fbpx

NBA: dlaczego tak bardzo kibicujemy Miami Heat

27

Miami Heat są bez wątpienia największym pozytywnym zaskoczeniem kończącego się, a zarazem najdłuższego w historii sezonu NBA. Idę o zakład, że gdybyśmy mieli zaraz zrobić ankietę, Heat byliby najbardziej lubianym zespołem ligi, a powodów dla którego chcemy im kibicować jest multum.

Po pierwsze świeżość.

Rok temu władzę w zespole sprawowali D-Wade, Josh Richardson i Hassan Whiteside. Lubiłem tego w środku, ale żaden był z niego difference maker. Wade wiadomo, że odcinał kupony, a Whiteside… szkoda gadać. Dziadka, który głosował na niego jako Defensive Player of The Year powinni pozbawić posady i wysłać na zasłużony odpoczynek. Na tym poprzestańmy. Dziś na parkiecie rządzą młode koty nadzorowane przez czwórkę sprawdzonych w bojach weteranów. Co prowadzi nas do punktu kolejnego…

Po drugie relatywny brak gwiazd.

Pamiętacie, ostatnim razem wspominałem sportowy “rodowód” kadry Denver. Najwyższym ich pickiem draftu był / jest Jamal Murray wybrany z siódemką. Teraz proponuję przyjrzyjmy się trzonowi Miami, powinno być jeszcze ciekawiej:

  • Jean Claude Van Bam Adebayo – czternasty pick draftu 2017
  • Jimmy Butler – trzydziesty pick draftu 2011
  • Goran Dragic – czterdziesty piąty pick draftu 2008
  • Tyler Herro – trzynasty pick draftu 2019

  • Jae Crowder – trzydziesty czwarty pick draftu 2012
  • Duncan Robinson – pominięty w drafcie
  • Andre Iguodala – dziewiąty pick draftu 2004

Jest coś takiego w ludzkiej psychice, co podświadomie nakazuje kibicować “słabszym”. Widzicie jak daleko byli wybierani? Stąd prosty wniosek, nie trzeba specjalnie się zagłębiać: to są Drodzy Państwo zawodnicy przyzwyczajeni do ciężkiej pracy i walki o przynależność. Każdy jeden z osobna. Gdyby nie praca, mentalna siła oraz ambicje uzupełniające deficyt talentu, nie gadalibyśmy o nich teraz. Z tą myślą byli rekrutowani i powiedzmy sobie otwarcie, że Pat Riley zebrał na South Beach grupę zwycięzców. Nawet jeśli ostatecznie nie uda im się sięgnąć po mistrzowski tytuł. Nie uprzedzajmy jednak faktów, póki co prowadzą w finałach konferencji trzy do jednego, a w całych playoffs jak dotąd przegrali tylko dwa mecze przy jedenastu zwycięstwach!

Powyższe nazwiska ułożyłem od aktualnie najważniejszego, ale uznajmy kolektywnie, że najsilniejszą mentalnie, przywódczą jednostką w zespole jest 31-letni Jim Butler. Jak to jest, że z gracza rzekomo toksycznego przemienił się w wielkiego lidera? Oto jest zawodnik, który otwarcie wyśmiał Karla Anthony’ego Townsa i Andrew Wigginsa w Minnesocie twierdząc, że są mięczakami i nie zamierza tracić na nich czasu. Oto jest zawodnik, który nieomal skleił to, czego połączyć się nie da, czyli niekompatybilne talenty Joela Embiida i Bena Simmonsa w Philadelphii będąc jedno trafienie od finałów konferencji w zeszłych playoffs. Oto jest zawodnik wychowany bez ojca oraz wyrzucony z domu przez matkę w wieku 13 lat. Teraz powiedzcie mi proszę, czy tak zachowuje się gracz “toksyczny”?

Po ostatnim fenomenalnym występie Tylera Herro okraszonym zdobyciem 37 punktów,
Butler nazajutrz pojawił się na treningu w licealnym jerseyu pierwszoroczniaka.

Po trzecie zespołowość.

Jeden gra dla drugiego. Widać to gołym okiem. Adebayo jest playmakerem, Robinson robi wiatr poruszając się bez piłki, Crowder z Iguodalą stopują atak, Dragic i Herro inicjują pick and rolle, Butler uzupełnia luki czytając grę oraz bieżącą dyspozycję kolegów. Wspólnie ustawiają najlepszą obronę strefową w lidze, a trzeba Wam wiedzieć, że ten rodzaj defensywy powoli podbija parkiety NBA.

  • dwóch długich i atletycznych stoperów z przodu (Butler, Crowder, Iguodala, Jones Junior)
  • ultra mobilny center z ultra sprawnymi dłońmi (Adebayo) w sercu wydarzeń, strażnik obręczy
  • obwodowa dwójka “schowana” w drugiej linii, na skrzydłach (Herro, Dragon, Robinson)

Serio, imponujące jest jak dobrze się rozumieją w rotacjach, jak dobrze się komunikują, ale w końcu ćwiczyli to na obozie przygotowawczym i przez cały sezon, broniąc strefą najczęściej ze wszystkich trzydziestu zespołów ligi. Na dodatek pierwsza linia to naprawdę topowe nazwiska jeśli chodzi o obronę. Doceniam zwłaszcza cierpliwość, a zarazem aktywność i konsekwencję, z jaką przecinają tor lotu kolejnych podań.

Co dalej, czy to już Finały NBA?

Jeśli chodzi o serię z Bostonem, ekipa Erika Spoelstry broni strefą przeciętnie co czwartą akcję. Swoją drogą Celtics też stawiają swoją “2-3” strefę, ale znacznie rzadziej. Głównie gdy na parkiecie przebywa filigranowy Kemba Walker, którego Heat się czepiają oraz przy okazji wznowienia akcji tj. stałego fragmentu po stronie rywali. Któryś z graczy trzyma w górze dwie pięści. To ich tajemny znak sygnał, może przyuważycie dziś w nocy. Tylko czy Celtics są w stanie urwać trzy kolejne mecze?

To, co momentami prezentują świadczy o niedojrzałości i rezygnacji. Kemba i Tatum grają zbyt indywidualnie, Brown zbyt często omijany jest wzrokiem, Smart od lat naprzemiennie zachwyca i frustruje kibiców, Theis piłek nie dostaje, bo zbyt aktywne dłonie mają w tłoku podkoszowym rywale. Generalnie rzecz biorąc presja Heat wymusza na Celtach atak z biegu, a to kończy się nerwowością, złą selekcją rzutów i stratami. Dla nich przewagą jest spóźniony o sekundę obrońca, jeśli mają przełamać strefę, decyzje z piłką muszą zapadać błyskawicznie. Niestety to wymaga nie tylko skilla, ale też energii oraz sporego doświadczenia. Kemba nie jest sobą, ale trudno się dziwić skoro czuje, że Heat czynią zeń słabe ogniwo. Psychicznie to ciężar, psychicznie Boston lekko zmiękł.

W czwartej kwarcie ich strefa dała nam popalić. Kilka razy Jimmy odczytał nasze zamiary. Całe playoffs nam to robi, zresztą nie tylko nam. Mnie łatwo powiedzieć, że musimy być mocniejsi z piłką w rękach, ale rywale są naprawdę dobrzy, zwłaszcza gdy postawią Jimmy’ego i Iguodalę na szczycie strefy. Musimy uważniej podawać, lepiej zastawiać tablicę no i dojechał nas brak skuteczności w pierwszej połowie [Brad Stevens]

Piąty, być może rozstrzygający, mecz dziś o 2:30 w nocy. Bukmacherzy znów faworyzują Boston. Osobiście podejrzewam, a wręcz jestem przekonany, że Celtics wyjdą agresywni jak nigdy. Tyle, że tu nie agresji trzeba, ale dokładności i konsekwencji. Typów zgodnie z obietnicą nie podaję. Miłego oglądania, wiem że spać nie będziecie, nie ma opcji!

Ostatnie Wpisy

27 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Sytuacja z Butlerem moim zdaniem jest bardzo ciekawa. Od początku wiadomo, że to talent, ale musi mieć odpowiednich ludzi na robocie. Nie chodzi mi tu o otoczenie gwiazdami, ale o ludzi z odpowiednim nastawieniem. Sami twardziele z głowami na karku, którzy powiedzą sobie wszystko w pysk. Łatkę toksycznego dostał po ocenie przez gwiazdki, które nasłuchały się pochwał z każdej strony, a Jimmy przebił ich bańkę ochów i achów. Poza tym Butler w Heat jest jak najwyższej próby “glue guy”, który skleja talenty reszty wyciskając z każdego maksa. Taki Butapren wśród klejów w sztyfcie 🙂

    (68)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Boston może dzisiaj wyszarpać ale to tyle na co ich będzie stać. Mimo że sympatią bliżej mi do Celtów to obiektywnie Heat są lepszym zespołem na ten moment. Bostońska duma dzisiaj górą a finalnie 4-2 dla Miami? Tak jakoś mi się wydaje, ale jak będzie zobaczymy.

    (17)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Po historii Jimmiego Butlera w Minnesocie jestem niemal pewny, ze Golden State posuną w transferze Wigginsa, który jak zaznaczył autor jest “miękki”. W San Francisco nie ma miejsca dla takich graczy.
    Brat Wigginsa po transferze Butlera z Minnesoty wrzucił tweeta o treści “Halleluja”.
    Gdzie jest teraz Wiggins, Minnesota, a gdzie Butler każdy widzi.

    Scottie Pippen mówił, że powodem odejścia Butlera z Minny był brak woli zwyciężania w Minnesocie.

    (20)
    • Array ( )

      Nie posuną go tak prędko myślę. GSW najpierw go spróbują naprostować i zobaczą ile jest w stanie dać z siebie (zwłaszcza, że to nadal dosyć młody gracz). Jeśli to nie wyjdzie, będzie kolejnym graczem, który miał talent/warunki, ale za mało poszło w głowę. Zobaczymy jak Wigginsa zaadaptują w składzie.

      (6)
    • Array ( )

      Jeśli Antek powie, że nie podpisze nowej umowy za rok to jeszcze przed rozpoczęciem kolejnego sezonu będzie w GSW za Wigginsa i 2-gi pick draftu (plus pewnie jeszcze jakieś picki). Nic lepszego Bucks nie dostaną, co więcej to może też znaczyć, że Middleton też poleci i zacznie się przebudowa oparta o młodych, a draft wydaje się mocny w tym roku.

      Wiggins ma wciąż dopiero 25 lat, on w swój prime dopiero zacznie wchodzić.

      (2)
    • Array ( )

      Właśnie nie”miękki”, tylko jakiś taki apatyczny, uśmiechnięty, niezaangażowany. Wiggins jest chyba zbyt wyczillowany na tę grę, on po prostu nie czuje głodu tej gry. Gra w kosza, bo dostał mega geny i fizyczność. O Townsie nie można tego powiedzieć, ludzie ich utożsamiają często, ale to jest klepanie głupot. Towns z kolei jest za miękki (zwłaszcza w defensywie) na centra, ale nie brak mu zaangażowania.

      (2)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Nie wiem czy na miejscu Brada Stevensa posunąłbym się do takich słów: “dojechał nas brak skuteczności w pierwszej połowie”… Nie tylko ja mam pewnie wrażenie, że pije ewidentnie do Tejtjuma… Może była to mała, niewinna szpileczka, ale z kolei zawodnik też różnie może to odebrać. Albo go to zmotywuje do lepszej gry, albo weźmie to za obwinianie za porażkę. Albo po prostu po nim to spłynie 😉 Tak czy siak, mam nadzieję że Boston jeszcze podniesie rękawice. Marzy mi sie 7 mecz w tej serii 😍

    (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Czy jest ktokolwiek poza mną, kto wciąż ma nadzieje na zwycięstwo bostonu? Muszę przyznać wyższość Miami w tej serii, ale wciąż moje serce jest zielone :((

    (7)
    • Array ( )

      Nie, nikt nie chce bostonu w finale
      No może za rok jak bd mieć wkońcu jakiegoś fajnego centra ^^

      W tym roku finał miami vs denver : D : D

      (-5)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Co do Hassana to nie do konca sie zgadzam. Dpoki walczyl o nowy kontrakt to sie mega staral i byl w obronie naorawde duza zapora. A odkad dostal 100 M za 5 lat to zaczal miec to gdzies.. tak jak wielu mu podobnych w NBA. Ze o Wigginsie nie wspomne, bo ten idiota co mu dal maxa powinien placic mu ze swoich;)

    (5)
  7. Array ( )
    Nick Pielęgniarka 25 Wrzesień, 2020 at 23:25
    Odpowiedz

    Bardzo się cieszę, że Butler pełni taką rolę do której jest stworzony. Gra tak jak od początku swojej kariery w Bulls, czyli brak gwiazdorzenia i przede wszystkim pełne skupienie na drużynie. To nigdy nie była ofensywna gwiazda rzucająca po 30 punktów na mecz. Przy całej mojej sympatii to nie nadaje się do tego, co było widać w Wolves i Phili. Ale to tak jakby wymagać od Xaviego czy Iniesty żeby strzelali po 30 bramek na sezon…

    (-1)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Miami jest takim fajnym zespolem ze mimo ze jestem kibicem Celtics to jskos nie bedzie mi smutno ze odpadna. Majalepszy zespol bardziej doswiadczonych liderów. Boston musi dojrzec i odppwiednio poustawiac akcenty. Kemba moim zdaniem nie daje tego co powinien dawac PG majac obok siebie Browna i Tatuma. Tu nie jezt potrzebny combo guard tylko ktos kto prowadzi gre i uaktywnia kolegow.

    (6)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Niestety nie wszyscy. Zrób ankietę, a wygra LA Lakers. Tacy są młodzi ludzie. Doceniasz ciężką pracę i rozwój ponad talent? Nie urodziłeś się po 95-tym.

    (0)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Jerzu tak, jakby Lebron i AD mieli tylko talent i nie wykonywali ciężkiej pracy. To samo Howard czy Rondo. Tak, jakby Caruso nie pokonał gorszego talentu ciężka pracą. Ten twój post jest poniżej krytyki.

    (1)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Kibicujemy Miami bo nienawidzimy nieprawdopodobnie utalentowanego i pracowitego faceta, który od 15 lat jest z tą samą partnerką i nigdy nie było z tym żadnych skandali (patrz 20000 kobiet Wilta, wybryki Kobiego czy zdrady Magica), który ma dwóch fajnych synów, z dziecka niemal slamsowego stał się miliarderem i mądrze zarządza majątkiem czyli jako mąż, ojciec i menager świetnie się sprawdza. A nienawidzimy go wyłącznie dlatego, że zechciał sam wziąć swój los w swoje ręce i nie miał zamiaru do końca życia grać w kiepskich zespołach, gdy kiepscy GM nie potrafili zapewnić mu odpowiedniego supportu. Więc zapewnił go sobie sam. Ponieważ my Polacy nie lubimy ludzi sukcesu, którzy sami kreują swój los więc hejtujemy LeBrona i kibicujemy wszystkim innym. A ponieważ ja lubię zwycięzców i ludzi sukcesu kibicuję każdemu zespołowi w którym gra James

    (0)

Gwiazdy Basketu