fbpx

Nie ma róży bez kolców: czyli kariery okupione frustracją – KG

15

Droga do sukcesu rzadko jest łatwa i szybka, niczym niemieckie autostrady. Częściej wydaje się być stromą, górską ścieżką pełną śliskich kamieni i nierówności. Im jesteś wyżej, tym przeszkód zdaje się być więcej. Jeden błąd i spadasz, a jeśli jesteś naprawdę wysoko, to upadek może być szczególnie bolesny. Jednak tylko od Ciebie zależy czy się podniesiesz i będziesz walczyć dalej. Przed Wami migawka karier zawodników, którzy nim osiągnęli swój wymarzony sukces musieli przejść przez cały ocean frustracji i przeszkód.

W części pierwszej Kevin Garnett.

Wszystko zaczynało się w ten sposób:

Popularny KG trafił do NBA jako piąty wybór draftu 1995 roku, wybrany oczywiście przez Minnesotę Timberwolves prosto po szkole średniej. Garnett rozwijał się błyskawicznie, przeobrażając się w prawdziwą gwiazdę basketu. Szczupły i sprawny Kevin zaczynał jako niski skrzydłowy robiąc w lidze niezłe zamieszanie.

I gdy zawodowa kariera Garnetta rozkwitała przewrotny los rzucił mu (nie pierwszy raz z resztą) kłodę pod nogi. Był 19 maja 2000 roku – urodziny Kevina, który postanowił uczcić ten dzień wraz z przyjaciółmi w St. Louis Park. Wśród gości nie mogło zabraknąć Mike’a Sealy’ego, którego Garnett traktował jak brata. 

CZYTAJ DALEJ >>

1 2 3

Ostatnie Wpisy

15 comments

  1. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe burningPL
    Odpowiedz

    Jedno jest pewne, już nigdy nie będzie drugiego Kevina Garnetta- taki zawodnik się zdarza raz w historii. A bostońska paczka? Cwaniacy- team znający basket od podszewki, gdyby wszyscy byli zdrowi sądzę, że mogli by ugrać nawet i cztery mistrzostwa. Sam sezon 10′-11′ kiedy to wygrywali w finale konferencji 3-2 z Miami, pamiętam jak płakałem jak Chris Bosh trafiał trójki z corner’a.. a Pierce, Garnett, Allen, Rondo- always in my mind.

    (12)
  2. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Shaq34
    Doceń Wielkich 25 Luty, 2014 at 23:15
    Odpowiedz

    KG to esencja tego sportu, walczak niepowtarzalny ! Nie komentuje nigdy, ale tutaj nie mogłem się powstrzymać muszę dodać swoje 3 grosze.Facet myślący na parkiecie, znający tą grę na wylot, z doskonałymi fundamentami gry i sercem do walki, którym dziś mógłby obdarzyć połowo pierwszo, czy drugo roczniaków ! Każdy ma swoje gusta i do jednych trafia jego zachowanie na i poza parkietem, a do innych nie, ale nie znam i nie chcę poznać osoby, która nie doceni Kevina za to co zrobił i dalej robi dla tego sportu.Łzy po porażce odbieram, właśnie jako dowód na jego miłość do basketu i wygrywania.Wielkie Pozdro i Wielki Szacun Kevin !!! Obyś jak najdłużej jeszcze cieszył nas swoją obecnością w lidze !

    (10)
  3. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe kmn
    PATRON
    Odpowiedz

    młody garnett to był kozak. długa szczapa z dobrym rzutem i grą tyłem. swego czasu timberwolves byli mistrzami odpadania w pierwzej rundzie PO. chyba z 6 sezonów pod rząd,aż do wspomnianego sezonu z LAL w WCF. z tym,że nie do końca było tam gładko dla lakersów. zaczęło sie od 2-1 dla wilków z tego co pamiętam. potem już faktycznie podrażnieni LAL nie zostawili złudzeń. zawsze lubiłem gościa i cieszyłem się jak dziecko gdy pojechali z kobasem w finale,ale ostatnio garnett przegina. zaczęło się od łokciowych zasłon i sapania do mniejszych od siebie. jak doczepił się charliego villanuevy to stracił u mnie duuuużo. jeśli nie wiedział o jego przypadłości tzn że głupek,a jeśli wiedział,to perfidny cham. można powiedzieć, od miłości do nienawiści jeden krok. no i cała masa sytuacji gdzie sapie i stroi te swoje groźne miny… nie lubię takiego pajacowania. no ale podsumowując, kevin swoje miejsce w historii tej gry ma, długie lata grał wyśmienicie. pamiętam też jak świetnie bronił w mistrzowskim sezonie i jak bardzo żałowałem kontuzji w następnym. potem spsprane finały…szkoda

    (3)
  4. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe lasero
    Odpowiedz

    Swojego czasu mój ulubiony zawodnik, Hall of Famer bez dwóch zdań, jego statystyki na przestrzeni całej kariery mówią z resztą same za siebie: 25k+ punktów, 14k+ zbiórek, 5k+ asyst, 2k+ bloków i 1,8k przechwytów, 50% z gry i 80% osobowe ( gdzieś chyba była o tym mowa, że to jedyny zawodnik w historii, który ma takie wszechstronne osiągi) A wychodzą z tego średnie: 18pkt, 10zb, 4as, 1,5bl, 1,3 prz. Tylko jedno pytanie mnie nurtuje, dlaczego w przypadku Kevina nie ma takiego hejtu jak wobec decision LBJ?? Dla jasności dla mnie obaj gracze postąpili prawidłowo, lojalność lojalnością, ale liczą się tylko pierścienie 🙂 Sytuacja bardzo podobna, nieudana próba tworzenia zespołu wokół wielkiej gwiazdy, w następstwie przenosiny do innego klubu, gdzie czekali już inni gracze wielkiego pokroju. Tak czy inaczej jarałem się Bostonem w tamtym okresie, niestety nabrechtali sobie u mnie przegrywając 7 mecz finałów z LAL w 2010, gdzie przy stanie 3-3 prowadzili w 4 kwarcie 13pkt… Z takimi zawodnikami i takim doświadczeniem nie powinno się to było po prostu wydarzyć.

    (3)
  5. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe kmn
    PATRON
    Odpowiedz

    lasero – dlaczego pytasz? bo kevin nie pajacował z przejściem jak bronek. cyrk się z tego zrobił i tyle. kevin długo dawał szanse wilkom, za długo. zmarnował kilka lat ze swojego najlepszego czasu. zobacz ile stracił w oczach kibiców howard. też pajacował, inaczej ale jednak.

    (2)
  6. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe lasero
    Odpowiedz

    @kmn
    masz w tym rzeczywiście trochę racji, bo z przejścia Lebrona do Miami zrobił się niezły cyrk. Ale czy to do końca wina samego zawodnika? Z mojego punktu widzenia było to po prostu bardziej rozdmuchane przez media. KG w momencie przejścia mimo wszystkich swoich zasług, nie był aż tak wysoko w hierarchii ligowej jak LBJ. Z Jamesa na siłę próbowano zrobić drugiego Jordana, dlatego było tyle hałasu gdy zdecydował się przenieść swoje talenty na Florydę. Oba przypadki są dla mnie jednak bardzo podobne.

    (0)

Gwiazdy Basketu