fbpx

Najwybitniejsza piątka w historii Utah Jazz

32

W drugim tygodniu marca gospodarka światowa stanęła. Powodowani strachem przed niezbadanym wciąż drobnoustrojem pozamykaliśmy się w domach. Płaczą przedsiębiorcy, wiwatują lenie, wściekają porządniccy, spiskują oświeceni do spółki z szurniętymi, reszta rozkłada ręce w geście bezradności. Ktoś zna kogoś, któremu robili test na COVID-19. Strach jednak ustępuje potrzebie… normalności.

Nie wiem skąd wziął mi się ten wstęp, może dlatego, że koronawirus w lidze NBA ma twarz Rudy’ego Goberta, czołowej postaci Utah Jazz, o których chciałem napisać. Pierwsze pytanie jakie ciśnie się na usta: co takiego górzysty stan Utah, zamieszkiwany w połowie (!) przez zadeklarowanych mormonów, ma wspólnego z muzyką jazzową, kojarzoną głównie z Afroamerykanami? Toć pierwszymi twórcami tego “gatunku” byli przeważnie nieznający nut potomkowie niewolników! Odpowiadam: klub Jazz powołany do życia został w 1974 roku nigdzie indziej tylko w Nowym Orleanie, kolebce jazzu! Przez pierwszych pięć sezonów nazywali się New Orleans Jazz, dopiero w 1979 roku nastąpiła przeprowadzka do Salt Lake City.

Niniejszym zapraszam na piętnasty odcinek cyklu najwybitniejszych/ najbardziej zasłużonych nazwisk w klubach NBA. Przy okazji, kto nie widział poprzednich odsłon, zapraszam TUTAJ.

Łączny bilans Jazz to 2005-1701, co daje bardzo przyzwoite 54% wygranych. Do playoffs awansowali 28 razy, dwukrotnie walczyli w Finałach, sześć razy docierali do finałów konferencji, ale niestety tytułów mistrzowskich na koncie nie mają. Za to ile wybitnych jednostek!

Point Guard: John Stockton (1984-2003)

Legenda. Choć wyglądał jak hydraulik do dziś to najlepiej asystujący ORAZ przechwytujący zawodnik w dziejach koszykówki. Niezwykle zdyscyplinowany, ukierunkowany i odporny psychicznie białas, który swym przeglądem pola zadziwiał nie tylko rywali, ale i kolegów z drużyny. Musieli nauczyć się trzymać ręce w gotowości, inaczej dostawali piłką w maskę. Powtarzalność, sumienność i koszykarskie IQ – oto cechy Johna Stocktona, już nawet nie gwiazdy, ale prawdziwej legendy basketu. Wygrywał mecze mądrością i techniką. Żadnych wymyślnych crossoverów, kozłowania za plecami czy bomb z dziesiątego metra. Surowa, ale zabójczo skuteczna koszykówka.

Utah Jazz reprezentował dumnie przez 19 sezonów, w siedemnastu rozegrał wszystkie 82 mecze. Do pierwszego składu awansował dopiero w czwartym sezonie, a średnie poszybowały w górę: 14.7 punktów i niesłychane 13.8 asyst! Wkrótce stało się jasne, wraz z Karlem Malone osiągnęli mistrzowską precyzję w akcjach pick and roll, które przez półtora dekady były fundamentem gry zespołu.

Stockton rokrocznie awansował do playoffs (19/19) niestety karierę kończąc bez pierścienia. Jest wielu wspaniałych zawodników, którzy nie zdobyli pierścienia przez postać Michaela Jordana, a Stockton stoi w ich pierwszym rzędzie. Na przestrzeni lat brakowało siły ogniowej, doświadczenia albo rywale byli zwyczajnie za mocni. Indywidualnie John dziesięć razy występował w Meczu Gwiazd oraz jedenastokrotnie otrzymywał powołanie do All-NBA Teams. Jego szwajcarska precyzja i współpraca z Karlem dwukrotnie doprowadziła Jazz do Finałów (1997, 1998) oraz trzykrotnie do finałów konferencji (1992, 1994, 1996).

Kogo w całej twej karierze było mi najtrudniej upilnować? Johna Stocktona!

Stanowił cięższy matchup niż Michael Jordan! Zdecydowanie. Jordan był atletą i skwapliwie z tego korzystał. John Stockton nie był taki. John musiał używać głowy, korzystać i stawiać zasłony, ogrywając cię dzięki precyzji oraz inteligencji. Nie potrafił sam wykreować sobie rzutu, ale był o wiele sprytniejszy niż cała reszta. Nikt w NBA nie był w stanie powstrzymać pick-and-rolla pary Stockton/ Malone. Wiedzieliśmy doskonale co zamierzają, ale mimo to nie mogliśmy nic poradzić [Gary Payton]

Po 19 sezonach w lidze, w wieku 40 lat John udał się na zasłużoną emeryturę. Władze Salt Lake City dla uhonorowania swego rozgrywającego ulicę naprzeciwko dawnej Delta Center przemianowali na John Stockton Drive. Sam John, twierdził, że wciąż mógłby grać, ale po 20 latach wyjazdów i znikomego obcowania z bliskimi postanowił w pełni oddać się sprawom rodzinnym. Jazz zastrzegli jego numer w 2004 roku, a pomnik Stocktona stoi przed aktualną halą Jazz: Vivint Smart Home Arena. Jego 15 806 asyst wydaje się być poza konkurencją. Nie widzę nikogo w dzisiejszej lidze, kto mógłby zagrozić pozycji Stocktona w rankingach. To samo w tabeli przechwytów, 3 265 ukradzionych piłek to najlepiej w historii.

Shooting Guard: Pete Maravich (1974-1980)

Dziś wszyscy zachwycamy się Stephenem Curry, dawniej to “Pistol Pete” był główną atrakcją gry. Szybki, zwinny, maszyna do zdobywania punktów. Średnia z 10 lat kariery to 24.2 punktów na mecz przy czym wiele z nich zdobył rzucając z dystansu, a NBA wprowadziła trójki dopiero w ostatnim roku kariery Pete’a. Forma słabła, ale i tak trafił 66.7% trójek, co daje niemałe pojęcie o tym, jakim był strzelcem. Nie mówiąc już o średniej punktowej z czasów koledżu gdy w latach 1967-70 zdobywał dla LSU średnio 44.2 punktów! To rekord, którego nikt już raczej nie pobije.

Co takiego prezentował Maravich? Kozłował jak szalony, nikt nie mógł zabrać mu piłki, a zasięgiem rzutowym przekraczał obręb hali. Znacie to skądś? Ktoś kiedyś musiał przecież położyć podwaliny pod te 400 trójek Stefana… Nie zamierzam opisywać stylu Pistol Pete’a, bo to jak opisywać komuś dzieło sztuki. To trzeba to było zobaczyć.

Zmarł podczas gry w koszykówkę, nieoczekiwanie upadł na ziemię… Patomorfolodzy podczas sekcji zwłok odkryli, że serce Pete’a od urodzenia było zdeformowane i brakowało w nim jednej arterii. Orzekli, że to cud, że koszykarz przeżył aż 40 lat. Zwłaszcza biorąc pod uwagę zawód, który uprawiał. Jak dziś wygląda pamięć Maravicha? Wielu późniejszych magików parkietu rozwinęło dzięki niemu swoją pasję, sam Kobe Bryant mówił, że uczył się niektórych manewrów właśnie od Pete’a.

Obsessed

Gość miał charakter, ze sceny zniknął de facto na własne życzenie w wieku 32 lat. Odmówił udzielania wywiadów, zrezygnował z intratnych, często sześciocyfrowych ofert reklamowych. Całymi dniami siedział w domu zajmując się małym synkiem, doprowadzając się w końcu do paranoi. Chorobliwie zaczął dbać o czystość, całymi dniami mył garnki, odkurzał i ścierał kurze… Powrócił też do swych dawnych zainteresowań: projekcje astralne, ufo, joga, hinduizm, medytacje, weganizm, katorżnicza dieta, reinkarnacja czy hipnoza… Pewnego razu zafundował sobie trwającą 25 dni (!) dietę składającą się jedynie z wody oraz świeżo wyciskanych soków. Chudł w oczach, momentalnie stracił piętnaście kilogramów czym wprawił w niepokój całą rodzinę.

Uczył się także inwestować pieniądze, New Orleans Jazz wciąż byli mu dłużni nieco ponad milion dolarów, co na tamte czasy było sumą dość zawrotną. Inwestował w złote Krugerrandy i srebro twierdząc, że tylko tak jest w stanie zabezpieczyć przyszłość sobie i rodzinie. Chorobliwie wierzył też w nieuchronny, globalny kryzys ekonomiczny­ stąd w planach nowego domu widniał wielki… schron przeciw bombowy.

Spore sumy przeznaczał na sprowadzane z różnych części świata preparaty witaminowe. Wierzył, że dzięki nim będzie żył 100 lat. Dziwactwom nie było końca… wewnętrzny niepokój stawał nie do zniesienia.Niedługo po narodzinach drugiego dziecka Pete zaczął myśleć o samobójstwie. W 1987 roku przyznał w wywiadzie:

Pewnej nocy jechałem swoim Porsche i pomyślałem, że starczy tylko trochę przekręcić kierownicę i stanę się historią. Ludzie mówiliby wtedy: “co za paskudny wypadek, jakie to straszne”

Nie byłby to pierwszy wypadek samochodowy, jeszcze za czasów uniwersyteckich rozbił się autem po pijaku. Zniszczenia były tak wielkie, że strażacy musieli rozcinać karoserię, by go wyciągnąć z kokpitu. Co ciekawe, sam koszykarz nie odniósł choćby jednej małej rany! No właśnie, alkohol był towarzyszem rodziny koszykarza od zawsze. Jego matkę doprowadził do samobójstwa, alkoholikiem był też brat Ronnie. Mało brakowało, a picie zniszczyłoby też karierę Pete’a.

Średnie kariery w Jazz: 25.2 punktów 4.3 zbiórek 5.6 asyst. Pięciokrotnie w All-Star Game, król strzelców NBA w 1977 roku.

Small Forward: Adrian Dantley (1979-1986)

Chłop spędził w Utah swe najlepsze lata od 24. do 30. roku życia. W tym czasie dwukrotnie zdobywał koronę króla strzelców NBA, sześć razy w siedmiu sezonach występował w All-Star Game oraz dwukrotnie docierał z zespołem do półfinałów konferencji w roli “pierwszej opcji”. Średnie kariery w klubie (29.6 punktów 6.2 zbiórek 3.7 asyst 56% z gry) są porażające zważywszy, że jedną nogę miał krótszą od drugiej o około 4 centymetry przez co musiał nosić specjalne wkładki do butów. Kolejna ciekawostka: jego pojawienie się w Utah zbiegło się z wprowadzeniem do NBA linii rzutów za trzy punkty. Przez sezonów oddał 27 rzutów zza łuku trafiając pięć razy. W większości były to próby pod presją czasu, nierzadko z własnej połowy.

196 centymetrów wzrostu, dość mocna budowa ciała, do tego solidne wyszkolenie techniczne. Umieściłem go na niskim skrzydle, bo to jego nominalna pozycja choć stylem gry bliżej mu do power forwarda: lubił grać na kontakcie, tyłem do kosza i był w tym świetny. Jeśli wierzyć naocznym świadkom Dantley w równym stopniu opierał się na atrybutach fizycznych co technice. Jednak najciekawsze było w środku. Być może mówi Wam coś ksywka The Teacher? Dantley był pasjonatem historii, a zarazem mistrzem gierek psychologicznych. Czasem celowo pozwalał się zablokować w pierwszej akcji, by przez resztę meczu kiwać rywala poprzez pump fake. Innym razem specjalnie wysoko kozłował aby wciągnąć przeciwnika w nieudaną próbę przechwytu i minąć go z premedytacją. Od 2008 roku “zasiada” w koszykarskim Hall of Fame.

Power Forward: Karl Malone (1985-2003)

Pokuszę się o stwierdzenie, że Karl to najwybitniejszy koszykarz w dziejach, który nigdy nie zdobył mistrzowskiego pierścienia. Dwukrotny MVP ligi, razem ze Stocktonem najtrudniejszy rywal Michaela Jordana, jakiego ten spotykał na swej drodze do tytułu. Przez wielu uważany za najwybitniejszego power forwarda w historii. Silny jak tur, dynamiczny, z dalekiego półdystansu palił 41%. Nikt w latach dziewięćdziesiątych nie potrafił zatrzymać firmowego pick nad rolla Jazz. Niezwykle inteligentny gracz, z nienaganną etyką pracy, prawdziwy profesjonalista.

Już jako rookie notował 15 punktów i 9 zbiórek kończąc 25% akcji zespołu. Wielki jak trzydrzwiowa szafa, pewny siebie, kipiący testosteronem. Nie dziwię się, że mało kto miał ochotę stawać mu na drodze. Przez ponad dwie dekady “umartwiał” swe ciało, by ostatecznie doprowadzić je do wagi 116 kilogramów przy 78 centymetrowej talii oraz 5% tkanki tłuszczowej. Jego treningi były objęte tajemnicą, podobno obejmowały biegi po wzniesieniach, podnoszenie ciężarów oraz trenażer imitujący wchodzenie po schodach. W czasie przerwy letniej godzinami przerzucał siano na swej farmie etc. Swego czasu miał powiedzieć:

Moje treningi są dla mnie ważne. Nie robią tego dla zabawy, robię to dla chwały. Robię to, ponieważ są konieczne. Czuję, że moja siła i wytrzymałość dają mi przewagę na boisku, a ja chcę mieć przewagę.

Karl jest drugi na liście strzelców wszech czasów, na jego koncie jest 36 928 zdobytych punktów. Nikt w NBA nie wykonywał i nie trafił większej ilości rzutów wolnych aniżeli Malone. Przez 19 lat wymuszał średnio 9 wolnych w każdym meczu. Jest także najstarszym graczem w historii, któremu udało się zanotować w meczu triple-double. W wieku 40 lat i 127 dni Malone zaliczył 10 punktów,11 zbiórek i 10 asyst. Jego średnie kariery w Jazz to 25.4 punktów 10.2 zbiórek 3.5 asyst i 52% z gry.

Center: Mark Eaton (1982-1993)

224 centymetry wzrostu, dwukrotny Defensive Player of The Year, czterokrotny lider klasyfikacji bloków. W 1985 roku zakończył sezon z 456 blokami na koncie, co daje średnią 5.56 bloku! Do dziś jest to niepobity rekord. Jego najlepsze osiągnięcie to 14 czap w jednym meczu. Do NBA trafił zupełnie przypadkowo wprost z warsztatu samochodowego. Trzy lata grzebał przy furach, zanim odkrył go Tom Lubin, asystent trenera w Cypress Junior College. To on namówił Eatona do spróbowania sił w uniwersyteckim baskecie… Już w drugim roku gry na uczelni Eaton był liderem drużyny i poprowadził ją do tytułu stanowego.

W 1989 roku powołany do All-Star Game! Aż trudno uwierzyć, że jego pierwszą sportową miłością nie była wcale koszykówka ale… waterpolo. W jedenastu sezonach jego średnie wyniosły 6.0 punktów 7.9 zbiórek oraz 3.5 bloków. Ofensywnie zawsze był na bakier, ale na własnej połowie siał grozę. Myślę, że kwestią czasu jest zanim na pozycji najwybitniejszego centra Jazz zastąpi go Rudy Gobert, o ile zostanie w klubie.

Ostatnie Wpisy

32 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajna ta czapa Eatona, choć przeciwnik niespecjalny. Słyszałem o dziwactwach Pistol Peta, ale nie wiedziałem, że to aż tak daleko zaszło. Chłopak wyprzedzał swoje czasy, bez dwóch zdań.

    (6)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Karl Malone, mój pierwszy (obok Rodmana) idol i wzór koszykarza. Jego firmowy “powolny” dwutakt naśladowałem tak dobrze, że albo trafiałem, albo byłem faulowany. Potem od tego odszedłem i czapę nie raz dostałem, chyba czas wrócić do dobrych wzorców.

    (1)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Moja ulubiona drużyna w dziejach ( Jazz lat 90).
    Chyba jedyny w mojej mieścinie kibicowałem im, a nie Bullsom.

    Stockton to Malone……!!!!!!!!

    (18)
    • Array ( )

      Zastanów się dwa razy zanim coś napiszesz, bo Pete miał chorobę psychiczną.

      Znam gościa, który czynił przygotowania przed atakiem Rosjan na Polskę. Wydał kilkadziesiąt tysięcy na broń i sprzęt do kamuflażu oraz co weekend jeździł do lasu aby się go uczyć na pamięć – bez kitu. Dostał nakaz z pracy na badania psychiatryczne gdy zaczął argumentować otrzymanie podwyżki swoimi wydatkami oraz zagrożeniem trzecią wojną światową i bierze teraz tabletki z powodu jakiejś schizy.

      (9)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    20-25 lat temu miałem na kasecie VHS mega film fabularny (na faktach) o Maravichu…tytuł “Pistol” ….film o totalnej miłości Maravicha do koszykówki…Śpi od dzieciństwa z piłką zamiast z misiem co matka mu wypomina, do szkoły idzie z piłką na hamburgera z piłką…Ojciec trener trochę despota itd…Kto wie skąd zdobyć bo chciałbym dzieciom puścić …

    (4)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Malone statystycznie wyglądał monstrualnie, ale nie był to zawodnik któremu oddałbyś piłkę w ostatniej akcji meczu… ba nawet w ostatnich 5 minutach, gdy wynik jest na krawędzi. Jak wielu innych świetnych graczy spalał się w takich momentach. I właśnie dlatego MJ powiózł ich dwukrotnie w finałach, bo lider Jazz nie sprostał zadaniu.

    (1)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Gustaw, co miałeś na myśli, a raczej czego nie przemyślałeś..? pewnie nie masz pojęcia kim był ten niepozorny białas z nr 3.

    (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    “Dzisiaj trochę o facecie, który choć wyglądał jak pan Janek hydraulik po dziś dzień dzierży rekordy NBA, pozostając najlepiej asystującym ORAZ przechwytującym koszykarzem w dziejach dyscypliny. Niezwykle zdyscyplinowany, ukierunkowany i odporny psychicznie białas, który swym przeglądem pola zadziwiał nie tylko rywali, ale i kolegów z drużyny. Musieli nauczyć się trzymać ręce w gotowości, inaczej dostawali piłką w maskę.

    Powtarzalność, sumienność i koszykarskie IQ – oto cechy Johna Stocktona, już nawet nie gwiazdy, ale prawdziwej legendy basketu. Wygrywał mecze mądrością i techniką. Żadnych wymyślnych crossoverów, kozłowania za plecami czy bomb z dziesiątego metra. Surowa, ale zabójczo skuteczna koszykówka. Gotowi?”

    To wstęp do tekstu o Stocktonie z GWB. Dziwnie dużo powtórzeń w artykule o najlepszej piątce Jazz. Lenistwo?

    (4)

Gwiazdy Basketu