fbpx

Papierowi mistrzowie NBA, czy tytuł można kupić?

20

Papierowi mistrzowie. Najbardziej utytułowane zespoły w historii NBA… na papierze.

Dziś przyglądamy się drużynom, które na przestrzeni ostatniego 20-lecia w pogoni za pierścieniem ściągały do siebie przyszłych członków Hall of Fame. Ci jednak okres świetności najczęściej mieli za sobą. No właśnie, czy mistrzowski tytuł można kupić?

Wspominamy eksperymenty menedżerów, skupiających w klubie graczy wybitnych, których nazwiska przyciągały tłumy, niekoniecznie wynik sportowy. Ileż to razy pisało się bądź mówiło o drużynie -> z takimi nazwiskami i talentem stać ich na wszystko, a następnie “iskiereczka gasła”…

Który skład zrzeszał największą liczbę łącznych występów w All Star Game? Który skład miał na koncie najwięcej tytułów MVP? No i jak im poszło? Zobaczmy:

Chicago Bulls 1995/1996 – WIELKI SUKCES

Ron Harper – Michael Jordan – Scottie Pippen – Dennis Rodman – Luc Longley

Stan na dzień dzisiejszy: łącznie 23 występy w ASG, 5 tytułów MVP

Po raz pierwszy od wielu lat w jednym zespole spotkały się trzy gwiazdy z najwyższej półki NBA, na dodatek w swoim prime time koszykarskim. Można powiedzieć, że ówcześni Bulls oraz ich rekordowy sezon (72-10) zakończony zdobyciem mistrzowskiego tytułu rozpalili apetyty reszty NBA. Od tamtej pory reszta właścicieli klubowych nakazała swoim sztabom szukać możliwości ściągnięcia do zespołu nie jednej, a kilku gwiazd. Skoro udało się Bykom, czemu nie miało udać się innym?  

Houston Rockets 1998/1999 – PORAŻKA

Cuttino Mobley – Michael Dickerson – Scottie Pippen – Charles Barkley – Hakeem Olajuwon

Stan na dzień dzisiejszy: łącznie 30 występów w ASG, 2 tytuły MVP

Obrońcy nie robili furory, cała kasa i energia menedżerów poszła na graczy frontcourt. Niestety był to już schyłek formy dwójki podkoszowych. Drobne kontuzje i wielkie konflikty pozbawiły Rockets złudzeń. Rzecz, która sprawdziła się przed laty (1995 roku), gdy do mistrzowskiego zespołu ściągnięto drugą gwiazdę Clyde’a Drexlera – tym razem spaliła na panewce.

Portland Trailblazers 1999/2000 – SUKCES

Damon Stoudamire – Steve Smith – Scottie Pippen – Rasheed Wallace – Arvydas Sabonis

Stan na dzień dzisiejszy: łącznie 12 występów w ASG

No dobrze, może trochę na wyrost ich tu umieszczam. Chodzi mi bardziej o talent niż medialny status poszczególnych członków zespołu. W każdym razie były to najlepsze laty Scottiego Pippena w lidze NBA. W pojedynkę odmienił losy Blazers. Przy okazji wspomnę najbardziej niedocenianego centra ever: Sabonisa. W każdym razie, po latach tumultu, Scottie najwyraźniej ogarnął temat w szatni, zatkał luki w obronie i niemal wyprowadził Portland z deficytu 1-3 w finale konferencji przeciw Lakers. W czwartej kwarcie Game 7. prowadzili 20 punktami, niestety nie starczyło sił. Gdyby nie to, jestem pewien, że Scottie kończyłby karierę z 7 pierścieniami na koncie.

czytaj dalej >>

1 2 3

Ostatnie Wpisy

20 comments

  1. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Buba98PL
    Odpowiedz

    “Co ciekawe, sześć razy w historii NBA do All Star Game powołano czterech koszykarzy z tego samego zespołu, chronologicznie byli to:
    # 1975 rok Celtics: John Havlicek, Dave Cowens, Jo Jo White”
    Coś chyba jednego zabrakło 😉

    (23)
  2. Array ( )
    Zdjęcie profilowe swek
    Odpowiedz

    Lakers w 2004 byli w finale NBA, gdzie grali bez Karla Malone, czy to aż taka porażka? Wiadomo, expectations are sky hihg in LA, ale ten zespół był mocny!

    (2)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    @madvillain
    Autorowi chodziło chyba jednak oto, że Portland nie grało wówczas pierwszych skrzypiec, a po sprowadzeniu Pippena udało się dojść do finałów konferencji, gdzie przegrali dość pechowo z Lakers. Natomiast Lakers po roku przerwy mieli ponownie sięgnąć po tytuł. W sumie jednak większe wrażenie robią nazwiska Bryant, O’Neal, Payton czy Malone niż Wallace, Sabonis, Stoudamire (biorąc pod uwagę ich medialność, osiągnięcia czy zasługi). Poza tym porażka Lakers z 2003/04 spowodowała koniec O’Neal w LA i “czas wielkiej smuty”.Ale mogę się mylić bo wtedy dopiero miałem nieco ponad 10 lat. Jeżeli się mylę to przepraszam i poprawcie mnie.

    (1)
  4. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe matrix
    Odpowiedz

    “1975 rok Celtics: John Havlicek, Dave Cowens, Jo Jo White”

    Właśnie jak już wyżej ktoś napisał, zgubiliście Silasa 🙂 Fajny artykuł.

    (1)
  5. Odpowiedz

    Nie wiem czy Boston z Shaq`iem to totalna porażka. O ile dobrze pamiętam, gdy Shaq był zdrowy Boston miał bilans z nim 22-4! Jak na prawie 40 latka, i to co wnosił do drużyny to WOW. Wiadomo zabrakło zdrowia, bo nawet Miami by im wtedy nie dało rady, gdyby tylko Panowie O`Neal, Perk (został w drużynie) czy Delonte odnalazł się sie po kontuzji nadgarstka :c

    #bleedgreen

    (6)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajny artykuł ale jeśli chodzi o Lakers 2012/2013 nie zgodzę się w pełni, ponieważ wysokie ego to może było Howarda, ale co do trenera racja 🙂

    (2)
  7. Array ( )
    Zdjęcie profilowe kubson
    Odpowiedz

    Jeżeli chodzi o takie nabite gwiazdami zespoły, to kojarzą mi się jeszcze:
    – Philadelphia 76ers z początku lat ’80 (Dr. J, Moses Malone, Mo Cheeks i Andrew Toney);
    – Showtime Lakers (Magic, Kareem, Worthy);
    Jeżeli chodzi o Shaqa, to ktoś powiedział, że Shaq grał w 3 zespołach (Magic, Lakers, Miami) w pozostałych tylko był i zarabiał. Może to przesadzone, ale coś w tym jest.
    Uważam, że Nets mogą odpalić. Kontuzje mocno ich spowolniły. Poza tym, gra w PO jest wolniejsza, a w Nets każdy z podstawowej piątki potrafi punktować. Najsłabszym ogniwem Nets, niestety, jest trener. Ale ciągle myślę, że jest dla nich szansa, aczkolwiek nie na mistrzostwo.

    (3)
  8. Array ( )
    Zdjęcie profilowe madvillain
    Odpowiedz

    @Robert @Hanek
    Nie no mój komentarz to lekkie prowo, bo zdecydowanie macie rację, tylko ludzie zapominają jak finały ’04 były trudnym czasem dla Kobasa oskarżonego o gwałta i fakt, że Malone przesiedział je na ławie. Do tego momentu wszystko szło jak po maśle. Myślę, że gdyby nie problemy Kobego lub nie kontuzja Karla to byłby 4 tytuł tandemu Kobe-Shaq i być może walka o kolejne… Ehh, rozmarzyłem się… Teraz na centrze Chris Kaman a na ławce trenerskiej Nieuk Pringels 🙁

    (8)
  9. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe wojtek23
    Odpowiedz

    Skoro przyglądamy się drużyną, które zatrudniały gwiazdy ligi, w pogoni za tytułem i jeszcze gwiazdy ligi lata świetności miały za sobą, to w jakim kontekście umieszczone tu jest Chicago z lat 95/96? Jordan i Pippen nie zostali tam ściągnięci, tylko grali tam od początku i to w latach swojej świetności właśnie. Luc Longley to żaden hall of fame, a Rodman trafiał tam bo wyrzucili go z SAS, problemy dyscyplinarne, nie pojawienie się na 5 meczu finału konferencji itd. Zatrudnienie go przez Bulls wiązało się z ryzykiem, na szczęście udało się i Robak grał tam świetnie, ale mogło to się różnie skończyć, Dennis był nieobliczalny. Ron Harper, świetny gracz, ale też chyba nie pokroju hall of fame. Trochę więc Bulls tu nie pasuję krótko mówiąc , reszta ok i fajny art tak poza tym :).

    (1)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    @wojtek23
    Idąc dalej należałoby zadać pytanie dlaczego w zestawieniu pojawili się Heat? Bulls są podani jako przykład zespołu, któremu udało się w 100%. Pozostałe zespoły próbowały po prostu skopiować pomysł Chicago.

    (0)
  11. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe wojtek23
    Odpowiedz

    @Robert ale czy pomysł Bulls to było kupowanie graczy pokroju hall of fame? Pippen i Jordan to byli gracze od początku kariery związani z Chicago, Ron Harper Luc Longley to nie ten kaliber, Rodman był dobry, ale zatrudnianie go wiązało się z ryzykiem, mógł grać świetnie, a mógł imprezować i nie pojawiać się na meczach czy treningach, jak w Spurs. Heat budowało drużynę w inny sposób, zatrudnili dwóch świetnych graczy i im się udało, to samo zrobił wcześniej Boston, zatrudnili Allena i Garnetta i zdobyli tytuł, ale to też nie jest pomysł Bulls z czasów Jordana. Chicago miało niesamowite szczęście wybrali MJ i potem Pippena, utrzymali Rodmana w ryzach(w miarę możliwości oczywiście), ale ich model to nie było kupowanie tytułu jak w tytule głosi autor tego artykułu i co próbowało robić kilka ekip, jak choćby nieszczęsni Lakersi z poprzedniego sezonu. Już bliżej modelu Bulls 95 jest obecne Portland, choć pewnie tytuł nie zdobędzie w tym roku, to jednak dzięki temu, że wybrali dobrych zawodników jak Lillard czy Batum, rosną w siłę i w przyszłości mogą namieszać.

    (2)

Gwiazdy Basketu