fbpx

Od zera do bohatera: Vince Papale

34

Nie samym NBA człowiek żyje. My również chcemy się rozwijać, bo przecież BLC grał w futbol amerykański, pierwszą miłością Kuby jest piłka kopana, a mnie powiedzmy, że nieobce są tematy biegowe. Co z tego wyjdzie nie wiadomo. Wiadomo, że jeśli w głowach pojawi nam się historia warta opisania albo temat szczególnie nas zainteresuje – napiszemy o tym. Ku Waszej uciesze, mam nadzieję. To tak tytułem wstępu oraz wyjaśnienia. Zostawiam Was w rękach Jakuba M. jedziesz chłopie, Wam życzę miłej lektury, no i dajcie znać! 

MLB, NFL, NHL, NBA cztery ligi zawodowe pełne są niesamowitych opowieści. Jeśli ciekawi Was, w jaki sposób mafia ustawiała finały baseballu, czym jest klątwa Bambino lub dlaczego synonimem słowa futbol stał się John Madden, dowiecie się tego właśnie tutaj. Czy cykl się przyjmie? To zależy już tylko od Was.

Zaczniemy od futbolu, bo to przecież ukochany sport (zadziornych z natury) Amerykanów. Wyobraźcie sobie teoretyczną sytuację – Wasz ukochany klub w NBA radzi sobie tak źle, że ogłasza otwarty nabór do drużyny. Przychodzi blisko 800 osób w tym Ty, czyli samouk, który pogrywał za dzieciaka na boisku szkolnym. Po żmudnym dniu testów trener wybiera właśnie Ciebie i zaprasza na obóz przygotowawczy, gdzie walczysz o kontrakt. Po kilku tygodniach udaje Ci się i zostajesz przyjęty do Celtics czy innych Lakers i to pomimo faktu, że masz już 30 lat i nie grałeś nigdy nawet w lidze uczelnianej. Nierealne? Nie w NFL.

Ochroniarz

Ta historia wydarzyła się naprawdę. Utarło się, że symbolem Filadelfii, czyli Miasta Braterskiej Miłości jest Rocky Balboa, ale prawdziwym “bohaterem z ludu” był jednak ktoś inny. Poznajcie historię Vince’a Papale – nauczyciela, trenera, barmana i bramkarza w klubie nocnym, który spełnił marzenia milionów. Zamienił sezonowy karnet ukochanej drużyny na koszulkę z własnym nazwiskiem.

Niektórzy z Was znają tę historię zapewne z filmu “Invincible” (polski tytuł to “Vince Niepokonany”) z Markiem Wahlbergiem, który znany jest z zamiłowania do futbolu (aktor jest także producentem wykonawczym serialu “Ballers”, emitowanego w HBO). Film produkowany był przez Disneya, dlatego wprowadzono kilka “ulepszaczy”, my jednak przyglądniemy się prawdziwej historii Vince’a. Kim jest więc Papale i jak stał się on “ukochanym synem Philly”?

Jesteś nikim, Vince

Papale urodził się w Glenolden, w stanie Pensylwania, którego największym miastem jest Filadelfia. Matka Vince’a była świetną lekkoatletką, ten wspominał nawet, że “w młodości nie potrafił jej prześcignąć w pojedynkach biegowych”. W roku 1968 chłopak ukończył studia na uniwersytecie St. Joseph’s, na który to dostał się otrzymując stypendium sportowe. Od zawsze był wyróżniającym się biegaczem i chciał grać w futbol, był jednak za… niski. Ledwie wystawał ponad 170 centymetrów wzrostu i nikt nie chciał dać mu szansy w lidze uczelnianej. Jedyne, co mu zaproponowano to stypendium lekkoatletyczne.

Vince nie mógł się pogodzić z tym i nadal chciał grać w futbol, ale był jeden problem. St. Joseph’s jako jedyna szkoła zaproponowała mu stypendium, ale także jako jedna z nielicznych szkół… po prostu nie miała drużyny futbolowej. Papale wziął się zatem za skok o tyczce, skok w dal i trójskok. Był na tyle obiecujący, że otarł się nawet o kwalifikacje do amerykańskiej drużyny olimpijskiej w dziesięcioboju.

Wielkiej kariery lekkoatletycznej jednak nie zrobił, ukończył za to studia i zaczął uczyć w swoim byłym liceum, czyli Interboro. Szło mu na tyle dobrze, że ukończył uzupełniające studia i zaczął wykładać przedmiot o nazwie “Business Education”, w wolnych chwilach będąc także trenerem sportowym. Po drodze ożenił się, ale już w 1971 roku jego pierwsza żona uznała, że dla niej to za mało i Papale niczego więcej nie osiągnie…

Bo to zła kobieta była

Kiedy opuściła męża, na odchodne zostawiła mu wymowną kartkę, na której było napisane:

Nigdy do niczego nie dojdziesz, nie wyrobisz sobie nazwiska i nigdy nie zarobisz porządnych pieniędzy.

Vince po latach przyznał, że skrawek papieru zachował sobie na pamiątkę i kiedy miał chwile zwątpienia patrzył na słowa byłej żony, które mobilizowały go do działania. Po odejściu małżonki Papale był zdruzgotany, ale pomogła mu praca w liceum. Uczniowie go lubili, sam Vince sądził, że dociągnie tam jakoś do emerytury. Życie miało jednak inne plany. Podczas studiów Papale urósł do 188 cm wzrostu, a jako że zawsze był mocno zbudowany, waga skoczyła do ponad 95 kilogramów.

Po studiach grał chwilę w futbol amatorskiej lidze “Seabord Football League”, a także brał udział w “rough touch” games, czyli po prostu ulicznych meczach futbolu amerykańskiego. Grano tam bez ochraniaczy, najczęściej po kilku piwach. Była to tzw. “Liga Barowa”, gdzie Papale wraz kolegami obijał innych ile wlezie. Sam Vince wspominał, że nierzadki był widok, kiedy kogoś po meczu zabierała karetka. Papale był jednak na tyle dobry, że w 1974 roku postanowił spróbować swoich sił w poważniejszym graniu.

Jak się bawić, to na całego

Obraz “Invincible” nie do końca pokazuje prawdziwe losy Papale (tych, którzy nie oglądali filmu przepraszam z góry za spoilery). Na potrzeby produkcji typowo “disnejowskiej” przemilczano fakt, że zanim Vince poszedł na testy w NFL, grał wcześniej przez prawie dwa lata (1974-76) w tworze zwanym “World Football League”, czyli pół amatorskiej lidze futbolowej. Papale występował w zespole Philadelphia Bell jako wide receiver (skrzydłowy biegacz, do którego quarterback zagrywa piłkę).

Vince był bardzo znany w środowisku kibicowskim “South Philly”, czyli południowej części miasta, gdzie mieścił się także ukochany “The Vet”, czyli “Veterans Stadium”. To tam swoje mecze rozgrywał wtedy zespół NFL, czyli Philadelphia Eagles. Na mecze “Orłów” chodziła oczywiście cała ekipa Papale, która razem oglądała mecze, piła piwo, a także grała w “Lidze Barowej”. Równocześnie Vince coraz lepiej radził sobie w pół amatorskiej “World Football League”, zyskując renomę nie tylko znanego kibica, ale także i dobrego gracza.

Papale dostał się do drużyny Bell dzięki testom, na które zgłosił się, chcąc spróbować swoich sił w poważniejszym graniu. By mieć czas na mecze, musiał rzucić pracę nauczyciela. W WFL zarobił trochę grosza, ale dużo także wydawał, zachłystując się łatwo zarobioną kasą. Nie były to jakieś krocie, ale starczało na różne uciechy. Sam wspominał po latach, że wydał wtedy wszystko: “Robisz różne głupoty, bo po raz pierwszy widzisz jakieś poważniejsze pieniądze (…) I nagle budzisz, a kasa wydana”. Bańka pękła szybko, ponieważ liga zbankrutowała, a Papale popadł w długi. Musiał zatrudnić się jako barman, a także jako bramkarz w nocnym klubie. Do szkoły nie było szans wrócić, masowo cięto etaty.

Liga barowa

Sytuacja była coraz gorsza. Vince ledwo wiązał koniec z końcem, pozostawała mu gra w “Lidze Barowej”, po której wszyscy byli zawsze poobijani i krwawili. Wtedy pojawiła się prawdziwa szansa. Nowym trenerem Philadelphii Eagles został Dick Vermeil, który na rzecz profesjonalnego futbolu porzucił ciepłą posadkę na uczelni w słonecznej Kalifornii. Vermeil, widząc jak beznadziejny zespół dostał, postanowił w 1976 roku zorganizować otwarte testy dla wszystkich chętnych. Na eliminacje zaproszono także byłych graczy drużyny Bell, w tym Vince’a. Papale po raz drugi w życiu wziął udział w testach do zespołu (pierwszy raz World Football League, tym razem NFL) i po raz drugi zrobił prawdziwą furorę.

Na murawie “The Vet” przebiegł 40 jardów w czasie około 4,5 sekundy, a wszystkim opadły szczęki, w tym Vermeilowi. 4,5 sekundy to czas, który zarezerwowany był (i nadal jest) dla czołowych biegaczy w lidze. Sam trener Vermeil opowiadał za to po latach ze śmiechem, jak wyglądał tamten dzień:

800 osób, w tym lekarz, goście z ogromnymi brzuchami, pijani, a nawet dzieci prosto po szkole średniej. Wszyscy, których sobie możecie wyobrazić, pojawili się tam tamtego dnia.

Aż chciałoby się napisać, nie to co dzisiaj…

Po tamtych testach Papale został zaproszony na obóz przygotowawczy, gdzie miał powalczyć o kontrakt. W filmie “Invincible” dobrze pokazany jest sposób, w jaki z początku Vince’a traktowali gracze Eagles. Papale był intruzem i nic w tym dziwnego, że patrzono na niego krzywo. To tak, jakby do Waszej pracy przyszedł nowy gość, który wygryzie jednego z Was. I tak też się stało – w ostatecznej selekcji Papale wygrał rywalizację o miejsce w drużynie z jednym ze skrzydłowych. Dlaczego Dick Vermeil dał szansę Papale? Przecież mówimy o gościu, który w tamtym czasie miał już… 30 lat. Trener wiedział jednak swoje:

Kiedy doszło do tego, że musieliśmy (sztab trenerski) zdecydować pomiędzy Papale, a drugim graczem, wybraliśmy Vince’a. Z powodu jego charyzmy, charakteru i jego oddaniu południowej Filadelfii, gdzie znajdował się stadion. No i nie zapominajmy o jego talencie…

Bohater ludu

Vince szybko zdobył sobie serca publiczności, a także zaufanie kolegów. Harował na boisku, ludzie od razu go “kupili”. Dlaczego? Po pierwsze był człowiekiem z Philly, po drugie uosabiał historię Kopciuszka – w sezonie 1975/76 siedział na trybunach i pił piwo wraz z innymi, by już w następnej kampanii biegać po boisku jako jeden z “Orłów”. Vince wspominał to jako niesamowite doświadczenie: “Jadę kiedyś miastem, a na boisku grają chłopcy. Połowa z nich miała koszulkę Eagles z numerem 83… Niesamowite”. Scena ta została użyta także w filmie, kiedy Papale jechał swoim wadliwym samochodem przez Filadelfię. Dlaczego akurat 83? Właśnie z tym numerem grał Papale, który momentalnie stał się ulubieńcem Filadelfii.

Vince był “bohaterem z ludu”, w prasie pisano że “dokonał niemożliwego”. Spełnił marzenia tłumu, przechodząc drogę od kibica do zawodnika. Został najstarszym rookie w historii NFL (30 lat) i utrzymał się w zespole Eagles przez trzy sezony, kiedy do zakończenia kariery zmusiła go paskudna kontuzja ramienia. Ludzie uwielbiali Vince’a także dlatego, że nie zadzierał nosa, sumiennie pracował na boisku i poza nim, organizując liczne akcje charytatywne na rzecz lokalnej społeczności.

Nie został gwiazdą, ale ciężko tyrającym członkiem tzw. “Special Teams” (“Formacje Specjalne”, czyli część drużyny, wykorzystywana przy akcjach z kopnięciem piłki, zarówno przy wykonywaniu jak i odbieraniu kopów), których był później nawet kapitanem. Papale okazjonalnie grywał także jako skrzydłowy, ale to dzięki grze w formacji “ST” utrzymał się przez trzy lata w drużynie. Pisano o nim, że był jak ludzie pracujący w fabrykach Filadelfii – robił swoje na rzecz zespołu, ale w blasku fleszy kąpali się inni, czyli odpowiednio gracze ataku i bogacze z biurowców. Dla prostych mieszkańców Filadelfii był za to idolem.

Losy trenera Dicka Vermeila i Vince’a Papale związane są ze sobą już na zawsze, ponieważ obaj zaczęli w tym samym momencie swoją przygodę z Eagles. Zaczęli nieciekawie, dodajmy. Zespół pod wodzą Vermeila rozpoczął sezon od wyniku 0-6 w preseason, a w debiucie w lidze także dostał łomot. Do pierwszej wygranej (20-7 z Giants) walnie przyczynił się za to Papale, który odzyskał piłkę dla swojego zespołu, a koledzy z ofensywy zaliczyli decydujące przyłożenie. To wtedy Filadelfia pokochała Vince’a oraz trenera Vermeila, którego jeszcze tydzień wcześniej w niewybrednych słowach odsyłano z powrotem do Kalifornii.

Hollywood

Vince pograł w NFL tylko trzy lata, ale patrząc na jego historię można by rzec, że aż trzy i wycisnął z szansy jaką otrzymał od losu maksimum. Vermeil także sprawdził się w roli trenera – w 1981 roku doprowadził “Orły” do Super Bowl, przegrywając niestety z Raiders 27-10. Vince’a już wtedy nie było w Eagles, ale ludzie nadal go pamiętali, tak jak pamiętają o nim do dziś. Po zakończeniu kariery Papale pracował w radio i telewizji, by później zając się pracą w banku, a nawet został regionalnym menedżerem jednej z firm zajmującej się sektorem kredytów i finansów. No i jedno się nie zmieniło – jeżeli tylko zdrowie mu pozwala, nadal chodzi na wszystkie mecze Philadelphia Eagles.

W regionie Filadelfii oraz dla fanów NFL postać Papale jest doskonale znana, ale szerszej publiczności sylwetka Vince’a została przybliżona dopiero po tym, jak spece z Hollywood zdecydowali się nakręcić o nim film. Stało się to po tym, gdy jeden ze scenarzystów obejrzał w telewizji ESPN materiał o Papale, wyemitowany w 2002 roku. Czy Vince żałuje, że nakręcono o nim film dopiero 30 lat po tym, jak zadebiutował w lidze?

Nic z tych rzeczy. Papale jest zadowolony z tego faktu i z dumą mówi o obrazie: “Cieszę się, że film wszedł na ekrany dopiero 30 lat po tamtych zdarzeniach. Teraz mogę dzielić to z wieloma ludźmi więcej w tym z żoną (Papale ożenił się ponownie w 1993 roku z Janet Cantwell, była gimnastyczką) oraz z dziećmi. Nie mogło być lepszego momentu”. Zapytany za to o swoją ulubioną scenę w filmie odpowiada bez namysłu, że to scena meczu “Ligi Barowej”, która toczy się w deszczu i w błocie:

To pokazuje pewną niewinność i radość wynikającą z tej gry (…) Grupa dojrzałych facetów, którzy znów są dziećmi i grają, wykraczając poza granice czasu.

[Kuba Machowina]

Ostatnie Wpisy

34 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    No ładna historia, przypomnę także jak admin pisał o tym że czytelnicy gwba nie lubią czytać takich artykułów jak ten powyższy
    oraz oczekują newsów itp. To był powód dla ktorgo jak on to określił wywalił BLC najlepszego pisarza artykułów tutaj (czy nie poszło przypadkiem o to że admin pisze teksty dużo gorsze od BLC) ciekawe czy komentarz będzie jednym z tych które “trzeba usunąć”

    (29)
    • Array ( [0] => administrator )
      Zdjęcie profilowe admin

      fragment do którego się odnosisz brzmiał:

      “W naszym barze serwujemy rozrywkę koszykarską, analiza meczowa i niuanse taktyczne schodzą na dalszy plan, a wolty literackiej jaką prezentuje np. BLC już dawno się pozbyłem. Robert pisze wspaniale, ale nie wyżylibyśmy wyłącznie z tego rodzaju tekstów. Niestety. Gawiedź (za przeproszeniem) chce igrzysk. A gdy ktoś już się trochę wyedukował koszykarsko zaczyna na tym tle zgrywać mądralę.”

      Nawet nie wiem co Ci napisać kolego. Cieszę się, że artykuł Ci się podobał. Podziękuj Kubie i nie siej proszę fermentu.

      (45)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Można gdzies ogladac cale mecze NBA za darmo? Chodzi mi o powtórki. Chciałbym obejrzeć GSW-Mavs ale nie ma nigdzie 🙁 Rok temu były na youtubie nawetz

    (-4)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Moglibyście zrobić jakiś artykuł o podstawach biegania, na czym się skupić, po prostu jak zacząć? Albo czy można się z Wami skontaktować, żeby dowiedzieć się wszystkiego?

    (3)
    • Array ( )

      Stary, fajnie ze chcesz o siebie dbać ale to strona o koszu i pomimo odbijania czasem w inne kierunki jak ten świetny Art. pozostańmy może przy temacie głównym. Pozdrawiam

      (3)
    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe matej

      Blakszip, w necie masz wystarczająco dużo na temat biegania, żeby zacząć. Jeśli naprawdę jesteś zainteresowany, to sam musisz coś zrobić – zerknij na bieganie.pl i kup sobie książki Jerzego Skarżyńskiego – gość ma sporo doświadczenia czysto biegowego i bardzo przystępnie pisze, może nawet zbyt przystępnie.

      (1)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Czesc, wracajac do koszykowki moze napisalibyscie cos o szansach gry w NBA i tym jak sobie wogole radza synowie gwiazd i inni rozpoznawalni juniorzy
    1.Starszy syn Lebrona
    2.Syn Melo
    3.Lamelo
    4. Liangelo
    5. Zoe
    Chetnie bym o tym poczytal i mysle ze nie ja jeden.

    (34)
    • Array ( )

      Szanse gry ? Niewiem czy dokladnie czytasz artykuly ale niedawno bylo napisane ze sposrod wszystkich rookie od 2013 roku, prawie 70 % sie nie utrzymala w lidze … Zreszta co sie dziwic, liga ma 30 druzyn, 15 zawodnikow,w kazdej … Nie ma miejsca na swiezzych jak nie padna starzy… To nie pilka w ktorej nawet w polsce od amatora do ekstraklasy masz szsc etapow i mase mozliwosci w calej europie

      (2)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Więcej, więcej błagam! Więcej historii z innych lig, jak i historii typu od zera do bohatera. Świetnie się to czyta, tak trzymać.

    (48)
  6. Array ( )
    What can i say 5 w plecy tylko lbj 24 Październik, 2017 at 18:44
    Odpowiedz

    Od zera do bohatera.Sporo jest takich.Np Schwarzenegger ktory wychował bez biezącej wody.Musiał biegac do studni.Sporo raperow np Capadonna mieszkal w jednym pokoju z całą rodziną czy w PL Popek-można go nie lubić ale bez wykształcenia 7 lat w kryminale i praktycznie kazdy Polak o nim słyszał-dureń by sie az tak nie dorobił.A ja?siedzę na tym forum bo nie mam już kasy i piszę głupie komentarze

    (11)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Niezłe, niezłe. Raz na jakiś czas i o futbolu amerykańskim warto poczytać, tylko dodałbym więcej szczegółów z jakichś meczy typu opis tej akcji w której Vince przejął piłkę, albo coś w tym stylu, jakieś anegdotki z jego życia barowego, hehe.
    Good job 🙂

    (3)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Bardzo fajny artykuł… Ale róbcie to okazjonalnie- fajnie się to czyta, ale niemal wszyscy są tu dla BASKETU.
    Ale i tak gratuluję tekstu

    (6)
  9. Array ( )
    Naczelnik hejterów 24 Październik, 2017 at 21:47
    Odpowiedz

    Ja bym prosił takie coś, ale o zawodniku koszykówki. Zawsze lubię poczytać o murzynie z trudnego domu, który nie miał niczego osiągnąć (nie żebym był rasistą, ale w NBA przeważają czarni). Czytanie o takich jakoś motywuje do działania

    (1)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    Mogli by tak zrobić w Polskich klubach piłkarskich ^^ może w końcu zagralibyśmy w LM albo chociaż w LE xD

    Jak to się mówi często o emigracji do stanów – spełnił swój amerykański sen 🙂

    (3)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Na players tribune czy cos takiego sa historie pisane przez samych zawodnikow np. Jak buddy hield wstawal przed wschodem slonca zeby zagrzac troche wody i sie wykapac bo mial 8 rodzenstwa chyba. Moze te teksty byscie jakos nam przyblizali. Co Wy na to? Pozdrówki

    (8)
  12. Array ( )
    Odpowiedz

    Admin ma rację o tego typu tekstach. Z doświadczenia wiem, że krócej opisuje się spotkanie, czy serię spotkań, a dłużej takie historie. Trzeba czytać etc. Potrzeba i tego i tego. Jeżeli opłaca się do dla nich wszystkich to super. Chleb przecież kosztuje

    (1)

Gwiazdy Basketu