centered image

Pat Riley: cudotwórca branży NBA

31

Jeden by wszystkimi rządzić, jeden, by wszystkie odnaleźć, jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać…

Tak, mniej więcej, rozpoczyna się Władca Pierścieni JRR Tolkiena. Wiersz o Pierścieniu, z którego pochodzą te słowa, kojarzy mi się trochę z Patem Rileyem, który też z pierścieniami ma sporo wspólnego. W jego przypadku będzie tak: jeden jako zawodnik, jeden jako asystent, pięć jako trener i trzy jako członek klubowej egzekutywy. Razem dziesięć. Dziesięć mistrzowskich pierścieni Brylantowego Pata.

Ciężko rozpoczyna się pisanie artykułu o kimś takim jak Brylantynowy Pat, jeśli chciałoby się zaprezentować we wstępie podejście holistyczne. Próbując jakoś spiąć klamrą jego oszałamiającą karierę, objąć ogrom sukcesów, dochodzi się jedynie do wniosku, że nawet nie wiadomo w co ręce włożyć. Pojedyncza droga po pierścień potrafi obrosnąć w mit, a co tu dopiero mówić o dziesięciu? Jak zacząć?

Dochodzę więc do wniosku, że trzeba zmienić koncepcję. Że może lepiej zaprezentować jakiś jeden szczegół, który nam opisywaną postać w pewien sposób zdefiniuje. I może wówczas uda się, jak to się mówi, „po nitce do kłębka”, dotrzeć do sedna sprawy. Spróbujmy zatem. Proszę bardzo. Mistrzowska parada Los Angeles Lakers w 1987 roku. Pat Riley stoi przed całym LA:

… I osobiście gwarantuję wszystkim tu zgromadzonym, że w przyszłym roku wygramy to znowu!

I już od razu wiadomo, o kim jest ten artykuł. Nie o pyszałkowatym gościu, który całemu miastu potrafi publicznie obiecać, że da im kolejny pierścień za rok. Ten tekst jest o człowieku, który tej obietnicy potrafił dotrzymać.

#Przebudzenie Lakers

Jest rok 1979. Sezon Lakers idzie całkiem nieźle. Wygrali właśnie 9 z 13 meczów, a Magic Johnson czaruje całą ligę statystykami na poziomie 21/8/7. Niemniej, ostatni mistrzowski baner LA pamięta jeszcze ciąg 33 wygranych i popisy Wilta Chamberlaina…

/www.gwiazdybasketu.pl/33-wygrane-Lakers-rekord-nie-do-pobicia/

Wygłodniali wielkich sukcesów kibice czekają już siedem lat. Wielką nadzieję pokładają w Johnsonie oraz w sprowadzonym w 1975 roku środkowym o nazwisku Kareem Abdul-Jabbar. Wtem, ósmego listopada, całym LA wstrząsa piorunująca wiadomość: Jack McKinney, trener Lakers ulega tragicznemu wypadkowi. Hamulce w wozie odmówiły posłuszeństwa gdy kierował się do Palo Verde, na partyjkę tenisa z Paulem Westheadem, swoim drugim trenerem. Na skutek kolizji na skrzyżowaniu wypadł z wozu przez przednią szybę i zarył głową w ziemię. Przez 3 dni przebywał w śpiączce, a dojście do siebie zajęło mu półtora roku. Ale to przez te 3 dni historia Lakers zmieniła się na zawsze.

Jerry Buss decyduje się powierzyć rolę tymczasowego trenera Westheadowi, który ma prowadzić zespół do powrotu Jacka. Scenariusze nie są jednak optymistyczne, rekonwalescencja się przedłuża, a więc Westhead zostaje głównym trenerem zespołu, a jego zastępcą niejaki Pat Riley, dawny zawodnik Lakers, członek mistrzowskiego składu z 1972 roku, który w 1979 pełnił rolę… komentatora zespołu.

Showtime!

Riley prezentował nowoczesne spojrzenie, szukał rewolucyjnych metod treningowych i sposobów na maksymalizację potencjału zawodników. Już w pierwszym sezonie duetu Westhead / Riley wyrównali swój drugi najlepszy bilans 60-22, a ich znakiem rozpoznawczym stała się szalona ofensywa oparta o szybkie tempo gry i dużą ilość podań. Bilety na ich mecze w Forum sprzedawały się jak świeże bułeczki, dobijając do szalonego jak na owe czasy rezultatu 600 tysięcy sprzedanych wejść. Lakers awansowali do playoffs z pierwszego miejsca na Zachodzie, dzięki czemu rozgrywki zaczynali od drugiej rundy (takie były wówczas zasady dla lidera i vice lidera konferencji). Uporawszy się gładko z Phoenix i Seattle w pięciu grach, stanęli naprzeciw 76ers. Ci zdołali postawić się Lakers jedynie w dwóch meczach, w związku z czym mistrzowskie trofeum znów zawitało do L.A.

Warto wspomnieć również, że właśnie podczas finałów w 1980 roku, miało miejsce kilka epokowych wydarzeń. Rozgrywający swój pierwszy sezon (rozgrywający) Magic Johnson w ostatnim meczu finałów zagrał jako nominalny center zastępując Kareema i notując linijkę 42 punktów 15 zbiórek i 7 asyst. W ten sposób rozpoczęła się era rywalizacji Lakers vs Sixers, a Julius Erving wykonał zagranie, które przeszło do historii NBA.

 

Rok później Lakers apetyty znów mieli duże, ale fatalna końcówka sezonu (8 zwycięstw w ostatnich 22 spotkaniach) wybiła ich z rytmu, po czym Houston w trzech meczach wysłali ich mistrzowskie aspiracje z powrotem do słonecznej Kaliforni. Westhead został odwołany ze stanowiska głównego szkoleniowca drużyny po 11 meczach nowej kampanii, a stery objął Pat Riley.

#To znów Showtime!

Nie tylko zbyt wczesne zakończenie poprzedniego sezonu stało się powodem odwołania Westheada, ale też konflikt z Magiciem Johnsonem, który zażądał transferu, nie mogąc dogadać się z coachem. Te fochy nie zostały przyjęte dobrze przez kibiców, którzy wybuczeli Johnsona przy kilku okazjach, już po zmianie szkoleniowca. Magic był jednak szczęśliwy grając pod Rileyem, a jego średnie skoczyły z 17-10-9 do 20-10-9 na przestrzeni 30 meczów.

Washington Post napisał wówczas „It’s Showtime again!” w wydaniu z 15 grudnia 1981, na miesiąc po zmianie trenera i to generalnie oddaje istotę sprawy. Drużyna wróciła do stylu lansowanego przez McKinneya, który Westhead nieco zarzucił. Riley przeciwnie. Rozpoczął od 10 zwycięstw w 12 meczach i nie zwalniał tempa ani na moment. Na zakończenie sezonu Lakers legitymowali się bilansem 57-25. W playoffs, po uporaniu się gładko 4-0 z Phoenix i SAS, znów stanęli naprzeciw Sixers w Finale.

Wiele osób myślało, że były to ostatnie finały Ervinga, skutkiem czego wszyscy życzyli mu wygranej i ukoronowania pięknej kariery pierścieniem. Niestety, Lakers mieli inne plany i również tym razem zabrali trofeum do domu, po sześciu spotkaniach zaciętej serii. Sixers zdołali jednak odnieść ostateczny triumf rok później i to gromiąc Lakers 4-0.

#Odrodzenie legendarnej rywalizacji

W 1984 roku po raz pierwszy playoffs zostały rozegrane według nowego formatu, który stosowany jest do dzisiaj. Dotychczas awansowało 12 drużyn, a dwa pierwsze zespoły rozpoczynały zmagania od drugiej rundy. Skutkowało to tym, że przyszły mistrz musiał rozegrać jedynie 3 serie. Teraz to się zmieniło. Trudy trzech rund na drodze do finału przebrnęli dwaj odwieczni rywale: Boston i Lakers. Smaczkiem tej rywalizacji był również pojedynek Magica i Larry’ego, których rywalizacja zaczęła się pięć lat wcześniej w Salt Lake City.

Larry i Magic w Finale NCAA w 1979 roku.

Po siedmiu meczach zwyciężył Boston, a Larry mógł powiedzieć, że wziął długo oczekiwany odwet za finały NCAA. Rok później, w 1985, znów triumfowali Lakers, lecz doskonale wiecie, że nie był to wcale koniec tej rywalizacji. Zanim jednak omówimy jej dalsze etapy, zatrzymajmy się na moment na roku 1986.

Lakers pod wodzą dwóch Jerrych, Westa i Bussa, poczynili istotne wzmocnienia, wybierając w drafcie zawodnika imieniem AC Green. Trzon ekipy pozostawał bez zmian: Kareem, Johnson, Worthy, Scott, Lucas, Cooper, Rambis, Kupchak. Rezultaty były więcej niż zadowalające. Lakers zwyciężyli w 18 z pierwszych 20 meczów sezonu, ostatecznie triumfując w 62 spotkaniach rozgrywek regularnych. W playoffs twarde warunki postawili Dallas Mavericks, którzy zdołali wyrównać serię na 2-2, a potem Rockets, odprawiając Lakers do domu, jak w 1981 roku.

Lakers potrzebowali kopa. W wywiadach Riley mówił o odzyskanej utraconej motywacji. Poczucie sytości, które wzięło się z pokonania znienawidzonych Celtics, sprawiło, że drużyna straciła pazur. Nie chcieli znów być nazywani LA Fakers, czy LA Chokers. Tak narodził się CBE, czyli:

Career Best Effort

Gdy ktoś dołącza do drużyny, zbieramy jego statystyki wstecz, aż do liceum. Nazywam to „zdejmowaniem miary” [Pat Riley]

Dzięki tym statystykom powstaje obraz gracza, który wkomponowywany jest w drużynę, ustala się funkcje danego zawodnika w systemie i oczekuje, że będzie notował progres w wymaganych statystykach. Dokładna formuła matematyczna to sekret, ale Jackie McMullan, w swojej książce „When the game was ours” przedstawiła to w miarę dokładnie:

Coach zbierał dane podstawowych kategorii statystycznych, stawiał plus lub minus przy każdej kolumnie, a następnie dzielił to przez ilość minut. Wyliczał wskaźnik dla każdego zawodnika i rozmawiał z nim, nakazując mu poprawę o przynajmniej 1% na przestrzeni sezonu.

Taktyka opłaciła się. Był to najlepszy rok strzelecki Magica, AC Green ustatkował się na poziomie 10/8, Byron Scott był prawdziwym „glue guyem”, a Kareem nigdy wcześniej nie popełniał tak mało strat. Sezon kończyli z 65 zwycięstwami. Granicę 130 punktów przekraczali 14 razy. Zostali drugą ekipą w historii, notującą średnio 117 punktów, rozdawali co noc 30 asyst i stracili w sezonie mniej niż 1400 piłek.

W playoffs 1987 roku Denver nie sprawiło problemów w playoffs, GSW urwali jeden mecz, a Seattle skończyli się w 4 meczach w finałach konferencji. Boston. Wynik 4-2 nie oddaje jednak zaciętości serii, która przez cały czas wisiała na nożu, a animozje z parkietu przenosiły się również na kibiców. Lakers wygrali swój 10 tytuł, a dla Bostonu był to ostatni finał przed rokiem 2008.

I w tym momencie wracamy do przytoczonej przeze mnie na początku mistrzowskiej parady, gdy Pat Riley obiecał rozentuzjazmowanemu tłumowi kolejny pierścień mistrzowski. The Drive For Five, jak nazwano tę misję w obozie Lakers, doprowadził ich do zostania pierwszą od 19 lat ekipą, która obroniła mistrzowski tytuł.

Kariera Rileya w zespole dobiegła końca niewiele później. W 1990 roku otrzymał nagrodę COTY, ale po porażce w playoffs z PHX odszedł z funkcji szkoleniowca Lakers.

#Życie po Lakers

Skończyli się „Showtime Lakers”, ale Pat dalej trwał. Był wówczas w NBA najbardziej rozpoznawalnym coachem, o sławie porównywalnej do Reda Auerbacha. Pat przez 4 sezony trenował New York Knicks, stawiając twarde warunki Chicago Bulls, zwłaszcza w 1992 roku. Seria drugiej rundy potrwała 7 spotkań:

W 1994 roku miały miejsce kolejne finały z udziałem Rileya. Tym razem na drodze do pierścienia stanęli Houston Rockets dowodzeni przez Hakeema Olajuwona, którzy wygrali pojedynek w siedmiu meczach. Riley, chcący wyjść nieco z roli trenera i mieć większy wpływ na losy zespołu, co w Knicksa nie było możliwe, zdecydował się skorzystać z oferty Miami Heat.

Łącznie 11 sezonów spędził na ławce trenerskiej South Beach, w 2006 roku sięgając po pierścień. Kolejne dwa dołożył już za kadencji LeBrona Jamesa w zespole. Wtedy był już jednak generalnym manedżerem. Pozostaje nim aż do dziś i choć czas przysporzył mu siwych włosów, to charakteru nie stępił za grosz. I to się już chyba nie zmieni.

Rozpocząłem ten artykuł nawiązaniem literackim, a zakończyć pozwolę sobie filmowym:

Czasy się zmieniają, ale pan zawsze jest w komisjach [Franz Maurer]

Czasy się zmieniają, ale pan ciągle jest ten sam, Mr Riley. I oby jak najdłużej.

#Bio & trivia

  • imię i nazwisko: Pat i  Riley
  • ksywa: McGyver, Riles, (u nas: Brylantynowy Pat)
  • wiek: 73 lata
  • pierścienie: 10
  • drużyny: Lakers, Knicks, Miami

Fun facts:

-> został wybrany w drafcie NFL przez Dallas Cowboys, ale finalnie zdecydował się na basket

-> przez pierwsze 4 lata kariery trenerskiej 4 razy awansował do finałów i zdobył 2 tytuły mistrzowskie

-> ma własną grę na Sega Genesis:

-> w wieku 31 lat skończył karierę zawodniczą, występował dla San Diego Rockets, Lakers i Suns

-> zagrał epizod w serialu o detektywie Columbo:

[BLC]

Ostatnie Wpisy

31 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Zawsze widząc postać Pata, przypomina mi się postać Red’a Reddingtona z serialu Black List. Gość, któremu się nie odmawia, zawsze krok przed konkurencją i na koniec i tak będzie tak jak on chce.

    (4)
  2. Array ( )
    Wiadomo kto gadał bzdury 12 Luty, 2019 at 17:25
    Odpowiedz

    Pat to niesamowity trener, ilość pierścieni też imponująca ale to Popovich stworzył dynastię dlatego Riley to książę a Greg to król

    (2)
    • Array ( )

      Pop to gebialny trener, ale sprawdził się tylko w setupie z Timem, gdy go zabrakło nic z tego nie wyczarował. Inna sprawa, że tylko z jedną organizacją odnosił sukcesy.

      Dlatego dla mnie zawsze Phil i Pat > Pop

      (-1)
    • Array ( )
      Wiadomo kto gadał bzdury 12 Luty, 2019 at 23:08

      @Kamil
      Nic dziwnego, że Greg wygrywał z Duncanem skoro trenerem Spurs jest od 1996 roku a Tim został wybrany w 97.
      Mówisz, że nic nie wyczarował po odejściu Duncana a co z finałem konferencji w sezonie 16/17 ? Odpadli dopiero z kosmicznym GSW.
      Pop stowrzył zespół, który był koszmarem każdej drużyny praktycznie przez 20 lat. Dynastię. 5 mistrzostw bez tankowania i bez zmieniania klubów. Popovich to Jordan wśród trenerów

      (0)
    • Array ( )

      Greg nie jest GM, więc to nie on tworzył dynastię, która trwała 20lat, a ją trenował.

      (0)
    • Array ( )
      Wiadomo kto gadał bzdury 13 Luty, 2019 at 19:10

      @Anonim
      W 94 Pop był GM Spurs i sam mianował się trenerem. Na chwilę obecną jest prezesem organizacji i trenerem. Faktycznie to nie on budował tą dynastię 😂😂

      (0)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Jego majątek oszacowany jest na 80 milionów dolarów. Zawsze myślałem, że tyle to on wydaje na garnitury i cygara. Przecie to jakiś Otto Porter więcej zarobi i to w 4 lata…

    (5)
    • Array ( )

      Nie bądź zachlanny, 80 milionow dolarów wystarczy Tobie, Twoim dzieciom, dzieciom Twoich dzieci i dzieciom dzieci Twoich dzieci.

      (0)
    • Array ( )

      🙂 To samo pomyślałem, wygląda to jak nogi babki w rajstopach i szpilach !

      (1)
    • Array ( )

      Mokasyny. Jak będziesz Patem Rileyem to będziesz mógł nosić na nogach co zechcesz, choćby i szpilki.

      (0)
    • Array ( )

      On był uosobieniem stylu jak Westbrooka na świecie nie było, najlepiej ubrany trener w historii nba. Czepiać się jego ubioru xD

      (0)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Dobry artykuł!
    Poczytałbym w podobnym tonie o pracy Jerrego Westa jako GM , budowaniu drużyn które prowadził i którym doradzal, jego wyborach w drafcie itp. pozdro

    (2)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Może przydałoby się ciut więcej o działalności w Knicks i Heat.
    Showtime to było coś, niemniej poza LA też miał osiągnięcia.
    Poza tym chyba trudniej było wyczarować coś z NY niż z LA 🙂

    PS. Kibicowałem NY w 1994, do dziś uważam że ostatni rzut w game 6 powinien oddać D. Harper.

    (0)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Rywalizacja Bulls – Knicks poezja. Ileż tam kontaktu fizycznego i walki w obronie. A teraz ? Flopping, fu3king i udawaing. Bicie rekordów na siłę. .. przy takiej obronie jak teraz to Jordan miałby średnio po 40-50 pkt ów w meczu.

    (0)
    • Array ( )

      Wilt w czasam Jordana 80 i 90tych zwłaszcza miałby przedszole i nie 60 a 90 triple double i nie jedną 100 punktową…
      gadanie

      (0)
    • Array ( )

      Eh, fajnie było by zobaczyć spotkanie np. Hardena z ówczesną obroną NY. Z takim Masonem dajmy na przykład… 🙂

      (1)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Jeśli tak policzymy pierścienie, to w takim razie Phil Jackson ma ich 13 (2 jako gracz NYK, 6 jako trener Bulls i 5 w roli coacha Lakersów).

    (0)
    • Array ( )

      czy cały zarząd, GM itd dostaje pierścienie? bo jak niby doliczone 3 Patowi z Spoelstrą, Jamesem, Wadem, Boshem

      (0)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Plastyka ruchów Jordana jest porażająca. Wirtuozeria niesłychana, oglądanie jego gry to poezja, nigdy się nie znudzi.

    (1)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Początek przypomina opis postaci o 180 stopni innej od LeBrona. „Not 1, not 2, not 3….”
    PS. LeBron się kończy

    (0)
    • Array ( )

      lucky strike, każdy prawie w euforii to obiecuje a historia ma garstkę klubów z tytułami

      (0)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    W opisach Pata jako trenera zastanawiającej jest to, iż rzadko podkreśla się, że w przeciwieństwie innych wielkich trenerów sukcesy osiągał w bardzo rożnych sytuacjach. Auerbach, Jackson i Poppovitch sukcesy zdobywali
    z jednym, niemal niezmiennym zespołem zarówno pod względem taktyki jak i składu osobowego (Auerbach i Pop) lub budowali zespół wg. podobnych reguł (Jackson i trójkąty).
    Pat najpierw zdobywał sukcesy w drużynie kreatywnej, prowadzonej przez magicznego kreatora, gdzie wybitni gracze mieli ogromną swobodę. Potem NY – gwiazda z bandą supertwardych wyrobników – gdzie twardość, dyscyplina i realizacja założeń taktycznych była droga do sukcesu. Pierwsze Miami – to trochę mix z jednej strony kreatywność i szaleństwo Tima z drugiej twardość i dyscyplina Zo. Potem znów Miami z Flashem i starym Supermenem – jeszcze inny mix i znów trochę inna drużyna….
    Wielki szacun!

    (0)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Xionc nie masz racji. Wilt w latach 80 czy 90 by tak nie blyszczal. Olajuwon, Ewing, Shaq to kawał chłopa a Wilt w swoich czasach miał przeciw sobie tylko Russella. Chodzi mi nie o przewagi fizyczne a o sposób gry/sedziowania. Tutaj zmiana moim zdaniem poszła w złą stronę bo lepiej oglądało się pojedynki w obronie niż dziurawienie siatki co 5 sekund bez żadnej walki w kontakcie.

    (0)

Gwiazdy Basketu