fbpx

Nie ma róży bez kolców: kariery okupione frustracją – Zo

19

Są w życiu takie (krótkie) momenty, kiedy wydaje się nam, że cały świat leży u naszych stóp. Że możemy przenosić góry będąc u szczytu swoich możliwości. Tak właśnie musiał czuć się Alonzo Mourning, kiedy w sezonie 1999/2000 był jednym z najlepszych centrów ligi, zdobywając średnio 22 punkty, 10 zbiórek i prawie cztery bloki na mecz.

Czy aby jednak napewno Alonzo mógł się tak czuć? Miał przecież wszystko, kasę, sławę i renomę defensywnej bestii. Czego więc brakowało? Odpowiedź jest prosta – zwycięstw.

Rok dwutysięczny. Od finału konferencji wschodniej, w którym Heat mierzyli się z jordanowskimi Bykami minęły już trzy lata. Rokroczne porażki z New York Knicks i Patem Ewingiem w playoffs powoli podcinały środkowemu skrzydła. Niestety i tym razem scenariusz miał się powtórzyć. Kto pamięta słynny siódmy mecz pomiędzy tymi ekipami ten wie, że ostatnie punkty dające zwycięstwo Knicks zdobył Ewing po błędzie Mourninga właśnie. Jak miało okazać się w niedalekiej przyszłości, Zo miał stanąć do walki z czymś znacznie większym niż nowojorski “King Kong” (do dziś utrzymuję, że ów “niepolityczny” pseudonim nadał mu Włodzimierz Szaranowicz relacjonując mecze NBA w TVP) . Wszystko jednak po kolei.

Alonzo Mourning trafił do ligi w 1992 roku, wybrany z drugim numerem draftu przez Charlotte Hornets tuż za Shaquillem O’Nealem. Dołączył tym samym do ekipy, która miała w składzie m.in. dynamicznego Larry’ego Johnsona i superstrzelca Della Cury.

O’Neal i Mourning byli na wczesnym etapie swoich karier mocno do siebie porównywani. Był nawet moment, w którym Shaq zazdrościł Mourningowi sukcesów na poziomie akademickim i starał się go we wszystkim prześcignąć. Pokazać, że to on zasługuje na miano “jedynki” draftu. Tak, cały Shaq.

Zarówno Mourning, jak i O’Neal weszli do ligi z mocnym p… uderzeniem. Od czasów debiutanckiego sezonu Davida Robinsona żaden z pierwszoroczniaków nie zakończył sezonu z dorobkiem powyżej 20 punktów i 10 zbiórek na mecz, a tu nagle pojawiają się dwie rywalizujące o prymat bestie, które takie statystyki kręcą w sposób naturalny i niewymuszony. Warto dodać, że Zo w swoim debiutanckim sezonie blokował również 3.5 rzutów na mecz. Rim protector! Ostatecznie jednak to Shaq cieszył się z nagrody najlepszego debiutanta,  Zo zaś zajął drugie miejsce w głosowaniu. Wciąż, to nie O’Neal miał się stać największym przeciwnikiem Alonzo…

Zaczęło się już w pierwszych playoffs Mourninga. Pierwszą rundę Charlotte zwyciężyli z Boston Celtics, a wspomnianą serię Mourning zakończył game-winnerem w ostatnim starciu.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2 3

Ostatnie Wpisy

19 comments

  1. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe zo
    Odpowiedz

    mój idol, facet był zajebisty, to od niego zaczeła się moja przygoda z koszem, już od Hornets, a później Heat

    (32)
  2. Array ( )
    Zdjęcie profilowe paxonek123
    Odpowiedz

    @jajko – Tak typowe ..

    Mourning to również jeden z moich ulubionych zawodników 😉 Od bachora podziwiałem tą jego wściekłość, nadludzką siłę … W dzisiejszej Dużej Lidze nie znajdziemy już graczy z tak wielkim serduchem do tej gry (poza wyjątkami, czyt. Kobe, Nate, KG), a szkoda.

    (9)
  3. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Hater
    Odpowiedz

    @ mememem

    Mogę podać Ci dokładną nazwę choroby Mourninga, ale dokładnych przyczyn nie znalazłem. Chodzi tutaj o stwardnienie tętniczek nerkowych. Tłumaczono to podobno zbyt dużymi obciążeniami, treningami, nieregularnym trybem życia (podróże/wyjazdy) i innymi pierdołami. Jakbyś się dokopał do czegoś więcej to daj znać 😉

    (4)
  4. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe pablito
    Odpowiedz

    NBA – Where fucking amazing stories happens. Taka siła i taka dynamika w jednym. Przepchnąć Ewinga w post up i w następnej akcji minąć go pierwszym krokiem, później zblokować piłke z nad kwadratu. AMAZING. Warto dodać, że miał coś pomiędzy 6’9-6’10 stóp wzrostu, dla porównania: Ewing, Shaq, Admirał – 7’1… 7cm różnicy…

    (3)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    To jest koszykówka lat 90tych na której sie wychowałem. Kosz lat 90″ jak dotąd uważam za najlepszy jaki mozna bylo oglądać w NBA.

    (7)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Żeby nie było….artykuł spoko….oby więcej takich….i oby więcej rzeczowych komentarzy, a nie personalnych wywodów upodobań, które mało kogo obchodzą i wręcz zniechęcają ;]

    ps. ‘na pewno’ piszemy osobno…to taki typowy błąd ;]

    (1)
  7. Array ( )
    Zdjęcie profilowe all3
    Odpowiedz

    to nawet nie oto chodzi, że “koszykówka lat 90…” to chodzi o charakter samych zawodników o charyzmę, pamiętam Zo jak wsadził piłę z cały sił i ten jego biceps zawsze go prężył podonie emocje okazywał Sprewell taka sportową złośc teraz tego już nie ma wszyscy się uśmiechają, nie ma zawodników upartych z charakterem to o to chodzi…
    co do wzrostu tak Zo miał 208, Ewning 213 Robinson 216, ale ja Ewninga nigdy nie uważałem za jakiegoś mega dobrego zawodnika, miał dobry rzut z pódychy i cos tam grał, ale nie miał tego co Zo, Shaq, Sabonis, Olajuwon czy nawet Robinson…
    paiętam jak za szczyla oglądałem Robinsona w meczu łoo to były czasy taki weteranów na meczu ehhh

    (-7)
  8. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Hater
    Odpowiedz

    @all 3

    Rozumiem, że za Ewingiem można nie przepadać, ale “coś tam grał” ? Facet zdecydowanie jeden z lepszych środkowych ever. Sezon 89/90: 28 ppg, 11 rpg i 4.0 bpg to zdecydowanie więcej niż “coś tam” 🙂

    Z resztą jego kariera jako całokształt jest imponująca.

    (6)
  9. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Teodor
    Odpowiedz

    @all3 – Podobno bloga prowadzisz, a sposób w jaki piszesz posty na forum woła o pomstę do nieba… chociaż nie wiem czy to wystarczy…

    (8)
  10. Array ( [0] => contributor )
    Zdjęcie profilowe kmn
    PATRON
    Odpowiedz

    mój najlepszy center ever. zawsze mnie pozytywnie nakręcał tym swoim prężeniem bikola. nie bał się,że ktoś go splakatuje,a niektóre bloki,że palce lizać. kochałem to jego fizolstwo.
    p.s. ewing to dużo więcej niż “coś tam”. gafa gafunia
    technicznie rewela, gra tyłem, półdycha… no i on też z knicks byli niezłymi,jak nie lepszymi,fizolami.ze starksem i masonem wymiatali.
    a pojedynki knicks z heat wspomnianych panów to klasyki wojenne końcówki najlepszej dekady wg mnie

    (0)
  11. Array ( )
    Zdjęcie profilowe AA6o
    Odpowiedz

    Nie każdy jest zdrów jak ryba i pieknie zagrywa pod koszem. Zdarzają się też choroby wśród wielkich.
    Co z tego, że mają pieniądze jak zdrowia kupić nie można. Dlatego trenuj systematycznie z rozwaga, unikaj kontuzji – zawsze rozgrzewka i dbaj o zdrowie – bo jest tylko jedno.

    (0)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Mój idol, też wzorowałem się na ZO . Moja pozycja to skrzydłowy nie center. Ale to ZO skradł mi serce. Jestem rocznik 80, więc wszechobecne było uwielbienie dla Jordana, potem Shaqa, Pennego. Jednak to ALONZO i jego serce do gry i walki, zawsze mnie napędzało i motywowało do gry. Niesamowicie toczy się historia. Zdobył mistrza ramię w ramie z Shaqiem. I co cieszy, bardzo dużo wniósł w tamtych finałach. Zo dzięki, niestety dziś już nie mam aktywnego idola…

    (1)
  13. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe wojtek23
    Odpowiedz

    Dobry artykuł i piękne czasy dla NBA opisane, pewnie młodsi użytkownicy tego nie zrozumieją, ale mnie ciary przechodzą jak oglądam te filmiki, Ewing, Shaq, Mourning, legendy gry podkoszowej. To co Zo wyrabiał w obronie to jest nie do opisania, brakuję mi takich graczy dzisiaj. Dzisiejsza liga też jest fajna, ale jednak tamte czasy to złote lata NBA, i tak jak pisał @all3 zawodnicy mieli to coś, charakter, charyzmę, parcie na zwycięstwo z czego rodziły się rywalizację na śmierć i życie, eh fajnie tak powspominać ;).

    (1)

Gwiazdy Basketu