centered image

Najwybitniejsza piątka w historii Houston Rockets

66

Dzisiejszy występ Jamesa Hardena dał mi do myślenia. Nie codziennie zdarza się by jeden zawodnik zaliczał 60 punktów 11 asyst i 10 zbiórek w meczu. Tak w zasadzie, to zdarzyło się to pierwszy raz w historii amerykańskiej zawodowej koszykówki, której początki sięgają przecież 1946 roku! Zapraszam na trzynasty odcinek cyklu najwybitniejszych/ najbardziej zasłużonych nazwisk w klubach NBA. Dziś na tapecie Houston Rockets. Kto nie widział poprzednich odsłon, zapraszam TUTAJ.

Początki organizacji sięgają 1967 roku. Początkowo klub mieścił się w San Diego. Kto mi powie gdzie leży San Diego? Oczywiście w centralnej części Kalifornii nieopodal Los Angeles, za to 21 godzin drogi samochodem na zachód od Houston. Niestety kiepskie wyniki oraz frekwencja na trybunach sprawiły, że po 4 sezonach klub został odsprzedany, a nowi właściciele przenieśli zespół do Houston, gdzie jak wiadomo, Rockets stacjonują do dzisiaj.

Łączny bilans klubu to 2143-1958, co daje 52% wygranych. Do playoffs awansowali 31 razy. Wyszły z tego dwa tytuły mistrzowskie (1994, 1995) na cztery rozegrane finały na sześć awansów do finałów konferencji. A oto już najwybitniejsze postaci w historii organizacji:

Point Guard: Steve Francis (1999-2004, 2007-2008)

Miałem trochę zgryz umieszczając narkomana (a przynajmniej gościa o wątpliwej etyce pracy) na szczycie listy najwybitniejszych, ale patrząc w liczby musiałem to zrobić. Nie bez kozery mówiło się o nim Stevie „Franchise”. W 1999 roku w drafcie wybrali go Vancouver Grizzlies, ale zgadnijcie co, odmówił wyjazdu do Kanady powołując się na wysokie podatki oraz wolę boską. Grizzlies wytransferowali go więc do Houston, a w wymianę zaangażowanych było 11 nazwisk. No i co? Uzyskując średnie pod tytułem 18/5/7 otrzymał statuetkę Rookie of The Year na spółkę z Eltonem Brandem. Dalej było tylko lepiej. Jego uliczny, oparty na atletycznych przewagach styl łatwo zapadł w pamięć kibicom. Niestety streetballowe popisy nie przełożyły się na sukcesy drużynowe. W obozie Rockets spędził sześć sezonów notując 19/6/6. Żaden z niego autorytet dla młodzieży, ale koszykarzem był świetnym.

Pozostali kandydaci: Calvin Murphy, Chris Paul, Kenny Smith, Sam Cassell, Sleepy Floyd

Shooting Guard: James Harden (2012-nadal)

Liga światowa, absolutny świecznik. Mam nadzieję, że w tym sezonie wreszcie przyznają mu zasłużone MVP. Jego historia nadal się pisze, widzieliście co zrobił dziś w nocy chłopcom z Orlando. Nie każdemu pasuje jego styl (cwaniackie szukanie przewinień, flopy, manewrowanie na granicy błędu kroków oraz gwiazdorska osobowość) ale przyznać trzeba, że strzelcem jest wybitnym. Prawdę mówiąc facet nie posiada słabych punktów, a jego obecność na tej liście jest pewna jak amen w pacierzu. Odmawiacie?

Pozostali kandydaci: Shane Battier, Vernon Maxwell, Eric Gordon, Cuttino Mobley

Small Forward: Clyde Drexler (1994-1998)

Zaledwie cztery sezony w Rockets, ale jakże owocne (19.0 punktów 6.1 zbiórek 5.4 asyst 1.9 przechwytów). Clyde „The Glide” na zawsze kojarzony będzie z Portland, ale nigdy nie zapomnę jak w poszukiwaniu pierścienia dołączył do Houston w lutym 1995 by trzy miesiące później sprać w finałach moje Orlando Magic. Niewielu ludzi pamięta i w ogóle zauważyło robotę, którą odwalił w czterech meczach (4-0) z Magikami. Jego średnie wyniosły wówczas: 21.5 punktów 9.5 zbiórek i 6.7 asysty.

Pozostali kandydaci: Tracy McGrady, Robert Horry, Trevor Ariza

Power Forward: Moses Malone (1976-1982)

Dwukrotny MVP ligi, trzykrotny mistrz zbiórek. Pierwszy gość, który dołączył do zawodowej ligi wprost z liceum. Do dziś dzierży rekord jeśli chodzi o liczbę zbiórek ofensywnych w karierze, dodam: rekord raczej nie do przebicia. W swym najlepszym sezonie (1981-82) uzyskiwał średnio 31.1 punktów 14.7 zbiórek oraz 1.5 bloków w każdym meczu! Fizyczny dominator, zobaczcie jak trzymał piłkę w łapie.

Pozostali kandydaci: Elvin Hayes, Rudy Tomjanovich, Otis Thorpe

Center: Hakeem Olajuwon (1984-2001)

Legenda NBA. Nie zamierzam się rozpisywać. W mojej opinii topowa dwudziestka w historii całej amerykańskiej koszykówki. Chłop spędził siedemnaście sezonów z Rakietami, którzy wybrali go w drafcie 1984 roku z numerem pierwszym. Tak, był dwa miejsca wyżej niż Michael Jordan. Na własnych plecach poprowadził klub do dwóch tytułów. Notował średnio 25.9 punktów 11.2 zbiórek i 3.3 bloków! W zasadzie to jest liderem wszech czasów w kategorii bloków i jak okiem sięgnąć, żaden z dzisiejszych koszykarzy nie ma do niego podjazdu w tym elemencie. Chodzi o technikę i instynkt, za młodu szkolił się na bramkarza. Do dziś jest też mentorem dla podkoszowych NBA. Nieprawdopodobna praca nóg zważywszy na parametry. Opatentował zwód zwany na jego cześć: Dream Shake.

Pozostali kandydaci: Yao Ming, Ralph Sampson, Dwight Howard

A jak to wygląda obecnie? Rockets wydają się jednym z głównych kandydatów do mistrzowskiego pierścienia. Co roku zmieniają kadrę, ale tym razem zebrali paczkę, która naprawdę rokuje. Wyznaczają standardy i przesuwają granice w ataku. Siła ognia miażdży, defensywnie też dogadują się coraz lepiej, a panowie Paul, Ariza, Tucker czy Capela dodali zespołowi charakteru. Co powiecie?

PG: Chris Paul, Eric Gordon

SG: James Harden, Gerald Green

SF: Trevor Ariza, PJ Tucker

PF: Ryan Anderson, Luc Mbah A Moute

C: Clint Capela, Nene Hilario, Tarik Black

Jeśli kochasz stary styl Rockets, to ta retro koszulka Mitchell & Ness z oferty sklepu ATAF jest właśnie dla Ciebie!

/GWBA/ilove-this-team/

Ostatnie Wpisy

66 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Harden jeżeli nie zacznie ceglić w playoffs to w sumie są głównym kandydatem do detronizacji. Swoją drogą, wybitnych, rasowych centrów posiadali, szkoda że Howard to niewypał.

    (15)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Moim zdaniem w najwybitniejszej piątce w historii Rockets nie może zabraknąć T-Maca… kojarzymy go z Houston tak samo jak Clyde’a z Portland. Ma za sobą bodajże 5 sezonów w barwach Rakiet w tym 22 wygrane z rzędu w jednym sezonie, a to czwarty taki wynik w historii NBA! 😉

    (48)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    To śmieszne gdy mówią że Harden co roku znika w PO, a mówią to na podstawie 1 meczu, nieważne że w reszcie był kozakiem

    (3)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Drużyna od zawsze kojarzona przede wszystkim z Olajuwonem, według mnie najlepszym, najbardziej uniwersalnym centrem w historii. Ze swoimi umiejętnościami najbardziej pasowałby do realiów obecnej NBA spośród centrów lat 90. oraz lat wcześniejszych. Szybko nauczyłby się rzucać za 3, miał fajną mechanikę rzutu oraz już wtedy umiał bardzo dobrze rozgrywać piłkę ze środka, co dziś jest bardzo przydatną cechą.
    On bił każdego centra w swoim szczycie, po kolei w latach 94-95 Ewinga, Robinsona ( tego zjadł) oraz Shaqa, a miał do pomocy raczej miernych zawodników, nie było w Rockets zawodników na poziomie all-star ( poza dziadkiem Drexlerem).
    Może za parę lat Harden dorówna pozycji Olajuwona, po takich meczach jak dzisiejszy jest to coraz bardziej realne. Jednak by dorównać jego pozycji musiałby zdobyć mistrzostwo Nba, a o to będzie bardzo ciężko w najbliższym czasie.

    (24)
    • Array ( )

      Zjadł Robinsona… Ja osobiście mam problem z ciągłym postrzeganiem Robinsona tylko jako tego „kolesia, którym zakręcił Hakeem”. Robinson był fantastycznym zawodnikiem o unikalnych warunkach fizycznych, świetnym zarówno bliżej, jak i dalej od kosza. Miał dobrą technikę rzutu, tak więc dzisiaj pewnie stanowiłby dodatkowo zagrożenie zza łuku.
      Z Olajuwonem spotkali się w PO chyba tylko raz i faktycznie Olajuwon był od niego znacznie lepszy. Ale po pierwsze – był w totalnym gazie i nikt by go wtedy nie zatrzymał, dwa – bilans Rockets nie oddawał mocy składu no i trzy – Spurs mieli swoje problemy, w tym z ulebieńcem wszystkich Rodmanem, który niszczył morale zespołu (w tym podobno między innymi odmawiając przejmowania w kryciu Olajuwona…).
      Tak więc dla mnie Olajuwon to również ten gość, który w powszechnej świadomości sprowadził niemal do poziomu „solidnego role-player’a:)” jednego z najlepszych centrów w historii. Co oczywiście potwierdza tylko, że był niesamowity.

      (22)
    • Array ( )

      No właśnie na tym polegała wielkość tego zawodnika, że potrafił razem z tylko niezłymi zawodnikami stworzyć zespół na miarę dwóch mistrzostw Nba. Wielu świetnych zawodników ucieka z podobnych drużyn (dobre na playoffy ale nie na finały), na przykład Anthony uciekł do NYK, James do Miami czy we wcześniejszych latach Barkley do Suns. Olajuwon pozostał w Rockets mimo trudnego okresu w czasach pierwszej dominacji MJ, co bardzo mu się opłaciło.
      Stawiam taką tezę, że jakby miał we wczesnych latach swojej kariery pomocnika na miarę Pippena czy Drexlera to w latach 80/90. z 5 finałów byłoby pomiędzy Bulls a Rockets, a MJ nie miałby idealnego bilansu 6 na 6 w finałach. Jednak to tylko takie gdybanie, nie mniej jednak uważam Olujuwona za najlepszego centra w historii.

      Właśnie Robinson oraz Shaq to takie idealne przykłady jechania całej kariery na fizyczności, gdy tylko zaczęło jej brakować nastąpił szybki zjazd formy. Przy czym Robinsona uratował młody Duncan, na którego plecach zdobył dwa pierścienie, zaś Shaq nie miał przeciwnika w czasach dominacji, bo Olajuwon, Robinson, Ewing i Mutombo byli na początku lat 00. u schyłku kariery, co wydatnie pomogło mu zdobyć parę pierścieni.

      (-3)
    • Array ( )

      Co jak co, ale akurat Robinson z całą pewnością nie jechał wyłącznie na fizyczności… Zjazd do bazy u niego to wynik bardzo poważnej kontuzji (sezon w plecy) w połączeniu z wiekiem (do ligi trafił późno bo po pełnym okresie studiów + dwuletniej służbie w armii). Olajuwon w ostatnich dwóch sezonach także sprawiał zresztą baaardzo smutny widok, o czym sobie przypomniałem pisząc tego posta i natychmiast wyrzucając z pamięci. Jego techniką jakoś też całkiem nie wyratowała przed zwyczajnym zużyciem.

      (3)
  5. Array ( )
    What Can i Say 5 w plecy only lbj 31 Styczeń, 2018 at 17:05
    Odpowiedz

    Innej piątki rakiet sobie nie wyobrażam.ps hahah lebroneczka znowu w plecy i oanienki z gsw tak samo.Aż chce się zaśpiewać refren v.e.t.o ach co to był za dzień

    (-10)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Harden to w ogóle ciekawy gość. Jeśli nigdy nie zdobędzie mistrzostwa to pozostanie po nim naprawdę niezły dobytek. Gość na zakończenie kariery będzie miał ponad dziesięć gier z 50+ pts. Co najmniej trzy kosmiczne TD.

    I to też świadczy, że te czasy przez wszystkich opłakiwane nie są wcale pozbawione wybitnych zawodników, skoro JH gra czwarty kolejny sezon na miarę MVP i wcale może go nie dostać.

    Tak wiem, jego 60pts to mniej więcej jak 33 w latach 80 bo wtedy to się kryło. Na pewno wtedy każda z drużyn miałaby gościa do pokrycia takiego dryblera. Na pewno.

    (4)
    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe matrix

      Jeśli już to 60 punktów dziś to jak z 80 w latach 80-tych, bo wtedy obron na takich zawodników praktycznie nie było. Tym bardziej należy docenić Hardena geniusz.

      (-2)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Tracy na pewno byłby w pierwszej piątce, ale autor koniecznie chciał uwzględnić Clyde’a Drexlera, więc przesunął The Glide’a na SF, a w tym wypadku każdy się zgodzi, że T-Mac musi mu ustąpić 😉

    (9)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja rozumiem, że po takim meczu jak wczoraj łatwo się rozpływać nad Hardenem, ale to wciąż co najwyżej przeciętny obrońca, daleko mu Butlera czy Kawhiego w tym aspekcie.

    Oby nie skończył jak Melo, czyli lekko sfochowana i zblazowana panienka, która nigdy nie zdobyła mistrzostwa a wciąż myśli, że jest najlepszym graczem w lidze…

    (17)
    • Array ( )

      Podstawowa różnica pomiędzy Hardenem a Melo jest taka że ten pierwszy ma wolę wygrywania a dla Melo liczyła się tylko ciepła posadka z dobrym sianem. Dopiero na koszykarską starość mu coś zaświtało że może czas się zacząć starać i wygrać.

      (-2)
    • Array ( )

      Chyba młody jesteś i nie sięgasz pamięcią dalej niż do Knicks. Podpowiem, mistrzostwo NCAA z Syracuse, a nawet finały konferencji z mistrzowskimi LAL, gdzie „gwiazdami” poza Melo byli Billups będący już po swoim prime i J.R. Smith… Tam nie było woli walki?

      W jednym i drugim wypadku jak się poczyta i posłucha ich wypowiedzi to mieli o sobie mega wysokie mniemanie, podobnie byli leniwi w obronie i podobnie jednemu i drugiemu gra przychodziła tak łatwo, że nie mają aż takiej potrzeby bycia coraz lepszymi (totalna opozycja do np. Kobego czy Lebrona).

      (6)
    • Array ( )

      jego obrona to 1.9 przejęć i 0.7 bloków na mecz
      wierz mi… takim Curry, Kyrie, IT (hahahaha) i wielu innych na pozycjach PG/SG wiele do niego w obronie brakuje
      Melo xD

      (0)
    • Array ( )

      GRAND
      Wiesz że przejęcia i bloki to nie tyle obrona co refleks?Idąc Twoim tokiem rozumowania Harden to lepszy obrońca niż Butler bo ma więcej bloków i przechwytów.
      Obrona to bardziej praca nóg i zasuwanie za przeciwnikiem,klejenie się do niego i nie odpuszczanie.
      Harden pomimo ogólnie świetnej pracy nóg odpuszcza(co prawda nie całkowicie)to klejenie się do przeciwnika i czasem daje się mijać bo wie że ma jeszcze Clinta.

      (6)
  9. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe przem08
    Odpowiedz

    nie tak dawno artykuł o śmiesznych wymuszeniach fauli przez Hardena, które większość ludzi denerwuje. Generalnie polew z jego tragicznej obrony, a teraz nagle , że nie posiada słabych punktów. To w końcu w którą stronę wieje chorągiewka?

    (0)
    • Array ( )

      W tym sezonie Harden naprawdę się stara w obronie… Łapa zawsze do bloku, przejmuje, nie stoi bezczynnie.

      (4)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Kto pamięta gościa o nazwisku Matt Maloney? Wyciągnęli go z ligi CBA na zastępstwo tylko, ale nieźle sobie poczynał i został na nieco dłużej niż planowano. Mały, z lekką nadwagą i wzorcową techniką wyglądał jak typowy europejski rozgrywający, a tacy nie mieli czego szukać w owym czasie w lidze, ale poradził sobie. Zasługuje na wspomnienie chociażby jako ciekawostkę.

    (8)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Z tym zamienianiem pozycji graczy, to tak specjalnie robicie? Drexler był zdecydowanie SG, a nie SF! Mario Ellie grał na SF w PO 1995 roku, wcześniej Horry, ale po transferze Otisa Thorpa, Robert H przesunięto na PF. Analogicznie w Blazers występował na dwójce (z tego co pamiętam z Terry Porterem na PG).

    (4)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    wydaje mi się, że na wyróżnienie zasługuje jeszcze Sam Cassell
    a co do zjedzenia D. Robinsona to chyba jednak przesada …. jakby nie było skończyło się 4:2 a nie 4:0

    (9)
  13. Array ( )
    Odpowiedz

    muszę przyznać że Harden jest grubym kotem ale gdy czytam, że „Prawdę mówiąc facet nie posiada słabych punktów, ” to od razu przypominają mi się jego kompilacje defensywne z shaqtin a fool 😉

    (13)
  14. Array ( )
    Odpowiedz

    a gdzie T-MaC? troche przeginasz. ogólnie strona coraz bardziej prestajemi sie podobac……wpisy kolo poludnia i teksty podobne do tychz innych stronek…..słabo chłopie…wypisuje sie

    (-3)
  15. Array ( )
    Odpowiedz

    W tym ze Harden nie ma słabych punktów chodziło raczej o to ze jest doskonałym koszykarzem, a w obronie może nie jest jakimś herosem ( chociaż poprawił się w porównaniu do zeszłych sezonów i to widac gołym okiem ), za to w systemie rockets radzi sobie dobrze w defensywie poprzez ułożenie zespołu w obronie

    (0)
  16. Array ( )
    Odpowiedz

    Mam nadzieję, że nie będę musiał oceniać tu więcej piszących, ale zrobię to…
    Au tor wypisać 5 najbardziej wartościowych zawodników Houston. Oczywiście trochę mi się nie podoba ocena SF jako kogoś kto nadużywal narkotyków, bo to sprawia (partycznie przy każdym art ykule o nim) że dużo mlodym wydaje się, że on nic innego nie robił tylko nadużywal. Ja znam jego życiorys i zasługuje na szacunek. Nie będę wyciągał argumentów. Nie chce mi się tego robić o północy.
    Wybór jako jedynkę sluszny, jako 2 zdecydowanie Harden, Tmac był świetny, ale kojarzy się jednak z Orlando, a po za tym to jednak Harden wyrasta na najlepszego zawodnika „ever” w Houston. 3 Drexler choć mi się bardziej kojarzy z Portland. Grał tyle samo co Tmac, więc tu ciężko było by wybrać jednogłośnie 3. 4 oczywista i 5 również nic dodać nic ująć.
    Wiadomość z dzisiaj o wypadku samochodowym Butlera to smutna wiadomość pamiętam zawodnika z wielu drużyn, bo prawie w każdej grał znaczące minuty. Sam miałem wypadek samochodowy i nie wolno zapominać tracić świadomość…ale jednocześnie człowiek uświadamia sobie, że jednak ktoś zapisuje drogę, którą każdy ma przejść…

    (-4)
    • Array ( )

      Wyrasta kolego wyrasta czytaj ze zrozumienie, a nie wybierasz z kontelstu to co Ci pasuje

      (0)
    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe matrix

      @All3: Harden żeby zostać najlepszym zawodnikiem Houston ever musiałby przeskoczyć Olajuwona. A żeby to zrobić musiałby skończyć karierę jako top 10 wszechczasów. Mimo jego geniuszu szanse na to są raczej znikome.

      (0)
  17. Array ( )
    Odpowiedz

    Nawiążę do „zjedzenia Robinsona” – czuję się uprawniony, bo akurat w latach 94/95 zdarzyło się, że mieszkałem trochę w USA i miałem niesamowitą okazję oglądać dużą część PO 95 „na żywo” a i na VHS większość gier z 94 także 😉
    Zacznę od końca – czyli dominacji Shaqa vs. kariery wielkich centrów. W historii NBA takich na prawdę wielkich centórów – na których barkach spoczywały całe zespoły i dynastie mieliśmy w sumie niewielu. W latach 60 – to Russel vs Wilt, lata 70 – to najpierw W. Reed a potem dominacja Jabbara. Lata 80 – to w sumie posucha, choć KAJ wciąż dominował., choć najlepszym centrem tej dekady był tak na prawdę nominalny PF czyli Moses Malone. W tym czasie do ligi trafili także goscie którzy zdominowali myślenie o koszykówce najbliższych 10 lat: Sam Bovie i Hakeem w 84, Ewing w 85 i Robinson w 87 (start w 90). Bovie jak wiemy pomimo wielkich nadziei jest znany z tego, że go wybrano przed MJ – ale jak każdy dociekliwy wie – był prospektem z wielkim potencjałem i miał być osią budowy wielkich Blazers, gdyż wówczas team budowano do wielkiego środkowego – klasyka koszykówki (pokutująca u nas chyba nawet do dziś w mentalności niektórych trenerów).
    Przełom lat 80 i 90 to wcal nie okres dominacji centrów – gdyż osią drużyn z finałów byli głownie obwodowi i skrzydłowi. Jak kiedyś wspominał Kenny Smith – iż Hakeem żartował, że center ma łatwo – gdyż poważne wyzwania ma kilka razy w roku, a guard co noc – gdyż jest niewielu bardzo dobrych centrów, natomiast wielu bardzo dobrych guardów 😉
    Jednakże to stwierdzenie jest kwintesencją wielkości ww. trójki wielkich centrów lat 90.
    Oni są pamiętani nie z dominacji nad karzełkami ale z batalii miedzy sobą. Ofiara jest Robinson, który poległ w batalii z Hakeemem, kiedy ten grał basket życia, ale wyobraźmy sobie jakie średnie osiągną by wówczas Dream, jakby grał przeciw Chrisowi Dudleyowi. Podobnie ma się rzecz z Ewingiem. Finały 94 były ociężałe i powolne, ale moim zdaniem były świetne i zacięte. Takiej intensywności nie widziałem później chyba już nigdy na tym etapie rozgrywek. Wszak 7 meczowa seria finałowa to wciąż rzadkość.
    Tu docieramy do Saqa – jego wielkość jest bezdyskusyjna, ale wykuta w okresie, gdy jego największym adwersarzem był Vlade Divac i sypiący się Admirał, któremu kontuzje popsuły drugą część kariery (cezus – to prawie rok przerwy na tankowania po Duncana w 97 gdzie leczył b. poważną kontuzję, po której nigdy nie wrócił do formy z pierwszej polowy lat 90-tych).
    Ten fakt skłania mnie do zaliczani Hakeema do pierwszej dziesiątki graczy w dziejach NBA.
    Właśnie dlatego, że zjadł Ewinga i Admirała, a także młodego Shaqa – wówczas kiedy stawka była największa. Choć termin „zjadł” może wydawać się przesadzony – to proponuję zobaczyć jak ci „zjedzeni” grali zanim trafili na Hakeema, a jak grał przeciw nim Hakeem.
    Po pierwsze ograniczył ich produktywność w sposób znaczący (prześledźcie staty Ewinga wcześniej w PO ’94 – w finałach stracił 50% przydatności!) a po drugie sam grał na swoim najwyższym poziomie, jakby nie stał na przeciw elicie defensywnych centrów w historii NBA.
    Tak więc, „zjedzenie” – jest tu na miejscu, choć nie był to shut-down defence, ale po prostu obaj byli na to za dobrzy – wszak to supergwiazdy tamtych czasów ze średnimi, o których większość centrów w historii może pomarzyć (dziś ten poziom statystyczny na środku osiągał wszak tylko nieodżałowany Boogie). Stojąc na przeciw leszczy pokroju Joe Kleina – staty miał jak Shaq w finałach 2000 roku (biedny Rick Smis).
    Reasumując – Hakeema powinniśmy doceniac, właśnie dlatego, że jego wielkość wykuwała się przeciw wielkim adwersarzom. Shaq, Patrick czy David – to wszak ekstraklasa centrów w 70 letniej historii Ligi. Jak będziemy tworzyć pierwszą dziesiątkę najlepszych środkowych – ta czwórka będzie tam na bank. Za wyjątkiem pary Russel-Chamberlain nigdy, w żadnej erze nie zdarzył się taki tłok na piedestale tej pozycji – a w mojej opinii The Dream był wówczas najlepszy. Być może najlepszy w dziejach.

    (5)
  18. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Adi
    Odpowiedz

    Ogólnie piątka jak najbardziej ok, ale serio napisaliście, że Harden nie posiada słabych stron? W obronie się nie gra w koszykówce?

    (1)
  19. Array ( )
    Odpowiedz

    Robert Horry i Mario Elie może nie najwybitniejsi i do pierwszej piątki wszech czasów się nie łapią, ale zdecydowanie zasługują na nieco więcej uznania za swoje zasługi dla rakiet…

    (0)
  20. Array ( )
    Odpowiedz

    Pamiętam te finały z Magic, oglądałem je jeszcze na czarno-białym kineskopowym TV. Rok wcześniej wymęczyli mistrzostwo w 7 meczy z Knicks by za rok zmieść Magic.

    (0)

Gwiazdy Basketu