fbpx

Najważniejszy mecz w karierze

5

Było dokładnie pięć po trzeciej w nocy, kiedy spod poduszki usłyszałem zegarkowy alarm. Uważając, by nie zbudzić śpiących rodziców, na palcach zakradłem się do dużego pokoju. Ledwie nastoletni chłopiec nie powinien w nocy oglądać telewizji, zwłaszcza, gdy nad ranem idzie do szkoły. Nie sądzę bym zdołał wtedy zwieść rodziców. Musieli słyszeć moje wrzaski. Chyba po prostu machnęli na mnie ręką. Byłem beznadziejnym przypadkiem. Z ich perspektywy moje nocne eskapady do dużego pokoju nie były warte zarywania snu, ale ja nie mogłem odpuścić. Nie, kiedy w 1995 roku w 1. meczu Finałów NBA moi Orlando Magic grali z Houston Rockets…

Nie wiedziałem wówczas, że ten jeden mecz określi kariery tylu znanych zawodników. Że ukształtuje krajobraz NBA niemal do końca lat dziewięćdziesiątych. Było to spotkanie w którym młody i brutalnie silny Shaquille O’neal chciał pokazać światu, że okres jego dominacji właśnie się zaczął. Mimo niewielkiego doświadczenia, bezpardonowo stawał do walki z równie wybitnym centrem Hakeemem Olajuwonem.

W spotkaniu pełnym wzlotów, upadków oraz zażartej walki pod koszem scenariusz był prosty. Pewni siebie Magic (wcześniej wyeliminowali Bulls z powracającym do formy Michaelem Jordanem) pod koniec II kwarty osiągnęli 20-punktową przewagę, jednak całkowicie ją utracili wraz z początkiem IV kwarty. Nick Anderson mógł zakończyć spotkanie, jednak przy prowadzeniu Orlando trzema punktami spudłował 4 kolejne rzuty osobiste. W ciągu ostatnich dziesięciu sekund Houston wyrównali, a mecz zakończył się dogrywką.

Shaq vs. Hakeem. Pojedynek fizyczności oraz techniki. Pamiętam, że Olajuwon rzucił wtedy więcej, ale to Shaq nieomal zaliczył triple-double oraz sprawił, że Hakeem przez cały mecz prawie nic nie zebrał. Strategia Orlando w głównej mierze opierała się na podawaniu piłek do Shaqa, który podwajany odgrywał do niekrytych kolegów na obwodzie. Gdyby tylko trafiali w II połowie…

Magic popełnili w tym spotkaniu masę błędów. Bez sensu podwajali Olajuwona za każdym razem, gdy tylko dotykał piłki, jakby zapominali, że Rockets w tamtym roku byli najlepszą drużyną jeśli chodzi o rzuty trzypunktowe. Rezultat: Kenny Smith walnął za trójkę siedem razy! (jego rekord w finałach pobił dopiero Ray Allen). Nigdy nie zapomnę, jak w ostatnich sekundach IV kwarty doprowadził do dogrywki. Zamiast gościa sfaulować (wówczas nie było jeszcze trzech osobistych) Penny Hardaway dał się posłać w powietrze, a Smith po pompce trafił z wolnej pozycji.

Nie zapomnę też występu Clyde’a Drexlera, który niemal w pojedynkę odrobił 20 punktów straty. Biegał po całym boisku podobnie jak robi to teraz D-Wade. Przechwytywał, zbierał i walczył. Jeśli chcecie zobaczyć doskonały, niemalże bezbłędny występ jednego z ostatnich zbierających obrońców NBA – poszukajcie na sieci tego meczu. Clyde nigdy nie stracił zimnej krwi. Jak dla mnie MVP meczu.

A jeśli to za mało, Rockets mieli w składzie jeszcze jednego gościa, niejakiego Roberta Horry. Znacie? Legenda Roberta Horry rozpoczęła się właśnie w tym spotkaniu – sprawdziłem, dokładnie cztery razy dosłownie dobijał Orlando za trójkę. Ciężko to było oglądać. Co prawda Magic dzięki doskonałemu Shaqowi mieli dużo lepsze pozycje do rzutów, ale zwłaszcza w trzeciej kwarcie – nie mogli odczarować obręczy. Gdyby było inaczej O’neal zakończyłby to spotkanie z 20 asystami na koncie.

Tak sobie myślę, cóż dałby dzisiaj Dwight Howard, żeby mieć w zespole kogoś takiego jak Horace Grant… Grant umiał trafiać z 5-6 metrów, przepychać pod koszem prawie z każdym, a do tego miał więcej zbiórek i bloków niż każdy skrzydłowy ligi, który nie nazywał się Dennis Rodman. W pierwszej połowie tamtego meczu, Magic grali doskonale nawet z Shaqiem na ławce, wszystko dzięki mistrzowskiemu doświadczeniu Granta (Bulls 91’-93’), który rządził i dzielił pod koszem.

Gdzie był Penny Hardaway? Umówmy się, Magic mieli beznadziejnego trenera, a Hardaway rozgrywał swój drugi sezon w NBA. W pierszej połowie strategia inside-outside wychodziła doskonale, ale dlaczego w drugiej połowie Penny w ogóle nie próbował wciskać się pod kosz? Może dlatego, że Shaq tak bardzo chciał dominować. Uważam, że Orlando w ogóle nie wykorzystali talentów Hardawaya w tamtej serii, a chłopak był zbyt młody/ grzeczny by się postawić.

No i na koniec Nick „Cegła” Anderson. Lubiłem gościa. Był dynamiczny, utalentowany ofensywnie i do tego miał charakter. Rewelacyjnie grał tyłem do kosza. Ale te cztery osobiste? Przed ostatnią próbą uśmiechnął się sam do siebie. Nie pomogło. Jego obiecująca kariera złamała się po tamtym meczu. Również ja, zagorzały kibic Magic, długo nie mogłem mu wybaczyć. Na klub Magic została rzucona klątwa. W kolejnym sezonie Shaq opuścił Orlando, a za rok prawdopodobnie stanie się tak samo z Dwightem Howardem. Jeśli jesteś fanem Magic – znajdź sobie lepiej nową drużynę. Przykro mi.

 

Ostatnie Wpisy

5 comments

  1. Array ( )
    Zdjęcie profilowe MG
    Odpowiedz

    ja też pamiętam jak mój starszy brat mnie obudził, żebym z nim ten mecz oglądał i akurat trafiłem na ostatnią kwartę i widziałem te ‘cegły’ : ) na szczęście nie musieliśmy się skradać do salonu, bo tv mieliśmy w pokoju, hh.

    (0)
  2. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Leemack
    Odpowiedz

    Ja tego meczu nie widziałem, dopiero rok później wpadłem w nałóg NBA 🙂
    Ciekawy artykuł, z tego co kojarzę, Hakeem jest idolem Shaqa co dodaje tej rywalizacji dodatkowego smaku, a Robert Horry, jeśli dobrze pamiętam, jest rekordzistą pod względem zdobytych pierścieni mistrzowskich.
    Początkowo nie lubiłem młodego Shaqa, tak jak teraz nie przepadam za Howard’em. Nie podobał mi sie wtedy ten fizyczny styl, śmieszył sposób rzucania osobistych, jednak wkrótce przekonałem się do gościa, a dziś to mój ulubioniec 🙂
    Ps: Shaq i jego manewry to absolutna finezja przy tym, co pokazuje Dwight Howard.

    (0)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe DaKiidd
    Odpowiedz

    Pmiętam do dzisiaj i chętnie obejrzalbym raz jeszcze te finały. Była nas cała ekipa przed telewizorem u mnie w domu. cała drużyna – 12 chłopa !! Jedenstu było za Orlando, ja za Houston. Generalnie nie byłem w centrum uwagi zespołu, zawsze kroczyłem swoimi ścierzkami i tym razem tak było. Koledzy śmiali się, dokazywali, że Shaq zniszczy Hakeema, że Penny znokautuje Cassela … Po pierwszym meczu wychdzili ode mnie z domu po cichu, prawie na paluszkach. Przy kolejnych 3 spotkaniach sytuacja była podobna – dokazywanie. Po 4tym meczu zamknęły im się gęby na dobre! Tydzień później dowedziałem się, że znaleźli kogos innego na moje miejsce w drużynie… tylko dlatego, że sam jeden “pokonałem ich jedenastu” w finałach NBA 1995 !! – Cóż to były za wspaniałe finały !!!

    (0)
    • Array ( [0] => administrator )
      Zdjęcie profilowe marada

      … ale w krótkim czasie znalazłeś nową ekipę i ograliście tę poprzednią? Mamy nadzieję, że tak!

      (0)
  4. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe DaKiidd
    Odpowiedz

    @ admin: Tak, znalazłem nową ekipę i ograliśmy tę poprzednią. Trener nowej ekipy jednak zdecydował, że nie przydzieli mi nawet marnej 1 sekundy w całym meczu. Może i miał rację, myslę, że buzujący testosteron i agresja jaka we mnie drzemała mogłaby mnie spalić !!

    (0)

Gwiazdy Basketu