fbpx

Retro NBA: jak dobrym trenerem był Bill Russell

28

W moim niedawnym wpisie o pierwszej czarnej piątce w historii Boston Celtics wspomniałem, że Bill Russell stał się pierwszym czarnoskórym trenerem. Podobnie jak ze wspomnianą piątką, wspominanie jego osiągnięć w kontekście przełamywania barier rasowych jest nieco krzywdzące dla samych zainteresowanych, gdyż ich poziom sportowy stanowi najlepsze uzasadnienie dla decyzji kadrowych klubu Celtics w tamtym czasie.

Dwa tytuły mistrzowskie w ciągu 3 lat na stanowisku Russella świadczą o tym najlepiej. Niemniej, nie da się zaprzeczyć, że objęcie stanowiska przez legendarnego Billa Russella było kamieniem milowym, a z wydeptanej przez niego ścieżki skorzystało do dziś ponad siedemdziesięciu czarnych trenerów i asystentów, jacy przewinęli się przez NBA w ciągu ostatniego półwiecza.

#Decyzja Auerbacha

Gdy był 17 kwietnia 1966, Boston znajdował się ledwie o 4 zwycięstwa od kolejnego tytułu mistrzowskiego, ósmego z rzędu. Startowała seria finałowa z Los Angeles Lakers. Choć ostatecznie rywalizacja zakończyła się na korzyść Celtów, to ich pierwsze zwycięstwo nie nadeszło w pierwszym meczu. Lakers zdołali wygrać 133-129 i przechylić na własną stronę szalę przewagi boiska.

Po meczu numer 1 Red Auerbach ogłosił oficjalnie, że z końcem rozgrywek Bill Russell zastąpi go na stanowisku głównego szkoleniowca. Zamiary Auerbacha w kwestii ustąpienia ze stanowiska były powszechnie znane, ale decyzja o wyznaczeniu Russella na jego następcę była, mówiąc lekko, niespodziewana i wywołała duży szum w kuluarach.

Kariera trenerska Billa Russella rozpoczęła się jeszcze zanim minęła jego kariera zawodnicza.

Russell rozgrywał właśnie swój 10 sezon jako zawodnik NBA. Swoją grą wciąż wyznaczał kolejne granice statystyczne, a teraz miał wziąć na siebie jeszcze rolę grającego trenera, co przyznajmy uczciwie, nie było wówczas jeszcze takim ewenementem jakim wydaje się z perspektywy dzisiejszej (dziś jest zakazane, chociażby dlatego że płace trenerów i asystentów nie wchodzą do salary cap i dawałoby to pole do nadużyć).

#Kompetencje über alles

Wybór Russella na szkoleniowca Celtics miał miejsce w 1966, kiedy tzw. Prawa Jima Crowa, ograniczające prawa byłych czarnych niewolników były już zniesione wysiłkami takich działaczy jak MLK, Rosa Parks czy Ernst Borinski. Obowiązywały już ustawa o prawach cywilnych (1964) i ustawa o prawie do głosowania (1965), ale ludzkich serc nie da się zmienić tak łatwo, jak litery prawa. Równy miesiąc przed tym jak Auerbach ogłosił swoją decyzję miało miejsce wystąpienie Martina Luthera Kinga, w którym padły następujące słowa:

We have come a long, long way, but we have a long way to go…

W wolnym tłumaczeniu “Przeszliśmy długą drogę, lecz jeszcze długa droga przed nami.” Jak już wspomniałem we wstępie, czyn mógł być doniosły, ze względu na brak precedensu, ale decydowały kompetencje:

Nie wybrali mnie dlatego, że jestem czarny. Dostałem tę ofertę, bo Red uznał, że dam radę.

Dam radę

Nie tylko Russell był w stanie “dać radę”, ale wręcz był do tego zadania świetnie przygotowany. Na krótkiej liście, prócz Russella, pojawili się Bob Cousy, Frank Ramsey i Tommy Heinsohn. Cousy i Ramsey odmówili z przyczyn osobistych. Heinsohn powiedział wprost, że nie wyobraża sobie trenować kogoś takiego jak Bill Russell, bo niczego nie jest w stanie mu przekazać (później objął posadę trenerską po Russellu). Wybór zawęził się zatem do jednego nazwiska.

W pierwszym sezonie jako gracz-szkoleniowiec Russell osiągnął bilans 60-21, ale mistrzowska seria Celtów dobiegła końca, bo warunki nie do przejścia postawili im w drugiej rundzie zawodnicy Philadelphii z mocarnym Wiltem Chamberlainem, wygrywając 4-1. Celtowie przegrali jednak z przyszłym mistrzem.

Trochę mi tu śmierdzi wałkiem, że mimo bilansu 60-21 (coach Russell) Bostonu, ani nawet 68-13 (coach Hannum) Philadelphii, Trenerem Roku został debiutant w tej roli, Johnny Kerr, prowadzący Chicago do bilansu 33-48. Nigdy przedtem, ani nigdy potem statuetki nie odebrał trener z bilansem poniżej .500. Jedynym argumentem za Kerrem było to, że Bulls, których prowadził byli pierwszą drużyną ekspansywną, która załapała się do playoffs w swoim debiutanckim sezonie. Umówmy się jednak, liga liczyła wówczas 10 zespołów, a 8 awansowało, więc nie był to jakiś mega wyczyn ostatecznie.

Niemniej, rok i dwa lata później Boston wrócił na szczyt, a Russell zapisał na swym koncie bilans 102-62 w meczach sezonu regularnego (odpowiednio 54-28 i 48-34). Po 7-meczowej batalii z Lakers w finałach ’69 Russell stwierdził, że w koszykówce powiedział już wszystko, co miał do powiedzenia i ustąpił z obu ról w jakich do tej pory w drużynie występował.

#The Summer of love

Furtka, którą uchylił Russell, umożliwiła jednak kolejnym afro-amerykanom sprawdzenie się na stanowisku szkoleniowca. Klimat sprzyjał zmianom, wszak prężnie działał ruch hippisowski zapoczątkowany Latem Miłości 1967. W trzy miesiące po finałach NBA w 1969 odbył się też legendarny Woodstock Festival.

Bill Walton, etatowy hipis NBA i zawodnik Bostonu w latach 1985-1987. Mistrz z Portland i Bostonem.

#Idąc w ślady Billa

Sezon 1969-1970 spowodował pojawienie się kolejnych ważnych figur na trenerskiej mapie NBA. Rolę graczy-szkoleniowców powierzono Lenny’emu Wilkensowi i Alowi Attlesowi, odpowiednio w Seattle i San Francisco. Co ciekawe, akurat te dwa miasta wcale mnie nie dziwią w tym kontekście, hehe. Później, w sezonie 1971/1972 Earl Lloyd stał się pierwszym czarnoskórym trenerem zatrudnionym na pełen etat.

Earl Lloyd jako szkoleniowiec Detroit Pistons

Lloyd nie odniósł jednak zbyt wielkich sukcesów jako trener. Dopiero jego sukcesor, Ray Scott, stał się pierwszym czarnoskórym trenerem, który wywalczył statuetkę Coach of the Year. Wywalczony przez niego bilans wyniósł 50-32. Wspomniany wcześniej Al Attles, po zakończeniu kariery zawodniczej, poprowadził Warriors do tytułu w 1975 roku, stając się pierwszym czarnym, który dokonał tego jako pełnoetatowy head coach. Cztery lata później, do mistrzowskiej loży czarnych trenerów Russella i Attlesa dołączył Wilkens z Seattle Supersonics.

Obecnie mniej więcej co czwarty trener w NBA jest czarny, a co piąty zawodnik czarny nie jest. Ale tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia.

[BLC]


Jako suplement dodam, że Bill Russell w funkcji szkoleniowca został przed dwoma dniami obwołany finalistą NBA Hall of Fame 2021!

Ostatnie Wpisy

28 comments

    • Array ( )

      Bill Russel, marny karzeł.

      Dużo pierścieni, mało jeleni.

      Grał dobrze, wół na bobrze.

      Trywialnie finalnie, dobrze globalnie.

      Pozdrawiam,
      Jaskier

      (-2)
  1. Array ( )
    Odpowiedz

    Przy okazji ciekawostka – równa 56 lat temu Bill Russell zdobył double double mając 27 pkt i… 49 zbiórek. Świetnie się czyta o GOATach tamtych epok, niby ten sam sport, a brzmi to wszystko jak zupełnie inny świat.

    (19)
    • Array ( )

      W sumie przylaczam sie do pytania – mysle ze Nickowi bardziej chodzi o fakt co oznacza ‘finalista’ a nie wytlumaczenie okreslenia HoF.

      Dzieki BLC – super sa te ciekawostki z przeszlosci. Duzo uswiadamiaja!

      (3)
  2. Array ( )
    Odpowiedz

    Artykuł BLC jak zwykle na poziomie, aczkolwiek i tak nie dowiedziałem się, czy Bill był naprawdę tak dobrym trenerem 😉

    (11)
    • Array ( )

      Dokładnie, temat trochę nie pasuje, bo faktycznie niewiele jest we wpisie o tym jak dobrym trenerem był Russell, tylko bilans i tytuły z Celtics, nic o jego pracy w SuperSonics, czy Kings ani słowa. W Bostonie świetnie się sprawdził jako grający trener, ale potem było coraz gorzej.

      W Seattle zaczął bardzo dobrze, od razu poprawili bilans o 10 wygranych. W drugim sezonie jego pracy Sonics po raz pierwszy w historii zagrali w Playoffs, gdzie w półfinale konferencji ulegli Warriors z Rickiem Barrym w ich drodze po tytuł. W kolejnym sezonie na tym samym etapie ulegli Suns. Jednak w kolejnym nie weszli do Playoffs i Bill Russell zrezygnował z posady. Drużynę przejął jego kuzyn, Bob Hopkins, który został zwolniony pół roku później, kiedy Sonics z bilansem 5-17 mieli drugi najgorszy wynik w lidze. Wtedy stał się cud, zespół przejął Lenny Wilkens (wcześniej przez 3 lata był ich grającym trenerem, o czym BLC wspomina), zrobił z tego 47-35 i doszedł aż do finału, gdzie ulegli 3-4 Bullets. Rok później już nikt nie zatrzymał SuperSonics, którzy sięgnęli po swój jedyny tytuł mistrzowski w historii.
      Epizod trenerski w Sacramento można przemilczeć, bo był to wtedy jeden z najsłabszych zespołów w lidze, będący w kryzysie, krótko po przenosinach z Kansas City, liderami tamtej drużyny byli Reggie Theus (ten sam, któremu swego czasu nie podobało się, że został zastąpiony przez młokosa, który nazywał się Michael Jordan) i Otisa Thorpe’a (późniejszy partner pod koszem Olajuwona i mistrz z 1994 roku). Ten kryzys w Kings trwał zresztą jeszcze ponad dekadę, a przerwany został dopiero przez Ricka Adelmana i Chrisa Webbera.

      (7)
  3. Array ( )
    Odpowiedz

    I to była gwiazda NBA, a tak rzadko teraz się o nim mówi, gdy wymienia się najlepszych graczy w historii, a tymczasem liczby mówią coś innego. Może do tej jałowej dyskusji dołożyć MJ – LeBron dołożyć Russela? Bo jeśli chodzi o liczbę finałów, zwycięstw, dominowania nad przeciwnikami to chyba nie ustępuje, a może i przewyższa tą dwójkę. Problem tylko taki, że highlightów na YouTube nie odpalimy…

    (4)
    • Array ( )

      Nie ta epoka, porównania zataczają się do MJ-KB-LBJ do nowej ery i Wilta i Russela jako stara era. Dlaczego tak się dzieje? Pewnie temu że lat ’60 mało kto obecnie pamięta/ widział to na żywo, a jednak to co przeżywa się na bieżąco jak kariery pierwszej trójki, dużo bardziej oddziałowuje na emocje, a chcemy czy nie, to nimi siękierujemy przy “wybieraniu” GOATa

      (1)
    • Array ( )

      Jak dodajesz KB , to raczej powinno się dodać Larryego, Magica i Ervinga, a co z Kareemem? Ja nie kupuje tego, że kiedyś grało się inaczej. Niby inaczej, ale Robertson naklepal triple doubles tyle, że jego rekord dopiero niedawno pobił Westbrook, gdzie typowo grał pod staty. Nie można dyskredytować starych graczy tylko przez to, że nie widziało się ich na ekranie. Na anglojęzycznych stronach można znaleźć urywki (wiem że mało) z tamtych lat. Gra była inna, ale Ci goście byli na tyle wybitni ( np. Russell, Robertson, Jerry West), że potrafili się wyróżnić wtedy na tle innych, jak LeBron w dzisiejszych latach. Ci wszyscy gracze ocierają się o status Goat. My jako kibice powinniśmy o tym pamiętać 😉

      (6)
    • Array ( )

      W tym przypadku Boston miał przewagę parkietu, co oznaczało że będą grać 4 mecze u siebie a 3 w Los Angeles (teraz odbywa się to w systemie 2-2-1-1-1, wtedy chyba był nieco inny), a skoro LAL wygrali pierwszy mecz na wyjeździe to pozostały im 3 mecze w Bostonie i 3 we własnej hali, więc wystarczyłoby że wygrają tylko domowe mecze, które zawsze są nieco łatwiejsze (chyba że jesteś LAC 😉 ), żeby wygrać całą serię.

      (1)
    • Array ( )

      chodzi o to który parkiet waży więcej. Jeżeli waga parkietu nie mieści się w limicie wagowym (767 kg – 0,643 na kafelkę) wtedy drużyna gospodarzy zaczyna od wyniku 0:10. Wtedy jest przewaga.

      (6)
  4. Array ( )
    Odpowiedz

    Widzę, że BLC cały czas próbuje tutaj paru osobą naświetlić rzeczywistość z jaką mierzyli się czarnoskórzy. Bardzo dobrze, tak trzymać 😀

    (6)
  5. Array ( )
    Odpowiedz

    Całokształt dzisiejszej sytuacji na linii CZ-B w USA jest niemożliwy do zrozumienia bez kontekstu historycznego.
    My żyjąc od kilkudziesięciu lat w jednonarodowym społeczeństwie (twór sztuczny – liczba oficjalnie ludności niepolskiej łącznie – w naszym kraju np. w Niemczech nie uzyskała nawet statusu mniejszości – a u nas 200k niemców ma reprezentację w parlamencie zabezp. konstytucją 😉 ) zupełnie naturalnie nie rozumiemy takich problemów, gdyż nie mamy punktu odniesienia.
    W USA – segregacja prawna i polityczna była faktem jeszcze 50 lat temu, faktyczna w niektórych miejscach jest do dzisiaj. Co więcej, działania niektórych grup mające np. wyrównać szanse – np. kwoty w szkołach wyższych zależne od koloru skóry a nie zdolności – zamiast łączyć jeszcze bardziej dzieliły.
    Co więcej – wciąż silne są stereotypy działające w obie strony (zła biała policja/ czarni przestępcy), które nie pomagaja w integracji. Wiec problem dalej istnieje i to co ostatnio działo się w USA nie pomogło.
    Tym bardziej powinniśmy cenić, że w trudnych dla porozumienia latach 60 – bostoński Żyd przekonał swoich białych kolegów aby powierzyć funkcję trenera czarnemu i to takiemu co ma niewyparzony język i głośno mówi o dyskryminacji i prawach czarnych. To było działanie epokowe, na miarę dopuszczenia czarnych studentów na uniwersytety, czy wybór Obamy na prezydenta – kroki milowe w integracji.
    Niestety jak się poczyta i posłuch amerykanów dzisiaj, wydaje się że do pełnego załatwienia tych spraw (m.in. dzięki agresywnej polityce, BLM i instytucjonalnemu wyrównywaniu) są dalej iż w latach 60.
    Wówczas wydawało się że będzie z górki, dzięki takim ludziom jak MLK, czy właśnie Russel.
    Dziś BLM kojarzy się z rozbitymi sklepami, rozróbami a społeczeństwo jest podzielone. Zupełnie nieistotne jest już to kto, co i dlaczego. Zamiast razem – znów jest osobno.

    (8)
  6. Array ( )
    Osiwiały Miodek 12 Marzec, 2021 at 13:59
    Odpowiedz

    K

    A czy Ty mógłbyś naświetlić, dlaczego użyłeś, (nie wiem jak to nazwać, bo na pewno nie jest to słowo) czegoś takiego jak “osobą” poprzedzonego wyrazem paru?

    Uczą tego teraz w podstawówce, to jakaś nowa głupia moda, czy może realizujesz jakąś chorą misję szerzenia analfabetyzmu?

    Na wypadek, gdyby winna tego stanu rzeczy była szkoła, śpieszę uświadomić Ci, że powinieneś użyć zwrotu “paru osobom”. Przy okazji polecam przeczytać w życiu jakąś książkę. To naprawdę pomaga w poprawnym wyrażaniu swoich myśli, tak za pomocą mowy, jak i pisma.

    (1)
    • Array ( )

      Ale się przyjebałeś człowieku, tak dostrzegam swój błąd, pisałem szybko i się nie zastanowiłem. Mam problem z ortografią od dziecka, książki czytam, dziękuje, może nie jakieś arcydzieła, ale Wiedźmin, Harry Potter, Władca Pierścieni przeczytałem i czytań regularnie, jakiś czas temu „I love this game” a aktualnie „Odwaga bycia nielubianym” także następnym razem jak napiszesz komuś wywód, podsumowujący jego wiedzę i inteligencję, na podstawie jednego błędnie postawionego ogonka, zastanów się czy nie wyjdziesz na wywyższającego się buraka.

      (3)
    • Array ( )
      Osiwiały Miodek 13 Marzec, 2021 at 11:01

      K

      Bez urazy. Nie mam zamiaru wyjść na wywyższającego się buraka, ale w necie, błąd, który zrobiłeś, staje się coraz bardziej nagminny, i to do tego stopnia, że naprawdę mocno razi w oczy. Na pewno z racji różnicy wieku (choć myślę, że wynosi ona najwyżej kilkanaście lat) czytamy inną literaturę (np. Sienkiewicza, Dostojewskiego, Sołżenicyna, Remarque’a, Gogola dawno przerobiłem), za to zdziwisz się się, że grałem we wszystkie 3 części wiedźmina i każdą uważam za co najmniej świetną, a dziki gon za genialną.
      Zwróciłem Ci uwagę najbardziej z racji tego, że mam, świadomość, iż tę stronę odwiedzają też młodsi użytkownicy.
      Dlatego też dbajmy o nasz piękny polski język, bo baaardzo wiele osób poświęciło ŻYCIE m.in. po to, żebyśmy dziś Ty i ja mogli tego pięknego języka używać.

      (0)
  7. Array ( )
    Odpowiedz

    Czytałem ostatnio artykuł na bardzo znanym amerykańskim portalu o rażącej (zdaniem autorów) nadreprezentacji białych trenerów nad czarnymi w NBA zarówno współcześnie jak i historycznie. Oczywiście odpowiedzią jest ukryty rasizm. Wg mnie ukryty jest on wręcz rewelacyjnie: właściciele (zazwyczaj biali) nie tylko inwestują grube miliony w gorszych, białych trenerów, ale także dla lepszego kamuflażu zatrudniają głównie czarnych graczy.
    A już bez wyzłośliwiania się martwi mnie to: zamiast rozwiązywania problemu u podstaw (trudności w zdobyciu dobrego wykształcenia przez Afroamerykanów) znów mamy szczucie “ras” na siebie oraz postulaty o “wyrównywanie” szans poprzez niesprawiedliwe i pudrujące rzeczywistość parytety
    BLC, świetny artykuł!

    (2)

Gwiazdy Basketu