduje w zespole, gdzie pełni rolę 14 lub 15 zawodnika w rotacji, musi schować ego, musi umieć współistnieć z multimilionerami z pierwszego składu, musi umieć wykorzystać okazję (np. kontuzję gracza pierwszej piątki).

    Ci wszyscy koszykarze co to tak wybuchają jakimiś niezłymi meczami to nie jest tak, że oni nie potrafili grać, oni po prostu dostali szansę i ją wykorzystali. To co wyróżnia najlepszych od tych grających w ogonie rotacji to po pierwsze większa powtarzalność a po drugie fakt, że grają ciągle tak samo dobrze nawet gdy inne zespoły nauczą się twojej gry i zaczynają umieć bronić przeciwko takiemu koszykarzowi.

    (6)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Z jakiegos powodu przypomina mi Duratna…

    Mialem szczcescie ogladac ten mecz z 39-oma pkt – jego gra robila wrazenie. Dobra selekcja rzutowa!

    (1)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    to nie tak, że Milton wrócił do GLeague bo się na nim nie poznali… w sl wygladał naprawdę słabo jako pg, ale i tak dostawał na początku sezonu minuty i całkiem fajnie grał, do momentu kontuzji ( przeprost kolana ).

    historia przypomina trochę Korkmaza, niekoniecznie ktos na nich liczył, ale wyszli na fajnych spotup shooterów, co przy Benie/Jo jest pożądaną umiejętnością, z dodatkiem możliwości wsparcia rozgrywania. Obaj na dzień dzisiejszy nie są równiez kandydatami na gwiazdy, ot gdy defensywa rywali cos umie i sie na nich skoncentruje to przepadają… tyle, że mówimy o 6/7/8/9 zawodniku w rotacji, każda koncentracja na nich obrony oznacza, że zespół funkcjonuje o kilka poziomów lepiej.

    (0)

Gwiazdy Basketu