fbpx

Point Guards: złota era rozgrywających

44

Zaproszony ostatnio do programu KG Area 21,  Jason “White Chocolate” Williams stwierdził bez ogródek:

Nie umiałbym punktować jak ci dzisiejsi rozgrywający, ale myślę, że zdobywałbym po 20 asyst w meczu.

No cóż, uwielbiam Jasona i wnukom będę pokazywał jego mixy, ale myślę, że z tą pewnością siebie, to trochę przesadził. Nie dlatego, że nie wierzę, że jego podania (średnia z kariery 5.9 asyst) docierałyby do czających się za łukiem snajperów, którzy już by wiedzieli co zrobić z taką piłką. Rzecz polega na tym, że dzisiaj czasy się zmieniły. Jason Williams będzie mógł to sprawdzić razem z Baronem Davisem w Celebrity Game. Jesteś point-guardem, musisz rzucać. Orientacja pass first na tej pozycji powoli staje się przeżytkiem. Spora w tym zasługa kreowania nowych ról na boisku i nowych pozycji , vide point forward, o którym już Wam kiedyś pisałem:

W oczywisty sposób wodą na młyn tych przemian jest nowy sposób gry, stawiający na rzuty zza łuku. Jeszcze 4-5 meczów Warriors (a dokładnie 26 trójek Curry’ego) i znajdziemy się w sytuacji, gdy w Top-10 zestawienia trójek all-time aż siedem pozycji będą zajmować aktywni gracze. Żadna nowość, dzisiaj rzuca się za trzy, a oczywistymi beneficjentami tej sytuacji są gracze z pozycji numer 1. To oni okupują łuk, bo tam znajdują się ich klepki. Rzucając okiem na tabele osiągnięć indywidualnych, widać to jak na dłoni.

W wyścigu o tytuł króla strzelców pierwsze trzy miejsca okupują rozgrywający (Westbrook, Isiah Thomas i Harden). Jeszcze lepiej jest w klasyfikacji trafionych trójek. Drobnym wyjątkiem w pierwszej szóstce tego zestawienia jest Klay Thompson, na miejscu piątym. Reszta, w kolejności Curry, Gordon, Harden, Lowry i Thomas to jedynki. Ewolucja koszykówki w kierunku dominującej ofensywy, a także rozmycie, lub może lepiej “rozszerzenie się” boiskowych kompetencji u graczy wszystkich pozycji spowodowało duże zmiany w myśleniu o boiskowych zadaniach.

Coraz częściej mamy do czynienia z “hybrydami” pokroju LeBrona, Giannisa Antetokounmpo, Draymonda Greena, Kevina Duranta, Joela Embiida, Kristapsa Porzingisa, Russella Westbrooka i im podobnych, których zwyczajnie nie da się jednoznacznie sklasyfikować na pozycjach 1-5. Ogromne zmiany można zaobserwować również u dzisiejszych rozgrywających. Czym wyróżnia się ta generacja na tle poprzednich?

#The All-Stars

Ośmiu z 24 graczy tegorocznego ASG to rozgrywający. Być może byłoby więcej, gdyby nie kontuzja Chrisa Paula, lub (też nie chcę się za bardzo rozpędzać) gdyby dla odmiany doceniono Lillarda. Mającego w swym koszykarskim CV przygodę z “jedynką” Antetokounmpo również pominąłem w wyliczance. Tak, czy siak mamy Curry’ego, Westbrooka i Hardena na Zachodzie, a także piątkę Wschodu: Irving, Wall, Lowry, Thomas i Walker.

Lista powołanych nie wyczerpuje jednak tematu topowych zawodników na pozycji PG w dzisiejszej NBA. Świetne sezony rozgrywają chociażby Eric Gordon, Goran Dragić, Dennis Schroder, Mike Conely czy wspomniany wcześniej Lillard. W czym tkwi fenomen tej generacji?

#Fizyczność

Ta NBA, której solą były pojedynki indywidualne po obu stronach boiska, odchodzi do lamusa.

Dzisiaj matchupy są sprawą o wiele bardziej dynamiczną niż przed laty i zmieniają się w zależności od wielu czynników. Spowodowało to konieczność dużo większej wszechstronności, po obu stronach boiska, także u rozgrywających. Deron Williams zbudował swoją markę m.in na tym, że warunki fizyczne pozwalały mu wygrywać pojedynki  1-on-1 z innymi rozgrywającymi, a także przejmować krycie większych od siebie.

Dziś to cecha, która stopniowo upowszechnia się u większości. Mówiąc krótko, obecni topowi rozgrywający są dużo bardziej atletyczni niż ich odpowiedniki przed laty. Gracze tacy jak George Hill, Marcus Smart, John Wall, a przede wszystkim Russell Westbrook są w grupie tych, którzy wytyczają dzisiejsze standardy, stając się powoli nową klasyką gatunku.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

44 comments

  1. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe burningPL
    Odpowiedz

    Brakuje w lidze dobrych SG i Centrów- bez wątpienia. I jakiegoś kocura, co by pograł tyłem do kosza z fade’awaya jak Pierce lub Kobe. Taka jednowymiarowość i palenie bomb z 8 metra potrafi się przejeść, koronnym przykładem tego jest mecz gwiazd, którego od dwóch lat nie oglądam- i nie zamirzam. Powiem szczerze, że nie podoba mi się kierunek w jakim idzie liga. Może by przenieść linie 3 na 7,82. Rozwiązałoby to problem choć trochę?

    (51)
    • Array ( )

      bo jakbyś nie wiedział, to właśnie jest tegoroczny eksperyment D’Antoniego, Harde ustawiony jako PG. Polecam sie doedukować w tym kierunku a nie trzaskanie sarkazmem 🙂

      (105)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Eric Gordon i Harden to nominalne 2, jak James jest na boisku z Patrickiem B to kto jest rozgrywającym?

    (-30)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe slurpee0
    Odpowiedz

    burningPL Piszesz, że palenie bomb z 8 metra może sie przejeść, a następnie proponujesz przenieść linie 3pt na 7.82, czyli o kilkadziesiąt centymetrów dalej. Problemu by to nie rozwiązało,sam sobie odpowiedziałeś już, a moim zdaniem nawet jeśli przenieśli by linię na 3 jeszcze dalej, to zmusiłoby to graczy do przystosowania się do nowych reguł. Z historii zmian przepisów gry, wprowadzania, m.in chociażby linii za 3pt wiemy, że takie przystosowanie się to nie problem.

    (-1)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    No i co z tego że jest przypisany jako PG. Boże ludzie serio tacy inteligenci z was xd. każdy ogarnięty wie że cały czas to SG.

    (-41)
    • Array ( )

      Jaka twarz taki rzut 😀
      A tak bardziej serio to w luj brzydko, już Marion lepiej rzucał, przynajmniej się tak nie wyginał.

      (11)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    No nie wiem czy teraz mamy najlepszych rozgrywających ever.A co z 90’s?P.Hardaway,G.Payton,T.Hardaway,D.Stoudemire,J.Williams itd czy choćby generacja Iversona,Barona Davisa i reszty?

    (3)
    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe aimerpl

      Niekoniecznie, po prostu tamto pokolenie PG było lepiej wyszkolone technicznie na tle reszty zawodników, stąd pozornie wydawali się czymś więcej niż obecni rozgrywający.

      Każde pokolenie ma grupę herosów oraz grupę zdolnych graczy. Ot np Tim Hardaway dla tamtych czasów to ktoś pokroju Lillarda obecnie. Pytanie czy Lillard pomimo niezłych cyferek kręconych od kilku sezonów będzie kiedyś wspominany jako członek generacji tych lepszych PG starych czasów. Nie wydaje mi się bo dziś dostępność meczy jest dużo większa a co za tym idzie “mit highlightów” jest mniejszy.

      Prawda jest taka, że dawno nie było aż tyly graczy mających średnią powyżej 20 czy 25ppg. Nie robi na nas wrażenia prawie 30 puntów IT, który statystycznie rozgrywa sezon jakiego nie miał nigdy Iverson (%fg ot dla przykładu, AI oddawał kosmiczną ilość rzutów stąd wysokie średnie punktowe).

      Skończmy proszę tę polemikę na temat wyższości lat 90 nad obecnymi. Pokolenie highlightów już dawno odwiesiło buty na kołek.

      (8)
    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe itsonlyme

      Stoudemire,J.Williams i Davis wymieniłeś ich w jednym ciągu z legendami PG z lat 90, jakby byli wg z tej samej półki.

      (2)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    “Coraz częściej mamy do czynienia z „hybrydami” pokroju LeBrona, Giannisa Antetokounmpo, Draymonda Greena, Kevina Duranta, Joela Embiida, Kristapsa Porzingisa, Russella Westbrooka”

    A ja pozwolę sobie zapytać…
    O ile hybryda LBJa, Antka, Drę Greena czy KD jest jasna to jednak nurtujące jest jaką hybrydą jest Porzingis, Embiid czy Russ.
    Embiid to chyba hybryda kontuzji z centrem bo innego połączenia oprócz tego że Joel jest wpychany na silę wszędzie gdzie się da to nie widzę. Porzingis to artykułowy jednorożec ale jego hybrydy też nie widzę. RW też oprócz ciągu na kosz i wszystkich związanych z tym efektów ubocznych nie widzę jego drugiej funkcji na boisku.
    Może się czepiam ale Westbrook czy Embiid z Porzingisem nie łączą funkcji jaką ma Green, LeBron czy Antek (zamiana zdobywania pkt na kreowanie akcji).

    (25)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    @ BLC

    Proponuje zatem zlot milosnikow koszykowki i GWBA oczywiscie w pub’ie, najlepiej w jakas niedziele wieczorem gdzie mozna cos obejrzec na ekranie o w miare ludzkiej porze. Piwo, mecz, warunki sa 2: kazdy przychodzi w kicksach, w ktorych autentycznie gra i robimy symboliczna zrzute do słoika po 10 zeta na rzecz GWBA. “A basketball nation reborn”.

    (15)
    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe WeekendWarrior

      Na pewno coś się znajdzie. Znajomy ogarniał jakieś audio-video dla pubu sportowego “Trybuna” w Posnanii.
      Pewnie jest mocno piłkarsko, ale na jednym z TV mogliby nam puścić jakiś wczesny, weekendowy mecz.

      (2)
  8. Array ( )
    wielmozny pan P 12 Luty, 2017 at 15:56
    Odpowiedz

    przede wszystkim zmieniły się przepisy – zniesiono handcheking i wprowadzono zone defense, tolerancję dla pierwszego kroku po przyjęciu piłki w biegu itd.

    wszystko to w naturalny sposób przesuneło środek cięzkości w NBA ball na obwód, na dryblerów , a mniej potrzebnymi uczyniło wysokich graczy środkowych.

    zatem, to nie tyle “złota generacja”, ile nowe warunki samorealizacji jakie NBA stworzyła dla swoich zawodników. Poniekąd było to wymuszone spadkiem popualrności NBA, która po odejściach wybitnych graczy i teamów 80s i 90s przezywała spory kryzys i musiała zareagować wprowadzając nowe wytyczne poprawiajaće atrakcyjnośc poprzez tworzenie preferencji dla graczy gwarantujących większe tempo i widowiskowość boiskowego towaru.

    tylko – czy Stephen Curry w 80s rzucałby gorzej ? A Shaq O”Neal w 2016 roku nie byłby w NBA, bo ze swoimi rozmiarami byłby raczej przeszkodą niż dominatorem ?

    Pewnie tak by nie było.

    Pozaa tym, myślę że wielu znakomitych point guards z 80s i 90s w NBA 2016 dawałoby sobie radę nie gorzej od obecnych graczy. Jesli nie rzucali tak często za 3 punkty, to głównie dlatego, ze ówczesny sposób gry nie prowokował ich do tego. Nie umieli ? chyba nikt w to nie wierzy. Zrobić 1,5 metra zasięgu rzutu dla gros point guards 80s czy 90s, to nie byłby większy problem.

    Rzecz w tym, że wtedy gra miała inne priorytety niż dziś., Osiągano cele za pomocą innych instrumentów technicznych i taktycznych. Warto o tym wspomnieć, bo czasami można odnieśc wrażenie, jakby niektórzy sądzili, że trenerzy i zawodnicy sprzed 20-30 lat, to byli ignoranci, którzy nie rozumieli jakie korzyści możę przynieśc rzucanie za 3. Wiedzieli, ale uznawali, że im bliżej kosza jest piłka tym większa szansa na punkty.

    w NBA season 86-87 skutecznośc z gry wynosiła 48 %, przy 4,7 trójki/mecz. w obecnym 16-17 – 45,6 % przy 26,9/mecz.

    powyższy wynik dowodzi, że przez 30 lat gracze NBA rzucają za 3 sześc razy częsciej, ale jednocześnie skutecznośc całej ofensywy zdecydowanie zmalała i to pomimo ułatwień jakie gracze uzyskali od gremium ustalającego przepisy dla NBA.

    a zatem, czy to “Złote pokolenie” prowadzi NBA w dobrym kierunku ? wg mnie, pojawiło się w sposób sztucznie wykreowany, jako wynik maszynerii “genetycznej” działającej w samej NBA.

    Poza tym… mało kto chyba pamięta że tacy pass first point guards jak gary Payton czy John Stockton w playoffs zaliczali sezony w 40 % skutecznością z dystansu. Dzisiejsi ze “złotego pokolenia” mają niekiedy probvlem z osiągnięciem takiego procentu ze wszystkich rzutów z gry.

    zjawisko jest więc zdiagnozowane, jest nowe, ma swój koloryt. I dobrze, niech się liga zmienia, niech liga eksploruje nowe światy.

    Natomiast zupełnie jestem przeciw nazywaniu tych zmian “rozwojem” albo “zmianami na lepsze”. Wcale nBA nie jest dzisiaj lepsza, a już na pewno lepsza nie jest dlatego, ze point guards obrzucają kosz niezliczonymi trójkami, które wchodzą na procencie dośc nikłym.

    zupełnioe zanikła umiejętnośc gry na półdysstansie, wczoraj w nocy James Harden uzbierał 40 pts oddając tylkko 2 rzuty inne niż 3pt shot i Ft. MOżna i tak, ale czy to rozwija grę ? Czy to jest pomysł na zdobycie mistrzostwa NBA ?

    Niby matematyka jest prosta : lepiej trafić 4 z 10 trójek niż 5 z 10 z gry – 12 to więcej niż 10.
    Myslę jednak, że nie chodzi tutaj tylko o to.
    czyżby trenerzy i gracze z 80s i 90s nie umieli liczyć ?
    Czy dla tamtych point guards albo w ogóle guards problemem byłoby dodanie do swojego zasięgu tego 1,5 metra ?
    odpowiedzi na oba pytanie brzmią : Nie.

    dlaczego zatem NBA kiedyś unikała tego “matematycznie” sprawdzonego sposobu na większe zdobycze punktowe pomimo mniejszej efektywności ofensywnej ?

    głupota – nie. brak talentu i pracowitości – nie.
    więc co ?

    stawiam na to, co rózni obecną NBA od dawnej – czyli, na inteligencję trenerów i graczy. Nie da się wygrać serii playoffs bombardując rywala z daleka. trojka to taki element gry, który zawodzi pierwszy. Nie można zysków spodziewanych opierać na point guardzie, który będzie rzucał ciągle z daleka, a nawet na obu guards. Trzeba by mieć do tego naprawdę all time caliber obronę, która oldskulowemu rywalowi wyłączy półdystans, rozmaitośc zagrywek, wyeliminuje sposoby dostarczania piłek do markowych wysokich graczy i parę innych atutów.

    Nie mówiąc już o grze defensywnej, inteligencji obrony i taktycznej biegłości ówczesnych coachów i graczy. MOżna ofk wierzyć, ze świetne defensywne teamy 80s i 90s przegrałyby z dzisiejszymi bombardierami, ale taka kalkulacja musiałabyh być oparta na wierze, iż NBA jest dzisiaj “w szczytowym punkcie rozwoju”, co prawdą nie, a jedynie sloganem podanym na wiarę.

    Tak jak w lekkoatletyce mamy rekordy które od -dziesiuęciu lat są niepobite, mimo postepu sportowego, medycznego i regeneracyjnego, tak w NBA żaden postep nie naruszy hierarchii, tym badrziej takiej którą ustalają inne cechy niż motoryka. Mówię o inteligencji, myśleniu, decydowaniu, współpracy, mindset itd.

    jeśli najmniejsi gracze na parkiecie decydują o wydarzeniach w NBA, to na pewno jest to ciekawe, ale nie są to koniecznie zmiany na lepsze.

    warto też zauważyć,ze kiedy przychodzi do playoffs, to jednak tych centymetrów i pomysłów na grę zaczyna brakować większości z nich. Zawodzą w taki sposób w jaki Kareem, Shaq czy Karl Malone nie zawiedli nigdy. Nie mówiąc o pass first point guards.

    (9)
    • Array ( )

      “w NBA season 86-87 skutecznośc z gry wynosiła 48 %, przy 4,7 trójki/mecz. w obecnym 16-17 – 45,6 % przy 26,9/mecz.

      powyższy wynik dowodzi, że przez 30 lat gracze NBA rzucają za 3 sześc razy częsciej, ale jednocześnie skutecznośc całej ofensywy zdecydowanie zmalała”

      Jak ja uwielbiam Twoje statystyki i wnioski których nie umiem wyciągać.
      Czy 48% i 45,6% jest aż tak drastycznym spadkiem skuteczności całej ofensywy ?
      Przelicz jeszcze jak 5 trójek na mecz na skuteczności 48% ma się do 27 trojek na mecz przy skuteczności 45%. To jest przepaść !!!

      Powyższy wynik dowodzi kompletnie innych rzeczy niż te wnioski które wyciągnąłeś. 3% przy takiej ogromnej różnicy w ilości rzutów jest wręcz znikoma.
      A różnica w obniżeniu się skuteczności całej ofensywy wynika z tego co napisałeś dalej… Ale wciąż 4/10 za 3pkt jest lepsze niż 5/10 za 2pkt.

      Porównałeś 3 graczy lat 90 i każdy z innej drużyny. Dziś trener ma do dyspozycji 3/4 graczy takich jak tych Twoich trzech w jednym zespole. To też daje większe pole do popisu. Dziś można oprzeć grę na trojkach bo 70% ligi rzuca za trzy. Jak nie siedzi jednemu to rzuca inny. Kiedyś trenerzy nie mogli sobie na to pozwolić. Gdyby mogli na pewno tak by się stało.
      Za to kiedyś więcej było Big Manow e lidze więc i ciężar gry spoczywał na nich.
      Inteligencja nie ma tu nic do rzecz. Bo tak naprawdę zakres NBA jest większy niż kiedyś. Zakres obowiązków graczy jest o wiele większy niż kiedyś. To czy zwiększając obowiązki nie zwiększają się też kompetencje a co za tym idzie inteligencja również ? Kiedyś gracz PG First pass głównie szukał partnerów przeglądem parkietu i jak miał wolną przestrzeń to rzucał. Dziś PG nie dość że ma kreować akcje dla zespołu i rozdawać asysty to jeszcze musi umieć wykreować sam sobie pozycje do rzutu i jakby tego było mało jeszcze są zagrywki pod niego aby zespól mu te pozycje wykreował.
      Przykładem może być Rondo i dajmy na to Irving albo Curry.
      Nie przypominam sobie aby RR oprócz realizacji playbooka pod kolegów oraz kilku złamanych akcji kończonych improwizacją Boston miał w zanadrzu jakieś rozpisane zagrywki pod RR.
      Curry za to raz jest tym który realizuje zagrywkę a raz tym pod którego zagrywka jest grana.
      Więcej kompetencji musi mieć Curry niż RR czy Irving.
      I tak jest praktycznie z każdą pozycją.

      (0)
    • Array ( )
      wielmozny pan P 13 Luty, 2017 at 14:52

      @Ciuus

      2,4 % to wg ciebie mała róznica ?

      porównajmy to np. z róznicą Fg % między dzisiaj najskuteczniejszym, a najbardziej nieskutecznym zespołami ligi – wynosi ona 6,9 % [najlepszy 50,1 versus najgorszy 43,2].

      zatem ; 2,4 % to jakieś 35 % tej róznicy, a zatem – można by przełożyć w ten sposób, że to taka róznica jak między skutecznością najlepszej dziś ofensywnej drużyny, a skutecznością zespołu lokującego się w środku tej hierarchii, a nawet może pod koniec 2 dziesiątki.

      zatem – jest to różnica bardzo znaczna, zwłaszcza przy tak dużej próbce.

      “porownales 3 graczy lat 90”

      chodzi o Shaqa, Kareema i Malone’a ?

      “dzis kazdy trener ma do dyspozycji 3/4 graczy takich jak tych twoich trzech”

      to absurd :]
      powiem więcej : w lidze nie ma żadnego odpoowiednika powyższych zawodników.

      poza tym, ja wymieniłem tych włąsnie graczy nie bez kozery.
      są to/byli to zawodnicy wysocy, zwykle grający blisko kosza albo na krótkim półdystansie.
      napisałem o nich w kontekście problemów jakie ze skutecznością mają w playoffs gracze niscy, point guards, z dzisiejszej “złotej ery rozgrywających”.

      w tym szkopuł ; dawniej power F, Centers, pure point guards nie zawodzili w playoffs. dzisiejsza “złota era” zawodzi często bardzo srodze.

      “dzis mozna oprzec gre na trojkach. 70 % rzuca za trzy”

      możliwe.
      ale nie wszyscy tak samo skutecznie.
      średnia skutecznośc to jakieś 33-35 %, czyli wpada co trzeci rzut.

      “kiedys trenerzy nie mogli sobie na to pozwolic”

      serio ?
      weźmy ten sezon 86-87

      Lakersi, Celtowie, Mavericks… wszyscy rzucają za 3 punkty na poziomie albo powyzej dzisiejszej średniej % w NBA. twoim zdaniem, trenerzy nie widzieli tych 35-36 % z trójek i nie wpadli na to, ze “rzucajmy wiecej, to będziemy jeszcze lepsi” ?

      sądzisz, ze byli za mało bystrzy by tego wariantu nie rozwazać ?

      twoje porównanie point guards wtedy i dziś nie uwzględnia pewnej zmiennej : dzisiaj point guards nie muszą kreować tyle dla innych. Nie organizują ataku, bo zazwyczaj atak w zespołach NBA jest zorganizowany dość prowizorycznie i nie ma wiele wspólnego z organizacją ofensywnych systemów w dawnej NBA. To taka róznica jak mięszy partyturą Schumanna, a akordami zespołu Akcent :]

      asysty – owszem, ale asysty nie oznaczają organizacji gry, jest ona znacznie szerszym zakresem pojęć i zdecydowabnie bardziej zaawansowanej techniki i taktyki.

      “nie przypominam sobie zagrywek pod RR”

      i dobrze.
      jesli młody point guard ma w zespole Kevina garnetta, Paula Pierce’a i raya Allena, to musiałby mieć dodatkową piłkę albo dodatkową kwartę gry, zeby jeszcze na siebie trochę pograć.

      zapytam przewrotnie : czy wg ciebie, jakiś point guard z obecnej NBA umiałby organizować grę pod trzech znakomitych All Stars i umiałby zupełnie wyeliminować czynnik własnych ambicji ?

      to jest pytanie, prawda ?

      kto dziś w NBA by tak umiał ?
      dlatego tak mało jest klasowych zespołów, a tak duzo prowizorek, z których najpewniej nic nie będzie, bo wszyscy chcą rzucać, a nie ma nikogo kto by grę poukładał. Dlatego liczą się tylko Dubs i Cavs, gdzie są zawodnicy o mentalności dawnych “point [guards/\centres,/Fds], a nie dzisiejszych “point”. I to cała tajemnica.

      ludzie oceniają graczy pod kątem solowych umiejętności i statystyk.
      ja oceniam bardziej pod kątem przydatności i zdolności do budowania swietnych zespołów.

      o ile solowe umeijętności i statystyki bywają wybitne, o tyle ich właściciele mają spore braki w umiejętności tworzenia dobrych zespołów. BO dla tworzenia dobrych zespołóów potzreba paru bardzo dobrych graczy, którzy umieją swoje solowe umiejętności połaczyć dla dobra druzyny. To trudne.

      a Rajon Rondo… cóż,a on robił dla Bostonu to, co dziś np robi dla Dubs Draymond Green. rzuca mało, zagrywek na niego prawie nie ma, ale to on decyduje o grze, bo robi all this little dirty things dla 3 wybitnych scorerów.

      zatem : kompetencje są istotne, ale ujawnaiją się w rodzaju układanki. Curry może i realizuje zagrywki oraz przyczynia się do ich realizacji, ale w istocie jest to rzecz drugorzędna w taktyce zespołowej.

      zresztą, także i Rondo miał playoffs z zupełnie inną rola.
      np w 2010 NBA Playoffs oddawał aż o blisko 40 % więcej rzutów z gry niż w 2 lata wczesniej w sezonie mistrzowskim. W NBA FInals 2010 rzucał 15 razy na mecz.

      Celtics potrzebowali wtedy od niego większej ilości własnych rzutów i je oddawał, nie przestają skupiać się na organizacji ataku pod tercet Garnett-Pierce-Allen.

      zatem, jak mówiłem : wszystko zalezy od kompozycji systemu.

      nie twierdzę, ze point guards nie mogą łączyć wielu funkcji.
      rzecz polega na tym, że zmieniła się hierarchia i sposób realizacji tych połączeń, co niekoniecznie służy tworzeniu świetnych zespolów.

      (0)
  9. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe verdad
    Odpowiedz

    Dlatego zawsze jakiś dobry PG będzie poszkodowany w wyborze do all star#DameDolla. Zawsze znajdzie się jakiś lepszy lub popularniejszy. Brakuje dobrych SG. 🙁

    (0)

Gwiazdy Basketu