Red Auerbach, czyli kilka twarzy geniusza

25

Dziś słów kilka o facecie, który własnymi rękoma zbudował największą dynastię mistrzowską w dziejach NBA. Wiecie co jest najlepsze, mimo iż działał pół wieku temu, jego metody do dziś wyznaczają standardy modelowego zarządzania klubem. Arnold Jacob Auerbach, szerzej znany jako “Red” wyniósł NBA na nowy poziom, wielu uważa go za najwybitniejszego trenera w dziejach. Jego opowieść zaczniemy w… Polsce, a dokładniej w samym centrum Krakowa, w Grand Hotelu przy ul. Sławkowskiej, 53 lata temu. Dlaczego właśnie tam? Zapraszam do lektury!

Może na początek krótki rys geopolityczny: Zimna Wojna trwała w najlepsze, świat rozpamiętuje świeży jeszcze Kryzys kubański, kiedy nieomal nie doszło do wybuchu III Wojny Światowej. W samych Stanach też nieciekawie, parę miesięcy wcześniej zabito prezydenta Kennedy’ego, którego na stanowisku zastąpił niejaki Lyndon B. Johnson. No i właśnie sztab świeżo zaprzysiężonego wodza wpada na szatański pomysł. W jaki sposób najdobitniej pokazać swą wyższość nad komunistycznym wrogiem bez odpalania bomb? Pokonać go na boisku sportowym. Dobra, a teraz znajdźcie mi odpowiedniego człowieka do tego zadania!

Pokazać komuchom jak się gra

USA wysyła “Reda” i drużynę gwiazd NBA (w składzie są m.in. Oscar Robertson, Bill Russell i Tommy Heinsohn) by pokazać komuchom jak gra się w kosza. W 1964 roku ekipa ląduje w Polsce. Nasi, z pierwszym sekretarzem i resztą dygnitarzy wietrzą okazję by pokazać zachodowi, że u nas tak naprawdę nie ma żadnej komuny ani zwierzchnictwa ZSRR, a Polska to kraj mlekiem i miodem płynący!

Obywatele gryzą ściany, ale amerykańskich koszykarzy władza wita po królewsku. Wszystko co najlepsze dla naszych gości. Ci zachwyceni są zwłaszcza zabytkami i lokalami Krakowa, gdzie kwitnie życie nocne i można nawet posłuchać jazzu. Co nie zmienia faktu, że gdy tylko “Red” z ekipą ruszają w miasto, śledzą ich polskie i rosyjskie służby bezpieczeństwa. Takie to był czasy.

Pewnego ranka, będący na delikatnym kacu Tommy Heinsohn słyszy pukanie do swego pokoju hotelowego. W jednym momencie schodzi z niego cały alkohol, to agenci KGB, którzy łamaną angielszczyzną z wyraźnym, radzieckim akcentem każą mu wziąć paszport i iść z nimi. Kilka budynków dalej wprowadzono do ciemnego pomieszczenia…

Przez głowę koszykarza Celtics przebiega milion myśli. Czy wróci do Stanów? A może chcą go zwerbować na agenta ZSRR? Siedzi sam, czas mija, w końcu nie wytrzymuje i wybiega na ulicę. Ku jego zaskoczeniu czeka na niego jedynie… Auerbach. Śmieje się do rozpuku paląc swe słynne cygaro. Taki żarcik ze strony trenera, jak się okazuje, w roli “agentów” KGB wystąpiło dwóch polskich trenerów, którym Red przysmarował parę dolarów do łapy. Heinsohn wspominał później, że tak, jak w Krakowie nie spocił się nigdy choć w NBA grał prawie dekadę.

Psycholog i przyjaciel

Osiągnięć Auerbacha nie zamierzam przywoływać (9x mistrz trenerski, 7x mistrz w roli szefa klubu) odpalcie sobie wikipedię.  Po raz pierwszy Celtów objął w 1950 roku. Jak podkreśla większość komentatorów i znawców NBA, “Red” był prekursorem psychologicznego podejścia do zawodników. Potrafił złapać z nimi nić porozumienia, tak jak przez głupie żarty z Heinsohnem (którego traktował jak członka rodziny) ale potrafił także ustawić ich w kilku prostych żołnierskich słowach. Wszystko zależało od okoliczności.

Świetnie czytał i godził ze sobą charaktery, stąd porównania do Phila Jacksona. Potrafił być głośny i bojowy, ale także bardzo opanowany i stonowany. Zawodników zjednywał zaangażowaniem w pracę, w ich osobę. Mimo, iż kreowano go na tyrana, nie zawsze był typem szkoleniowca autokraty, który nie słucha nikogo i niczego. Otwarty na sugestie odnośnie zagrywek i strategii, bardzo doceniał opinię swoich graczy. Miał także jedną świętą zasadę: nigdy, przenigdy nie krzyczał na zespół po przegranym spotkaniu. Uważał, że sam fakt porażki jest dla nich wystarczającym ciosem.

Bill

Dwunasty mecz sezonu 1956/57, debiutancka kampania Bill Russella, znacie? Młody środkowy wyraźnie traci nerwy widząc jak gwiazdy klubu Bob Cousy i Bill Sharman zajmują jego miejsce pod koszem próbując grać “post up”. Auerbach bierze czas, gracze zwyczajowo stają dookoła tylko Russell siada na ławce, z dala od reszty.

Redowi gotuje się czajnik, ale trzyma wodze fantazji. Patrzy na swego centra i pyta dlaczego siedzi z tyłu. Zdegustowany Bill burczy, że wszyscy próbują dziś grać na centrze… i nie potrzebuje stać z nimi w kółku by wiedzieć, że ma im zejść z drogi. Auerbach myśli, po czym mówi do chłopaków, że jeśli któryś jeszcze raz zajmie Billowi miejsce pod koszem to ręce z tyłka powyrywa.

Russell robi wielkie oczy. Od dziecka chorobliwie nienawidzi wszelkiej władzy zwierzchniej nad sobą, zwłaszcza w postaci białego trenera (koszykarz aktywnie walczył z segregacją rasową). Teraz nie wie co powiedzieć. W jednym momencie wychodzi cały geniusz Reda, już go ma. Już go sobie zjednał. Od tego czasu Bill staje się najważniejszym klockiem w układance trenera Celtów. Pójdzie za nim gdzie trzeba. Ich przyjaźń trwała równe 50 lat, aż do śmierci “Reda” w 2006 roku.

Respect

Jaka była recepta na przyjaźń dwumetrowego Afroamerykanina z synem żydowskiego imigranta z Białorusi? Szacunek. Obaj byli niesamowicie uparci i chorobliwie strzegli swej prywatności, ale szanowali swe zasady.

Za wiele to o sobie nie wiedzieliśmy. Nie znałem jego sympatii politycznych. Nie interesowało mnie czy on chodzi do synagogi, a on nie wiedział czy ja chodzę do kościoła. Dla ludzi było to  dziwne, nam to pasowało [Russell]

Po latach siadaliśmy w hali Celtów tak, by jeden siedział za drugim, poziom wyżej lub niżej, ale zawsze w jednej linii. Uwielbiałem z nim rozmawiać, ale żaden z nas nie chciał tracić meczu i odwracać ciągle głowy na boki. Miałem poczucie, że moja obecność uspokajała go, czuł się przy mnie bezpieczny. Czułem, że w jakiś sposób go chroniłem, tak jak wcześniej broniłem kosza na parkiecie.

Rewolucjonista

Myśląc o Auerbachu przypomina mi się pewna historia z udziałem Arsene’a Wengera, trenera Arsenalu Londyn. Francuski szkoleniowiec jako pierwszy w historii wystawił kiedyś jedenastkę “Kanonierów” w której nie było ani jednego Anglika. Prasa w Anglii pisała, że to “policzek dla rodzimej kultury”, “śmierć angielskiej piłki” itp. Podobnie było w 1964 roku z Redem, który jako pierwszy zdecydował się by w meczu NBA wystawić na parkiet piątkę złożoną wyłącznie z czarnoskórych graczy. Zwolennicy segregacji rasowej grzmieli, że to “cios wymierzony prosto w serce kultury WASP” (White Anglo-Saxon Protestant) której główną siedzibą w USA jest… Nowa Anglia. Nie musimy dodawać, gdzie leży Boston?

Auerbach pozostał nieugięty. Sam był synem żydowskiego imigranta z Mińska oraz obywatelki USA, doskonale rozumiał co to znaczy stać w opozycji do istniejącego ładu. Bez oglądania się na boki przełamywał wszelkie granice: jako pierwszy w historii wybrał czarnoskórego gracza w drafcie (Chuck Cooper w 1950) oraz już jako prezydent Celtów mianował mianował czarnoskórego Russella pierwszym w historii szkoleniowcem NBA. Połowa Ameryki kochała go, druga połowa przeklinała. Chuck Cooper wspominał, że nie grało mu się łatwo w “białej NBA”. Przy czym poblemem nie byli gracze, nawykli do spotkań z ludźmi o innym kolorze skóry, ale kibice. To oni używali sobie w najlepsze, lżąc wszystkich wkoło.

CZYTAJ DALEJ >>

1 2

Ostatnie Wpisy

25 comments

  1. Array ( )
    Odpowiedz

    “Redowi gotuje się czajnik, ale trzyma wodze fantazji.” Chyba nerwy na wodzy. Swietny art ale to i rece z pupy to takie kwiatki ze oczy bola.

    (-17)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Przepraszam, muszę zaprotestować. Rok 1964 – “obywatele gryzą ściany”??? To akurat okres tzw. odwilży Gomułki i “małej stabilizacji”. PRL buduje na potęgę (1000 szkół na 1000-lecie), ludzie dostają mieszkania w blokach i talony na auta, kryzys polityczny ’68 dopiero nadejdzie.

    (31)
  3. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe Szawel
    Odpowiedz

    Świetny artykuł, bardzo dobrze się czyta, lekkie pióro autora ! Kuba , myślałeś może o jakiejś książce na temat kosza w przyszłości?

    (4)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Warto dodać, że Red sadzał za ławką gości facetów, którzy palili cygara przez cały mecz, żeby zadymić zawodników.

    (5)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Artykuł super. Jako że wychowałem się na koszu lat 90tych chętnie poczytalbym o gościach z tamtego okresu. Może na początek… Rik Smits?

    (2)
  6. Array ( [0] => subscriber )
    Zdjęcie profilowe TrenerNothingButNet
    Odpowiedz

    Red to wybitny trener bez dwóch zdań. Tworzenie chemii w drużynie wsparcia, zaufania to klucz do sukcesu zbudowany na mocnych fundamentach. Tak jak Kuba napisał drużyna Bostonu różniła się tym od ekipy LA która jak wiemy w 2004 z Detroit nie istniała, nie przez to że byli gorsi sportowo ale słabsi jako drużyna która się nie wspierała. Kiedyś też czytałem jakie miał zaufanie do swoich zawodników w 1 mecz Bird miał fatalny początek zaczął od 0/9 z gry większośc z trenerów ściaga zawodnika, który się podłamuje jeszcze bardziej, Red zrobił inaczej zostawił Larrego na boisku i ten się odpłacił trafiając kolejne 9 rzutów !
    Oglądając filmik nie sposób mi nie zwrócić jednak uwagi na szczegóły związane z rzutem 🙂 Trener wyraznie zaznacza że musimy przed rzutem otrzymać piłke na wysokości klatki piersiowej,pewnie wielu z was miała podobnie uczac sie rzucać nic bardziej mylnego piłkę należy opuścić zrobić DEEP , tak jak robi to Larry Bird na filmku i przez cała kariere 🙂 a wiemy jak wybitnym był strzelcem .

    (2)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Ja gościa podziwiam od kiedy zacząłem przygodę z nba ( chyba 95′ miałem 6 lat, w co sam teraz nie wierze ) ale tak było 🙂 dzięki tato za walizkę kart nba 😉 w ostatnią rocznicę śmierci zdecydowałem się na jego portret na łapie 🙂 kiedy czytam takie arty to aż mi łezka się w oku kręci 😉 szacun Kuba! Jak dla mnie to razem z blc zasługuje cie na solidne podwyżki 🙂 dzięki wam można dowiedzieć się fajnych rzeczy, a jak już się wie nawet sporo to i tak fajnie się czyta 😉

    (2)
  8. Array ( )
    Odpowiedz

    Mi prędzej Popovich przypomina Reda. Koszykarski geniusz, złośnik, nadzwyczajna relacja ze swoimi graczami, świetny nos do młodych zawodników… Co prawda przyrównania można robić gdy Pop zakończy karierę ale wg mnie jemu najbliżej do Reda.

    (2)

Gwiazdy Basketu