centered image

Playoffs PLK: w Gdyni po amerykańsku

22
Fotografie: Mariusz Mazurczak. Więcej zdjęć na www.assecoarkagdynia.pl

W kraciastej koszuli, niczym LeBron dziewięć lat temu siedzę sobie i podejmuję prywatne The Decision, czy przenieść swe talenty z Dolnego Śląska na Pomorze, czy też nie. Rozmowy o pracę czekają. Tylko miejsce rozmyślań nieco inne – zamiast telewizyjnego studia, gdańska kawiarnia dworcowa. Póki co, korzystając z okazji, obejrzę mecz ćwierćfinałów PLK: Arka Gdynia vs Legia Warszawa.

Zamiast na obiad do mamusi

Spacer plażą, kawka, herbatka i już trzeba gonić na mecz rozpoczynający się o godzinie konkurencyjnej dla mszy świętych i domowych obiadów – 12:45. Gdynia Arena sprawia przyjemne, nowoczesne wrażenie, choć gdyby nie Wikipedia nigdy nie domyśliłbym się, że kształtem przypomina żółwia, czy też nawiązuje do motywów marynistycznych. Ważne, że mieści ponad 4000 kibiców, a decydujący o awansie mecz zgromadził ich prawie komplet. Na pięć minut przed pierwszym gwizdkiem do kas stała jeszcze długa kolejka fanów. Swoją drogą wejściówka na mecz Asseco kosztuje 30 PLN za miejsca przy samym prawie parkiecie i 25 PLN w dalszych sektorach – nie są to zaporowe ceny by naocznie przekonać się o wyższości Polskiej Ligi Koszykówki nad NBA.

/o-wyzszosci-polskiego-basketu-nad-nba/

W Gdyni po amerykańsku

Z pewnością osoba odpowiedzialna za rozrywkę zapewnianą kibicom podczas spotkań Asseco Gdynia podgląda patenty stosowane za oceanem. Przerwy zdobią profesjonalne układy cheerleaderek, dalekie od cepelii i tandety, podobnie jak i występy tanecznej grupy młodzieżowej. Strzelanie koszulkami w kibiców, spiker porównujący rzuty Dariusza Wyki do sposobu wykonywania wolnych przez Shaqa – wszystko to składa się na iście amerykański klimat rozrywkowy.

Docenić trzeba także kibiców odpowiedzialnych za prowadzenie dopingu w Gdyni. Słuchawki na uszach najmłodszych chronią ich tu tylko przed hałasem, a nie bluzgami obecnymi w wielu innych polskich halach. Sporej wielkości flagi mogły deprymować wykonujących rzuty wolne legionistów, a gdy wynik niebezpiecznie zbliżył się do remisu, kibice na całym obiekcie znów głośniej wspierali swoich ulubieńców.

Osobną kwestią jest maskotka Asseco – tygrys z pokaźnym brzuszkiem piwosza, który ponoć wyhodował zajadając popcorn. Przez cały mecz kręcił się radośnie koło cheerleaderek, powolnie, choć do rytmu tańcował na środku parkietu. Próbował zabawiać dzieci… coś jak wujek Mietek na weselu po godzinie 23:30. Przegląd Sportowy poświęcił niegdyś osobny artykuł polskim maskotkom, z którego wynika, że w rolę Kociewskiego Diabła wciela się ta sama osoba od 1999 roku.

Wracając do Tygrysa – jest tak kuriozalny w swoich poczynaniach, że aż mi się podoba, jeśli zamieszkam w Gdyni obiecuję przeprowadzić z nim wywiad. Maskotki wszystkich trójmiejskich klubów wydają się dość specyficzne – dziobiąca tancerki Mewa czy piłkarski Śledzik, to tylko część zwierzęcego panteonu. Gwarantuję, że po wpisaniu w wyszukiwarkę Szalone maskotki trójmiejskich zespołów nie będziecie już tymi samymi osobami.

Legia zagotowana

Przypominam, że nie jestem żadnym specjalistą od polskiej koszykówki. Wróciłem na trybuny we Wrocławiu, Wałbrzychu i teraz, w Gdyni, by na nowo odzyskać przyjemność z oglądania basketu, nieco zatraconą w tym sezonie spędzonym przy League Passie. Nie śledziłem tegorocznej tabeli, nie oglądałem wcześniej żadnego spotkania z najwyższej klasy rozgrywek!

Wiem jednak tyle, Asseco zakończyło sezon na pierwszym miejscu (25-5) Legia zajęła ósmą lokatę, odnosząc tyle samo zwycięstw co porażek – po piętnaście. Gdy naszedł czas playoffs, zespoły podzieliły się wygranymi na własnym terenie. Przed decydującym, piątym starciem, trener faworyzowanej Arki, mówił w wywiadzie:

Legia gra bardzo dobrą koszykówkę i przede wszystkim jest cierpliwa. (…) Przy plus dziesięć ponosi nas fantazja ułańska, jakbyśmy mieli po piętnaście lat [Przemysław Frasunkiewicz]

Po wyrównanej pierwszej odsłonie tym razem to reprezentanci stołecznego klubu nie mogli pohamować emocji w drugiej kwarcie. Wdawali się w pyskówki z arbitrami i rywalami, łapali faule techniczne i samemu po uczniowsku tracili piłkę. Rozumiem, że twarda obrona i zadziorność na zbiórce miały być głównymi atutami silnych fizycznie legionistów, ale psychicznie gotowali się z prędkością zupki Knorr. Poza punktującym głównie z linii rzutów osobistych Filipem Matczakiem mało kto miał sensowny pomysł na sforsowanie gdyńskiej obrony.

Krzysztof Szubarga

Cieszę się, że nie jesteśmy tylko drużyną ofensywną – mówił po zakończeniu sezonu regularnego Krzysztof Szubarga – Większość meczów wygrywamy defensywą. To bardzo budujące, bo takie właśnie spotkania decydują o wygranej w fazie playoffs.

Defensywnie ukierunkowane nastawienie wniosła zmiana doświadczonego rozgrywającego, który został desygnowany do gry na początku drugiej kwarty. Zespół gospodarzy napadł na graczy z Warszawy agresywnym pressingiem, naciskając na całym boisku. Szubarga rozpoczął od przechwytu, poprowadził zespół do serii 7:0, by na przerwę schodzić już przy dwudziestopunktowym prowadzeniu.

James Harden Florence

Jednak to nie Szubarga, a James Florence okazał się pogromcą walecznych legionistów. 35 punktów, w tym 6/14 za trzy, 4 asysty – przytoczyć same statystyki, to jakby nic nie powiedzieć. Gdy tylko Legia zbliżała się na niebezpieczny dystans, zawodnicy Arki oddawali piłkę w ręce swojego lidera i schodzili mu z drogi, wiedząc, że kolejne rzuty znajdą drogę do siatki. Oprócz celnych bomb z dystansu, Florence straszy sugestywnym kozłem i po minięciu obrońcy na obwodzie oddaje rzuty spod samej obręczy mimo obecności spieszących na miejsce wysokich. Dwukrotnie bodaj, w dość teatralno/hardenowski sposób wymusił przewinienie przy rzutach trzypunktowych. Raz ośmieszył ambitnie broniącego przeciwnika, którego personalia przemilczmy, bo sam niżej podpisany nieraz w podobnym stylu lądował na deskach parkietu.

Z Gdyni na plus:

Filip Matczak –> zbudowany jak czołg playmaker Legii brał na siebie ciężar gry gdy potrzebowała tego stojąca bezradnie drużyna. Agresywny, wymuszał faule, walczył o bezpańskie piłki.

Keanu Pinder –> Kenneth Faried z Warszawy.

Szubarga, Florence –> liderzy Asseco, opisani powyżej.

Robert Upshaw –> swój czas na boisku otrzymał głównie gdy za faule spadli Dariusz Wyka i Adam Łapeta. Wykorzystał go trafiając wszystkie swoje rzuty (4/4) w tym efektownie pakując piłkę nad obrońcą ostatecznie niwecząc szanse Legii na wygraną.

Do tego entuzjastyczny, głośny doping miejscowych kibiców oraz postawa zawodników Legii, którzy pomimo dwudziestopunktowego deficytu potrafili wrócić do gry na przełomie trzeciej i czwartej kwarty.

Z Gdyni na minus:

Wyka i Łapeta -> wyłapali mnóstwo głupich, niepotrzebnych fauli i musieli opuścić plac po pięciu przewinieniach.

To oraz gorące głowy legionistów w drugiej kwarcie: więcej energii stracili na dyskusje i wzajemne pretensje niż w granie.

Czas się ogolić

94:75 ostatecznie zakończyli spotkanie gracze z Gdyni, po ciężkich bojach odprawiając Legię 3:2. W kolejnej rundzie trafią na Anwil Włocławek, którego kibice dziś siedzieli przede mną dopingując warszawiaków. Idę golić się przed rozmowami kwalifikacyjnymi, mam nadzieję, że rękę będę miał pewną jak dziś James Florence, bo na stanie tylko pianka marki Bond (uroki zapominalstwa i niedzieli handlowej). Wiem, że jesteście na świeżo bo dwóch Game 7, ale zapytać muszę: śledzicie playoffs w PLK? Kto jest według Was faworytem? Gdzie warto udać się na mecz by usłyszeć prawdziwy doping? Pozdrawiam!

[Grzegorz Szklarczuk]

Ostatnie Wpisy

22 comments

    • Array ( )

      Legia Warszawa u siebie? Z tego co widać oglądając mecz w tv, to grają na małej sali gimnastycznej i chyba większosć widowni to rodziny koszykarzy.

      (-2)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Wiadomo, że playoffs PLK to nie NBA, ale ostatnio również poza świetnym dopingiem to klub z Włocławka rozwija się coraz szerzej pod względem marketingowym zdecydowanie warto wpaść na mecz

    (4)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Jestem z Torunia i chodzę na TwardePierniki. Mecze jak i doping sa spoko. Ludzi tez sporo także warto wpaść do Torunia na mecz😉 tym bardziej że teraz polfinały z zieloną . Najlepszy doping we Włocławku. W Toruniu mamy apetyt na finały ☺

    (5)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Hala na 5 tysięcy a kibiców okolo 2 tys. Zasługa zarżadu który okradł klub a potem został u koryta,tak jak politycy w naszym kraju. Mało kto chce chodzić na Arkę

    (-5)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Niestety dominator Upshaw dostaje ochłapy minut przez przepis o dwóch Polakach na parkiecie. Normalnie powinien być starterem, a jest trzecim centrem…
    I tak przyjemnie się go ogląda- dominuje fizycznością i gabarytem, jest nieźle wyszkolony i czyta obronę.

    (0)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Jak chcesz posłuchać trąbek jak na żużlowym stadionie ( tylko w zamkniętej hali ) – ANWIL we Włocławku . Jeśli lubisz ryk kibiców w rytm bębnów o skali hałasu jak na stadionie LEGI tylko w małej sali gimnastycznej w Warszawie . Będziesz gościem LEGIA Koszykówka . Ale …… jeśli lubisz koszykówkę i w tym całym zgiełku możesz poczuć to „coś” oglądając sport na żywo . To warto. A jeżeli masz ochotę na bardzo dobry basket . Z klimatem i bardzo duża frekwencją zajaranych kibiców . To tylko w Toruniu na meczach TWARDYCH PIERNIKÓW 🏀🙌. I jeżeli zobaczysz kibiców z szalikami obu drużyn . Nie przejmuj się . Hala jest ogrzewana !!! Ha Ha 😎 Piwko zimne , popcor solony a wata cukrowa za FREE 😜

    (0)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    przez przypadek obejrzałem ten mecz w TV. nie oglądam PLK to też ogromne zaskoczenie wzbudziła we mnie obecność Roberta Upshaw’a. z niedowierzania sprawdziłem go na necie jeszcze zanim komentator rozwiał moje wątpliwości, że to on. kojarze go z obozu letniego Lakers sprzed 4 lat i bardzo mu wtedy kibicowałem. nie dostał angażu ze względu na swoją nieciekawą przeszłość, skłonność do używek i niskiego IQ koszykarskiego. aczkolwiek miło widzieć znajome twarze w PLK.
    przy okazji-Florence jak Lillard w obecnych PO sadził bomby z 9 metra. PLK się odradza

    (6)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    A gdzie o Karolaku? Typ w 2 meczach robił mega robote jak weteran. Myślę że zasługuje chociaż na wzmiankę o jego grze.

    (3)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Szkoda, że nie nawiązałeś do 2 meczów w Warszawie, gdzie Legia pokazała jak walczyć z lepszym przeciwnikiem. Arka ma na pewno mocniejszy skład i po 2 pierwszych meczach w Gdyni, przyszliśmy na Obrońców Tobruku pożegnać Zielonych Kanonierów. ale Ci pokazali, że można powalczyć.
    Tak czy siak Arka jest obecnie mocniejsza i zwłaszcza w 5 meczu pokazali, że lider TBL nie wziął się z niczego.

    (5)
  9. Array ( )
    Odpowiedz

    Doping regularne prowadzony od wielu lat i ekipa, która jako jedyna w Polsce jeździ na każdy wyjazd nie tylko w PO – Anwil Włocławek – H1 Squad ! Wiem, że zaraz posypie się fala hejtu itp itd ale myślę, że potwierdzi to każdy ekspert koszykówki. Szkoda, że nie ma juz czarnych w PLK, też prezentowali wyśmienity poziom.
    Jeżeli chodzi o trąbki itp są zakazane przez klub kibica. Tylko gardło + będen ! Jeżeli chodzi o kulturę – wiadomo, że czasem emocje poniosą i można usłyszeć jakieś przekleństwa, ale bez przesady, 95% to czysty sportowy doping!
    Arko – czekamy !

    (7)
  10. Array ( )
    Odpowiedz

    dziwny komentarz-chodze na wszystkie mecze-ludzi mało jak zawsze,połowa hali zasłonięta szmatami,doping i atmosfera jak na księzycu-brak.Fajny doping i atmosfera jest na anwilu i kiedyś na czarnych słupsk,u nas w Gdyni komplet januszy był na barcelonie.Co do poziomu to zdarzają się mecze lepsze do oglądania niż nba z cyrkowymi czterotaktami,krokami jak na kolorowych piłkach u dzieci,faulami interpretowanymi przez sędziów przy każdej okazji inaczej itp.Dla prawdziwych fanów koszykówki oprócz euroligi czasami lepiej zobaczyć rodzynki z naszej ligi.Co do mojego Asseco -myślę ,że Anwil trochę za mocny w tym roku……

    (1)
  11. Array ( )
    Odpowiedz

    Mam nadzieję, że półfinały też zostaną opisane na łamach portalu, bardzo duży byłby to plus u wszystkich fanów plk na tej stronie, a wysiłek włożony w 2 artykuły z jakimiś porównaniami z NBA i garstką statystyk będzie stosunkowo niewielki, pozderki GWBA.

    (1)

Gwiazdy Basketu