centered image

Poważny uraz PG-13, nieograniczony Dame Lillard, 8 punktów Indiany!

34

Dzień drugi NBA playoffs, czy jesteście zaskoczeni?

indiana pacers 74 boston celtics 84

Co? Pobili się i mecz przerwano po trzech kwartach? Nie. To po prostu NBA playoffs! Patrząc z perspektywy frywolnego, radosnego sezonu zasadniczego oba zespoły jakby jechały z zaciągniętym hamulcem ręcznym. Piękny, zespołowy start Indiany, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Potem wejście dobrze dysponowanego Marcusa Morrisa i wyrównanie gry. Sędziowie spartolili ten mecz. Najpierw dali grać, potem była faza gwizdków o byle co i znów odpuszczenie. No cóż, Boston lepiej zniósł wszelkie niespójności sędziowskie, bo skład mają znacznie głębszy. Indiana pozbawiona „pierwszej opcji” Victora Oladipo i tak cienko przędzie.

Kiedy więc najbardziej wszechstronny gracz, zawodnik klejący grę gości po obu stronach parkietu (Thaddeus Young) łapie trzeci faul przy czystym przechwycie, a następnie szansę na obronę odbiera się pierwszemu rozgrywającemu (Darren Collison)… osiem punktów zdobyte przez Pacers w trzeciej kwarcie przestaje dziwić. Obaj wymienieni panowie zagrali o kwartę mniej niż życzyłby sobie tego trener McMillan, a bez nich zespół po prostu nie potrafił zdobywać punktów. Wesley Matthews i Bojan Bogdanovic nie są kreatorami gry sensu stricte. Jeden jedyny Tyreke Evans to za mało, gość zaczął dobrze, ale później zgasł. Celtowie są do przodu choć zaliczyli 36% z gry oraz 20 strat!

detroit pistons 86 milwaukee bucks 121

Niestety, końcówka sezonu zbyt wiele kosztowała chore kolano Blake’a Griffina. Pozbawieni wsparcia swego najważniejszego zawodnika, Pistons jawią się jako najsłabsza ekipa w szesnastce i niejako zostali rzuceni Bucks na pożarcie. Deklasacja w każdym elemencie koszykarskiego rzemiosła. 38:18 po pierwszej ćwiartce. Żaden z kozaków nie zabawił na boisku dłużej niż dwie kwarty. Goście próbowali siłą zniechęcić Greek Freaka (24 punkty 17 zbiórek 4 asysty) przed wizytami w polu trzech sekund, ale ten nie zamierzał odpuszczać. Już do przerwy miał na koncie double-double, a wynik nie podlegał dyskusji. Najpierw faul Thona Makera sprawił, że wyrżnął głową w parkiet, potem sfrustrowany Andre Drummond pchnął Giannisa barkiem na glebę przez co został usunięty z parkietu.

utah jazz 90 houston rockets 122

Strategią ekipy z Salt Lake City na przestrzeni całego sezonu było nieprzesadne zajmowanie się najlepszym graczem w obozie przeciwnym. W myśl zasady: niech sobie największy kozak poszaleje bez podwójnego krycia i rozpruwania żył całej obrony, byle reszta była ogarnięta. Niech gra indywidualnie, koszykówka to gra zespołowa, brak rytmu i zbilansowania ostatecznie ich dojedzie.

No może i tak, ale w przypadku Jamesa Hardena, światowego mistrza gry izolacyjnej, która z matematycznego punktu widzenia jest skuteczniejsza niż najlepsze zespołowe ofensywy świata, w przypadku Houston Rockets, którzy zbudowani zostali z myślą bycia pomocnikami brodatego geniusza, takie podejście mija się z celem.

Harden robił co chciał w pierwszej połowie (17 punktów 7 asyst) a jego zespół osiągnął do przerwy 15 punktów prowadzenia. Próby obrony przeciwko niemu przybierały momentami kuriozalny charakter, za wszelką cenę starali się odebrać mu możliwość rzutu za trzy, nadziewać próbowali na Rudy’ego Goberta, niestety bez powodzenia. Facet jest po prostu za dobry: nie tylko rzuca, ale ma w arsenale zabójczy floater, wszystko widzi, potrafi przepięknie podać mając piłkę przy biodrze.

Nie pomogła także fatalna, 25 procentowa skuteczność zza łuku gości. Mecz dość prędko wymknął się rąk Jazz i teraz muszą zastanowić się czy wpuszczanie Hardena (29 punktów 10 asyst 8 zbiórek 3/3 FT) w pole trzech sekund jest dobrym pomysłem. Siedmiu graczy Houston z dwucyfrowym dorobkiem punktowym.

oklahoma city thunder 99 portland trailblazers 104

Portland pokazało klasę. Damian Lillard na dzień dobry odpalił trójkę i zanim się obejrzeliśmy gospodarze prowadzili blisko 20 punktami. Po pierwsze Paul George (26 punktów 10 zbiórek 4 przechwyty 4/15 zza łuku) nie jest sobą, gra z urazem barku i przykro patrzeć momentami jak cierpi.

Jeszcze parę dni temu nie byłem w ogóle w stanie unieść w górę ręki. Dziś rzucałem do kosza po raz pierwszy od ostatniego meczu z Houston [PG-13]

Po drugie z Westbrookiem (24 punkty 10 zbiórek 10 asyst) postępować zaczęli podobnie jak Utah z Hardenem, otwierają przed nim przestrzeń od 3 do 7 metra w promieniu obręczy. Problemem w tym wypadku jest brak floatera, wahanie, brak strzelców obwodowych i bezkarność wysokich graczy stających Russowi na drodze. W całym spotkaniu OKC zanotowało 5/33 zza łuku, a przecież odrobili straty i byli o włos od zwycięstwa. Wszystko dzięki defensywnemu charakterowi, energii, mobilności i przekazywaniu krycia. Wszystko wymęczone w Portland, asyst tyle, co kot napłakał. Tak się mówi prawda?

Na uwagę zasługuje Enes Kanter (20 punktów 18 zbiórek 8/15 z gry). Terry Stotts to pierwszy szkoleniowiec, który uczynił z Turka użyteczną postać w defensywie! Matchup z OKC mu sprzyja, daleko od obręczy chodzić nie musi i nie powinien, a za plecami ma dwójkę bardzo sprawnych, także intelektualnie skrzydłowych. Co nie zmienia faktu, że Kanter kipiał energią i pozostaje tylko gratulować, bo to sympatyczny, oddany dla drużyny gracz. Dame z CJ-em trafili dziś naprawdę wiele trudnych rzutów i zdaje się, że nie mogą dłużej pozostawiać Lillarda samego nawet na dziewiątym metrze, bo po prostu stamtąd rzuca i trafia.

Dobrego dnia wszystkim!

Ostatnie Wpisy

34 comments

    • Array ( )

      Okc nadal jest faworytem. Portland grało świetnie, trafienia z 9 metra, w sumie 45% za 3, Kanter rewela, 9 bloków sprzedali – Oklahoma fatalny początek, 15% za 3, ławka słabo a mimo to mecz do końca na styku. Gdyby nie Lillard i perfekcyjne wolne to Thunder wyciągnęli by ten mecz.

      (36)
    • Array ( [0] => administrator )
      Zdjęcie profilowe admin

      zapomniałem. dziś profitów brak: wyautowany Thaddeus Young grał za krótko by pokryć over zbiórek, kryzys Indiany sprawił że nie pokryli handicapu +8,5 na szczęście Portland i Houston weszło na spokojnie.

      (0)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Stara prawda PO – nie zawsze wygrywa lepszy zespół, ale ten który zachowa więcej sił i zdrowia w 7 meczowej serii. Tak było wiele razy z drużynami CP3 – który odpadał zdrowotnie i zespół nie dawał rady postawić kropki nad i. Podniebnie będzie i w rywalizacji OKC i Blazers. Oba zespoły mają braki spowodowane kontuzjami, co przenosi część obciążeń na pozostałych graczy. Kto zachowa więcej sił i zdrowia wygra tą chyba najbardziej wyrównaną parę.

    (16)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Zamienić Lillarda z Lowrym i Toronto mogło by powalczyć z Bucks A tak to zapomnij.
    Już wolałbym D Rose’a, który do All Star się nie załapał…

    (6)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    Dziwnie wygląda ta obrona Rubio
    Robi wrażenie to, z jaką dyscypliną cały zespół Jazz próbuje w tej akcji wykonywać polecenia trenera
    Pomysł wydaje się jednak troszkę szalony

    (16)
    • Array ( )

      Niby pilnuje lewej strony Hardena ale chyba zapomniał że jest 2 metry za nim i nic nie pilnuje.

      (11)
    • Array ( )

      Tak samo w sezonie zasadniczym w ostatnim meczu bronili Bucks. W przypadku jak Hill krył Hardena to była lipa. Bledsoe natomiast robił super robotę i groził cały czas blokiem z tylu i Broda wydawał się zagubiony.

      (3)
    • Array ( [0] => subscriber )
      Zdjęcie profilowe Sir Nick

      Pomysł jest dobry tylko to jednak ma być z boku a nie z tyłu. Oczywiście broda i tak zdobędzie trochę punktów ale chodzi o to żeby miał trudniej i na niższym procencie. Zobacz gifa – problemem była zbiórka później a nie celny rzut brody.
      Poza tym Bucks lepiej to drużynowo ogarniali.
      Myślę że w tej serii jeszcze to Jazz ogarnie i będzie golibroda.

      (4)
    • Array ( )

      Tylko, że Houston miało aż jedną zbiórkę ofensywną więcej w tym meczu (8 vs. 7). Nie oglądałem tego spotkania i nie będę oceniał tego co robił Rubio przez pryzmat jednego Gifa. Mogę tylko powiedzieć, że broni na nim dokładnie tak jak czynił to Bledsoe – tylko Eric w porównaniu do Rubio skacze i trochę ciężko rzucać floatera jak ma się kogoś za plecami kto nie jest zgubiony kozłem bo zawsze stał za tobą. Tak jak piszecie – czyli z boku i trochę z przodu krył Hardena George Hill – nie przynosiło to żadnego pozytywnego efektu dla Bucks.

      (1)
    • Array ( )

      po prostu odcina hardena od step back 3, dodatkowo otwierając mu drogę do Goberta od prawej (słabszej) strony. Jak inaczej ma to wyglądać?

      (2)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Te tróje Lillarda z dziewiątego metra przypomniały mi jak OKC grali z Warriors w finałach konferencji. To właśnie bodajże wtedy Curry się niesamowicie odpalił i na sam koniec serii wcisnął jedną z takich trójek.

    (1)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Wiem, że zostanę zminusowany, ale: drogi adminie skoro sięgasz po drogą mi łacinę: w ścisłym sensie to sensu stricto, a nie sensu stricte. Stricte (ściśle ) można użyć osobno w tym samym znaczeniu co sensu stricto, bo to przysłówek. Bardzo Cię też proszę jako filolog, żebyś przemyślał użycie imiesłowu przysłówkowego współczesnego. Poza tym naprawdę chwała ci za twoją dobrą robotę. Już kończę pieprzyć o korekcie. Moriturus te salutat.

    (53)
  6. Array ( )
    Odpowiedz

    Tyle ognia i entuzjazmu, co w oczach Russa i PG, widziałem ostatnio na kronikach wojennych dokumentujących odwrót Wehrmachtu z Rosji.
    W pogoni za forsą liga przerabia zawodników na wysoko wynagradzane, ale jednak woły robocze. Dowody?
    5 meczów w 7 dni i ledwie 3 dni przerwy między końcem RS a początkiem PO.
    A potem szkoda patrzeć na ten szpital snujący się po parkiecie.

    (6)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Niektórzy trochę przesadzaja, że George odmieniłby ten mecz. CJ zagral na niskim procencie 38 % z gry, przy 33 % PG. Plus wgl nie punktowal Harkless (w obronie najlepszy), więc nie rozumiem tego optymizmu, co niektórych fanów OKC

    (2)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Wybaczcie, ale gra Portland w tym meczu to była porażka i mówię to jako fan tego zespołu. Gdyby Oklahoma trafiała z czystych pozycji, to niestety, ale byłoby +18 nie dla Blazera, a dla OKC. Pomimo fajnej przewagi i ewidentnego „wejścia w mecz” roztrwonili przewagę w głupi nieprzemyślany sposób. Momentami totalnie głupie decyzje rzutowe bez szans na zbiórkę, bądź spowolnienie kontry, podania nie wiadomo do kogo i trochę brak agresji w porównaniu do Oklahomy, nie wspominając o licznych zbiórkach w ataku i braku zastawienia. Ogólnie Westbrook ma opinię jeźdźca bez głowy, a to Portland grało dokładnie w taki sposób. Podsumowaniem tego wszystkiego był rzut CJ’a, 15 sekund do końca akcji przewaga około 10 punktów, a ten rzuca z ziemi, bez zbiórki, akcja się kończy (na szczęście dla nich) niecelnym rzutem za 3 George’a z czystej pozycji. W następnym meczu te rzuty będą wpadać OKC i mówię to z przykrością, z takimi decyzjami boiskowym Portland przegra. Trzymam kciuki za przeanalizowanie spotkania i zmniejszenie ilości głupich błędów i wariackich decyzji.

    (8)
  9. Array ( )
    Marian Paździoch syn Józefa 15 Kwiecień, 2019 at 19:09
    Odpowiedz

    Przez to badziewne sędziowanie obrona przeciwko Hardenowi wygląda jaka jakaś komedia. Każdy w obawie przed udawanymi faulami z kapelusza odpuszcza żeby się nie wyeliminować w połowie meczu.

    (3)

Gwiazdy Basketu