Nikola Jokić: Klucha podbija Amerykę!

33

W ostatnim tekście o DeAndre Aytonie pochyliłem się nad losem klasycznych centrów w koszykówce XXI wieku, dlatego dziś wypada przyglądnąć się losom gracza, który stoi dokładnie po drugiej stronie barykady i jest obok Porzingisa jednym z symboli rodziny tzw. „Jednorożców”. Mało kto przystosował się do współczesnej, ciągle ewoluującej gry tak dobrze, jak Nikola Jokić. No bo ilu mamy w NBA centrów, którzy rzucają za dwa, rzucają za trzy, zbierają i potrafią grać inside-outside? Kilku by się znalazło. A ilu mamy takich, którzy dokładają do tego dużą ilość asyst? Tacy też się znajdą.

Czas zatem na ostatnie, może najważniejsze pytanie: a ilu z nich ma tak wielką wizję gry i podaje tak pięknie jak Jokić? Odpowiedź brzmi: żaden, ponieważ to jednoosobowy klub, zarezerwowany dla serbskiego środkowego. Gracz Denver sprawia, iż mamy czasem wrażenie, że to sam „Magic” Johnson przebrał się za niego i wpadł na mecz Nuggets. Na Nikolę mówią „Joker”, ale on sam, mimo iż kocha żartować, o swojej grze mówi śmiertelnie poważnie: „No joke”. Poznajcie zatem historię tego niezwykłego koszykarza i jego bałkańskiego gangu z Colorado.

Gang Jokiców

Bez sugerowania się ich pochodzeniem, po prostu mają w sobie coś bałkańskiego. To taka trójka, której nie chciałbyś spotkać wieczorem w ciemnym zaułku, a jeśli by przebrać ich w skóry i doczepić im brody, mogliby śmiało zagrać prawdziwych gangsterów w którymś z filmów Kusturicy. Strahinja, Nikola oraz Nemanja Jokic mieszkają razem w Denver, gdzie są najbardziej znaną rodziną w Colorado od czasów Dr. Quinn, Sully’ego i Tańczącej Chmury. Zresztą popatrzcie sami na tych gagatków:

Są do bólu europejscy, by nie rzec wręcz piłkarscy. Wiecie, co mnie najbardziej śmieszy wśród piłkarzy? Ich potworne zamiłowanie do klapek, nawet jeśli to nie są „Kuboty”, a jakieś lepsze. W domu Jokiciów to jednak świętość. Wszyscy bracia jak jeden mąż noszą klapki Nike’a, a jeśli wpadniesz akurat z wizytą do ich domu, dostaniesz parę dla gości i musisz je nosić. Klapki to jedno, ale w ich w domu w Denver jest jeszcze jedna zasada – jeśli akurat chcesz porzucać do plastikowego kosza zawieszonego nad głównymi drzwiami, nie możesz wsadzać.

Bałkańska krew

Reszta to już totalny freestyle jak w filmie „Czarny Kot, Biały Kot” – gorąca bałkańska krew, przekomarzanki, wrzaski, oszukiwanie w karty, latające po domu drony, wielkie kolumny, dolby surround i muzyka tętniąca z głośników (głównie serbska). Nikola jest tu najmłodszy, ma ledwie 23 lata i sportowo osiągnął najwięcej z rodziny. Jest franchise playerem Nuggets i właśnie podpisał nowy, 5-letni kontrakt na 146 milionów dolarów, ale to już wiecie. Przede wszystkim „Joker” jest jednak killerem na parkiecie, a tacy gracze jak on zdarzają się niezwykle rzadko, ale o tym później. A kim są pozostali bracia?

To byli koszykarze. Nemanja ma 33 lata i jest najniższym z trójki braci, mierzy „ledwie” 198 centymetrów wzrostu. Największy (nie tylko wzrostem) jest 35-letni Strahinja, który jest niejako „ojcem” rodziny i najbardziej dba o Nikolę. To właśnie jego najbardziej boi się zresztą koszykarz Denver. Strahinja ma za sobą koszykarską przeszłość w Europie, ale oczywiście on i Nemanja w porównaniu do Nikoli to płotki – ich najmłodszy brat prześcignął o lata świetlne nie tylko ich, ale większość koszykarskiego świata.

W domu jednak wszyscy bracia są równi i kochają się kłóćić, jak to bracia. Mimo, iż Strahinja jest tam szefem i wszyscy się go boją, to z niego akurat nabijają się (oczywiście za plecami) najbardziej, m. in. mówiąc że „grał jak Kendrick Perkins, tylko miał jeszcze mniej talentu…”. I wszyscy mają do siebie dystans, nikt tam nie kreuje się na niewiadomo jakiego herosa czy twardziela.

Rodzina jest najważniejsza

Bracia Nikoli znani są także z tego, że są na każdym jego meczu w Pepsi Center i robią show. Najgorszy jest Strahinja, który drze się po serbsku, wali pięścią w krzesła i siada osobno, ponieważ ta bardzo przeżywa spotkania młodszego brata. Dla nich to normalne, ale myślicie że tylko bracia są tacy? Podczas odwiedzin ich rodziców, Jokić senior tak bardzo darł się na meczu Nuggets, że wszyscy poodsuwali się od niego. Gorącej, bałkańskiej krwi nie oszukasz.

Kiedy Nikola był mały, Strahinja lubił z nim grać w kosza w domu i rzucać małym bratem z łóżka na łózko, a pewnego razu, gdy „Joker” odmówił wejścia na drzewo podczas pikniku, starszy brat postanowił zabawić się w… nożownika z cyrku. Oddajmy głos Nikoli:

To było szalone (…) Kazał mi opuścić ręce, stać grzecznie i się nie ruszać. Zaczął rzucać nożami, wszystkie wbiły się koło mojej głowy, nic mi się nie stało…

Klucha podbija Amerykę

Amerykanie są po uszy zakochani w grze Jokicia. Mimo, iż gra on w NBA dopiero od trzech lat, skradł serca fanów. Gra Nikoli przypomina złote czasy jugosłowiańskiej koszykówki lat 90-tych, czyli Divaca, Kukoca, Petrovicia. Eksperci mówią o Jokiciu następująco:

On uosabia tę kapitalną europejską technikę oraz spacing, grę bez cienia samolubności. To rzeczy dzisiaj bardzo preferowane w amerykańskiej koszykówce

Nikola miał to zresztą od zawsze, cechy te bałkańscy koszykarze dziedziczą w genach, a nad resztą czuwa świetna szkoła trenerów z państw byłej Jugosławii. „Joker” imponuje zwłaszcza podaniami. Amerykanie mówią, że „to jeden z najlepszych podających w lidze, bez rozróżnienia na pozycje”. Ale nawet Nikola nie jest doskonały. Kiedy przyjechał do USA, problemem nie była jego gra, a… zbyt gruby brzuch.

Jokić zostały wybrany przez Denver z 41. numerem w Drafcie 2014, ale postanowił pograć jeszcze rok w Europie i finalnie dołączył do drużyny dopiero rok później, w lecie 2015. Gdy trenerzy Nuggets zobaczyli go, złapali się za głowę. Niko, delikatnie mówiąc, przyjechał nieco za duży. Wzięto się za niego ostro i zrzucił prawie 17 kilo.

Nienawidziłem WF-u

Jak byłem mały, to nauczyciele mnie kochali, bo byłem straszną ciamajdą. Najwyższy, największy, najgrubszy. Kochałem matematykę, historię. Nienawidziłem WF-u, byłem kluchą. Nie mogłem zrobić choćby jednej pompki (…) No i nadal wielu nie zrobię [Jokić]

Dość skromna opinia, patrząc na jego statystyki z niedawno zakończonej kampanii. W trzecim sezonie gry (2017/18) średnie Nikoli powalały na kolana: 18.5 pkt/mecz, prawie 11 zbiórek, sześć (!) asyst, 50% z gry, prawie 40 za trzy. I nadal mówimy o centrze – gościu mającym 208 centymetrów wzrostu i ważącym prawie 115 kilo. Niesamowite. Jokić robi karierę, a bracia go pilnują. Myślicie, że chodzi tylko o kasę? Nic mylnego. Rodzina trzyma się mocno, a starsi bracia po prostu nie chcą, by popełnił te same błędy, co Darko Milicić. Wszyscy pamiętamy, jakim niewypałem okazał się Darko, a okazuje się, że swoje pięć groszy dołożył do tego… Nemanja Jokić.

Kiedy Milicić grał w Detroit, Nemanja grał na uniwerku Detroit Mercy. Nie jest tajemnicą, że obaj Serbowie strasznie imprezowali i do dziś środkowy z braci Jokiciów ma wyrzuty sumienia, że to przez niego Darko Milicić nie zrobił kariery. Teraz wraz ze Strahinją pilnują, by „Joker” nie poszedł w ślady Milicicia. Mówi Nemanja:

Zawsze mu powtarzam, że żyje moim marzeniem. Że nic mu nie jest dane raz na zawsze i żeby nie popełnił naszych błędów.

Co ciekawe, Nikola wydaje się być paradoksalnie najmniej narwany z całej trójki. Nie w głowie są mu luksusy, biżuteria i drogie auta. Jest trochę jak bohater z tego kawałka „Małomiasteczkowy”, śpiewanego przez Dawida Podsiadło – wzrusza się, opowiadając o rodzinnym mieście Sombor i woli swoje serbskie strony od świateł wielkiego miasta.

Kiedy skończę karierę, na pewno tam wrócę (…) Jest super wolno, nic się nie dzieje, ale mam tam wszystko. Można pojechać nad wodę, jesteś blisko natury, znasz wszystkie drogi… [Jokić]

Mr Natural

Natura jest bardzo ważna dla Nikoli Jokicia. Kiedy idzie z braćmi ludzie boją się ich („wyglądamy i mówimy groźnie, ale nie jesteśmy aż tacy najgorsi”), ale w głębi serca to wrażliwy chłopak kochający zwierzęta. Gdy dorastał, oprócz koszykówki kochał konie i przez moment był nawet… dżokejem. Nie, to nie żart. Oddajmy głos „Jokerowi”:

Kocham konie. Ich piękno i elegancję. Dzięki braciom pokochałem kosza, ale w pewnym momencie życia zacząłem także chodzić na konie, do stadniny (…) Miałem 14 lat, uwielbiałem z nimi przebywać, myć je, dbać o nie. Mieliśmy klub jeździecki. Raz wystartowałem, zająłem nawet czwarte miejsce. Nie traktowałem jednak „kariery” dżokeja na poważnie, ale koszykówka też wtedy była jedynie zabawą…

Nikola uwielbia konie zresztą do dziś, a jakiś czas temu nabył nawet jednego o imieniu „Dream catcher”, który na co dzień przebywa w Somborze, rodzinnej miejscowości koszykarza. Środkowy Denver mówi, że jeśli nie zostałby koszykarzem to pracowałby przy koniach. Tak bardzo kocha te zwierzęta.

Nowe pokolenie

Co ciekawe, po przyjściu do NBA Serb Nikola grał jakiś czas w Denver razem z Jusufem Nurkiciem, czyli… Bośniakiem. Nie wdając się zbytnio w politykę starczy rzucić hasło „Srebrenica” i wszystko jest jasne. Czy miało to wpływa na ich relacje?

Nie da się o tym zapomnieć (…) Tak wielu rodziców i dzieci zginęło w przeciągu zaledwie paru dni. W Srebrenicy, około osiem tysięcy ludzi zginęło w dwa dni. Ale musisz żyć nadal. Nie z tymi, którzy zabili, ale z następnymi pokoleniami. To nie ich wina. Bośniacy, Serbowie, Chorwaci. Musimy żyć wspólnie [Jusuf Nurkic]

Także Nikola straszliwie wspomina wojnę. Miał ledwie parę lat, kiedy NATO zbombardowało Serbię:

Pamiętam syreny, schrony przeciw bombowe, wieczny brak prądu (…) Żyliśmy praktycznie w ciemności, nawet rano o 9 nadal było ciemno”. W NBA mamy obecnie kilkunastu koszykarzy pochodzących z krajów byłej Jugosławii, ale tylko w Denver mieliśmy tak dziwną sytuację, że o miejsce w składzie rywalizował Serb z Bośniakiem.

Obecnie Nurkić gra w Portland, ale pytany o czasy wspólnych występów w Nuggets zaprzecza, że miał jakiekolwiek spięcia z Nikolą na tle etnicznym. Jusuf wydaje się bardzo dojrzały w tym co mówi, zarówno odnośnie kolegi Serba, jak i samego konfliktu:

Jokić to bystry chłopak z wybitnym koszykarskim IQ. Lubi zabawę, żartowniś z niego (…) Nikt z nas tak naprawdę nie pamięta dobrze wojny. My, koszykarze nie pałamy do siebie nienawiścią, nawet nie wiem czy kraje (byłej Jugosławii) nienawidzą się. To wojna, wiesz. Nic pomiędzy ludźmi (…) W koszykówce jest piękne to, że tu nie chodzi o politykę, o religię. Tu chodzi tylko o to, kto jest lepszy.

Formuła 1

Karierę Jokicia można porównać do wyścigu Formuły 1. W wieku 15 lat nie wiedział jeszcze czy w ogóle chce grać w kosza, w wieku 17 lat grał już w profesjonalnym klubie Mega Basket. Minęły niecałe dwa lata i co? Wybrano go w Drafcie NBA w roku 2014. Nikola poczekał jeszcze jeden sezon i zdobył tytuł MVP Adriatic League (zrzeszającej państwa byłej Jugosławii) i mając 20 lat, wyjechał za ocean. Nieźle, prawda? Każdy z nas oddałby pewnie wiele, byle pójść jego ścieżką…

Co ciekawe jednak, koszykówka prawie zawsze była zabawą, a nie pracą. Agent sportowy Misko Raznatović, który odkrył talent Nikoli gdy ten grał amatorsko w juniorach Vojvodiny Nowy Sad (bez żadnej umowy), wspomina: „Wyczytałem gdzieś, że jest chłopak, który zdobył 25 punktów i miał 25 zbiórek. Spytałem naszego skauta Branimira Tadicia (odkrył talent Bobana Marjanovicia i Nikoli Pekovicia) czy go zna, ale ten zaprzeczył. Szybko pojechał go sprawdzić. Zastanawialiśmy się czy jego statystyki wynikają z przewag fizycznych, ale raport Tadicia był niezwykły:

Właściwie chłopak jest gruby, łagodny i ma kiepską kondycję. Gra tak dobrze ponieważ ma ogromny talent, a nie przewagę fizyczną”. Miał prawie 18 lat, szybko go ściągnęliśmy do Mega Basket

Dziś „Joker” jest profesjonalistą, ale jego początki były okropne. Potrafił na śniadanie zjeść coś na kształt kebaba i wypić do tego całe dwa litry coli. Trenerzy motywując go do gry obiecywali mu czekoladowe ciastka za wygraną i inne fast foody. Dziś nie do pomyślenia. Kariera Nikoli to jednak piękny przykład na to, że można być grubym, nikomu nieznanym 17-latkiem i jednak trafić do NBA i stać się super bohaterem, a raczej pozytywnym super złoczyńcą. Nigdy nie zapomnę, jak podczas jednego z meczów Denver Nuggets komentator mówił:

Jeśli Denver to Gotham, to jest to zdecydowanie miasto Jokera i Batman nie ma tutaj wstępu!

[Kuba Machowina]

Ostatnie Wpisy

33 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Zdecydowanie najlepszy technicznie center w całej NBA, ruchy może jak u kubusia puchatka ale myśleniem, opanowaniem, zespołowością rozbija na łopatki mózg OKC który jest odpowiedzialny za rozgrywanie czyli Westbrooka

    (-3)
    • Array ( )

      To jest technicznie najlepszy czy basket iq? Bo sam sobie przeczysz mordeczko

      (-2)
    • Array ( )

      jazzman: porównania w których Westbrook zawsze przegrywa, wniosłeś na nowy poziom.

      (7)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Dobry art., ale zamyslilem czy tając o wojnie. Słowa pozwalają sobie uświadomic… zwłaszcza w kontekscie ostatniej ekranizacji filmu „Wołyń”… raz ludzie się nienawidzą innym razem nie czują do siebie wrogości. To dziwne, że sąsiad potrafi zaatakować sąsiada mówiącym tym samym językiem

    (7)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Super art Zafascynowałem się jego postacią jak rozmawiałem o koszykówce z jednym Serbem który też zdradzał kulisy jego kariery. Czekam na rozwój Jokera i tego co pokaże w lepszym składzie!

    (5)
    • Array ( )

      Ale mam nadzieje ze hajs sie zgadza, bo komu jak komu ale tobie sie nalezy jak psu buda.

      Mistrz.

      (1)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    To mój pierwszy komentarz, nigdy nic nie komentuje ale to muszę napisać. Uwielbiam czytać napisane przez ciebie Kuba sylwetki graczy. No poprostu bomba. Pozdrawiam i czekam na więcej 😉

    (2)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    „W ostatnim tekście o DeAndre Aytonie pochyliłem się nad losem klasycznych centrów w koszykówce XXI wieku, dlatego dziś wypada PRZYGLADNĄĆ SIĘ losom gracza”
    Nie no to już przesada.
    Chyba że dla beki ale to chyba warto jakoś zaznaczyć…

    (-2)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Świetny artykuł, brawo! Co do Jokera to ten gość będzie SuperStarem. Jeszcze ze 2,3 sezony i Jokić będzie robił niesamowite rzeczy (zresztą już robi). Już jest w TOP3 na swojej pozycji jak dla mnie. Przed Denver piękne czasy.

    (1)
  7. Array ( )
    NonshootingNonguard 14 Lipiec, 2018 at 01:12
    Odpowiedz

    Jeśli dwumetrowy grubas dał radę i został profesjonalnym koszykarzem, to czy 18-latek z posturą IT ma szansę zaistnieć w koszykówce

    (0)