fbpx

Pożegnania i powroty utalentowanego Christiana Wooda, przyszłej gwiazdy NBA

19

25 czerwca 2015 roku. Wieczór, który miał być wyjątkowy dla sześćdziesięciu młodych chłopaków, którzy od dziecka chcieli być jak Mike. Jak Kobe. Jak Shaq. Jak Duncan. Ubrany w grafitowy garnitur i sportowe buty Christian Wood nie różnił się niczym od reszty tych przerośniętych młodzieńców. Patrząc na komisarza Silvera wyczytującego zza pulpitu kolejne nazwiska czekał na swoją kolej. Niespokojny, zestresowany i trzęsący się jak osika. Jeszcze kilka tygodni wcześniej mówiono o nim jako o graczu z końcówki pierwszej rundy draftu, lecz przez ostatnie tygodnie zanotował delikatny spadek wartości swoich akcji. Spekulanci ze środowiska NBA zaczęli mówić, że jest “przereklamowany”.

Skąd pojawiły się te głosy? W swoim drugim sezonie na UNLV zanotował przecież niebywały skok we wszystkich kategoriach statystycznych. Na pierwszym roku, grając za plecami m.in. Khema Bircha (obecnie zawodnik Orlando Magic) wchodził na parkiet z ławki, jednak gdy dwóch podstawowych podkoszowych jego ekipy zgłosiło się do draftu – nadszedł jego czas. Christian Wood pokazał, że jest good, hehe. Skok o ponad 11 punktów 5.5 zbiórek i prawie dwa bloki na mecz w średnich drugiego sezonu nie pozostał niezauważony przez skautów. Taki progres zawsze gra na korzyść zawodnika.

Undrafted

Dlatego właśnie postanowił zgłosić się do draftu NBA. Eksperci zwracali uwagę na to, że w jest dobry przede wszystkim w… no właśnie. We wszystkim. Młody podkoszowy był bardzo osobliwym przypadkiem gracza, u którego analizy mocnych i słabych stron w zasadzie mówiły o tych samych atrybutach, lecz w innej narracji. Świetne warunki fizyczne (208 cm wzrostu, 221 cm rozpiętości ramion, 283 cm zasięgu pionowego stojąc) jednak “za słaby fizycznie” na NBA. Kompletny zestaw ofensywnych zdolności, jednak mimo to wciąż zbyt surowy po tej stronie parkietu. Obiecujący i solidny obrońca, jednak czasem zbyt naiwny i generalnie może jednak przereklamowany.

Bardzo ciężko było obiektywnie ocenić Wooda. Fani talentu zawodnika zarzekali się, że dzięki swym warunkom fizycznym oraz braku większych słabości może być gwiazdą. Malkontenci natomiast zwracali uwagę na rzekomą niedojrzałość emocjonalną gracza, która miała mu przeszkodzić w rozwoju dostrzeganego z każdej strony potencjału. Tough call. Przed draftem Christian zaczął więc jawić się włodarzom klubów NBA jako inwestycja obciążona dużym ryzykiem.

Bliski palpitacji serca młodzian mógł jednak już tylko siedzieć i czekać na to, czy usłyszy swoje nazwisko padające z ust komisarza. W sumie to bardziej czekał na to KIEDY to się stanie, a nie CZY w ogóle. Przecież tak spodobał się Memphis Grizzlies i Phoenix Suns! Znajdując się w gronie najbliższych w hotelu Caesars – obok matki, trenera uczelnianego, menedżera, siostry i siostrzeńca – z każdą chwilą czuł coraz większe napięcie. Gdy z 39. numerem wybrany został Juan Vaulet, Christian Wood zaczął panikować. Jednak wciąż czekał i uspokajał przyjaciół na Twitterze. Niestety, nie doczekał się.

Gdy skończono odczytywać nazwiska Christian chciał jak najszybciej opuścić to wytworne miejsce, w którym miała rozegrać się akcja jednego z najlepszych dni jego życia. W pewnym momencie przerwał swój pęd do wyjścia, usiadł i najzwyczajniej w świecie zalał się łzami.

Przepraszam mamo. Jestem porażką.

I wtedy, jak w każdej historii tego typu, padły słowa, które kupiły w umyśle gracza bardzo atrakcyjne lokum w samym centrum. Słowa, które są jego motorem napędowym dziś, po prawie pięciu latach od feralnej nocy:

Nie jesteś porażką. Bycie niewybranym w drafcie NBA nie sprawia, że nią jesteś. Bóg ma swój plan dla Ciebie. Unieś czoło i wytrzyj łzy, bo teraz będziesz wciąż dążył do celu i wszystko się ułoży.

11 marca 2020 roku. Na arenę Wells Fargo Center, gdzie mierzą się ze sobą ekipy 76ers i Pistons, dociera informacja o zawieszeniu rozgrywek ligi NBA. Dla 24-letniego Christiana Wooda moment nie mógł być gorszy – właśnie ustanowił rekord: 32 punkty przeciwko czołowej obronie ligi (a może i najlepszej jeśli mówimy o Sixers w meczach przed własną publicznością). Po tym jak Andre Drummonda posłano do Cleveland, Christian wchodził na elitarny poziom, którego utrzymanie bez wątpienia zapewniłoby mu sowity kontrakt w lipcu, pierwszy poważny kontrakt w jego karierze. Ligowi analitycy nie szczędzili mu pochwał w ostatnich tygodniach, a jego trener Dwayne Casey wydawał się wprost zachwycony postawą swojego podopiecznego:

Jego warunki fizyczne i atletyzm robią różnicę na parkiecie. Jest dla nas powiewem świeżości, potrafi zrobić coś z niczego [Casey]

Pożegnania i powroty

Jednak ostatnie 5 lat nie rozpieszczało Wooda. Po feralnym drafcie 2015 roku znalazł wprawdzie drogę do NBA, lecz były to raczej epizody spędzone na końcach ławki rezerwowych. Jak inaczej określić tyłkiem grzanie krzesełek w tankującej Philadelphii 76ers?

Ci nie byli zbyt łaskami dla naszego bohatera. Najpierw postanowili zrobić miejsce w składzie dla szykującego się na emeryturę Eltona Branda, potencjalnego mentora dla młodych podkoszowych (Embiida, Okafora i Noela) i to właśnie chudy dzieciak Wood musiał pakować walizki. Zanim to jednak nastąpiło spełnił swoje marzenie z dzieciństwa:

Grałem bardzo dobrze przeciw Golden State i nagle w trakcie meczu spojrzałem w prawo, a tam stał Kevin Durant. Kevin Durant, który przyglądał mi się z zainteresowaniem. Mój idol z dzieciństwa. Pomyślałem wtedy – o ja cię, stoję obok Duranta!

Wood co prawda pozostawał “w kręgu zainteresowań” Sixers, reprezentując barwy Delaware 87ers, ale wielkich szans na przebicie się do składu głównego zespołu nie miał. Pierwsza okazja pojawiła się wraz z odejściem JaKarra Sampsona. Niestety Sixers zmienili zdanie i zamienili Wooda na Sonny’ego Weemsa zwolnionego właśnie z Phoenix. Następnie, gdy ten doznał kontuzji znów Christiana przywołali. Istny rollercoaster. W kolejnym drafcie wyciągnęli Bena Simmonsa i mimo bycia najlepszym obok Simmonsa graczem Sixers podczas ligi letniej Wood musiał ostatecznie poszukać innego pracodawcy.

Na horyzoncie zamajaczyli Charlotte Hornets, ale tutaj czekała Wooda powtórka z rozrywki – bycie gwiazdą D-League i świńskie ogonki w NBA. Po kolejnym sezonie pełnym rozczarowań wciąż pamiętający swoją porażkę z 2015 roku Christian zaczął mieć coraz poważniejsze wątpliwości odnośnie swojej ligowej przynależności. NBA właśnie postanowiła pokazać mu po raz kolejny, że w niego nie wierzy – żadna ekipa nie zaoferowała mu kontraktu na sezon 2017/2018. Ciężko było mu się z tym pogodzić, ale zacisnął zęby i wrócił do Delaware 87ers na cały sezon.

Będę pracował i wszystko się ułoży. Bardzo chciałbym być wybrany w pierwszej rundzie i mieć łatwiejszą drogę, ale nic nie dzieje się bez przyczyny. Więc po prostu skupiam się teraz na tym, co dalej.

Hard times

Jak zapowiedział, tak zrobił. Wybór do drugiego składu G-League w 2018 roku, średnie na poziomie 23/10/2 musiały zwrócić uwagę skautów. Jednak i tym razem nic z tego nie wyszło, zamiast kolejny raz błąkać się po zapleczu NBA chciał grać! Wspólnie z agentem postanowili, że wyjedzie do Chin, zainteresowanie zgłosili Fujian Sturgeons chcący wypełnić ostatnie miejsce w składzie. Zmotywowany i pewny, że nadchodzi jego czas Wood przybył do Państwa Środka, gdzie usłyszał, że wolne miejsce w drużynie wypełni jednak Mike Harris, a nie on…

Chris wrócił więc z podkulonym ogonem do ojczyzny, gdzie czekał na niego niegwarantowany, minimalny kontrakt od rosnących w siłę Milwaukee Bucks. Tutaj także miał wspierać rezerwy w G-League i cierpliwie czekać na swoją kolej. Stała śpiewka: przebłyski potencjału mimo bardzo ograniczonego czasu gry w pierwszej drużynie oraz zachwyty w G-League (29/10/2). A potem, gdy kontuzji uległ Malcolm Brogdon i trzeba było ściągać playmakera, Bucks postawili na Tima Fraziera, który zasilił ekipę kosztem… sami wiecie kogo.

Christian nie pozostał jednak długo bez pracy. W świetle kontuzji Nicoli Mirotica oraz afery związanej z niedoszłym transferem Anthony’ego Davisa, uwagę na Wooda zwrócili New Orleans Pelicans. Alvin Gentry bardzo pozytywnie się na jego temat wypowiadał twierdząc, że młodemu brakuje po prostu czasu na boiskach NBA. Efekt? Osiem meczów po prawie 24 minuty i statystyki na poziomie 17 punktów, 6 zbiórek i jednego bloku na mecz! W końcu dostał prawdziwą szansę, by się pokazać i szansę tę wykorzystał.

Motor City

Mimo to Pelicans postanowili pożegnać zawodnika po sezonie, co bardzo szybko wykorzystali Detroit Pistons. Efekty tego mogliśmy oglądać przede wszystkim w ostatnich tygodniach. Warto jednak wcisnąć tu przycisk STOP i zastanowić się, dlaczego tak wiele drużyn żegnało tego chłopaka z uporem maniaka (ależ rymy!) przez ostatnie lata. Przecież nikt nie odmawiał mu talentu i powszechnie uznawanym faktem było to, że młody ma potencjał. Co więc sprawiało, że otrzymywał tak mało czasu na parkiecie i finalnie każda ekipa rezygnowała z jego usług?

Mówi się, że Wood to center nowej generacji. Rozciąga grę, sprawnie obchodzi się z piłką, jest szybszy i dłuższy niż przewidział ustawodawca, nie stroni od kontaktu, jest niesamowicie efektywny (62% eFG) i bardzo solidnie radzi sobie w obronie, zarówno pod koszem jak i na obwodzie.

Gram w Detroit, więc muszę gryźć parkiet i będę to robił za każdym razem.

Wciąż brakuje mu siły do walki z takimi graczami jak Adams, Embiid czy Gobert, ale nadrabia to długimi łapskami i nieustępliwością. Efekt? 32 punkty przeciw Embiidowi i 30 punktów przeciwko Gobertowi, jeden i drugi za nim nie nadążał. Wood świetnie odnajduje się w pick andk rollu, bardzo szybko lokalizuje puste pole pod koszem. Czuje też tempo i wie jak się zastawić by wykończyć akcję efektownym wsadem.

Pamiętam, że podpatrując jego grę w Milwaukee podczas krótkiego epizodu z poprzedniego sezonu wielokrotnie zastanawiałem się “dlaczego, nie dają mu więcej minut?”. Warto wrócić myślami do raportów skautów sprzed draftu 2015: “niedojrzały emocjonalnie” “zbyt łatwo ulegający emocjom” “zbyt samolubny” “nie szuka kolegów na parkiecie” “czy ma dość motywacji by zrealizować swój potencjał?”… czy trudny charakter i umiłowanie do bycia w centrum uwagi były czynnikami, które tak bardzo utrudniły zawodnikowi przebicie się w NBA? Na ten moment możemy tylko gdybać.

Pewnym jest natomiast, że na brak ofert po sezonie narzekać nie powinien. Oto spełnia się jego wielkie marzenie, które ciągnie się za nim od samego początku, gdy będąca z nim w ciąży matka stwierdziła proroczo:

Będzie na pewno bardzo wysoki, przystojny i będzie graczem NBA!

Cóż, nie wiem, czy jest przystojny, ale wysoki jak tyka był od najmłodszych lat, wyglądając wręcz komicznie na tle rówieśników. Można powiedzieć, że przepowiednia matki spełniła się. Christian mimo ostatnio zdiagnozowanego zarażenia wirusem SARS-CoV-2 będzie mógł najprawdopodobniej zaliczyć rok 2020 do szczęśliwych. Notowane po All-Star Game średnie 24 punktów 9.6 zbiórek 1.9 asyst 1 przechwytu i 1 bloki na skuteczności 76% z wolnych 39% zza łuku i 57% z gry to statystyki częściowo wymuszone tym, że w barwach Detroit po prostu brakuje teraz talentu, ale nie zmienia to faktu, że przed Chrisem Woodem maluje się coraz bardziej kolorowa przyszłość.

Życzę mu więc zdrowia i tłustego kontraktu, choćby i od Pistons!

[Mateusz F]

Ostatnie Wpisy

19 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Widziałem jeden mecz Wooda gdy grał przeciw Embiidowi i od razu zwróciły moją uwagę jego ciągłe podśmiechujki, choć przegrywali wysoko z 76ers. Pomyślałem, że fajne statsy kręci ostatnio ale mentalności zwycięzcy u niego nie widzę. Co prawda to jeden mecz ale wrażenie pozostawił dla mnie średnie. To jest jego 5 minut. Sowity kontrakt dla takiego niesprawdzonego i jak na razie przereklamowanego gracza może być strzałem w stopę jak np. w przypadku Hassana Whitesida.

    Jestem fanem gwiazd, które coś znaczą w tej lidze. Lebron czy Kobe często podkreślali że bardzo ważną częścią gry jest mental i praca nad tą sferą by poprawić grę. Oczywiście bez odpowiednich, wybitnych predestynacji sukcesu się nie osiągnie. Wood jak dla mnie nie będzie gwiazdą. Do Siakama nie ma podjazdu. Za wysokie progi.

    Tak czytam od dłuższego czasu te arty dodatkowe i stwierdzam, że jednak zbyt dużo jest artykułów o mało znaczących graczach, którzy bądź co bądź są nikim w lidze albo tzw. planktonem.
    Wolałbym dłuższe artykuły o gwiazdach ligi. Z pewnością udzielają wielu interesujących wywiadów, z których można się ciekawych rzeczy dowiedzieć o ich życiu i jak osiągnęli sukces.

    (-14)
    • Array ( )

      Co za ignorancja, wow. Wood ma duży potencjał, jeszcze się kolego zdziwisz. 😉

      (8)
    • Array ( )

      To nie ignorancja tylko treźwe patrzenie na sytuację.
      Autor tekstu w podsumowaniu napisał najciekawszą rzecz określającą zawodnika: “niedojrzały emocjonalnie” “zbyt łatwo ulegający emocjom” “zbyt samolubny” “nie szuka kolegów na parkiecie”
      wielu było atletów stawianych w roli przyszłych herosów ale “głowa” nie szła w parze z możliwościami fizycznymi.
      wg mnie z Woodem będzie podobnie,
      ma swoje 5 minut w zdewastowanych Pistons i tyle.

      (-3)
    • Array ( )

      Bo może, że Joy taki świetny obrońca i w ogóle najlepszy gracz na swojej pozycji a gościu ktory nie został wybrany w drafcie włóczył się po końcówkach drużyn objeżdża go sobie niemiłosiernie. A jaką można mieć mentalność w Pistons widząc co tam sie odpier….

      (0)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Fajny art,.życzę mu by był gwiazdą na poziomie Duranta. Lubię takie historie dużo bardziej cenię takich graczy niż gwiazdeczki z pierwszej piątki.

    (9)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    RED-fajtycznie o lebronie bylo tak malo napisane na tej stronie ze koniecznie potrzebny jest kolejny art…ale z ciebie ignorant…ta liga to nie tylko gwiazdy ale rowniez zadoniowcy…nikt nie znajduje sie tam przypadkiem…a tzw plankton w innych ligach odgrywalby duzo wieksza role

    (17)
    • Array ( )

      Ja nie mówiłem, że chcę więcej tekstów o Lebronie. Jest wiele gwiazd, którym można poświęcić trochę więcej uwagi.

      (-3)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Po ASG ma średnie na poziomie prawie double-double na kończącym się kontrakcie.
    Ja bym na jego miejscu brał tylko maksa – trzeba znać swoją wartość w lidze.

    (-3)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Znaczy generalnie, to jest to bardzo perspektywiczny grajek. Ma fantastyczne możliwośći fizyczne/atletycznie. Znaczy, jeżeli skauci faktycznie myśleli, że “niedojrzały emocjonalnie” “zbyt łatwo ulegający emocjom” “zbyt samolubny” “nie szuka kolegów na parkiecie” -> to co ś musi być na rzeczy. Nie żebym hejtował od razu, Chris ma potencjał na bardzo znaczącą postać w lidze, ale musi podciągnąć mental

    (2)

Gwiazdy Basketu