fbpx

Pięć rzeczy, których nie wiecie na temat Stephona Marbury

17

Stephon Marbury i Allen Iverson to pierwszoroczniacy NBA rocznika 1996-1997, jednego z najlepszych draftów w historii. Iversona wybierano oczywiście z numerem jeden, Stephona – z numerem cztery (Kobe poszedł z trzynastką). Kiedyś myślałem, że to najbardziej dynamiczni rozgrywający, jakich kiedykolwiek zobaczę. Wkrótce dołączył do nich Steve Francis, a teraz mamy Janka W. Russella Westbrooka i Derricka R. Prawdę powiedziawszy gra Rose’a przypomina mi nieco młodego Marbury…

… piekielnie szybki, piekielnie atletyczny, piekielna zmiana kierunków, z piekielnym ciągiem na kosz. Nie w głowie było mu jednak układanie się pod zespół. Przez lata jechał na potencjale i tym, co dostał od natury. Jechał grubo i to przez sam środek jezdni: silny, skoczny, błyskawiczny, cross miał jak żyleta i trafiać za trzy seriami też potrafił.

Tylko gdzie się podział? Oto pięć rzeczy, których jeszcze nie wiecie na jego temat. 

#1 “W liceum byłem jak Michael Jordan w NBA” 

No i macie, pewność siebie biła z niego od najmłodszych lat. Szósty z siódemki rodzeństwa, dorastał w nowojorskim Coney Island. Talent sportowy odziedziczył po ojcu, lokalnej lekkoatletycznej gwieździe. Imię Stefan wybrała mu siostra, 12-letnia Stephanie, która w zamian miała pomagać rodzicom opiekować się gówniarzem. Jako że była całkiem wyrośnięta jak na nastolatkę, gdy szli ulicą, przechodnie brali go za matkę Marbury’ego.

Zanim nauczył się chodzić kozłował piłkę. Jego trzej starsi bracia także byli zapaleńcami basketu. W wieku 9 lat rzucał do kosza w przerwach meczów licealnych swoich braci. W wieku 11 lat okrzyknięto go najlepszym szóstoklasistą w kraju. W wieku 13 lat był tak dobry, że przemykał się na obozy dla obiecujących koszykarsko maturzystów.

Własną karierę licealną zakończył ze średnimi 28 punktów i 9 asyst. W 1995 roku pod jego wodzą liceum Lincoln było najlepsze w Nowym Jorku. Kolejno powołano go do McDonald’s All-American Game. Okrzyknięto najlepszym koszykarzem stanu NY. Porównywano do lokalnych legend: Marka Jacksona i Kenny’ego Andersona. 

Superlatywy wylewały się nań z lewa i prawa. Głowę nosił wysoko… co nie pozostało bez wpływu na jego dalsze losy.

#2 “Jestem najlepszym PG w lidze, bez dwóch zdań” 

Na uczelni Georgia Tech spędził rok, ale zdążył ponarzekać, że jego koledzy nie pasują do jego stylu gry (jednym z nich był Drew Barry, późniejszy gracz ligi). Kiedy zadeklarował, że przystępuje do draftu NBA, zęby ostrzyli sobie Minnesota Timberwolves, którzy rok wcześniej wybrali Kevina Garnetta. We dwójkę mieli stworzyć kolejny wielki tandem, coś w stylu Stockton/Malone.

Kiedy jednak przyszło do draftowych rozstrzygnięć Stephon poszedł z czwórką do Bucks, a Kevin McHale (ówczesny menedżer Wolves) zmuszony był oddać za niego Raya Allena (numer 5) + pick draftu kolejnego roku.

W swym pierwszym sezonie Marbury uzyskiwał 15.8 punktów i 7.8 asyst za co wybrano go do najlepszej piątki Rookies 1997 roku. Niedługo potem nadszedł lockout. Sezon skrócono do 50 meczów, a same rozgrywki rozpoczęły się w lutym. 

Wkrótce zażądał transferu. Chciał być bliżej rodziny i przyjaciół, narzekał na pogodę, brak propozycji reklamowych, które oferowały większe rynki etc. Zakulisowe doniesienia mówiły jednak, że zazdrosny był o kontrakt, jaki Timberwolves podpisali z KG (126 mln za 6 sezonów).

Niestety zgodnie z nowymi przepisami CBA największym co Wolves mogli zaproponować Stephonowi było 71 milionów. Tej wysokości, maksymalne przedłużenia umów podpisali Ray Allen i Allen Iverson, ale nie Marbury, który kręcił nosem twierdząc, że nie jest w stanie dzielić parkietu z Garnettem wiedząc o ile więcej ten zarabia. Wypowiedź do dziś uchodzi to za jeden z największych przejawów chciwości i nieprofesjonalizmu w dziejach NBA. 

Wolves posłuchali zsyłając Stephona do New Jersey… Tak zakończyła się historia tego obiecującego tandemu:

tim

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

17 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Dobry artykuł 🙂 Właśnie takich gości jak Starbury teraz mi brakuje w Nba najbardziej. Nie twierdze że nowi gracze nie mają talentu bo jak najbardziej mają ale chodzi o to że Ci starsi mieli w sobie to coś co sprawiało że chciało się ich oglądać. Allen Iverson, Steve Francis i Stephon Marbury to wg mnie najlepsi rozgrywający w historii a już napewno najbardziej widowiskowi.

    (-13)
  2. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe pepe291086
    Odpowiedz

    Pamiętam Go za czasów gdy grał w Nets.. Kocur jakich mało, ogromny talent , ale niestety straszny indywidualista i kto wie gdyby nie Jego wysokie ego to i może by do tej pory grał w Nba.

    (16)
  3. Array ( )
    Zdjęcie profilowe pitras
    Odpowiedz

    xxx, kto wpadł na genialny pomysł sparowania ze sobą w pierwszym składzie reprezentacji duetu Marbury-Iverson? 😀 To tak niefortunne połączenie jak wysłać na festiwal wegetarian Olivera Millera i Bryanta Reevesa.

    (16)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    No dobra wiem że każdy z nich grał egoistycznie ale przynajmniej fajnie się to oglądało, natomiast dzisiejsza Nba mnie po prostu nudzi.

    (-19)
  5. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe konrad271
    Odpowiedz

    coś knocicie o tym że był drugim po Big O ze srednimi w karierze (około czyli dokładnie jakie kryteria zostały przyjęte oto jest pytanie) +/- 20 ppg +/- 8 apg. Wczesniej (liczby nie kłamią) takie staty z karier osiągali Magic, Isiah Thomas, Kevina Johnsona i Tim Hardaway (tym dwóm ostatnim troche brakuje ppg ale nadrabiają asystami;))

    (2)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Przy takich tekstach zawsze się zastanawiam ilu lepszych graczy z powodu “głowy” nie doszło nawet do draftu, A ilu “rozmieniło się” lub “zniknęło”. Często przywoływany tu Len Bias to sztandarowy przykład.
    PS. Może warto rozpocząć nowy cykl “niespełnionych” – czyli potencjalnie wielkich graczy, którym “coś” przeszkodziło. Na pierwszy ogień proponuję historię: Micheala Ray Richardsona.

    (8)
  7. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Zeb
    Odpowiedz

    My tu gadu gadu a nasi w ładnym stylu ograli Niemców przy pełnej hali. Wstyd, że nasze ogólnodostęne stacje tego nie pakazały. Gratulacje dla chłopaków i kołcza. To co martwi to brak gracza który umiałby zdziałać coś 1-1. Widać było olbrzymią różnicę pomiędzy białasami a Szrederem, który mijał naszych jak pachołki. Swoja drogą ten chłopak to chyba niezły talent – jak mu idzie w NBA?

    (-1)
  8. Array ( )
    Zdjęcie profilowe all3
    Odpowiedz

    Marbury to taki gość, który dostał tego talentu za duzo…. Zobaczcie sobie nie był jakims atletą, a dynamike miał nieprzecietną zreszta talent był ponadprzecietny nawet jak na warunki NBA. Ten dunk pamietam, ale z innej perspektywy (kamery) był no 1 na listach nba action. W odadtku seriami potrafił trafiac z połowy boiska z normalnego rzutu z wyskoku a nie z pod kiecy jak to niektórzy robią. Tamte czasy to był taki kamień milowy w NBA, najpierw niebotyczny konkrakt Garnetta, który wiele zmienił…. nastepnie troche dziwne zachowanie Murberego, ale kto wie czy nie zrozumiałe ze wzgledu na krzywde. Absra%hujac od wysokości kontraktu wygladało to mniej wiecej tak, ze SM z Garnetem stworzyli doskonały duet razem swietnie sie bawili grajac mógł to być najlepszy duet w historii NBA obok Jordana i Pippena. Niestety jeden dostał wiecej drugi mniej to tak jakby dziecko od mamy dostało wiecej drugie mniej – troche niesprawiedliwości w tym było. Pamiętam tamten okres, czasem mam wrazenie, że tera takich zawodników nie ma no oprcz Rosa który rzeczywiscie go najbardziej przypomina

    (0)
  9. Array ( )
    Zdjęcie profilowe Zeb
    Odpowiedz

    @NBA FANN – Kolego czy ty aby nie jesteś członkiem PZKosz albo nie pracuje w Ministerstwie Sportu bo takie właśnie asy tam pracują… bez urazy. Bez sukcesów polskiej reprezentacji nie będzie w Polsce sukcesu koszykówki wogóle, transmisji NBA, Euroligi, Polaków w NBA itd, dobrych drużyn, mocnej ligi…. To system naczyń powiązanych!

    (3)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    ja tam zawsze wykupuje sobie league pass i nie narzekam:) a na Polska koszykówkę nawet nie zerkam bo nie ma tam nic ciekawego i szkoda czasu na to. pozdrawiam

    (-2)

Gwiazdy Basketu